środa, 8 sierpnia 2012

Kolej żelazna 4

Ayano : Dzięki~~ mi też się podoba ^ ^"
Poza tym błędy... na pewno wiele jest ich w tym rozdziale, ale... cóż... mimo wszystko zapraszam do czytania


*~*~*~*

Pain: *Następne dni upływały nam na przygotowaniach do odbioru transportu z Londynu. W trzecim tygodniu od naszego ostatniego spotkania z Indianinem jego młodszy brat zachorował, podobnie jak część naszych ludzi. Nie potrafiliśmy rozpoznać tej choroby objawiającej się nieustanną wysoką gorączką. *

Itachi:
*Od kilku dni chodziłem jak struty. Coś mnie niepokoiło, ale nie wiedziałem skąd to uczucie. Coś się wydarzy, albo już się dzieje. Czyżby miało to związek z moim bratem? Wolałem już nie zbliżać się do białych. Jakoś średnio chciałem spotkać tego białowłosego i tego z bliznami... Ale to uczucie*

Pain:
*Zwierzęta też chorowały. Odkryliśmy że Indianie zatruli cześć naszej wody pitnej... próbowali się nas pozbyć wszelkimi metodami. Wstąpiłem na chwilę do namiotów pełniących rolę szpitali, każdy z nas musiał co kilka dni przejść kontrole bo w wczesnym stadium choroba byłą łatwo wyleczalna ziołami wcieranymi w dziąsła. Dostrzegłem że przy łóżku czarnowłosego chłopca nieustannie siedzi młoda rudowłosa siostra. Gdzie sie podział jego brat? *

Itachi:
*Postanowione. Zajadę tam sprawdzić czy wszystko w porządku. Wsiadłem na konia i ruszyłem w kierunku osadników. Gdy już miałem dość dobry widok, coś mi nie pasowało. Na zewnątrz ludzi było mniej niż normalnie a też i ich zachowanie było podejrzane.* Czemu tak wszyscy panikują? *Zapytałem kowboja przy bramie*
-Nie panikują, boją się.
-Czego? Znowu Szoszoni? albo jakieś inne plemię?
-A no, wodę nam potruli.
- Wodę...? *Zdziwiłem się. skoro potruli... zaraza! złapałem kowboja za brzeg koszuli* co z nim? żyje?
-Broń Panie, kto taki?!
-Mój brat *Powiedziałem, nie patrząc na wet na niego, tylko obserwując otoczenie za nim*
-Nie wiem panie.

Pain:
*Spojrzeli mi w źrenice i byłem już gotowy by opuścić to miejsce. Dobrze że zaraza nie przenosiła się przez powietrze. Mały wyglądał naprawdę źle a siedząca przy nim dziewczyna spoglądała zbolałym wzrokiem jakby już umarł. Przeżegnałem się, jeżeli to nie pomoże to przynajmniej nie zaszkodzi. *

Itachi:
*Puściłem kowboja* Gdzie macie namiot szpitalny? *Wskazał ręką* „Prosto jak strzelił i po prawej białe płachty.” *powiedział*

Pain:
*Mały poprosił o wodę a rudowłosa podała mu miedziany kubek, w ostatniej chwili złapałem ją za rękę.* Oszalałeś kobieto? Jest zakaz spożywania wody. *Wszyscy musieliśmy sobie poradzić z pragnieniem dopóki nie sprawdzą jaka cześć z naszych zasobów jest do tego zdatna. Może z małym było tak źle bo ta kobieta wciąż poiła go tą trucizną? *

Itachi:
*Kiwnąłem głową i pojechałem w tamtym kierunku. Zeskoczyłem w biegu z konia, otrzepałem ubranie i uchyliłem połę namiotu. Aż dziw, że nikt mnie nie zatrzymał.* Sasuke? *Zapytałem, wchodząc do środka. Złudne nadzieje, że brat mnie powita jak zawsze, ale zawsze*

Pain:
*Chłopiec drgnął i zamajaczył w języku którego nie byliśmy w stanie zrozumieć. Dziewczyna przypadła do niego a ja wylałem pod nasze nogi odebraną jej wodę. Zaraz za sobą usłyszałem szybkie kroki. *

Itachi:
Co mu jest? *Zapytałem, podchodząc do mojego "znajomego" i jakiejś płomiennowłosej dziewczyny.*

Pain:
Gorączkuję... *Odpowiedziałem po chwili której potrzebowałem na przyzwyczajenie się do jego obecności.* Od kilku dni *Dodała dziewczyna*

Itachi:
*Podszedłem do brata i położyłem mu rękę na czole. Rozgrzane jak ognisko. Skrzywiłem sie* Robiliście coś z tym?

Pain:
*Obaj spojrzeliśmy pytająco na dziewczynę która odparła jakby tym zaniepokojona.* Podawaliśmy zioła na oczyszczenie organizmu... Rumianek, szałwie...

Itachi:
Dajcie mi tą wodę *Powiedziałem przerywając jej. Skoro to Indianie zatruli wodę... musi być odtrutka*

Pain:
*Podała mu półmisek z wodą z którego przed chwilą zaczerpnęła kubkiem.* To może być... *Spojrzała na mnie nie pewnie* Ta woda. *Uzupełniłem jej wypowiedź o informacje że nie wiemy które beczki zostały zatrute. *

Pain:
*W sumie zgromadzenie takiej ilości wody zajmie nam za dużo czasu gdybyśmy chcieli wymieniać wszystką. *

Itachi:
*Wziąłem naczynie do ręki i powąchałem. Skrzywiłem się* Wy nie czujecie, jak to śmierdzi? *Zapytałem, ale średnio obchodziła mnie odpowiedź. Tak. Szoszoni odpowiedzialni byli za to podtrtucie. Wybiegłem szybko z namiotu i wskoczyłem na konia. Trzeba znaleźć składniki na odtrutkę*

Pain:
*Patrzyłem oniemiały na jego gwałtowną reakcję. Czerwonowłosa pochyliła sie nad miską z wodą a potem spojrzała na mnie pytająco. Przeczesałem dłonią włosy w geście bezradności. Co ja mogłem pomóc, może uda mu się uratować brata? A może nawet i naszych ludzi... *

Itachi:
*Do tych pieprzonych Szoszonów nie miałem nawet co jechać. Na szczęście to była trutka, której efekty już znałem na własnej skórze. Tylko, że minie pół dnia, zanim wrócę ze składnikami na nią. Wodę też musiałem znaleźć. Gdzie była ta jaskinia... Jechałem wzdłuż strumienia i szukałem jaskini, w której kiedyś przyłapałem szamana na... "zabawie" z jednym z moich kuzynów. Miejsce odwiedzin średnio mi się podobało, ale niestety było nieuniknione. Znalazłem. Teraz tą małą roślinkę odnaleźć. Wytężyłem wzrok. Jest! Tylko czemu tak wysoko? Po kilku próbach ściągnąłem ją. Jeszcze tylko woda i będę mógł spokojnie wracać*

Pain:
*Zawsze lubiłem być w centrum wydarzeń nawet jako bezstronny świadek więc zostałem z siostrą zakonną przy chorym dziecku i pomogłem jej z innymi chorymi ku mojemu zdziwieniu na jednym z łóżek leżał Deidara. Wydawało mi się że widziałem go jeszcze w pełni zdrów kilka godzin temu...?. *

Itachi:
*Woda z pewnego źródła - jest. Kilka roślinek, które dadzą odtrutkę na specyfik - są. Teraz czasem wracać. Nie oszczędzałem konika. Wiedział, że od tego zależy nie tylko ich życie ale także moje. wiedziałem też, że wytrzyma. Był do tego szkolony. W mgnieniu oka przejechałem główną bramą tak, że nawet kowboj przy niej się nie zdążył odwrócić. Wszedłem do namiotu z bojową miną*

Pain:
*Z drugiego końca zacienionego płachtami miejsca dostrzegłem że Itachi ponownie zjawił się w namiocie. Obok łóżka Sasuke była już nie tylko młoda zakonnica ale i nadzorujący wszystko doktor medycyny którego przywieźliśmy z Londynu... znał się bardziej na trupach niż na żywych ludziach ale odłożono to jako kwestię mało istotną. Dostrzegłem że spogląda na chłopaka z nieprzychylną miną.*

Itachi:
Dajcie mi moździerz *Powiedziałem, podchodząc do łóżka brata*

Pain:
*Lekarz zapytał się go co zamierza zrobić. Usiadłem na łóżku w nogach trzymającego się za brzuch Deidary*

Itachi:
*Spojrzałem na niego jak na głupiego * Uratować brata.

Pain:
*Starzec zakomunikował że nie jest odpowiedzialny za to dziecko więc nie będzie mu zabraniał eksperymentów na nim.*

Itachi:
Dacie mi ten moździerz czy nie! *Krzyknąłem. Ten... Lekarz... Był irytujący*

Pain:
*Dziewczyna w czerwonych włosach podała mu to o co prosił a ja skrzywiłem się, nie przepadałem za tym pseudo lekarzem.*

Itachi:
*Złapałem naczynie i zacząłem babrać się w miksturach, których znajomość upoważniała do bycia wodzem.Albo przynajmniej synem wodza.. Sasuke był za mały. Rozdrabniałem roślinki i dodałem parę kropel wody, co dało mi piękną zieloną maź. Wyciągnałem igłę i namoczyłem ja w mazi. poczekałem aż nasiąknie, po czym podszedłem do brata.* To będzie bolało ale nie bardzo. Bądź silny *Powiedziałem do brata w rodzimym języku i wbiłem mu igłę w rękę. Zacisnął zęby a z oczu popłynęły mu łzy, jednak nie krzyknął. Zuch chłopak.*

Pain:
*Zastanawiałem się czy to rodzaj jakiegoś ich uzdrowicielskiego rytuału i czy wzywają przy tym swoich nieistniejących bogów... *

Itachi:
*Pogłaskałem go po włosach.* Do wieczora powinna mu spaść gorączka *Powiedziałem po angielsku.* Rano będzie jak nowo narodzony.

Pain:
*"To sie okaże" oznajmił scenicznie lekarz poprawiając okulary na wydatnym nosie. Podniosłem sie i podszedłem do nich kilka kroków tak by lepiej widzieć Indianina.*

Itachi:
*Patrzyłem jak mój brat zasypia. Jak się obudzi, mnie tu już nie będzie. Może to ostatni raz kiedy się widzimy? Machinalnie gładziłem go po włosach, nie zwracając uwagi na otoczenie. Zacząłem gwizdać melodię kołysanki, którą śpiewała nasza mama.*

Pain:
*Urażony lekarz oddalił się pospiesznie a pozostałą siostra uważnie wpatrywała się w przybysza i dostrzegłem że wygląda na urzeczoną. Ja również go obserwowałem ale to dlatego że zadziwił mnie sposób w jaki odnosi się do brata, to było... Dziwne.*

tachi:
Śpij dobrze Sasuke, i żyj jak najlepiej * powiedziałem, odwróciłem się i skierowałem się ku wyjściu.*

Pain:
Hej... *Zawołałem go i wyszedłem za nim na zewnątrz. *

Itachi:
Hm? *Zapytałem, unosząc brew. Czego on ode mnie chciał?*

Pain:
*Odwrócił się do mnie a ja nie pamiętałem słów jakich chciałem użyć. * E to... *Głupie pomysły tego blondyna chyba za bardzo mi się udzieliły.* Wybacz, już nic. *Skapitulowałem i odwrócił się maszerując na powrót do namiotu z skrzywioną miną. O co ja chciałem zapytać? A tak. "hej, to prawda że pozabijałeś wszystkich współplemieńców? A czemu brata nie? Bo wiesz, to mnie nurtuje. "*

Itachi:
*Spojrzałem na nim, ale się nie odezwałem. Po chwili jednak jeszcze wsadziłem głowę do namiotu*Jakbyście chcieli poratować resztę...

Pain:
*Kilka sióstr zakonnych zwróciło na niego wzrok*

Itachi:
Jakbyście, to ten tu *Wskazałem na kowboja o dziwnym kolorze włosów* Wie gdzie mnie znaleźć *I już mnie nie było*

Pain:
*Otworzyłem usta bo ludzie spojrzeli na mnie w dziwny sposób. Tak jak sie patrzy na szpiega albo kolaboranta *

Itachi:
*Wracałem trochę bardziej odprężony i już kawałek za... osadą, zwolniłem, dając konikowi przerwy.* Wieczorem pójdziemy nad rzekę się wykąpać, co? *Zaproponowałem mu a on kiwnął łebkiem*

Pain:
*Dzień się dobrze nie zakończył a poprawy w zdrowiu chłopca były widoczne gołym okiem. Następnego dnia wysłano mnie jako a do Indianina. Kiedy siodłałem konia zastanawiałem się na Boga skąd mam wiedzieć gdzie on jest? poprzednim razem drogę wskazało mi ognisko i jeżeli nie zmienił miejsca obozowania i tak nie odnajdę ponownie do niego drogi.*

2 komentarze:

  1. Daj mi więcej *o*
    ~Aya.

    OdpowiedzUsuń
  2. 28 yr old Community Outreach Specialist Isabella Ferraron, hailing from Maple Ridge enjoys watching movies like Major League and Air sports. Took a trip to Three Parallel Rivers of Yunnan Protected Areas and drives a XF. Strona glowna

    OdpowiedzUsuń