Króciutki prolog~~
Dla osób czekających...
Dlaczego taki krótki? Bo nie mogę znaleźć wszystkich wiadomości. Jak odnajdę każdy wpis z gadu, to będę prze szczęśliwa~~
Życzcie mi powodzenia~~
A co do treści... My naginamy czasoprzestrzeń, a wiele rzeczy z przyszłości i przeszłości znajduje zastosowanie w tym tekście, mimo że zostało wynalezione, czy odkryte później...
Nie jest to umiejscowione w konkretnym też okresie.
*~*~*~*
Sasuke:
*Wróciłem po wielu latach z Anglii, gdzie właściwie się
wychowałem. Przez dłuższy czas uczyłem się języka pod okiem
pana Sarutobiego. Wredny dziad. To do niego zawieziono mnie z
rodzimej ziemi. Zawsze wyglądałem inaczej niż inni z moim kolorem
skóry, ale po dłuższym czasie środowisko mnie jako tako
zaakceptowało. W ten sposób trafiłem do szkoły i wyuczyłem się
na tyle ile mogłem. A teraz przypłynąłem do domu, gdzie dwanaście
lat temu mój starszy brat kazał mnie wywieść stąd. Czeka mnie
jeszcze droga konno do miasta. Jeszcze dzień drogi.*
Naruto:
*Koń pode mną zadrżał i uderzył
kopytem w piaszczystą, pustynną drogę. Mój wspaniały ogier
imieniem Kyuubi, niejednokrotnie okazał się być jedynym wiernym
towarzyszem w tym ciężkim buntowniczym żywocie. Był zenit a ja
wraz z moim towarzyszem pod sobą i tym obok mnie w postaci
Kakashiego zjechaliśmy z drogi docierając nad urwisko z którego
brzegu rozciągał się piękny widok na jedyne miasteczko w okolicy
które zagospodarowano na tyle dobrze że posiadało bank. *
Kakashi:
*Obserwowałem naszego młodego
przywódcę. Jak ja czasami czekam na emeryturę... Spojrzałem w
kierunku miasteczka, do którego zmierzaliśmy. Naruto nie próżnował.
Za każdym razem wymyślał nowe miejsca i sposoby rabunku. Młody i
kreatywny chłopak* Jak tym razem robimy, Naruto? *Zagadnąłem go.*
Jakaś nowa strategia?
Naruto:
No cóż, nie mogę myśleć o pustym
żołądku. *Dopiero co przybyliśmy w te strony i chłopaki z ekipy
jeszcze nawet nie zdążyli się zakwaterować... Miałem nadzieję
że mimo to wpadli na pomysł aby w pierwszej kolejności coś
ugotować... Wyjąłem lunetę i zerknąłem przez soczewkę w
stronę miasteczka.* Słyszałem że niedawno ich szeryf zmarł i
jeszcze nie mają następcy. Jeżeli podziałamy dostatecznie szybko
to może i nie będzie miał nas kto ścigać?
Kakashi:
Może. Chociaż możliwe, że nowy jest
już w drodze i lada dzień będzie tu na miejscu *uśmiechnąłem
się pod chustką. Jak to dobrze, kiedy nikt nie zna twojej twarzy...
w sumie dobrze. Niech się nie boją...* Sam w sumie jestem trochę
głodny.* zaśmiałem się cicho* Ciekawe jak Rendell się zdziwił,
kiedy nie znalazł nas na fałszywym tropie... *Zastanowiłem się na
głos. Już chciałem mieć całą akcję za sobą*
Naruto:
Ja się zdziwię jak po powrocie dadzą
mi raaamen ~~*Podałem mu lunetę* Co to tam ? konwój ?
Kakashi:
*spojrzałem przez oko.* Uhym
*przytaknąłem.* Chcesz się do nich przy kolegować?
Naruto
a wypominałem już że jestem głodny
?
Kakashi:
Tak tak *spojrzałem na ekipę.
istotnie robili jakieś jedzenie. Naruto może będzie zadowolony...
Czas czas czas....*
Naruto:
Ieee wracajmy do naszych. Jutro zrobimy
głębsze rozeznanie.
Kakashi:
*Kiwnąłem głową i zawróciłem
konia. Jak jutro to jutro.*
*~*~*
Mam nadzieję, że Sequel "Kolei żelaznej" się spodoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz