piątek, 28 września 2012

Gwiazdka szeryfa

 Króciutki prolog~~ 
Dla osób czekających...

Dlaczego taki krótki? Bo nie mogę znaleźć wszystkich wiadomości. Jak odnajdę każdy wpis z gadu, to będę prze szczęśliwa~~
 Życzcie mi powodzenia~~ 


A co do treści... My naginamy czasoprzestrzeń, a wiele rzeczy z przyszłości i przeszłości znajduje zastosowanie w tym tekście, mimo że zostało wynalezione, czy odkryte później...
Nie jest to umiejscowione w konkretnym też okresie. 
*~*~*~*

Sasuke:
*Wróciłem po wielu latach z Anglii, gdzie właściwie się wychowałem. Przez dłuższy czas uczyłem się języka pod okiem pana Sarutobiego. Wredny dziad. To do niego zawieziono mnie z rodzimej ziemi. Zawsze wyglądałem inaczej niż inni z moim kolorem skóry, ale po dłuższym czasie środowisko mnie jako tako zaakceptowało. W ten sposób trafiłem do szkoły i wyuczyłem się na tyle ile mogłem. A teraz przypłynąłem do domu, gdzie dwanaście lat temu mój starszy brat kazał mnie wywieść stąd. Czeka mnie jeszcze droga konno do miasta. Jeszcze dzień drogi.*

Naruto:
*Koń pode mną zadrżał i uderzył kopytem w piaszczystą, pustynną drogę. Mój wspaniały ogier imieniem Kyuubi, niejednokrotnie okazał się być jedynym wiernym towarzyszem w tym ciężkim buntowniczym żywocie. Był zenit a ja wraz z moim towarzyszem pod sobą i tym obok mnie w postaci Kakashiego zjechaliśmy z drogi docierając nad urwisko z którego brzegu rozciągał się piękny widok na jedyne miasteczko w okolicy które zagospodarowano na tyle dobrze że posiadało bank. *

Kakashi:
*Obserwowałem naszego młodego przywódcę. Jak ja czasami czekam na emeryturę... Spojrzałem w kierunku miasteczka, do którego zmierzaliśmy. Naruto nie próżnował. Za każdym razem wymyślał nowe miejsca i sposoby rabunku. Młody i kreatywny chłopak* Jak tym razem robimy, Naruto? *Zagadnąłem go.* Jakaś nowa strategia?

Naruto:
No cóż, nie mogę myśleć o pustym żołądku. *Dopiero co przybyliśmy w te strony i chłopaki z ekipy jeszcze nawet nie zdążyli się zakwaterować... Miałem nadzieję że mimo to wpadli na pomysł aby w pierwszej kolejności coś ugotować... Wyjąłem lunetę i zerknąłem przez soczewkę w stronę miasteczka.* Słyszałem że niedawno ich szeryf zmarł i jeszcze nie mają następcy. Jeżeli podziałamy dostatecznie szybko to może i nie będzie miał nas kto ścigać?

Kakashi:
Może. Chociaż możliwe, że nowy jest już w drodze i lada dzień będzie tu na miejscu *uśmiechnąłem się pod chustką. Jak to dobrze, kiedy nikt nie zna twojej twarzy... w sumie dobrze. Niech się nie boją...* Sam w sumie jestem trochę głodny.* zaśmiałem się cicho* Ciekawe jak Rendell się zdziwił, kiedy nie znalazł nas na fałszywym tropie... *Zastanowiłem się na głos. Już chciałem mieć całą akcję za sobą*

Naruto:
Ja się zdziwię jak po powrocie dadzą mi raaamen ~~*Podałem mu lunetę* Co to tam ? konwój ?

Kakashi:
*spojrzałem przez oko.* Uhym *przytaknąłem.* Chcesz się do nich przy kolegować?

Naruto
a wypominałem już że jestem głodny ?

Kakashi:
Tak tak *spojrzałem na ekipę. istotnie robili jakieś jedzenie. Naruto może będzie zadowolony... Czas czas czas....*

Naruto:
Ieee wracajmy do naszych. Jutro zrobimy głębsze rozeznanie.

Kakashi:
*Kiwnąłem głową i zawróciłem konia. Jak jutro to jutro.*


*~*~*

Mam nadzieję, że Sequel "Kolei żelaznej" się spodoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz