A oto kolejny, lecz nie ostatni rozdział Czarnego Czwartku~
Zapraszam do czytania i komentowania.
*~*~*~*~*
Konan:
*Wróciłam do domu. Pójście do
szkoły tego dnia nie było najlepszym pomysłem. *
Itachi:
*Deidara przyszedł do mnie po lekcjach,
a potem ciągnął mnie do Konan... On naprawdę chciał jej poprawić
humor...*
Deidara:
*Łaziliśmy z tą zasmuconą kobietą
przez cały dzień, a dopiero wieczorem przestała smutać. Kupiła
sobie nawet buty które jej doradziłem. Takie wysokie pomarańczowe.
Pasowały jej do oczu. ~~*
Itachi:
*Cóż... Mogło być... Ale... Był
już późny wieczór a ja nie mogłem iść szukać Paina po
szpitalach... Cholera... *
Deidara:
*Odprowadziliśmy Konan która nas
utuliła na do widzenia. Uroczo. * Misja wykonana.
Itachi:
*Kiwnąłem głową. Zniknęła za
drzwiami... Zagryzłem wargę... Co mam robić?*
Deidara:
*Pociągnąłem go w stronę przystanku
autobusowego.*
Itachi:
*Zmarkotniałem... Prowadził... Nie
wiedziałem co robić... Naprawdę... Może... Gdybym miał odwagę,
to bym się upił...*
Deidara:
Nie puszczę cię do Paina. *Poklepałem
go przyjaźnie po plecach. *
Itachi:
*Syknąłem... Dlaczego? Czy to coś
złego, że chciałem go zobaczyć... I przeprosić?*
Deidara:
*Przeciągnąłem się i ziewnąłem.* Co masz taką minę, nie tego?
Itachi:
Zgadnij... *Nie podobało mi się
to...*
Deidara:
Przecież wyświadczam Ci przysługę
un~~.
Itachi:
Przysługę? *Ciekawe z której
strony?*
Deidara:
Wyobraź sobie un, że jestem Painem~~ I co mi powiesz? *Zrobiłem naburmuszoną i śmiertelnie poważną
minę typu: "mam was wszystkich w dupie". *
Itachi:
Tak nie mogę... *To MUSIAŁ być
Pian...*
Deidara:
Jak chcesz. *Wzruszyłem ramionami.*
Itachi:
Um... *Oparłem się o barierkę*
Myślisz... że Pain mi wybaczy tamten wybuch...?
Deidara:
Taa, nie sądzę by miał ci cokolwiek
za złe.
Itachi:
*Pociągnąłem nosem i spojrzałem w
sufit pojazdu komunikacji miejskiej* Naprawdę... Nie chciałbym go
stracić...
Deidara:
*Potarłem butem kawałek
piaszczystej dziury między płytami chodnikowymi* Ee w jakim sensie? Ee to zabrzmiało dziwnie, jakbyś go kiedykolwiek miał... eee
Itachi:
*Zagryzłem wargi... Czułem, że się
rumienię...* Nie... t-to znaczy... Nie chciałbym go stracić jako
znajomego... wiesz...
Deidara:
Kolegą też nigdy dla ciebie nie był. W sumie nie gadaliście nawet i nagle chcesz go przepraszać za nie
wiadomo co? To przecież nie twoja wina, że coś sobie uroił. Nie
musisz nic z tym robić, przejdzie mu.
Itachi:
*Zacząłem bawić się włosami.* Ja...
*przecież mu nie powiem, że przez kilka ostatnich dni myślałem
ciągle o tym i że stwierdziłem, iż... Pain jest...*
Deidara:
Daj sobie spokój, Pain jest zbyt...
trudny do ogarnięcia jak na bi-eksperymenty.
Itachi:
Że jak? C-co masz na myśli?
Deidara:
*Mój instynkt i gejradar jak się
okazało był bezbłędny już w przedszkolu więc mogłem się
wymądrzać.* zostaw go i nie sprowadzaj go na manowce. Zostańmy
przy tym że go nienawidzisz un~~ *Zaraz... od nienawiści do miłości
jeden krok wiec może lepiej nie.... *
Itachi:
Nie nienawidzę go,okay?
Deidara:
Nie. Nienawidzisz go. Tak będzie okay.
Powtórz ładnie.
Itachi:
Rany. Najprościej mówiąc nic do
niego nie mam, a wręcz lubię go, jasne?
Deidara:
To niedobrze. Znielub go un.
Itachi:
Dlaczego?!
Deidara:
A dlaczego miałbyś go lubić? Za co?
Itachi:
Ja... *I co mam odpowiedzieć?!* Tak po
prostu...
Deidara:
*Wzniosłem ręce do nieba.* A rób co
chcesz un
Itachi:
W ogóle co w tym złego, że go lubię?
Jakby to, nie wiem... Było zakazane dla mnie czy co.
Deidara:
Gdybyś faktycznie lubił go jak kumpla
dałbyś mu spokój.
Itachi:
... *Nie powiedziałem, że lubię go
jak kumpla... Ale... W sumie tak z tego to wynikało... A ja nie
lubiłem go jak kumpla... W końcu dojechaliśmy na przystanek
niedaleko mnie. Ruszyłem ku wyjściu z autobusu.*
Deidara:
*Wysiadłem z Itachim by jeszcze trochę
go pognębić. Złapałem go za rękaw kurtki. Naprawdę się o niego
martwiłem.* Nawet jak do niego pójdziesz to oleje cię i tle będzie
z tego twojego rycerstwa. *Zdaj się kurde na mnie un.*
Itachi:
*Pociągnąłem nosem... Rycerstwa...A
co jeżeli po tamtym piątku nie jetem w stanie myśleć o nim
normalnie?* Może... *Mruknąłem... Musiałem go zobaczyć...*
Deidara:
I to będzie tyle? Naprawdę tego
chcesz? Powiem ci jedno niemiłe zdanie i wyjdziesz obrażony, szkoda
czasu na coś takiego. *Już nie mówiąc o ich nerwach.
Odprowadziłem go pod dom.*
Itachi:
Deidara... Co zaryzykowałeś, mówiąc
temu... Sasoriemu, co czujesz?
Deidara:
Że mnie zabiją jego koledzy, ale nawet
tego nie porównuj.
Itachi:
Dlaczego?
Deidara:
Po pierwsze ja wiedziałem konkretnie
czego od niego chcę. Po prostu wziąłem to co mi się należało.
Albo wóź albo przewóz. Ty nie umiesz tak Itachi.
*Powiedziałem mu szczerze. *
Itachi:
*... Czy miał rację? Dowiem się, jak
zaryzykuję... Ale póki co...* Dobranoc Deidara *Powiedziałem i
wszedłem do domu. Miałem tego wszystkiego dosyć!*
Nie mogę się doczekać kolejnej, mam nadzieję, że (ruszy Cię sumienie i..) wrzucisz coś (znów) poza kolejką.
OdpowiedzUsuń