Mam nadzieję, że ktoś wynagrodzi moją pracę.
Z góry dziękuję
*~*~*~*
Itachi:
*Spojrzałem na policjanta na służbie,
który stanął przy samochodzie Paina... Czyżbyśmy jadąc coś
przeskrobali?*
Pain:
*Policjant kazał mi wysiąść z
samochodu. Na koncercie wypiłem tylko jedno piwo..... niestety.
Dlaczego Itachi stoi tam kurde... niech spada.... Po dmuchnięciu w
alkomat policjant zaśmiał się i kazał mi oddać kluczyki. Za
pazuchy wyjął bloczek mandatowy.*
Itachi:
*Kurcze... To przeze mnie...
Poniekąd... Bo gdyby mnie nie podwiózł, nie straciłby
kluczyków... A teraz do jego dzielnicy nie jeżdżą autobusy...*
Pain:
Czego się gapisz. Idź do
domu.*Warknąłem na Itachiego kiedy policjant odjechał. Czekał
mnie wyjątkowo długi spacer.*
Itachi:
Może chcesz wejść na górę? Mam
wolny pokój* Co dwa tygodnie przyjeżdżał do nas kuzyn na studia,
ale był w zeszłym tygodniu* Nie będziesz musiał wędrować przez
całe miasto
Pain:
Nie chce się wpraszać.... Pojadę
taksówką.
Itachi:
*Pokręciłem głowa* Jak zostaniesz do
rana, nic się nie stanie chyba. A rano pojedziesz autobusem...
Pain:
A chcesz bym został...?
Itachi:
Nie będę miał nic przeciwko...
Pain:
Nalegasz tak że mógłbym pomyśleć
że zależy ci na tym....
Itachi:
*Tylko spokojnie, Itachi* Idziesz, czy
nie?
Pain:
Pójdę... ktoś jeszcze z Tobą
mieszka?
Itachi:
Brat... Ale śpi.
Pain:
*Poszedłem za nim czując narastający
niepokój. Z jednej strony był to Itachi a z drugiej... tyle razy
widziałem go na scenie wysmarowanego krwią...*
Itachi:
*Dotarliśmy na górę. Jak
podejrzewałem, Sasuke spał... dochodziła 11 w nocy...* Zjesz
coś?*Zapytałem, gdy byliśmy jeszcze w przedpokoju* Tu jest pokój,
jak coś* Dobrze, że Tobi zostawiał tu tylko parę rzeczy...*
Pain:
*Złapałem go za rękę kiedy sięgnął
jak podejrzewałem do włącznika światła. Blask latarni ulicznych
wpadający przez okna dawał wystarczająco jasne odbicia byśmy się
dobrze widzieli.* nie dziękuję...
Itachi:
*Podniosłem nieco wyżej brew*
Uhm...*Zarumieniłem się.. Znowu... A już mi zeszło...* A t-tam
jest łazienka...*wskazałem na drzwi oklejone taśmą i naklejkami
niczym przed wejściem do pomieszczenia napromieniowanego*
Pain:
*Nie wyrwał swojej dłoni z mojej
ręki. Uznałem to za dobrą wróżbę. Przeparłem go do ściany.
Cicho by nie stwarzać niepotrzebnego zamieszania. Nie opierał się
też specjalnie... Może mi się tylko wydawało ale miałem wrażenie
że czasem rumienił się w mojej obecności i...*
Itachi:
*Patrzyłem się na niego... Nie
wiedząc, co mam robić. Bo... Nikt nigdy w życiu nie postawił mnie
w takiej sytuacji. Do czego zmierzał?Uchyliłem usta, by coś
powiedzieć...*
Pain:
*Chwyciłem go poniżej talii nad
biodrami. W na tyle intymnym dla mężczyzny miejscu by nie wyglądało
to dwuznacznie a zarazem dostatecznie wysoko aby nie dostać w twarz.
Patrząc w jego oczy dostrzegłem w nich niezrozumienie. Naprawdę
się tego nie spodziewał?*
Itachi:
*Ile to razy śniło mi się, że
jestem postawiony w takiej sytuacji przed nim...Mocniej zarumieniony,
przymknąłem oczy i czekałem na to co zrobi... Może nieznacznie
się do niego przysuwając... Może...*
Pain:
*Pochyliłem się ku niemu. Skoro się
nie ruszał mam to traktować jako przyzwolenie? Patrząc mu prosto w
te czarne źrenice.... (Teraz pomyślałem że jego oczy są bardziej
złowrogie niż sceniczne soczewki) Wsunąłem dłonie pod jego
czarną koszulkę. *
Itachi:
*Moje ciało samo się poruszyło i
ustami dotknąłem jego ust. Czego pragnąłem od... Dawna...*
Pain:
*Sam nakrył moje usta swoimi.
Rozciągnąłem wargi w szerokim uśmiechu. Bez względu na
okoliczności całowałem mojego idola...*
Itachi:
*Objąłem go za szyję ramionami,
przyciągając go nieco bliżej do siebie. Jego dłoń na chwilę się
zatrzymała... Ale już po chwili podwinęła wyżej moją koszulkę
wyżej. Poczułem go na moich wystających żebrach*
Pain:
*Oderwałem się od jego ust i wgryzłem
się w skórę z boku jego szyi będąc mało delikatnym. Był
niezdrowo wychudzony tak że żebra wydzierające spod skóry nie
tylko były wyraźnie wyczuwalne każde z osobna ale nawet mogłem
dotknąć łączących ich chrząstek z tyłu pleców. Pieściłem
dłońmi cały jego tors.*
Itachi:
*Westchnąłem cicho. Miał chłodne
palce, a dotykając mojego rozgrzanego ciała... Wywoływał u mnie
dreszcze. A do tego to ugryzienie... Nie bolało... Bardziej
sprawiało przyjemność... Ale... Stojąc tak w przedpokoju...
Sasuke może wyjść do łazienki...*
Pain:
*Klęknąłem przed nim i zacząłem
rozpinać skórzany pasek przy jego spodniach. Klamra puściła
wydając cichy metaliczny brzęk a zaraz po niej rozsunął się
błyskawiczny zamek przy rozporku jeansów. Rozbierałem go pewnymi
ruchami czując że lada moment to może się zmienić i po prostu
zerwę z niego resztę odzieży tracąc ten spokój. Opuściłem
spodnie wraz z bielizną do połowy ud. Bez przeciągania dłużej
tej chwili wziąłem do ust miękkie póki co przyrodzenie mojego
znajomego.... z klasy.*
Itachi:
*Wciągnąłem gwałtownie powietrze i
omal się nie przewróciłem. Podparłem się o ścianę. On...*
Nch... P-pain...*dlaczego tutaj? nie mógł mnie choćby zaciągnąć
do pokoju? Poszedłbym wszędzie...*
Pain:
*Nie uważałem się za geja chociaż
zdarzało mi się sypiać częściej z mężczyznami niż "płcią
piękną". Może dlatego że lubiłem oryginalne okazy a rzadko
który mężczyzna jest atrakcyjny? Trzymałem go z jednej strony za
biodro a drugą ręką w tym samym czasie zadzierałem koszulkę
wysoko by nie opadała mi na twarz. Poruszałem głową miarowo ssąc
go mocno i pocierając językiem. Na przemian robiłem to intensywnie
i delikatnie. Wyciągałem go co chwila z buzi aby przełknąć ślinę
i w ten sam sposób zając się jądrami. Akurat jajka miał mało
pokaźne a fakt że się golił dodatkowo mnie podniecał. To było
takie zniewieściałe~~ *
Itachi:
*Odchyliłem głowę do tyłu. Nawet w
najśmielszych snach... Moja ręką opadła na jego głowę i wsunęła
się we włosy.*P-pain...* Przez myśl przeszło mi zagadnienie, czy
gdybym nazwał go po imieniu... To by przestał? Chociaż ja... Już
długo nie wytrzymam w tym stanie...*
Pain:
*Skończył w mojej ręce podczas gdy
całowałem jego blade podbrzusze. Sporo tego było. Nasienie
spłynęło po mojej ręce aż po sam łokieć. Czułem jak moje
przyrodzenie ciasno dusi się w spodniach i bieliźnie. Podniosłem
się.* położyłbym się już... to... gdzie mam spać?
Itachi:
*O co pytał?... A...* Pierwsze
drzwi... Na prawo...*ledwo żyłem... może dlatego, że nigdy...*
Pain:
*Pociągnąłem go za sobą do
sypialni. Potykał się o swoje opuszczone spodnie.*
Itachi:
*Będąc już w pokoju kuzyna, pozbył
się moich spodni i władował mnie na łóżko... czy on chciał...?*
Pain:
*Rozebrałem się w pośpiechu do
bokserek i wszedłem na łóżko gdzie on leżał tak samo skąpo
odziany. Nawisłem nad nim.* nie mam gumek... może być bez?
Itachi:
*Zauroczony nim, pokiwałem głową. To
wszystko działo się tak szybko. Przyciągnąłem go do siebie, by
się na mnie położył i znów móc go pocałować.*
Pain:
*Pocałowaliśmy się głęboko a ja
nie zastanawiałem się już nawet nad tym kogo całuje czy też
który z "Itachih" kocha się teraz ze mną. Zadarłem jego
nogi wysoko i wszedłem w niego po odpowiednim przygotowaniu.*
Itachi:
*Jęknąłem cicho. Nie żeby bardzo
bolało... nie... raczej to był dyskomfort spowodowany pierwszym
razem. Nie mogłem zachowywać się zbyt głośno ze względu na
brata... Ale Pain... Zatrzymał się, chyba niepewny, czy ma
kontynuować... Westchnąłem, by to zrobił*
Pain:
*Było rewelacyjnie, przynajmniej z
mojego punktu widzenia. Kiedy skończyliśmy razem opadłem na niego
doszczętnie wyczerpany intensywnym orgazmem. Nie potrafiłem sobie
przypomnieć kiedy ostatni raz było mi z kimś tak dobrze jak z nim
teraz. Pokój był jasny bo przez wielkie okna wpadało dużo
światła. Klimatyzacja szumiała spokojnie a my oddychaliśmy ciężko
podczas gdy nasze organizmy stopniowo się uspokajały.*
Itachi:
*Obróciliśmy się na bok... Wtuliłem
się w niego. Było super...* Dziękuję...*powiedziałem cicho,
uśmiechając się delikatnie*
Pain:
Za co?
Itachi:
Za to... że jesteś... tutaj... I za
ciebie.
Pain:
W taki chwilach się nie dziękuje
tylko mówi coś w stylu "było super" ...*Przyległ do
mnie jakbyśmy byli parą a ja otoczyłem go ramionami wsuwając
palce w długie gładkie włosy.*
Itachi:
*Aha...* Wiec, było
super...*powiedziałem nieco sennie. To nie mógł być sen... On był
namacalny...*
Pain:
Cieszę się...*szepnąłem tuż przy
jego uchu.* To był twój pierwszy?
Itachi:
Ohm...*pokiwałem głową. Przeszyły
mnie dreszcze od jego głosu*
Pain:
Czym sobie zasłużyłem na ten
przywilej?
Itachi:
*Sam sobie mnie wziąłeś?* Lubię
cię... *Nawet bardzo*
Pain:
*Otworzyłem szeroko oczy. Tego się
nie spodziewałem...* Słucham?
Itachi:
*Ledwo żyłem... ale mimo to jakiś
cień uśmiechu, błąkał się na mojej twarzy* Lubię cię...
Bardzo lubię...
Pain:
*Zaśmiałem się nerwowo.* To dziwne
heh ...
Itachi:
Czemu?*wtuliłem głowę w jego szyję.
ładnie pachniał.*
Pain:
Sądziłem raczej że mnie
nienawidzisz.
Itachi:
Nie... nie nienawidzę... lubię... już
dawno...
Pain:
*Przytuliłem go mocniej.*
Itachi:
Mm...*zasnąłem w jego ramionach. Czy
to coś znaczy...?*
Pain:
*Zasnęliśmy nago obejmując się.
Skąd we mnie tyle czułości do praktycznie obecnej osoby? Przez
całą noc nie chciałem go wypuszczać z objęć. *
Itachi:
*Rano obudziłem się w cieple...
Zazwyczaj z rana marzłem. Uśmiechnąłem się. Zobaczyłem śpiącą
twarz Paina. Odgarnąłem mu kosmyk z oczu. Delikatnie cmoknąłem go
w policzek i wysunąłem się z łóżka. Spał dalej. Chyba był
wykończony... A spał tak spokojnie... Ubrałem coś na siebie, po
czym wyszedłem do kuchni, by zrobić śniadanie. Sasuke nie było w
domu. Na zegarku dochodziła ósma... Czyli wybył już na
trening...*
Pain:
*Kiedy się ocknąłem z snu byłem sam
w obcym pokoju... w dodatku nagi. Podniosłem się do siadu i
rozejrzałem.*
Itachi:
*Upichciłem mu śniadanie i sobie. To
co zawsze do szkoły.. nie do końca wiem, co mu smakuje... Ustawiłem
mu to na tacy i postawiłem herbatę. Wszedłem do pokoju...* Już
nie śpisz?
Pain:
Yh.... nie, dzień dobry.*Byłem lekko
skołowany przypominając sobie wydarzenia z poprzedniego dnia.*
Itachi:
*Delikatnie się uśmiechnąłem i
zarumieniłem się.* Z-zrobiłem ci śniadanie...*wskazałem na
tackę*
Pain:
Dzięki ale nie musiałeś....
Itachi:
Dlaczego nie? Aż tak źle gotuję?
Pain:
Tego nie powiedziałem.*Poczęstowałem
się kanapką.*
Itachi:
Herbata dla ciebie*usiadłem obok niego
na łóżku i zjadłem też kromkę. Zastanawiałem się... Co
teraz?*
Pain:
Jeszcze raz dzięki za wczoraj.
Itachi:
*Delikatnie się uśmiechałem* Ja też
dziękuję. Było... przyjemnie
Pain:
*Miałem na myśli to że mnie
przenocował.... i nie zostawił na ulicy ale cała reszta też była
przyjemna. Raz jeszcze wyraziłem swoją wdzięczność za śniadanie
i zacząłem się ubierać.*
Itachi:
Um... A co do mandatu...*zacząłem
cicho. W sumie... Przeze mnie go dostał...*
Pain:
*Wstałem by zapiać pasek od spodni.
Zerknąłem na niego.*
Itachi:
Um... Mógłbym pokryć część
kosztów... W sumie... Gdybyś mnie nie podwiózł...
Pain:
Przestań, to moja wina. Nic się nie
stało. Powinieneś raczej być na mnie zły że w takim stanie
usiadłem za kółkiem.*Powiedziałem zapinając koszulę.* dzięki
za gościnę, będę się już zbierał.
Itachi:
*Pokiwałem głową i odprowadziłem go
do drzwi...* Um... Pain... Odwiedzisz mnie jeszcze kiedyś?*zapytałem
nieśmiało*
Pain:
Jeżeli będziesz chciał to nie ma
sprawy.
Itachi:
*Serce przyspieszyło mi swój rytm.
Podszedłem do niego i cmoknąłem go w kącik ust* Cieszy mnie to~.
Pain:
*Uśmiechnąłem się do niego. Czyżby Itachi... Czy to znaczyło, że...*
Itachi:
*Uśmiechnąłem się do niego. Czyżby Itachi... Czy to znaczyło, że...*
Itachi:
*Miałem nadzieję, że to nie była
jednorazowa przygoda... I nie była.*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz