sobota, 14 września 2013

Jak ciężko być gwiazdą 3

Ostatni rozdział.
Mam nadzieję, że ktoś wynagrodzi moją pracę.

Z góry dziękuję

*~*~*~*

Itachi:
*Spojrzałem na policjanta na służbie, który stanął przy samochodzie Paina... Czyżbyśmy jadąc coś przeskrobali?*

Pain:
*Policjant kazał mi wysiąść z samochodu. Na koncercie wypiłem tylko jedno piwo..... niestety. Dlaczego Itachi stoi tam kurde... niech spada.... Po dmuchnięciu w alkomat policjant zaśmiał się i kazał mi oddać kluczyki. Za pazuchy wyjął bloczek mandatowy.*

Itachi:
*Kurcze... To przeze mnie... Poniekąd... Bo gdyby mnie nie podwiózł, nie straciłby kluczyków... A teraz do jego dzielnicy nie jeżdżą autobusy...*

Pain:
Czego się gapisz. Idź do domu.*Warknąłem na Itachiego kiedy policjant odjechał. Czekał mnie wyjątkowo długi spacer.*

Itachi:
Może chcesz wejść na górę? Mam wolny pokój* Co dwa tygodnie przyjeżdżał do nas kuzyn na studia, ale był w zeszłym tygodniu* Nie będziesz musiał wędrować przez całe miasto

Pain:
Nie chce się wpraszać.... Pojadę taksówką.

Itachi:
*Pokręciłem głowa* Jak zostaniesz do rana, nic się nie stanie chyba. A rano pojedziesz autobusem...

Pain:
A chcesz bym został...?

Itachi:
Nie będę miał nic przeciwko...

Pain:
Nalegasz tak że mógłbym pomyśleć że zależy ci na tym....

Itachi:
*Tylko spokojnie, Itachi* Idziesz, czy nie?

Pain:
Pójdę... ktoś jeszcze z Tobą mieszka?

Itachi:
Brat... Ale śpi.

Pain:
*Poszedłem za nim czując narastający niepokój. Z jednej strony był to Itachi a z drugiej... tyle razy widziałem go na scenie wysmarowanego krwią...*

Itachi:
*Dotarliśmy na górę. Jak podejrzewałem, Sasuke spał... dochodziła 11 w nocy...* Zjesz coś?*Zapytałem, gdy byliśmy jeszcze w przedpokoju* Tu jest pokój, jak coś* Dobrze, że Tobi zostawiał tu tylko parę rzeczy...*

Pain:
*Złapałem go za rękę kiedy sięgnął jak podejrzewałem do włącznika światła. Blask latarni ulicznych wpadający przez okna dawał wystarczająco jasne odbicia byśmy się dobrze widzieli.* nie dziękuję...

Itachi:
*Podniosłem nieco wyżej brew* Uhm...*Zarumieniłem się.. Znowu... A już mi zeszło...* A t-tam jest łazienka...*wskazałem na drzwi oklejone taśmą i naklejkami niczym przed wejściem do pomieszczenia napromieniowanego*

Pain:
*Nie wyrwał swojej dłoni z mojej ręki. Uznałem to za dobrą wróżbę. Przeparłem go do ściany. Cicho by nie stwarzać niepotrzebnego zamieszania. Nie opierał się też specjalnie... Może mi się tylko wydawało ale miałem wrażenie że czasem rumienił się w mojej obecności i...*

Itachi:
*Patrzyłem się na niego... Nie wiedząc, co mam robić. Bo... Nikt nigdy w życiu nie postawił mnie w takiej sytuacji. Do czego zmierzał?Uchyliłem usta, by coś powiedzieć...*

Pain:
*Chwyciłem go poniżej talii nad biodrami. W na tyle intymnym dla mężczyzny miejscu by nie wyglądało to dwuznacznie a zarazem dostatecznie wysoko aby nie dostać w twarz. Patrząc w jego oczy dostrzegłem w nich niezrozumienie. Naprawdę się tego nie spodziewał?*

Itachi:
*Ile to razy śniło mi się, że jestem postawiony w takiej sytuacji przed nim...Mocniej zarumieniony, przymknąłem oczy i czekałem na to co zrobi... Może nieznacznie się do niego przysuwając... Może...*

Pain:
*Pochyliłem się ku niemu. Skoro się nie ruszał mam to traktować jako przyzwolenie? Patrząc mu prosto w te czarne źrenice.... (Teraz pomyślałem że jego oczy są bardziej złowrogie niż sceniczne soczewki) Wsunąłem dłonie pod jego czarną koszulkę. *

Itachi:
*Moje ciało samo się poruszyło i ustami dotknąłem jego ust. Czego pragnąłem od... Dawna...*

Pain:
*Sam nakrył moje usta swoimi. Rozciągnąłem wargi w szerokim uśmiechu. Bez względu na okoliczności całowałem mojego idola...*

Itachi:
*Objąłem go za szyję ramionami, przyciągając go nieco bliżej do siebie. Jego dłoń na chwilę się zatrzymała... Ale już po chwili podwinęła wyżej moją koszulkę wyżej. Poczułem go na moich wystających żebrach*

Pain:
*Oderwałem się od jego ust i wgryzłem się w skórę z boku jego szyi będąc mało delikatnym. Był niezdrowo wychudzony tak że żebra wydzierające spod skóry nie tylko były wyraźnie wyczuwalne każde z osobna ale nawet mogłem dotknąć łączących ich chrząstek z tyłu pleców. Pieściłem dłońmi cały jego tors.*

Itachi:
*Westchnąłem cicho. Miał chłodne palce, a dotykając mojego rozgrzanego ciała... Wywoływał u mnie dreszcze. A do tego to ugryzienie... Nie bolało... Bardziej sprawiało przyjemność... Ale... Stojąc tak w przedpokoju... Sasuke może wyjść do łazienki...*

Pain:
*Klęknąłem przed nim i zacząłem rozpinać skórzany pasek przy jego spodniach. Klamra puściła wydając cichy metaliczny brzęk a zaraz po niej rozsunął się błyskawiczny zamek przy rozporku jeansów. Rozbierałem go pewnymi ruchami czując że lada moment to może się zmienić i po prostu zerwę z niego resztę odzieży tracąc ten spokój. Opuściłem spodnie wraz z bielizną do połowy ud. Bez przeciągania dłużej tej chwili wziąłem do ust miękkie póki co przyrodzenie mojego znajomego.... z klasy.*

Itachi:
*Wciągnąłem gwałtownie powietrze i omal się nie przewróciłem. Podparłem się o ścianę. On...* Nch... P-pain...*dlaczego tutaj? nie mógł mnie choćby zaciągnąć do pokoju? Poszedłbym wszędzie...*

Pain:
*Nie uważałem się za geja chociaż zdarzało mi się sypiać częściej z mężczyznami niż "płcią piękną". Może dlatego że lubiłem oryginalne okazy a rzadko który mężczyzna jest atrakcyjny? Trzymałem go z jednej strony za biodro a drugą ręką w tym samym czasie zadzierałem koszulkę wysoko by nie opadała mi na twarz. Poruszałem głową miarowo ssąc go mocno i pocierając językiem. Na przemian robiłem to intensywnie i delikatnie. Wyciągałem go co chwila z buzi aby przełknąć ślinę i w ten sam sposób zając się jądrami. Akurat jajka miał mało pokaźne a fakt że się golił dodatkowo mnie podniecał. To było takie zniewieściałe~~ *

Itachi:
*Odchyliłem głowę do tyłu. Nawet w najśmielszych snach... Moja ręką opadła na jego głowę i wsunęła się we włosy.*P-pain...* Przez myśl przeszło mi zagadnienie, czy gdybym nazwał go po imieniu... To by przestał? Chociaż ja... Już długo nie wytrzymam w tym stanie...*

Pain:
*Skończył w mojej ręce podczas gdy całowałem jego blade podbrzusze. Sporo tego było. Nasienie spłynęło po mojej ręce aż po sam łokieć. Czułem jak moje przyrodzenie ciasno dusi się w spodniach i bieliźnie. Podniosłem się.* położyłbym się już... to... gdzie mam spać?

Itachi:
*O co pytał?... A...* Pierwsze drzwi... Na prawo...*ledwo żyłem... może dlatego, że nigdy...*

Pain:
*Pociągnąłem go za sobą do sypialni. Potykał się o swoje opuszczone spodnie.*

Itachi:
*Będąc już w pokoju kuzyna, pozbył się moich spodni i władował mnie na łóżko... czy on chciał...?*

Pain:
*Rozebrałem się w pośpiechu do bokserek i wszedłem na łóżko gdzie on leżał tak samo skąpo odziany. Nawisłem nad nim.* nie mam gumek... może być bez?

Itachi:
*Zauroczony nim, pokiwałem głową. To wszystko działo się tak szybko. Przyciągnąłem go do siebie, by się na mnie położył i znów móc go pocałować.*

Pain:
*Pocałowaliśmy się głęboko a ja nie zastanawiałem się już nawet nad tym kogo całuje czy też który z "Itachih" kocha się teraz ze mną. Zadarłem jego nogi wysoko i wszedłem w niego po odpowiednim przygotowaniu.*

Itachi:
*Jęknąłem cicho. Nie żeby bardzo bolało... nie... raczej to był dyskomfort spowodowany pierwszym razem. Nie mogłem zachowywać się zbyt głośno ze względu na brata... Ale Pain... Zatrzymał się, chyba niepewny, czy ma kontynuować... Westchnąłem, by to zrobił*

Pain:
*Było rewelacyjnie, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Kiedy skończyliśmy razem opadłem na niego doszczętnie wyczerpany intensywnym orgazmem. Nie potrafiłem sobie przypomnieć kiedy ostatni raz było mi z kimś tak dobrze jak z nim teraz. Pokój był jasny bo przez wielkie okna wpadało dużo światła. Klimatyzacja szumiała spokojnie a my oddychaliśmy ciężko podczas gdy nasze organizmy stopniowo się uspokajały.*

Itachi:
*Obróciliśmy się na bok... Wtuliłem się w niego. Było super...* Dziękuję...*powiedziałem cicho, uśmiechając się delikatnie*

Pain:
Za co?

Itachi:
Za to... że jesteś... tutaj... I za ciebie.

Pain:
W taki chwilach się nie dziękuje tylko mówi coś w stylu "było super" ...*Przyległ do mnie jakbyśmy byli parą a ja otoczyłem go ramionami wsuwając palce w długie gładkie włosy.*

Itachi:
*Aha...* Wiec, było super...*powiedziałem nieco sennie. To nie mógł być sen... On był namacalny...*

Pain:
Cieszę się...*szepnąłem tuż przy jego uchu.* To był twój pierwszy?

Itachi:
Ohm...*pokiwałem głową. Przeszyły mnie dreszcze od jego głosu*

Pain:
Czym sobie zasłużyłem na ten przywilej?

Itachi:
*Sam sobie mnie wziąłeś?* Lubię cię... *Nawet bardzo*

Pain:
*Otworzyłem szeroko oczy. Tego się nie spodziewałem...* Słucham?

Itachi:
*Ledwo żyłem... ale mimo to jakiś cień uśmiechu, błąkał się na mojej twarzy* Lubię cię... Bardzo lubię...

Pain:
*Zaśmiałem się nerwowo.* To dziwne heh ...

Itachi:
Czemu?*wtuliłem głowę w jego szyję. ładnie pachniał.*

Pain:
Sądziłem raczej że mnie nienawidzisz.

Itachi:
Nie... nie nienawidzę... lubię... już dawno...

Pain:
*Przytuliłem go mocniej.*

Itachi:
Mm...*zasnąłem w jego ramionach. Czy to coś znaczy...?*

Pain:
*Zasnęliśmy nago obejmując się. Skąd we mnie tyle czułości do praktycznie obecnej osoby? Przez całą noc nie chciałem go wypuszczać z objęć. *

Itachi:
*Rano obudziłem się w cieple... Zazwyczaj z rana marzłem. Uśmiechnąłem się. Zobaczyłem śpiącą twarz Paina. Odgarnąłem mu kosmyk z oczu. Delikatnie cmoknąłem go w policzek i wysunąłem się z łóżka. Spał dalej. Chyba był wykończony... A spał tak spokojnie... Ubrałem coś na siebie, po czym wyszedłem do kuchni, by zrobić śniadanie. Sasuke nie było w domu. Na zegarku dochodziła ósma... Czyli wybył już na trening...*

Pain:
*Kiedy się ocknąłem z snu byłem sam w obcym pokoju... w dodatku nagi. Podniosłem się do siadu i rozejrzałem.*

Itachi:
*Upichciłem mu śniadanie i sobie. To co zawsze do szkoły.. nie do końca wiem, co mu smakuje... Ustawiłem mu to na tacy i postawiłem herbatę. Wszedłem do pokoju...* Już nie śpisz?

Pain:
Yh.... nie, dzień dobry.*Byłem lekko skołowany przypominając sobie wydarzenia z poprzedniego dnia.*

Itachi:
*Delikatnie się uśmiechnąłem i zarumieniłem się.* Z-zrobiłem ci śniadanie...*wskazałem na tackę*

Pain:
Dzięki ale nie musiałeś....

Itachi:
Dlaczego nie? Aż tak źle gotuję?

Pain:
Tego nie powiedziałem.*Poczęstowałem się kanapką.*

Itachi:
Herbata dla ciebie*usiadłem obok niego na łóżku i zjadłem też kromkę. Zastanawiałem się... Co teraz?*

Pain:
Jeszcze raz dzięki za wczoraj.

Itachi:
*Delikatnie się uśmiechałem* Ja też dziękuję. Było... przyjemnie

Pain:
*Miałem na myśli to że mnie przenocował.... i nie zostawił na ulicy ale cała reszta też była przyjemna. Raz jeszcze wyraziłem swoją wdzięczność za śniadanie i zacząłem się ubierać.*

Itachi:
Um... A co do mandatu...*zacząłem cicho. W sumie... Przeze mnie go dostał...*

Pain:
*Wstałem by zapiać pasek od spodni. Zerknąłem na niego.*

Itachi:
Um... Mógłbym pokryć część kosztów... W sumie... Gdybyś mnie nie podwiózł...

Pain:
Przestań, to moja wina. Nic się nie stało. Powinieneś raczej być na mnie zły że w takim stanie usiadłem za kółkiem.*Powiedziałem zapinając koszulę.* dzięki za gościnę, będę się już zbierał.

Itachi:
*Pokiwałem głową i odprowadziłem go do drzwi...* Um... Pain... Odwiedzisz mnie jeszcze kiedyś?*zapytałem nieśmiało*

Pain:
Jeżeli będziesz chciał to nie ma sprawy.

Itachi:
*Serce przyspieszyło mi swój rytm. Podszedłem do niego i cmoknąłem go w kącik ust* Cieszy mnie to~.

Pain:
*Uśmiechnąłem się do niego. Czyżby Itachi... Czy to znaczyło, że...*

Itachi:
*Miałem nadzieję, że to nie była jednorazowa przygoda... I nie była.*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz