Ayano: Przepraszam, że długo nie było notki, ale... Szkoła, zaliczenia przedmiotów... biwak... trochę mi to czasu zajęło ^ ^"
Ale oto rozdział.
Tylko trochę PainxDei...
*~*~*~*
Itachi już kolejny poranek czuł
ciepło obok swojego ciała. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą
twarz dowódcy. Spał na szczęście. Ita ostrożnie odsunął się
od niego i wstał z łóżka. W końcu nie chciał znów mieć kary.
Znalazł swoje ubranie na podłodze i już chciał wyjść, kiedy
sobie coś przypomniał: "Nie obudzę się teraz łóżku z
ręką w spodniach?" - przypomniał sobie słowa dowódcy.
Podszedł do niego i odkrył nieco kołdrę. Właściwie nie musiał
mu w tym pomagać. Ręka dowódcy była właśnie w kieszeni spodni.
Szybko zakrył rudego i wymknął się z jego pokoju, po czym migiem
znalazł się w swoim pokoju, gdzie wpełzł do swojego śpiwora.
Kiedy tylko Pain otworzył oczy, zaraz
miał ochotę je zamknąć. A wspomnienia po minionym "doświadczeniu”
mu nie pomagały. Za kilka godzin zobaczy się z Deidarą...
Itachi stawił się na pobudkę. Mimo
wszystko, był w miarę wyspany. Ale tyłek bolał go niemiłosiernie.
Starał się nie dawać żadnych oznak bólu, jaki go przechodził z
każdym krokiem.
Kiedy Nagato uniósł się znad
umywalki ze zmoczoną głową i spojrzał w wiszące naprzeciw
lustro, zamarł w połowie ruchu. Na jego szyi widziały małe i
całkiem sporych rozmiarów czerwone ślady ponadto na jednym z
ramion pięknie odbiło się czyjeś uzębienie w sino czerwonych
barwach, niczym profesjonalny i rzetelny odlew dentystyczny...
- Cholera...
Dość dobrze udajac, że wszystko
jest okay, Uchiha poszedł do łazienki. Sprawdził, czy nikogo nie
ma w okolicy i wszedł pod prysznic. Wolałby, aby nikt nie zauważył
siniaka, który znajdował się na jego plecach. Narobił go sobie
leżąc wczoraj na podłodze.
- " A do tego jeszcze to
pogryzienie na ramieniu" - pomyślał.
Kiedy zbliżała się godzina
pierwszego apelu pospiesznie założył na siebie mundur dokładnie i
starannie dopinając kołnierz aby zasłaniał poznaczone miejsca na
skórze. Dopiął mankiety i raźnie wymaszerował z kwatery.
Widocznie jego sen był bardzo... realny.
Itachi nienawidził apeli. Ale w końcu
to najważniejsza część dnia. Założył mundur, starając się z
uporem maniakana i z jego pedantyzmem. W końcu jeśli chodzi o
mundur to każda fałdka musiała być dla niego na swoim miejscu. O
inne ubrania tak nie dbał. Ruszył na apel jeszcze raz poprawiając
włosy pod nakryciem głowy.
Kiedy dowódca stanął przed cała
gawiedziom i obserwował jak Konan krząta się tu i tam, nie bardzo
wiedząc co z sobą począć, miał wielką ochotę ponownie wrócić
do łóżka. Kątem oka co chwila spoglądał na Itachiego, który...
wyglądał najzupełniej normalnie i nie wyglądało by... zarwał
noc.
Ita zauważył, że dowódca co chwila
zerkał w jego stronę. Mimo odległości i jego niezbyt dobrego
wzroku, umiał się tego dopatrzyć. Westchnął w duchu. Wiedział,
że jeśli zostanie przypadkiem z dowódcą sam na sam, to źle się
to dla niego może skończyć. Chyba, że Pain będzie pijany. Teraz
jednak powinien skupić się na apelu.
Rewelacja. naprawdę nienawidził
apelów. z wielką ulgą przyjął jego koniec.
****
Deidara w garniturze czekał już przy
dyżurce na dowódcę. Nie chciał się malować, ale sila wyższa...
Miał tylko nadzieje, że nikt nie postanowi w tym momencie wyjść.
Deidara wyglądał nienagannie, mógł
się tego spodziewać bo chłopak zawsze trzymał klasę i znał
jego upodobania. może nawet ta myśl powinna niepokoić.
- Dobrze ci w tym... - rzucił na
powitanie. Sam też był ubrany po cywilnemu i nawet pozbył się z
twarzy kolczyków na ten czas.
- Dzięki, hn - uśmiechnął się
zalotnie do dowódcy - To idziemy?
Dowódca pokiwał głową i ruszył w
stronę tylnego parkingu gdzie z wcześniejszym zamysłem postawił
swój niesłużbowy samochód. Oczywiście miał zamiar się
zapijaczyć, ale był świadomy że alkohol do jutra całkowicie
wywietrzeje z jego organizmu. Obojętnie otworzył przed blondynem
drzwi auta.
- Łi~! Nie wiedziałem, że jesteś
taki szarmancki, hm - uśmiechnął się promiennie. W ogóle miał
znakomity humor.
- Nie powinieneś się przyzwyczajać .
- rzucił obojętnie ale wewnętrznie bardzo cieszył się z
opuszczenia jednostki. Chociaż.. . to temat do dyskusji. - Deidara,
- zagadnął by jakoś rozpocząć temat z chłopakiem i ukryć, że
niekoniecznie ma na to ochotę - na co miałbyś ochotę do
jedzenia?
- Hm Bakudan! - rozmarzył się nie
zwracając uwagi na obojętność z przeciwnej strony.
- Jak uważasz, Dei - skrzywił się na
myśl o potrawie.
- A więc dowódco, co sądzisz o bla
bla hn? A jeszcze bla bla, hm? hm? - zaczął paplać o sztuce
terrorystycznej dość niezrozumiałym językiem dla wielu ludzi.
Ten przytaknął kilka razy
niekoniecznie go słuchając.
- Deidara... - jęknął po kilku
długich minutach - Co jesteś dzisiaj taki rozgadany? - wszedł mu
w słowo.
- Co? Ja? A bo Sasori nie chciał mnie
słuchać, Hidan próbował zgwałcić... No i nie miałem z kim
pogadać, hm.
- Trudne masz życie w koszarach... nie
powiem, ale to ciekawe... aż tak bliskie stosunki łączą Cię z
Hidanem? - zaśmiał się krótko -
- Ph - prychnął, zakładając nogę
na nogę i krzyżując ręce na piersi - Dupek chce mnie zgwałcić
co kilka godzin. Nie wiesz ile to razy musiałem chować się do
szafy, włazić na parapety w sali czy ukrywać się za Sasorim, hn.
- Hidan, doprawdy? Biedactwo z Ciebie.
- uśmiechnął się od niego pocieszająco.
- Ale nie widziałeś, jaka akcja była,
kiedy chciał dobrać się do Itachiego, hn
- Co masz na myśli?- wzdrygnął
się... Jak ten mały obślizgły albinos śmiał...
- No... Najpierw gapił się na niego
pod prysznicem. Potem złapał go na korytarzu i zdjął mu koszulkę,
by się upewnić, że nic mu nie zrobiłeś wcześniej, bo Uchiha
mówił, że nic miedzy wami nie było, a potem macając go chciał
zaciągnąć go do swojego pokoju, hm...
- Nie zmyślasz czasem Dei? - Itachi
miałby się dać macać Hidanowi...?
- Nie Ale wiesz ostatecznie oberwał.
Od Kakuzu - zaśmiał się. - Potem połowa koszar się śmiała,
jak Kakuś się wydzierał na Hidana za sprowadzanie dziwek do
pokoju. Nie skapnął się, że to Itachi, hn.
- Fascynująca historia... - mrukną
tonem wręcz ociekającym ironią którego blondyn nie mógł nie
zauważyć. W myślach szybko zanotował by po pastwić się nad
Hidanem, ale zaraz odegnał te myśli daleko... to byłoby dziecinne
a co gorsza świadczyłoby że jest zazdrosny...
- No nie, hm? W ogóle. Hidan to
przypadek specjalny. Czasem zastanawiam się, po co on tu właściwie
jest. No bo jeśli po ty, by mógł co ładniejszych napastować, to
ja dziękuję, hn.
Pain westchnął cicho. Po niespełna
kwadransie dojechali do hotelu Qubus gdzie zrobił rezerwacje w
restauracji. To było takie infantylne.
- Ładnie tu, hm - zachwycił się
Deidara - No to jemy i się zmywamy na górę, hm?
- Tak. - "powiedzmy..."
dodał w myślach upijając łyk wina - do Hidana masz obiekcję a
do mojej osoby jako potencjalnie chcącej zrobić z Twoją osobą
podobnie, nie?
- Hidan to zboczeniec do entej i pewnie
ma jakiegoś syfa. A pan dowódca raczej nie robi tego z kim
popadnie, hm?
Pain ponownie pozwolił sobie na krótki
śmiech, wino robiło swoje. Miał słabą głowę do alkoholu.
- Skąd pewność?
- Myślę, że ma pan tego, bo jest pan
zbyt pochłonięty pracą. A do tego z kim miałby pan? Pani
nadzorczyni nie dopuściłaby pana do siebie, hm...
- Konan, heh dobre. - wyobraził sobie
przyjaciółkę w dwuznacznej sytuacji i miał ochotę parsknąć
śmiechem. - To niemożliwe. Akurat ona jest przy mnie bezpieczna.
Nie rozglądam się za kobietami.
- No tak, racja Ty - wyciągnął
palec i wskazał na dowódcę - Gustujesz tylko w zniewieściałych
chłopcach, hm
- Dokładnie... idealnie wbijasz się w
moje preferencje. - uśmiechnął się żartobliwie. Deidara był
taki podobny do Itachiego...
- No nie? hm.
- A pozwolisz że zapytam czy masz
kogoś na oku w sekcji?
- Nie wiem, hm.. Może, hm
Pain obdarzył go większym
zainteresowaniem.
- Może? - uśmiechnął się przy
wymawianiu słowa.
- Nie chcę o tym mówić, hm -
odwrócił głowę tak, by nie patrzyć na dowódcę i by on nie
zobaczył jego rumieńca.
- Jestem zwyczajnie ciekaw w kim
podkochuje się mój towarzysz, heh - ponownie napełnił kieliszek
i nie miał zamiaru nawet tknąć leżącego przed nim jedzenia.
- To nie jest istotne, hm A co z panem,
panie dowódco, hm? Po jednostce chodzi plotka, że Uchiha spędza
noce u pana w pokoju wychodząc z niego nad ranem, hm. Mam czuć się
zazdrosny, hm?
- Możliwe... chociaż nie powiem bym
wiele z tego pamiętał jak już... - zebrało mu się na
wyznania... lepiej Deidarze niż Konan... - Plotek jest więcej niż
ludzi którzy je rozpowiadają wiec nie zawracaj sobie tym swojej
pięknej główki, Deidara.
- Mrr~. A jednak. Czyli to prawda, hm!
Uchiha spędza noce z dowódcą!
- Tego nie powiedziałem -
zreflektował się - Czemu Cię to dziwi, w swoim czasie sam ze mną
sypiałeś... - stwierdził i przymknął sennie oczy.
- No tak Ale to Uchiha, hm. On się
wszystkiego wypiera. Zresztą wszyscy juz robią zakłady, kiedy w
końcu prześpicie się ze sobą na poważnie, hm - uśmiechnął
się, mrużąc oczy.
- Nie liczyłbym... - czy jego nocne
"fantazje" mogły się pod to zaliczać?
- A szkoda. Może udałoby mi się
wygrać tyle, że miałbym na nowego ciucha - mruknął
niezadowolony
Dowódcy raptownie pogorszył się
humor.
- Jeszcze nic nie zjadłeś... -
zmienił temat, spoglądając na nietknięty posiłek przed
blondynem.
- A no właśnie. No już jem, hm -
powiedział i zaczął się zajadać ulubionym posiłkiem, którego
od dawna nie jadł.
Rudy skrzyżował dłonie na piersi w
spokoju czekając jak blondyn zje. w tym czasie samodzielnie opróżnił
jedną z szczupłych szklanych buteleczek czerwonego wina. To był
jego zdecydowany limit.
- Ła Skończyłem A czemu ty nie
ruszyłeś jedzenia, hm?
- Nie jestem... głodny. - mruknął z
lekkim pijackim rumieńcem na twarzy. nienawidził restauracji...
nienawidził podobnych miejsc.
- A zatem idziemy obejrzeć... nasz
pokój?
- Oczywiście, hm - ucieszył się i
przyczepił do jego ramienia.
Kiedy szli chwiał się odrobinę i
jakiś czas zajęło mu poszukiwanie klucza od pokoju 87...
- Mhm. Widzę, że znowu wypiłeś za
dużo, hm?
- Nie... - uśmiechnął się
nadzwyczaj szeroko - Jestem prawie trzeźwy.
- Wtedy byś się do mnie nie
uśmiechnął, hm. Ale dobra nasza - odwzajemnił uśmiech.
Obraz Deidary rozmazywał mu się lekko
przed oczami i z jakiegoś powodu czuł się jak w Nibylandii
Delikatnie objął go w tali i pocałował.
Chwilę później jego głowa opadła
na ramię blondyna. Był taki podobny... stopniowo bardziej kręciło
mu się w głowie i bezwiednie przysnął na podtrzymującym go
ramieniu.
Dei pokręcił głową i zaciągnął
jego ciało do łóżka.
- No masz ci... I nici, hm - mruknął.
Poszedł do łazienki wziąć prysznic. Po wyjściu spojrzał na
dowódcę i postanowił go chociaż pozbawić części ubrania, która
przeszkadza we śnie. Zdjął mu buty, marynarkę i rozpiął koszulę.
- Hm? - Zauważył wtedy na ciele dowódcy ślady ugryzień i malinki
- No to będzie do opowiadania, hm - Uśmiechnął się wrednie, po
czym położył się obok dowódcy.
Jakież było moje zdziwienie, gdy po niemal codziennym sprawdzaniu czy nowa notka jest, oraz niesamowitemu rozczarowaniu gdy jej nie było (!) zobaczyłam post *u*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie PainIta C: