wtorek, 26 czerwca 2012

PainxIta. Baczność sierściuchu 10


Ayano: Przepraszam, że długo nie było notki, ale... Szkoła, zaliczenia przedmiotów... biwak... trochę mi to czasu zajęło ^ ^"
Ale oto rozdział.

Tylko trochę PainxDei...

*~*~*~*


Itachi już kolejny poranek czuł ciepło obok swojego ciała. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą twarz dowódcy. Spał na szczęście. Ita ostrożnie odsunął się od niego i wstał z łóżka. W końcu nie chciał znów mieć kary. Znalazł swoje ubranie na podłodze i już chciał wyjść, kiedy sobie coś przypomniał: "Nie obudzę się teraz łóżku z ręką w spodniach?" - przypomniał sobie słowa dowódcy. Podszedł do niego i odkrył nieco kołdrę. Właściwie nie musiał mu w tym pomagać. Ręka dowódcy była właśnie w kieszeni spodni. Szybko zakrył rudego i wymknął się z jego pokoju, po czym migiem znalazł się w swoim pokoju, gdzie wpełzł do swojego śpiwora.

Kiedy tylko Pain otworzył oczy, zaraz miał ochotę je zamknąć. A wspomnienia po minionym "doświadczeniu” mu nie pomagały. Za kilka godzin zobaczy się z Deidarą...

Itachi stawił się na pobudkę. Mimo wszystko, był w miarę wyspany. Ale tyłek bolał go niemiłosiernie. Starał się nie dawać żadnych oznak bólu, jaki go przechodził z każdym krokiem.

Kiedy Nagato uniósł się znad umywalki ze zmoczoną głową i spojrzał w wiszące naprzeciw lustro, zamarł w połowie ruchu. Na jego szyi widziały małe i całkiem sporych rozmiarów czerwone ślady ponadto na jednym z ramion pięknie odbiło się czyjeś uzębienie w sino czerwonych barwach, niczym profesjonalny i rzetelny odlew dentystyczny...
- Cholera...

Dość dobrze udajac, że wszystko jest okay, Uchiha poszedł do łazienki. Sprawdził, czy nikogo nie ma w okolicy i wszedł pod prysznic. Wolałby, aby nikt nie zauważył siniaka, który znajdował się na jego plecach. Narobił go sobie leżąc wczoraj na podłodze.
- " A do tego jeszcze to pogryzienie na ramieniu" - pomyślał.

Kiedy zbliżała się godzina pierwszego apelu pospiesznie założył na siebie mundur dokładnie i starannie dopinając kołnierz aby zasłaniał poznaczone miejsca na skórze. Dopiął mankiety i raźnie wymaszerował z kwatery. Widocznie jego sen był bardzo... realny.

Itachi nienawidził apeli. Ale w końcu to najważniejsza część dnia. Założył mundur, starając się z uporem maniakana i z jego pedantyzmem. W końcu jeśli chodzi o mundur to każda fałdka musiała być dla niego na swoim miejscu. O inne ubrania tak nie dbał. Ruszył na apel jeszcze raz poprawiając włosy pod nakryciem głowy.

Kiedy dowódca stanął przed cała gawiedziom i obserwował jak Konan krząta się tu i tam, nie bardzo wiedząc co z sobą począć, miał wielką ochotę ponownie wrócić do łóżka. Kątem oka co chwila spoglądał na Itachiego, który... wyglądał najzupełniej normalnie i nie wyglądało by... zarwał noc.

Ita zauważył, że dowódca co chwila zerkał w jego stronę. Mimo odległości i jego niezbyt dobrego wzroku, umiał się tego dopatrzyć. Westchnął w duchu. Wiedział, że jeśli zostanie przypadkiem z dowódcą sam na sam, to źle się to dla niego może skończyć. Chyba, że Pain będzie pijany. Teraz jednak powinien skupić się na apelu.

Rewelacja. naprawdę nienawidził apelów. z wielką ulgą przyjął jego koniec.

****

Deidara w garniturze czekał już przy dyżurce na dowódcę. Nie chciał się malować, ale sila wyższa... Miał tylko nadzieje, że nikt nie postanowi w tym momencie wyjść.

Deidara wyglądał nienagannie, mógł się tego spodziewać bo chłopak zawsze trzymał klasę i znał jego upodobania. może nawet ta myśl powinna niepokoić.
- Dobrze ci w tym... - rzucił na powitanie. Sam też był ubrany po cywilnemu i nawet pozbył się z twarzy kolczyków na ten czas.
- Dzięki, hn - uśmiechnął się zalotnie do dowódcy - To idziemy?
Dowódca pokiwał głową i ruszył w stronę tylnego parkingu gdzie z wcześniejszym zamysłem postawił swój niesłużbowy samochód. Oczywiście miał zamiar się zapijaczyć, ale był świadomy że alkohol do jutra całkowicie wywietrzeje z jego organizmu. Obojętnie otworzył przed blondynem drzwi auta.
- Łi~! Nie wiedziałem, że jesteś taki szarmancki, hm - uśmiechnął się promiennie. W ogóle miał znakomity humor.
- Nie powinieneś się przyzwyczajać . - rzucił obojętnie ale wewnętrznie bardzo cieszył się z opuszczenia jednostki. Chociaż.. . to temat do dyskusji. - Deidara, - zagadnął by jakoś rozpocząć temat z chłopakiem i ukryć, że niekoniecznie ma na to ochotę - na co miałbyś ochotę do jedzenia?
- Hm Bakudan! - rozmarzył się nie zwracając uwagi na obojętność z przeciwnej strony.
- Jak uważasz, Dei - skrzywił się na myśl o potrawie.
- A więc dowódco, co sądzisz o bla bla hn? A jeszcze bla bla, hm? hm? - zaczął paplać o sztuce terrorystycznej dość niezrozumiałym językiem dla wielu ludzi.
Ten przytaknął kilka razy niekoniecznie go słuchając.
- Deidara... - jęknął po kilku długich minutach - Co jesteś dzisiaj taki rozgadany? - wszedł mu w słowo.
- Co? Ja? A bo Sasori nie chciał mnie słuchać, Hidan próbował zgwałcić... No i nie miałem z kim pogadać, hm.
- Trudne masz życie w koszarach... nie powiem, ale to ciekawe... aż tak bliskie stosunki łączą Cię z Hidanem? - zaśmiał się krótko -
- Ph - prychnął, zakładając nogę na nogę i krzyżując ręce na piersi - Dupek chce mnie zgwałcić co kilka godzin. Nie wiesz ile to razy musiałem chować się do szafy, włazić na parapety w sali czy ukrywać się za Sasorim, hn.
- Hidan, doprawdy? Biedactwo z Ciebie. - uśmiechnął się od niego pocieszająco.
- Ale nie widziałeś, jaka akcja była, kiedy chciał dobrać się do Itachiego, hn
- Co masz na myśli?- wzdrygnął się... Jak ten mały obślizgły albinos śmiał...
- No... Najpierw gapił się na niego pod prysznicem. Potem złapał go na korytarzu i zdjął mu koszulkę, by się upewnić, że nic mu nie zrobiłeś wcześniej, bo Uchiha mówił, że nic miedzy wami nie było, a potem macając go chciał zaciągnąć go do swojego pokoju, hm...
- Nie zmyślasz czasem Dei? - Itachi miałby się dać macać Hidanowi...?
- Nie Ale wiesz ostatecznie oberwał. Od Kakuzu - zaśmiał się. - Potem połowa koszar się śmiała, jak Kakuś się wydzierał na Hidana za sprowadzanie dziwek do pokoju. Nie skapnął się, że to Itachi, hn.
- Fascynująca historia... - mrukną tonem wręcz ociekającym ironią którego blondyn nie mógł nie zauważyć. W myślach szybko zanotował by po pastwić się nad Hidanem, ale zaraz odegnał te myśli daleko... to byłoby dziecinne a co gorsza świadczyłoby że jest zazdrosny...
- No nie, hm? W ogóle. Hidan to przypadek specjalny. Czasem zastanawiam się, po co on tu właściwie jest. No bo jeśli po ty, by mógł co ładniejszych napastować, to ja dziękuję, hn.
Pain westchnął cicho. Po niespełna kwadransie dojechali do hotelu Qubus gdzie zrobił rezerwacje w restauracji. To było takie infantylne.
- Ładnie tu, hm - zachwycił się Deidara - No to jemy i się zmywamy na górę, hm?
- Tak. - "powiedzmy..." dodał w myślach upijając łyk wina - do Hidana masz obiekcję a do mojej osoby jako potencjalnie chcącej zrobić z Twoją osobą podobnie, nie?
- Hidan to zboczeniec do entej i pewnie ma jakiegoś syfa. A pan dowódca raczej nie robi tego z kim popadnie, hm?
Pain ponownie pozwolił sobie na krótki śmiech, wino robiło swoje. Miał słabą głowę do alkoholu.
- Skąd pewność?
- Myślę, że ma pan tego, bo jest pan zbyt pochłonięty pracą. A do tego z kim miałby pan? Pani nadzorczyni nie dopuściłaby pana do siebie, hm...
- Konan, heh dobre. - wyobraził sobie przyjaciółkę w dwuznacznej sytuacji i miał ochotę parsknąć śmiechem. - To niemożliwe. Akurat ona jest przy mnie bezpieczna. Nie rozglądam się za kobietami.
- No tak, racja Ty - wyciągnął palec i wskazał na dowódcę - Gustujesz tylko w zniewieściałych chłopcach, hm
- Dokładnie... idealnie wbijasz się w moje preferencje. - uśmiechnął się żartobliwie. Deidara był taki podobny do Itachiego...
- No nie? hm.
- A pozwolisz że zapytam czy masz kogoś na oku w sekcji?
- Nie wiem, hm.. Może, hm
Pain obdarzył go większym zainteresowaniem.
- Może? - uśmiechnął się przy wymawianiu słowa.
- Nie chcę o tym mówić, hm - odwrócił głowę tak, by nie patrzyć na dowódcę i by on nie zobaczył jego rumieńca.
- Jestem zwyczajnie ciekaw w kim podkochuje się mój towarzysz, heh - ponownie napełnił kieliszek i nie miał zamiaru nawet tknąć leżącego przed nim jedzenia.
- To nie jest istotne, hm A co z panem, panie dowódco, hm? Po jednostce chodzi plotka, że Uchiha spędza noce u pana w pokoju wychodząc z niego nad ranem, hm. Mam czuć się zazdrosny, hm?
- Możliwe... chociaż nie powiem bym wiele z tego pamiętał jak już... - zebrało mu się na wyznania... lepiej Deidarze niż Konan... - Plotek jest więcej niż ludzi którzy je rozpowiadają wiec nie zawracaj sobie tym swojej pięknej główki, Deidara.
- Mrr~. A jednak. Czyli to prawda, hm! Uchiha spędza noce z dowódcą!
- Tego nie powiedziałem - zreflektował się - Czemu Cię to dziwi, w swoim czasie sam ze mną sypiałeś... - stwierdził i przymknął sennie oczy.
- No tak Ale to Uchiha, hm. On się wszystkiego wypiera. Zresztą wszyscy juz robią zakłady, kiedy w końcu prześpicie się ze sobą na poważnie, hm - uśmiechnął się, mrużąc oczy.
- Nie liczyłbym... - czy jego nocne "fantazje" mogły się pod to zaliczać?
- A szkoda. Może udałoby mi się wygrać tyle, że miałbym na nowego ciucha - mruknął niezadowolony
Dowódcy raptownie pogorszył się humor.
- Jeszcze nic nie zjadłeś... - zmienił temat, spoglądając na nietknięty posiłek przed blondynem.
- A no właśnie. No już jem, hm - powiedział i zaczął się zajadać ulubionym posiłkiem, którego od dawna nie jadł.
Rudy skrzyżował dłonie na piersi w spokoju czekając jak blondyn zje. w tym czasie samodzielnie opróżnił jedną z szczupłych szklanych buteleczek czerwonego wina. To był jego zdecydowany limit.
- Ła Skończyłem A czemu ty nie ruszyłeś jedzenia, hm?
- Nie jestem... głodny. - mruknął z lekkim pijackim rumieńcem na twarzy. nienawidził restauracji... nienawidził podobnych miejsc.
- A zatem idziemy obejrzeć... nasz pokój?
- Oczywiście, hm - ucieszył się i przyczepił do jego ramienia.
Kiedy szli chwiał się odrobinę i jakiś czas zajęło mu poszukiwanie klucza od pokoju 87...
- Mhm. Widzę, że znowu wypiłeś za dużo, hm?
- Nie... - uśmiechnął się nadzwyczaj szeroko - Jestem prawie trzeźwy.
- Wtedy byś się do mnie nie uśmiechnął, hm. Ale dobra nasza - odwzajemnił uśmiech.
Obraz Deidary rozmazywał mu się lekko przed oczami i z jakiegoś powodu czuł się jak w Nibylandii Delikatnie objął go w tali i pocałował.
Chwilę później jego głowa opadła na ramię blondyna. Był taki podobny... stopniowo bardziej kręciło mu się w głowie i bezwiednie przysnął na podtrzymującym go ramieniu.
Dei pokręcił głową i zaciągnął jego ciało do łóżka.
- No masz ci... I nici, hm - mruknął. Poszedł do łazienki wziąć prysznic. Po wyjściu spojrzał na dowódcę i postanowił go chociaż pozbawić części ubrania, która przeszkadza we śnie. Zdjął mu buty, marynarkę i rozpiął koszulę. - Hm? - Zauważył wtedy na ciele dowódcy ślady ugryzień i malinki - No to będzie do opowiadania, hm - Uśmiechnął się wrednie, po czym położył się obok dowódcy.

1 komentarz:

  1. Jakież było moje zdziwienie, gdy po niemal codziennym sprawdzaniu czy nowa notka jest, oraz niesamowitemu rozczarowaniu gdy jej nie było (!) zobaczyłam post *u*
    Mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie PainIta C:

    OdpowiedzUsuń