Pisane razem z najbliższą mi osobą.
Napiszcie o swoich wrażeniach~ proszę~
*~*~*
Pierwszy tydzień Itachi miał spokój.
Nie gnębiono go. Prawie. W drugim tygodniu wszyscy prawie by się
zatruli grochówą Zetsu, mimo, że prawie nic w niej nie było. W
trzecim tygodniu najciekawszym wydarzeniem był wybuch w
laboratorium, który spowodowany jak zwykle był przez eksperyment
Deidary. I tak zaczął się czwarty tydzień.
Itachi jak zwykle wstał na pobudkę w
trybie stand by. Odkąd skrócono jego włosy, zawiązywał sobie na
głowie czarną chustkę z czerwonymi chmurkami i chował pod nią
wszystkie kosmyki. Wyglądał trochę, jakby był chory na białaczkę,
ale nikt się już tym nie przejmował. Według rozpiski wynikało,
że to jego kolej na sprzątanie magazynu, więc tam się udał zaraz
po apelu
Pain przechadzał się po kwaterze z
rutynową kontrolą. Kiedy dowiedział się że Ita samotnie ogarnia
burdel w magazynach udał się tam drugiej kolejności.
-Ja pierdole! - wydarł się na całe
gardło Uchiha, gdy z półki spadły na niego maski przeciwgazowe.
Kiedy dowódca zobaczył bruneta
zakopanego pod osprzętowieniem uśmiechnął się w duchu. Wybrał
sobie stosowne miejsce na uboczu i teatralnie oparł się o ścianę.
-Słabo ci to idzie szeregowy.
Gdy Itachi usłyszał głos dowódcy,
miał ogromną ochotę już nie wstawać spod gruzów. Jednak wstał,
zasalutował i zaczął zbierać maski. Wkurzony jak mało kiedy
wszedł na taboret i umieścił pudło na właściwym miejscu.
- Jak się czujesz w nowej fryzurze?
Wygodniej prawda ?
Ita spojrzał na niego spod byka, po
czum wrócił do pracy bez słowa. Jednak jego powieka na te słowa
znów zaczęła drgać.
- Czy nie urosły one przypadkiem
zbytnio? Zaraz będziesz musiał je znowu skrócić... albo ja to
zrobię.
Uchiha zauważył, że parę kosmyków
wydostało się spod chustki, więc szybko je z powrotem schował
- Nie będzie takiej potrzeby.
- Zaaklimatyzowałeś się? - spytał,
patrząc na szeregowego, który wyglądał zabawnie.
- Może - odparł - A teraz pan
pozwoli, pracuję
- Nie przeszkadza mi to ~~ Pracuj dalej
~~
Itachi ściągnął jakieś tajemnicze
pudło z półki, otworzył je krztusząc się kurzem, po czym
wyciągnął ze środka jakieś przeterminowane środki dezynsekcji
- Co to tu, do cholery robi? - zapytał
jakby sam siebie - I czemu data ważności jest sprzed dwudziestu
lat?
- Dobre pytanie. Hm, może przyczyną
jest to, że tak naprawdę nikt nie przychodził tu na dyżur od
długiego czasu? - odpowiedział mu.
-Czyli nikt tu nie sprzątał od
dwudziestu lat?
- Zapewne.
Załamany spojrzał na dowódcę.
Pomarańczowo włosy omiótł wzrokiem
centymetrowe warstwy kurzu.
- Straszny syf – stwierdził.
- I jeszcze się dziwi - mruknął pod
nosem Uchiha.- A nie lepiej zaprzęgnąć tu całego oddziału, by
zrobić tu porządek? - zapytał głośniej.
- To nie byłby głupi pomysł. -
stwierdził drapiąc się po policzku.
- Czyli mam się sam męczyć?
Dowódca zaśmiał się... Pomimo
oporów naprawdę się zaśmiał.
- Dokładnie, jeżeli to ogarniesz
szeregowy staniesz się mężczyzną.
- "Czyli to znaczy, że nikt w
koszarach nie jest mężczyzną, bo nikt nie ogarnął tego syfu"
pomyślał. Westchnął głośno. Zakasał rękawy i zabrał się do
roboty.
Dowódca przez dłuższą chwilę
patrzył na niego w cieszy. wyprostował się i poprawił mundur.
- Powoli Ci to idzie szeregowy, w takim
tempie będziecie tu pracować do usranej śmierci.
Itachi spojrzał na niego spod byka, po
czym rzucił w komendanta jakaś zakurzoną szmatą
- Zamknij się! jak będziesz tylko
komentował, to na pewno nie skończę, ale jak mi pomożesz, to może
i szybciej pójdzie!
Dowódcę zatkało. Otworzył szerzej
oczy wpatrując się w niego w szoku...
-Czy-czy ty się przypadkiem nie
zapomniałeś dzieciaku ?! !
- Grr~ - wkurzony Itachi odwrócił się
bez słowa i zaczął ściągać zakurzone pudła, dusząc się przy
tym z kurzu. Miał wielką ochotę rzucić w przełożonego menażką,
którą właśnie wyciągnął. Przyjrzał się uważnie przedmiotowi
i kątem oka wymierzył odległość, ale po chwili zaprzestał,
wrzucając ją z powrotem do pudła.
-Może trochę
-To podlega każe dyscyplinarnej! -
zirytował się - co ty sobie wyobrażasz ? !
- Zwykłe rzucenie kawałkiem szmatki
do dowódcy i prośba by pomógł w porządkach? - zmienił ton na
przesłodzony. Uśmiechnął się nawet, choć sztucznie.
- Nie jestem twoją matką ani kolegą
Uchiha tylko przełożonym! - wysyczał - Jeżeli chcesz otrzymać
ponowne przeniesienie tym razem do jakiejś zapomnianej jednostki na
Syberii to pięknie się o to prosisz...
- A może w ogóle mnie zwolnicie, co?
Już wolałem pracować porno clubie niż iść do woja! - krzyknął.
Po chwili jednak skapnął się co wyszło z jego ust, odwrócił się
na pięcie i zasłonił twarz - Oł szit.... - mruknął. Wewnętrznie
właśnie sobie wyrzucał emocje, które nim targały -
- Nadawałbyś się do tego... -
mruknął już mniej zdenerwowany. nawet uśmiechnął się wrednie.
- Ph~ - prychnął.
-Niestety nie mogę was wysłać do
cywila, to poza moimi kompetencjami... - przyznał sucho - ale mogę
na was nałożyć kary porządkowe. Jest mi przykro że wcielono cię
tutaj siła ale to nie moja sprawa.
Itachi westchnął głośno, po czym
otworzył kolejne pudło
- Jeżeli to już wszystko, panie
dowódco, to może się pan oddali? Chyba robił pan obchód -
powiedział ściszonym głosem.
Przytaknął niechętnie. zdecydowanie
zbyt wiele czasu spędził przy tym chłopaku ale co zrobić...
Niechętnie odwrócił się i opuścił magazyn.
-W końcu sobie poszedł, dupek jeden -
mruknął pod nosem - Jeszcze raz mnie zdenerwuje, to chyba go
powieszę.. - Zaczął grozić przełożonemu - Hm? - w trakcie
sprzątania natknął się na pudło pełne zdjęć. Zaczął je
przeglądać. - O? Co tu robi mój stary? - zaczął komentować.
Przeglądał kolejne zdjęcia po czym zdziwił się ogromnie i
wybuchnął śmiechem - Dzizz! Dowódca jako szeregowy cha cha! -
śmiał się przez dobrą chwilę.
*~*~*
Wrócił do swojego biura gdzie czekała
na niego już pewna osoba. Pewna znienawidzona osoba która właśnie
w momencie gdy ją zobaczył uśmiechała się do niego szeroko i
ciepło.... co było zapowiedzią niebywałych okropności. Ta osoba
nie fatygował się do niego na darmo. skrzywił się straszliwie i z
niechęcią wymamrotał jakieś słowa przywitania. Przed nim stał
nie kto inny jak Madara. Uchiha Madara.
*~*~*
Itachi dumny z siebie i swojej pracy
odkładał właśnie ostatnie pudełko z uporządkowanymi rzeczami na
półkę. Spojrzał na zegarek i się mocno zdziwił. Było już
grubo po dwudziestej. A nie słyszał jak wołają na posiłki
- Cholera... Czyli dzisiaj już nic nie
zjem - mruknął do siebie i ciężko usiadł pod ścianą. Jakby na
komendę zaburczało mu w brzuchu... - Cholera... kucharz nic mi nie
da. Jaka patola - zamknął oczy. poczuł się naprawdę zmęczony.
Kiedy Madara wyszedł i nareszcie
zostawił go samego sobie czuł się wybitnie źle... mniejsza o
upokorzenie i ból w pewnych częściach ciała ale główny
komendant podczas swoich "zabaw" wyrwał mu kolczyki z
wargi... strata ich doskwierała bardziej niż niemożność ruchowa.
-Nie... nie mogę - mruknął do siebie
Itachi - muszę iść do tego pieprzonego dupka zdać raport - wstał,
założył kurtkę i poszedł do gabinetu Paina. Zapukał głośno.
W pierwszym momencie pomyślał że to
Madara czegoś zapomniał ale zaraz uświadomił sobie że przecież
ten nie miał z sobą niczego... bo po co. Szybko poprawił mundur,
odwrócił się na krześle prawym profilem do drzwi by ukryć
siniaki na twarzy z drugiej strony i przyłożył kawałek
znalezionego materiału do ust. grunt to pozory.
- Wejść.
Itachi wszedł do gabinetu, zamknął
za sobą drzwi i nie zaszczycając przełożonego spojrzeniem
zasalutował.
- Melduję, panie dowódco, że
skończyłem sprzątanie w magazynie i proszę o zezwolenie pójścia
na spoczynek - rzekł, po czym donośnie zaburczało mu w brzuchu.
Na jego twarzy wykwitł rumieniec .
-Ta... przyjąłem. Idź już. - rzucił
pospiesznie. Dla ironii przyszło mu jeszcze dzisiaj oglądać
drugiego Uchihę...
Biorąc pod uwagę, że dzisiejsze
śniadanie też do zbyt pożywnych nie należało, Itachi skinął
głową a kiedy chciał wyjść zatoczył się i zgiął w pół,
próbując złapać równowagę i przeczekać chwile, by mroczki
sprzed oczu mu zniknęły.
- Do cholery, Uchiha, nie mdlej mi
tu... co z tobą ?
Spojrzał na dowódcę pół przytomnie
- Prawie dzisiaj nic nie jadłem -
mruknął. Po chwili się podniósł i otworzył drzwi - Dobranoc.
-Idź do stołówki niech Ci coś
wydadzą... byś mi nie skonał w nocy....
-Kucharz jest wkurzony na mnie. Nie da
mi nic, jeśli nie będę stawiał się na posiłki - odparł i
wyszedł za próg.
- Stój jak do Ciebie mówię. -
warknął tracąc cierpliwość. Wolną ręką złapał jakiś
kawałek papieru i długopis, nakreślił szybko na niej wiadomość
dla kucharza podpisując się nazwiskiem - Idź do niego i daj mu to.
- rzucił mu zwiniętą kartkę.
Ita podniósł kartkę z ziemi.
Podnosząc się do pionu znowu mu się zakręciło w głowie i upadł
na ziemię.
- Cholera - mruknął, po czym powoli
wstał.
Dowódca chciał mu pomóc...
odprowadzić do kuchni a może i do pokoju ale jedyne co zrobił to
przewrócił teatralnie oczami.
- Jesteś tak osłabiony sprzątaniem
szeregowy że nie potrafisz nawet chodzić ?
-Nie wasza sprawa, panie dowódco -
obrócił się na pięcie i wyszedł z gabinetu zamykając za sobą
drzwi.
-Ty.... - chłopak wyszedł. Ale
pomarańczowo włosy cieszył się że tracąc włosy chłopakowi
przybyło wigoru.
Itachi spojrzał na karteczkę. Musiał
przyznać, że dowódca miał wcale ładny charakter pisma. Ruszył
do stołówki i zapukał w okienko od wydajnika. Kiedy wkurzony
kucharz zobaczył kartkę od dowódcy, mimo wielkiej niechęci, dał
Itachiemu posiłek. Dodał mu nawet do tego dodatkową kromkę
chleba.
- Dzięki - mruknął, usiadł przy
stole i zaczął jeść. Jak zawsze wojskowe jedzenie mu nie
smakowało. Bo w sumie zupa była wodą z tłuszczem a znaleźć w
niej cokolwiek innego to święto. Przynajmniej kucharz dał mu
chleb. może nie umrze dzisiaj... Kiedy zjadł, umył naczynie i
wrócił do pokoju. Kisame już spał. Wziął ręcznik i ruszył do
łazienki. Musiał zmyć z siebie kurz.
Dowódca ogarnął się w zasadzie
szybko, bardzo szybko. Doszedł nawet do dużej wprawy w maskowaniu
urazów szkoda mu było jedynie utraconej własności. Niczym nie
zrażony, w pełnym umundurowaniu wyszedł na korytarz by niby
podczas nocnej kontroli zajrzeć do Itachiego... wyglądał naprawdę
blado.... chciał mieć pewność że z nim wszystko dobrze... to
złe. przy tym chłopaku robił się miękki....
Uchiha staną przed pobitym lustrem w
łazience. Zaczął sprawdzać stan swojego wyglądu. W końcu rzadko
miał na to okazję. Mokre włosy były coraz dłuższe. Z tego
cieszył się bardzo. Zauważył jednak sińce pod oczami. A do tego
siniaka na ramieniu. Stojąc tak w samej bieliźnie skapnął się,
że przez ostatni miesiąc strasznie wychudł.
- No i cholera niedługo chyba umrę,
jak nie zjem czegoś normalnego - powiedział do siebie macając się
po wystających żebrach.
Nie znalazł go w łóżku.... a pora
wskazywała iż wszyscy muszą się tam znajdować....
Konan bez skrępowania wparowała do
męskiej łazienki na pierwszym piętrze w poszukiwaniu bruneta.
-Itachi.... jesteś tu ?
- C-co? - podskoczył patrząc z
przerażeniem na Kobietę. Już pomijając fakt, że był w samej
bieliźnie - C-co pani tu robi?!
Podeszła do niego z zaspaną miną.
- Co TY tu robisz o tej porze ?! Pain
mnie obudził bym Cię znalazła.... Szuka cię. Czemu siedzisz tutaj
po nocy? Był czas na takie rzeczy.
-Bo cały dzień spędziłem w
magazynie, pani nadzorco - uśmiechnął się niepewnie.
- W magazynie? - przeglądnęła się w
lusterku nad jego ramieniem. - Proszę Cie nie mów że tam
sprzątałeś~~ - pozwoliła sobie na niewielki uśmiech.
- J-est czysto, jak w nowo otwartym
sklepie, pani nadzorco - odparł lekko zażenowany.
Spojrzała na niego z ukosa.
- Dlaczego tak stoisz ? Ubierz się,
zmarzniesz kruszynko. „Ostatecznie Pain powiedział że ma go
znaleźć, nie określił na kiedy i w jakim stanie ale mniejsza”-
pomyślała. - Nędznie wyglądasz. Jak widzę nie przywykłeś do
panujących tu zwyczaj tak ? Niech zgadnę jesteś głodny ?
- Nie. Zjadłem już. Na dzisiaj
wystarczy - jego brzuch był innego zdania.
- Daj spokój. - wzruszyła
ramionami.-Pierwsza zasada życia koszarowego brzmi "jedz ile
możesz, jeżeli masz za dużo chowaj żarcie po kieszeniach
uwzględniając słodycze" to wymyślił Hidan....
Wyszła na korytarz pozwalając mu się
ubrać
Itachi założył na siebie koszulkę i
wsunął spodnie, po czym ruszył za nadzorczynią, zapominając
ukryć włosów pod chustkę - "Słodycze... jak ja dawno nie
jadłem słodyczy" – pomyślał.
Zaprowadziła go do swojej osobistej
kanciapy .... czyli apartamentu z prywatna łazienką.
- Siadaj~~ - wskazała mu kanapę - co
byś zjadł ?
- Em.... - zatkało go. Usiadł i
zapomniał języka w gębie. Głupio mu się zrobiło. Nie lubił o
nic się prosić.
- Mów, jesteśmy w wojsku... tu
wszystko jest dozwolone. wbrew pozorom. Frytki ? Nie otruję cię...
- dodała widząc jego minę.
- Co-cokolwiek - odparł cicho.
Po 20 min postawiła przed nim talerz z
frytkami i pieczonym kurczakiem odgrzane na szybko w mikrofali... ale
zawsze~~. Nalała im herbaty i usiadła naprzeciwko chłopaka po
drugiej stronie ławy.
- Jak Ci się żyje w koszarach
słoneczko? - zagadnęła po matczynemu
Itachi niczym dziecko, które pierwszy
raz widzi frytki na oczy, wziął widelec do ręki i spróbował
pierwszą frytkę. Przymknął oczy i rozpłynął się niemal po
odczuciu smaku.
- Jakbym przygotowywał sobie stryczek
- odparł, biorąc następną frytkę do buzi.
- Po prostu nie umiesz sobie dogodzić
heh - zaśmiała się wylewając trochę herbaty trzymanej w dłoni -
kurna... - wytarła stół rękawem bluzy - a jak tam relacje z
Painem ?
Ręka mu drgnęła. Zjadł kolejną
frytkę, po czym odparł.
- Dzisiaj dzięki niemu kucharz dał mi
w ogóle jedzenie po godzinach - uśmiechnął się lekko - A w ogóle
to staram się nie spędzać za dużo czasu w towarzystwie dowódcy
- Dlaczego? aż tak uprzykrza Ci życie?
Zazwyczaj całkowicie ignoruje nowych ~~
-A skąd mogę wiedzieć? Może to
przez to, że nie okazuję mu należytego szacunku? - zapytał sam
siebie głośno - W sumie, kij mnie to obchodzi.
-Heh – zaśmiała się. - Dlaczego w
ogóle tutaj trafiłeś hę?
-Bo mam chorobę morską. Musieli mnie
gdzieś przenieść. I trafiłem tu - wzruszył ramionami i zabrał
się za kurczaka.
-A dlaczego tak nie lubisz Paina ? -
zapytała z uśmiechem
- Może nie tyle, że go nie lubię,
ale nie przepadam za jego komentarzami... dobra... nienawidzę go za
to, co mi zrobił - odparł sucho, dotykając palcami kosmyków
włosów - Cholera - rozejrzał się - gdzie moja chustka?! - zaczął
panikować, bojąc się, że jak dowódca zobaczy jego zbyt długie
włosy, znowu mu je obetnie.
- Przestań.... - wzruszyła
ramionami.- Nie obetnie już ich~~ spokojnie
-A... Ale na pewno? Powiedział rano,
że to zrobi - posmutniał.
- Straszył tak tylko. Myślisz że on
niema co robić tylko myśli o Twoich włosach ~~?
-Nie wiem - mruknął - nie interesuje
mnie to.
- Wiesz a ja sądzę że powinieneś
się mieć na baczności z innego powodu... - uśmiechnęła się
szeroko.
-Co ma pani na myśli?
- Eeh mały~~ - napiła się herbaty -
wydaje mi się że wpadłeś mu w oko~~
Itachi podniósł jedną brew w
zdziwieniu, ale nic nie odpowiedział. Opuścił głowę i zajął
się na wpół zjedzonym posiłkiem. Jednak jego uszy lekko się
zaczerwieniły.
-Wykończysz się tutaj~~ a tak poza
tym... czy masz tutaj kogoś z rodziny ?
-Raczej nie. Brat jest jeszcze w
liceum, a reszty rodziny nie znam.
-A wiesz kto jest tutaj
głównodowodzącym ?
-Średnio mnie to obchodzi. Ale
wnioskując z tego, co pani mówi, to pewnie ktoś o tym samym
nazwisku.
-Madara Uchiha, jesteście nawet
podobni, nie znasz go ?
- Madara...? - chłopak momentalnie
zbladł - Cholera...
- Co ci jest? a więc jednak go znasz ?
-Niestety.... Kochany wujaszek -
mruknął drżącym głosem, łapiąc się za brzuch - Dziękuję za
posiłek.
- Niema sprawy, wpadaj częściej~~ Heh
kto by pomyślał że Mada to twój wujek. co za ironia - uśmiechnęła
się gorzko.
-Ironia?
-Że trafiłeś do znienawidzonego woja
i to jeszcze pod jego kuratelę heh.
-Biorąc pod uwagę, że w ogóle nie
lubię swojej rodziny, to żadna różnica.
- Rodziny się nie wybiera heh. Idź
już, kurde jest bardzo późno, nie wyśpisz się~~ - mrugnęła do
niego.
-Jeszcze raz dziękuję - powiedział,
skłonił się i wyszedł - "Do jasnej cholery... chyba gorzej
nie mogłem trafić" - pomyślał i poszedł spać do pokoju.
*~*~*~*~*
Koniec kolejnego rozdziału~ ^.^"""
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz