niedziela, 22 kwietnia 2012

PainxIta. Baczność sierściuchu 2.

Kolejny, z deczka przydługi post - kolejny rozdział.
Pisane razem z najbliższą mi osobą.
Napiszcie o swoich wrażeniach~ proszę~
*~*~*


Pierwszy tydzień Itachi miał spokój. Nie gnębiono go. Prawie. W drugim tygodniu wszyscy prawie by się zatruli grochówą Zetsu, mimo, że prawie nic w niej nie było. W trzecim tygodniu najciekawszym wydarzeniem był wybuch w laboratorium, który spowodowany jak zwykle był przez eksperyment Deidary. I tak zaczął się czwarty tydzień.

Itachi jak zwykle wstał na pobudkę w trybie stand by. Odkąd skrócono jego włosy, zawiązywał sobie na głowie czarną chustkę z czerwonymi chmurkami i chował pod nią wszystkie kosmyki. Wyglądał trochę, jakby był chory na białaczkę, ale nikt się już tym nie przejmował. Według rozpiski wynikało, że to jego kolej na sprzątanie magazynu, więc tam się udał zaraz po apelu

Pain przechadzał się po kwaterze z rutynową kontrolą. Kiedy dowiedział się że Ita samotnie ogarnia burdel w magazynach udał się tam drugiej kolejności.
-Ja pierdole! - wydarł się na całe gardło Uchiha, gdy z półki spadły na niego maski przeciwgazowe.
Kiedy dowódca zobaczył bruneta zakopanego pod osprzętowieniem uśmiechnął się w duchu. Wybrał sobie stosowne miejsce na uboczu i teatralnie oparł się o ścianę.
-Słabo ci to idzie szeregowy.
Gdy Itachi usłyszał głos dowódcy, miał ogromną ochotę już nie wstawać spod gruzów. Jednak wstał, zasalutował i zaczął zbierać maski. Wkurzony jak mało kiedy wszedł na taboret i umieścił pudło na właściwym miejscu.
- Jak się czujesz w nowej fryzurze? Wygodniej prawda ?
Ita spojrzał na niego spod byka, po czum wrócił do pracy bez słowa. Jednak jego powieka na te słowa znów zaczęła drgać.
- Czy nie urosły one przypadkiem zbytnio? Zaraz będziesz musiał je znowu skrócić... albo ja to zrobię.
Uchiha zauważył, że parę kosmyków wydostało się spod chustki, więc szybko je z powrotem schował
- Nie będzie takiej potrzeby.
- Zaaklimatyzowałeś się? - spytał, patrząc na szeregowego, który wyglądał zabawnie.
- Może - odparł - A teraz pan pozwoli, pracuję
- Nie przeszkadza mi to ~~ Pracuj dalej ~~
Itachi ściągnął jakieś tajemnicze pudło z półki, otworzył je krztusząc się kurzem, po czym wyciągnął ze środka jakieś przeterminowane środki dezynsekcji
- Co to tu, do cholery robi? - zapytał jakby sam siebie - I czemu data ważności jest sprzed dwudziestu lat?
- Dobre pytanie. Hm, może przyczyną jest to, że tak naprawdę nikt nie przychodził tu na dyżur od długiego czasu? - odpowiedział mu.
-Czyli nikt tu nie sprzątał od dwudziestu lat?
- Zapewne.
Załamany spojrzał na dowódcę.
Pomarańczowo włosy omiótł wzrokiem centymetrowe warstwy kurzu.
- Straszny syf – stwierdził.
- I jeszcze się dziwi - mruknął pod nosem Uchiha.- A nie lepiej zaprzęgnąć tu całego oddziału, by zrobić tu porządek? - zapytał głośniej.
- To nie byłby głupi pomysł. - stwierdził drapiąc się po policzku.
- Czyli mam się sam męczyć?
Dowódca zaśmiał się... Pomimo oporów naprawdę się zaśmiał.
- Dokładnie, jeżeli to ogarniesz szeregowy staniesz się mężczyzną.
- "Czyli to znaczy, że nikt w koszarach nie jest mężczyzną, bo nikt nie ogarnął tego syfu" pomyślał. Westchnął głośno. Zakasał rękawy i zabrał się do roboty.
Dowódca przez dłuższą chwilę patrzył na niego w cieszy. wyprostował się i poprawił mundur.
- Powoli Ci to idzie szeregowy, w takim tempie będziecie tu pracować do usranej śmierci.
Itachi spojrzał na niego spod byka, po czym rzucił w komendanta jakaś zakurzoną szmatą
- Zamknij się! jak będziesz tylko komentował, to na pewno nie skończę, ale jak mi pomożesz, to może i szybciej pójdzie!
Dowódcę zatkało. Otworzył szerzej oczy wpatrując się w niego w szoku...
-Czy-czy ty się przypadkiem nie zapomniałeś dzieciaku ?! !
- Grr~ - wkurzony Itachi odwrócił się bez słowa i zaczął ściągać zakurzone pudła, dusząc się przy tym z kurzu. Miał wielką ochotę rzucić w przełożonego menażką, którą właśnie wyciągnął. Przyjrzał się uważnie przedmiotowi i kątem oka wymierzył odległość, ale po chwili zaprzestał, wrzucając ją z powrotem do pudła.
-Może trochę
-To podlega każe dyscyplinarnej! - zirytował się - co ty sobie wyobrażasz ? !
- Zwykłe rzucenie kawałkiem szmatki do dowódcy i prośba by pomógł w porządkach? - zmienił ton na przesłodzony. Uśmiechnął się nawet, choć sztucznie.
- Nie jestem twoją matką ani kolegą Uchiha tylko przełożonym! - wysyczał - Jeżeli chcesz otrzymać ponowne przeniesienie tym razem do jakiejś zapomnianej jednostki na Syberii to pięknie się o to prosisz...
- A może w ogóle mnie zwolnicie, co? Już wolałem pracować porno clubie niż iść do woja! - krzyknął. Po chwili jednak skapnął się co wyszło z jego ust, odwrócił się na pięcie i zasłonił twarz - Oł szit.... - mruknął. Wewnętrznie właśnie sobie wyrzucał emocje, które nim targały -
- Nadawałbyś się do tego... - mruknął już mniej zdenerwowany. nawet uśmiechnął się wrednie.
- Ph~ - prychnął.
-Niestety nie mogę was wysłać do cywila, to poza moimi kompetencjami... - przyznał sucho - ale mogę na was nałożyć kary porządkowe. Jest mi przykro że wcielono cię tutaj siła ale to nie moja sprawa.
Itachi westchnął głośno, po czym otworzył kolejne pudło
- Jeżeli to już wszystko, panie dowódco, to może się pan oddali? Chyba robił pan obchód - powiedział ściszonym głosem.
Przytaknął niechętnie. zdecydowanie zbyt wiele czasu spędził przy tym chłopaku ale co zrobić... Niechętnie odwrócił się i opuścił magazyn.
-W końcu sobie poszedł, dupek jeden - mruknął pod nosem - Jeszcze raz mnie zdenerwuje, to chyba go powieszę.. - Zaczął grozić przełożonemu - Hm? - w trakcie sprzątania natknął się na pudło pełne zdjęć. Zaczął je przeglądać. - O? Co tu robi mój stary? - zaczął komentować. Przeglądał kolejne zdjęcia po czym zdziwił się ogromnie i wybuchnął śmiechem - Dzizz! Dowódca jako szeregowy cha cha! - śmiał się przez dobrą chwilę.
*~*~*

Wrócił do swojego biura gdzie czekała na niego już pewna osoba. Pewna znienawidzona osoba która właśnie w momencie gdy ją zobaczył uśmiechała się do niego szeroko i ciepło.... co było zapowiedzią niebywałych okropności. Ta osoba nie fatygował się do niego na darmo. skrzywił się straszliwie i z niechęcią wymamrotał jakieś słowa przywitania. Przed nim stał nie kto inny jak Madara. Uchiha Madara.

*~*~*

Itachi dumny z siebie i swojej pracy odkładał właśnie ostatnie pudełko z uporządkowanymi rzeczami na półkę. Spojrzał na zegarek i się mocno zdziwił. Było już grubo po dwudziestej. A nie słyszał jak wołają na posiłki
- Cholera... Czyli dzisiaj już nic nie zjem - mruknął do siebie i ciężko usiadł pod ścianą. Jakby na komendę zaburczało mu w brzuchu... - Cholera... kucharz nic mi nie da. Jaka patola - zamknął oczy. poczuł się naprawdę zmęczony.


Kiedy Madara wyszedł i nareszcie zostawił go samego sobie czuł się wybitnie źle... mniejsza o upokorzenie i ból w pewnych częściach ciała ale główny komendant podczas swoich "zabaw" wyrwał mu kolczyki z wargi... strata ich doskwierała bardziej niż niemożność ruchowa.


-Nie... nie mogę - mruknął do siebie Itachi - muszę iść do tego pieprzonego dupka zdać raport - wstał, założył kurtkę i poszedł do gabinetu Paina. Zapukał głośno.


W pierwszym momencie pomyślał że to Madara czegoś zapomniał ale zaraz uświadomił sobie że przecież ten nie miał z sobą niczego... bo po co. Szybko poprawił mundur, odwrócił się na krześle prawym profilem do drzwi by ukryć siniaki na twarzy z drugiej strony i przyłożył kawałek znalezionego materiału do ust. grunt to pozory.
- Wejść.
Itachi wszedł do gabinetu, zamknął za sobą drzwi i nie zaszczycając przełożonego spojrzeniem zasalutował.
- Melduję, panie dowódco, że skończyłem sprzątanie w magazynie i proszę o zezwolenie pójścia na spoczynek - rzekł, po czym donośnie zaburczało mu w brzuchu. Na jego twarzy wykwitł rumieniec .
-Ta... przyjąłem. Idź już. - rzucił pospiesznie. Dla ironii przyszło mu jeszcze dzisiaj oglądać drugiego Uchihę...
Biorąc pod uwagę, że dzisiejsze śniadanie też do zbyt pożywnych nie należało, Itachi skinął głową a kiedy chciał wyjść zatoczył się i zgiął w pół, próbując złapać równowagę i przeczekać chwile, by mroczki sprzed oczu mu zniknęły.
- Do cholery, Uchiha, nie mdlej mi tu... co z tobą ?
Spojrzał na dowódcę pół przytomnie
- Prawie dzisiaj nic nie jadłem - mruknął. Po chwili się podniósł i otworzył drzwi - Dobranoc.
-Idź do stołówki niech Ci coś wydadzą... byś mi nie skonał w nocy....
-Kucharz jest wkurzony na mnie. Nie da mi nic, jeśli nie będę stawiał się na posiłki - odparł i wyszedł za próg.
- Stój jak do Ciebie mówię. - warknął tracąc cierpliwość. Wolną ręką złapał jakiś kawałek papieru i długopis, nakreślił szybko na niej wiadomość dla kucharza podpisując się nazwiskiem - Idź do niego i daj mu to. - rzucił mu zwiniętą kartkę.
Ita podniósł kartkę z ziemi. Podnosząc się do pionu znowu mu się zakręciło w głowie i upadł na ziemię.
- Cholera - mruknął, po czym powoli wstał.
Dowódca chciał mu pomóc... odprowadzić do kuchni a może i do pokoju ale jedyne co zrobił to przewrócił teatralnie oczami.
- Jesteś tak osłabiony sprzątaniem szeregowy że nie potrafisz nawet chodzić ?
-Nie wasza sprawa, panie dowódco - obrócił się na pięcie i wyszedł z gabinetu zamykając za sobą drzwi.
-Ty.... - chłopak wyszedł. Ale pomarańczowo włosy cieszył się że tracąc włosy chłopakowi przybyło wigoru.


Itachi spojrzał na karteczkę. Musiał przyznać, że dowódca miał wcale ładny charakter pisma. Ruszył do stołówki i zapukał w okienko od wydajnika. Kiedy wkurzony kucharz zobaczył kartkę od dowódcy, mimo wielkiej niechęci, dał Itachiemu posiłek. Dodał mu nawet do tego dodatkową kromkę chleba.
- Dzięki - mruknął, usiadł przy stole i zaczął jeść. Jak zawsze wojskowe jedzenie mu nie smakowało. Bo w sumie zupa była wodą z tłuszczem a znaleźć w niej cokolwiek innego to święto. Przynajmniej kucharz dał mu chleb. może nie umrze dzisiaj... Kiedy zjadł, umył naczynie i wrócił do pokoju. Kisame już spał. Wziął ręcznik i ruszył do łazienki. Musiał zmyć z siebie kurz.


Dowódca ogarnął się w zasadzie szybko, bardzo szybko. Doszedł nawet do dużej wprawy w maskowaniu urazów szkoda mu było jedynie utraconej własności. Niczym nie zrażony, w pełnym umundurowaniu wyszedł na korytarz by niby podczas nocnej kontroli zajrzeć do Itachiego... wyglądał naprawdę blado.... chciał mieć pewność że z nim wszystko dobrze... to złe. przy tym chłopaku robił się miękki....


Uchiha staną przed pobitym lustrem w łazience. Zaczął sprawdzać stan swojego wyglądu. W końcu rzadko miał na to okazję. Mokre włosy były coraz dłuższe. Z tego cieszył się bardzo. Zauważył jednak sińce pod oczami. A do tego siniaka na ramieniu. Stojąc tak w samej bieliźnie skapnął się, że przez ostatni miesiąc strasznie wychudł.
- No i cholera niedługo chyba umrę, jak nie zjem czegoś normalnego - powiedział do siebie macając się po wystających żebrach.


Nie znalazł go w łóżku.... a pora wskazywała iż wszyscy muszą się tam znajdować....


Konan bez skrępowania wparowała do męskiej łazienki na pierwszym piętrze w poszukiwaniu bruneta.
-Itachi.... jesteś tu ?
- C-co? - podskoczył patrząc z przerażeniem na Kobietę. Już pomijając fakt, że był w samej bieliźnie - C-co pani tu robi?!
Podeszła do niego z zaspaną miną.
- Co TY tu robisz o tej porze ?! Pain mnie obudził bym Cię znalazła.... Szuka cię. Czemu siedzisz tutaj po nocy? Był czas na takie rzeczy.
-Bo cały dzień spędziłem w magazynie, pani nadzorco - uśmiechnął się niepewnie.
- W magazynie? - przeglądnęła się w lusterku nad jego ramieniem. - Proszę Cie nie mów że tam sprzątałeś~~ - pozwoliła sobie na niewielki uśmiech.
- J-est czysto, jak w nowo otwartym sklepie, pani nadzorco - odparł lekko zażenowany.
Spojrzała na niego z ukosa.
- Dlaczego tak stoisz ? Ubierz się, zmarzniesz kruszynko. „Ostatecznie Pain powiedział że ma go znaleźć, nie określił na kiedy i w jakim stanie ale mniejsza”- pomyślała. - Nędznie wyglądasz. Jak widzę nie przywykłeś do panujących tu zwyczaj tak ? Niech zgadnę jesteś głodny ?
- Nie. Zjadłem już. Na dzisiaj wystarczy - jego brzuch był innego zdania.
- Daj spokój. - wzruszyła ramionami.-Pierwsza zasada życia koszarowego brzmi "jedz ile możesz, jeżeli masz za dużo chowaj żarcie po kieszeniach uwzględniając słodycze" to wymyślił Hidan....
Wyszła na korytarz pozwalając mu się ubrać
Itachi założył na siebie koszulkę i wsunął spodnie, po czym ruszył za nadzorczynią, zapominając ukryć włosów pod chustkę - "Słodycze... jak ja dawno nie jadłem słodyczy" – pomyślał.
Zaprowadziła go do swojej osobistej kanciapy .... czyli apartamentu z prywatna łazienką.
- Siadaj~~ - wskazała mu kanapę - co byś zjadł ?
- Em.... - zatkało go. Usiadł i zapomniał języka w gębie. Głupio mu się zrobiło. Nie lubił o nic się prosić.
- Mów, jesteśmy w wojsku... tu wszystko jest dozwolone. wbrew pozorom. Frytki ? Nie otruję cię... - dodała widząc jego minę.
- Co-cokolwiek - odparł cicho.

Po 20 min postawiła przed nim talerz z frytkami i pieczonym kurczakiem odgrzane na szybko w mikrofali... ale zawsze~~. Nalała im herbaty i usiadła naprzeciwko chłopaka po drugiej stronie ławy.
- Jak Ci się żyje w koszarach słoneczko? - zagadnęła po matczynemu
Itachi niczym dziecko, które pierwszy raz widzi frytki na oczy, wziął widelec do ręki i spróbował pierwszą frytkę. Przymknął oczy i rozpłynął się niemal po odczuciu smaku.
- Jakbym przygotowywał sobie stryczek - odparł, biorąc następną frytkę do buzi.
- Po prostu nie umiesz sobie dogodzić heh - zaśmiała się wylewając trochę herbaty trzymanej w dłoni - kurna... - wytarła stół rękawem bluzy - a jak tam relacje z Painem ?
Ręka mu drgnęła. Zjadł kolejną frytkę, po czym odparł.
- Dzisiaj dzięki niemu kucharz dał mi w ogóle jedzenie po godzinach - uśmiechnął się lekko - A w ogóle to staram się nie spędzać za dużo czasu w towarzystwie dowódcy
- Dlaczego? aż tak uprzykrza Ci życie? Zazwyczaj całkowicie ignoruje nowych ~~
-A skąd mogę wiedzieć? Może to przez to, że nie okazuję mu należytego szacunku? - zapytał sam siebie głośno - W sumie, kij mnie to obchodzi.
-Heh – zaśmiała się. - Dlaczego w ogóle tutaj trafiłeś hę?
-Bo mam chorobę morską. Musieli mnie gdzieś przenieść. I trafiłem tu - wzruszył ramionami i zabrał się za kurczaka.
-A dlaczego tak nie lubisz Paina ? - zapytała z uśmiechem
- Może nie tyle, że go nie lubię, ale nie przepadam za jego komentarzami... dobra... nienawidzę go za to, co mi zrobił - odparł sucho, dotykając palcami kosmyków włosów - Cholera - rozejrzał się - gdzie moja chustka?! - zaczął panikować, bojąc się, że jak dowódca zobaczy jego zbyt długie włosy, znowu mu je obetnie.
- Przestań.... - wzruszyła ramionami.- Nie obetnie już ich~~ spokojnie
-A... Ale na pewno? Powiedział rano, że to zrobi - posmutniał.
- Straszył tak tylko. Myślisz że on niema co robić tylko myśli o Twoich włosach ~~?
-Nie wiem - mruknął - nie interesuje mnie to.
- Wiesz a ja sądzę że powinieneś się mieć na baczności z innego powodu... - uśmiechnęła się szeroko.
-Co ma pani na myśli?
- Eeh mały~~ - napiła się herbaty - wydaje mi się że wpadłeś mu w oko~~
Itachi podniósł jedną brew w zdziwieniu, ale nic nie odpowiedział. Opuścił głowę i zajął się na wpół zjedzonym posiłkiem. Jednak jego uszy lekko się zaczerwieniły.
-Wykończysz się tutaj~~ a tak poza tym... czy masz tutaj kogoś z rodziny ?
-Raczej nie. Brat jest jeszcze w liceum, a reszty rodziny nie znam.
-A wiesz kto jest tutaj głównodowodzącym ?
-Średnio mnie to obchodzi. Ale wnioskując z tego, co pani mówi, to pewnie ktoś o tym samym nazwisku.
-Madara Uchiha, jesteście nawet podobni, nie znasz go ?
- Madara...? - chłopak momentalnie zbladł - Cholera...
- Co ci jest? a więc jednak go znasz ?
-Niestety.... Kochany wujaszek - mruknął drżącym głosem, łapiąc się za brzuch - Dziękuję za posiłek.
- Niema sprawy, wpadaj częściej~~ Heh kto by pomyślał że Mada to twój wujek. co za ironia - uśmiechnęła się gorzko.
-Ironia?
-Że trafiłeś do znienawidzonego woja i to jeszcze pod jego kuratelę heh.
-Biorąc pod uwagę, że w ogóle nie lubię swojej rodziny, to żadna różnica.
- Rodziny się nie wybiera heh. Idź już, kurde jest bardzo późno, nie wyśpisz się~~ - mrugnęła do niego.
-Jeszcze raz dziękuję - powiedział, skłonił się i wyszedł - "Do jasnej cholery... chyba gorzej nie mogłem trafić" - pomyślał i poszedł spać do pokoju.


*~*~*~*~*

 Koniec kolejnego rozdziału~ ^.^"""

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz