Ayano: A no mogłam i jestem z tego dumna~. No i udało mi się przed północą~~ Ale na następną notkę (może to będzie Twoje życzonko), musisz poczekać do piątku~~
Trochę pomieszanie z poplątaniem. Inny paring i w ogóle...Ale co najważniejsze, to jeszcze nie koniec XD"
enjoy~
Nie zapomnij powiadomić znajomych~~
*~*~*~*
Obito:
*Wiedziałem jednak co nieco o
taktykach... Moje burzliwe lata studenckie... Z tym wyjątkowym
studentem... W myślach pojawił mi się obraz kochanka,który często
towarzyszył mi w sennych fantazjach... Taak... *
Pain:
*Nie przypominało to orgazmu jaki
przeżywałem do tej pory ani nawet nie był taki jaki spodziewałem
się czuć z drugą osobą. Moje ciało zesztywniało, docisnąłem
poduszkę do twarzy tak mocno że prawie przestałem przez nią
oddychać. O ile na początku było przyjemnie, ten szczyt był jakimś
cholernym koszmarem. Nie potrafiłem się zrelaksować, nie ufałem
mu, a co dopiero mówić o odprężeniu czy satysfakcji z bliskości.
Mimo iż był w zasięgu moich rąk poczułem się jak
najsamotniejszy człowiek na świecie. Brzmi pusto i tandetnie, ale
właśnie tak prezentowałem się teraz wśród tej czarnej pościeli. Nędznie.
* Szybki... Jesteś... *mruknąłem z braku lepszego pomysłu
na jakąkolwiek wypowiedź. *
Obito:
To ty szybko doszedłeś *odparłem. Z
jego miny wyczytałem, że jest mu źle... Jeśli robiłbym cokolwiek
więcej, byłoby gorzej. Podniosłem się i złapałem swoje spodnie.*
Prześpij się z tym, Nagato. Możesz tu zostać, jeśli chcesz.
Ale... *westchnąłem* Przemyśl to. *Oznajmiłem i wyszedłem.*
Pain:
*Zostawił mnie... ? Co... ?* Nie...
czekaj, proszę...*zawołałem za nim nim zamknął za sobą drzwi.
* Kurde, nie zostawiaj mnie teraz!
Obito:
*Zajrzałem z powrotem do środka* Hm?
*Co jeszcze? Przecież... Nie chciałem go zranić...*
Pain:
Ja... Pójdę już, *Poderwałem się
by obrać się w pośpiechu.* Nie chcę tu zostać na noc.
Przepraszam...
Obito:
*Zapiąłem rozporek swoich spodni i
podszedłem do niego. Nerwowo zapinał swoją koszulę...
Ech...Złapałem za jego guziki i spokojnie zapinałem.* Nagato...
Przemyśl jeszcze raz, czy wszystko co chciałeś, zrobiłeś
dobrze... Może jeszcze da się coś naprawić? *cmoknąłem go w
czoło.* I życzę powodzenia.
Pain:
To... przerażające że jesteś
taki... miły. *Tyle że to co powiedział nie miało żadnego
sensu... *
Obito:
Bycie miłym dla uczniów nie jest
czymś złym chyba?
Pain:
Nieee *resztką sił powstrzymałem
się od dodatkowego komentarza. Ubrałem się do końca i odprowadził
mnie do drzwi.* A co... z Tobą, jesteś zawiedziony?
Obito:
*Spojrzałem gdzieś w bok... * Nie mam
czemu *wzruszyłem ramionami.*
Pain:
Ja chyba po prostu się do niczego nie
nadaję. Jeszcze raz przepraszam.
Obito:
Oj, nie mów tak *potargałem mu włosy*
Jeszcze wszystko ci się ułoży, zobaczysz.
Pain:
*Biorąc pod uwagę fakt że to był
chyba najgorszy moment w moim dotychczasowym życiu i poważnie
myślałem teraz o sznurze z pętlą na końcu. To co powiedział
było... zabawne i urocze.* Z pewnością *uśmiechnąłem się
lekko. Fajny z niego był facet. Niezwykły wręcz. *
Obito:
*Odwzajemniłem uśmiech.* Tylko o tej
wizycie nikomu *przytknąłem palec do swoich ust.* Jak mnie wywalą,to
ja zrobię cię na szaro.
Pain:
A wstawi mi pan tą tróję?~~*odpowiedziałem całkiem niepoważnie.* Dobranoc. *Ruszyłem do
najbliższego przystanku.*
Obito:
*Zacząłem się śmiać... Prawdę
mówiąc już ją wstawiłem, ale... Ten chłopak... Oparłem się o
framugę drzwi i patrzyłem chwilę za nim. Uroczy dzieciak...*
*~*~*
Deidara:
*Środa. Mieliśmy dzisiaj najwięcej
zajęć w tygodniu. Nie cierpiałem tego dnia. Znowu siedziałem pod
klasą od Matmy i znowu Itachi mnie karmił, bo zjadłem co samemu
miałem. Ale o takie piękno jak moje trzeba dbać i dostarczać mu
dużo paliwa~~. Dostrzegłem że pod ścianą obok usiadła Konan. I
jej, i Paina nie było ani w poniedziałek, ani w wtorek. Teraz
siedziała sama. Wyglądała źle. Miała czerwone i opuchnięte
oczy. Czasem wolałbym nie znać tych wszystkich plotek co je wszędzie
słyszę. *
Itachi:
*Z lizakiem w buzi czytałem temat z
ostatniej lekcji... Fizyka to ciężki przedmiot...*
Deidara:
*Widok dziewczyny przeraził mnie. * Wieesz co.... *Zacząłem powoli i niepewnie*
Itachi:
Hm? *spojrzałem znad notatek na
kolegę.*
Deidara:
Jestem gejem. *Rzuciłem. Boże nie
pozwól bym skończył kiedykolwiek jak Nagato.* Widzisz tego
chłopaka o tam? *Nie wskazałem go ale wlepiałem wzrok w
ciemnorudego czwartoklasistę z technikum.* To Sasori, miłość
mojego życia. On... nie wie jak się nazywam ale czasem patrzy na
mnie. To tyle. *Mówiłem dziwnym głosem i raczej do siebie niż do
niego.* Zaraz podejdę do niego i mu o tym powiem. Już zaraz,
właśnie wstaję. *Wstałem.*
Itachi:
*Co go tak nagle...? Popatrzyłem na
niego nieco zdziwiony, po czym uśmiechnąłem się lekko. Wyciągnąłem
lizaka z buzi* No to... Powodzenia, Dei...
Deidara:
*Przeszedłem korytarz. Stał tam. Z
kolegami. Kolegami wielkimi jak góry którzy zaraz mnie zabiją.
Stanąłem przed nim z szeroko otwartymi oczami.*
Sasori:
*Coś mi nie pasowało. Ktoś rzucił
mi cień pod nogami. Zauważyłem, że Kakuzu spogląda gdzieś za
mnie. Odwróciłem głowę.* Tak?
Deidara:
*Zabiją mnie... Jestem zbyt piękny by
tak młodo umierać.... ale...* Cześć... Jestem Deidara. Kocham Cię.
Tak jestem chłopakiem.
Sasori:
*Przyjrzałem się chłopakowi. To ten,
którego widziałem na jakimś szkolnym apelu... Już dawno zwrócił
na siebie moją uwagę. Złapałem go za nadgarstek i kiwając chłopakom na
do zobaczenia, pociągnąłem go w kierunku odosobnionych szatni.*
Deidara:
*Jest dobrze... przynajmniej był tylko
on. Jakby chciał dałbym mu się stłuc. On by mógł... wydusiłem
z siebie jedynie "un", a to musiało głupio wyglądać. *
Konan:
*Dei zrobił coś. Nie słyszałam o
czym rozmawiali, nie słuchałam, bo nie obchodziło mnie nic na
około. Za każdym razem gdy podnosiłam wzrok chciało mi się
płakać, a na to już nie miałam siły. Obok było wolne miejsce
gzie siedział blondyn za kawałek dalej siedział Itachi. Z
książką. Po tym jak go zobaczyłam przypomniał mi się sernik i
fakt że go nienawidzę. *
Sasori:
*Po co ja go ciągnąłem? Może
dlatego, że wyznał mi miłość i coś mi się tam... Przewróciło?
Rozejrzałem się po szatni, która na szczęście była pusta.
Posadziłem go na krześle, które tam stało i spojrzałem w
niebieskie tęczówki...* To nie żart?
Itachi:
*Miałem wrażenie, że ktoś mnie
obserwuje, więc na chwilę podniosłem wzrok i skrzyżowałem go z
Konan... O co jej chodziło?*
Deidara:
Jestem śmiertelnie poważny.
Chodziliśmy razem do przedszkola.... *Patrzył na mnie i-i był tak
blisko... *
Konan:
*Spojrzał na mnie znad okularów. Tą
swoja standardową miną.* Masz coś do jedzenia?
Sasori:
*Serio? Zmrużyłem oczy...
Przypomniałem sobie jakieś zdjęcia z przedszkola... Było coś
tam takiego podobnego z blond włoskami... Delikatnie uśmiechnąłem
się... Miałem wrażenie, że...Otworzyłem szerzej oczy...* Czy
t-ty... *Jezu... jeżeli to ja z nim to zrobiłem...
Pamiętam...Przecież... Pomyliłem go z dziewczyną...* To ty....
Itachi:
*Spojrzałem na w połowie opustoszałe
pudełko śniadaniowe... * Coś jeszcze zostało...
Deidara:
Taaa ja ja *jedno ja miało być jako
niemieckie 'tak'. *
Konan:
Mogę?
Sasori:
Aa... *spojrzałem gdzieś w bok. Nie
to bym jakoś szczególnie się wstydził tego, że moje pierwsze
eksperymenty były w przedszkolu...* S-skąd o tym pamiętasz?
Itachi:
*Wzruszyłem ramionami* Jasne... I tak
już karmię Deidarę.
Deidara:
No... to chyba normalne że się
pamięta no... swój pierwszy pocałunek... nie? *Opisałem to
szczegółowo w pamiętniku, a potem przepisywałem kilka razy. *
Sasori:
*Znów zwróciłem spojrzenie na niego.
No tak... Ja też to pamiętam mimo wszystko... I kiedyś chciałem
go znowu spotkać, choć nie myślałem nigdy, że to się stanie...
A teraz siedział przede mną jak gdyby nigdy nic, wyznając mi
miłość... Oh Sweet...* I jesteś na sto procent poważny?
Deidara:
*Skinąłem głową i włosy poleciały
mi na twarz. *
Sasori:
*Uroczo... odgarnąłem jego włosy z
grzywki i przykucnąłem... Skoro był poważny... To czemu nie
miałbym spróbować ponownie? Zbliżyłem się jeszcze bardziej i
zetknąłem swoje usta z jego.*
Itachi:
*Wzruszyłem ramionami* Jasne... I tak
już karmię Deidarę.
Konan:
*Wzięłam od niego kanapkę i otępiale
włożyłam ją sobie do ust.*
Itachi:
*Obserwowałem drogę mojej kanapki...*
Coś cie trapi?
Konan:
*Spojrzałam na niego lodowato.* Nie
twój interes.
Itachi:
*Podniosłem brew, ale już nic nie
odpowiedziałem i wróciłem do czytania notatek*
Konan:
Ej ale dzięki... za kanapkę.
Itachi:
Nie ma sprawy *uśmiechnąłem się
delikatnie*
Deidara jest taki totalnie jak Tom, że zaraz oszaleję (mój kumpel. Gej-Niemiec wyznający innym miłość na środku korytarza). Nie wiem po co Ci to mówię, po prostu poczułam taką potrzebę.
OdpowiedzUsuńRozdział oczywiście czytany z uśmiechem niezłażącym z twarzy.
Oh, mój Sasori. Więcej, więcej.
Czekam do piątku. Z niecierpliwością.
~Aya znów z anonima.