sobota, 20 października 2012

Czarny czwartek 4

Ayano: A no mogłam i jestem z tego dumna~. No i udało mi się przed północą~~ Ale na następną notkę (może to będzie Twoje życzonko), musisz poczekać do piątku~~

Trochę pomieszanie z poplątaniem. Inny paring i w ogóle...Ale co najważniejsze, to jeszcze nie koniec XD"
enjoy~ 

Nie zapomnij powiadomić znajomych~~
*~*~*~*


Obito:
*Wiedziałem jednak co nieco o taktykach... Moje burzliwe lata studenckie... Z tym wyjątkowym studentem... W myślach pojawił mi się obraz kochanka,który często towarzyszył mi w sennych fantazjach... Taak... *

Pain:
*Nie przypominało to orgazmu jaki przeżywałem do tej pory ani nawet nie był taki jaki spodziewałem się czuć z drugą osobą. Moje ciało zesztywniało, docisnąłem poduszkę do twarzy tak mocno że prawie przestałem przez nią oddychać. O ile na początku było przyjemnie, ten szczyt był jakimś cholernym koszmarem. Nie potrafiłem się zrelaksować, nie ufałem mu, a co dopiero mówić o odprężeniu czy satysfakcji z bliskości. Mimo iż był w zasięgu moich rąk poczułem się jak najsamotniejszy człowiek na świecie. Brzmi pusto i tandetnie, ale właśnie tak prezentowałem się teraz wśród tej czarnej pościeli. Nędznie. * Szybki... Jesteś... *mruknąłem z braku lepszego pomysłu na jakąkolwiek wypowiedź. *

Obito:
To ty szybko doszedłeś *odparłem. Z jego miny wyczytałem, że jest mu źle... Jeśli robiłbym cokolwiek więcej, byłoby gorzej. Podniosłem się i złapałem swoje spodnie.* Prześpij się z tym, Nagato. Możesz tu zostać, jeśli chcesz. Ale... *westchnąłem* Przemyśl to. *Oznajmiłem i wyszedłem.*

Pain:
*Zostawił mnie... ? Co... ?* Nie... czekaj, proszę...*zawołałem za nim nim zamknął za sobą drzwi. * Kurde, nie zostawiaj mnie teraz!

Obito:
*Zajrzałem z powrotem do środka* Hm? *Co jeszcze? Przecież... Nie chciałem go zranić...*

Pain:
Ja... Pójdę już, *Poderwałem się by obrać się w pośpiechu.* Nie chcę tu zostać na noc. Przepraszam...

Obito:
*Zapiąłem rozporek swoich spodni i podszedłem do niego. Nerwowo zapinał swoją koszulę... Ech...Złapałem za jego guziki i spokojnie zapinałem.* Nagato... Przemyśl jeszcze raz, czy wszystko co chciałeś, zrobiłeś dobrze... Może jeszcze da się coś naprawić? *cmoknąłem go w czoło.* I życzę powodzenia.

Pain:
To... przerażające że jesteś taki... miły. *Tyle że to co powiedział nie miało żadnego sensu... *

Obito:
Bycie miłym dla uczniów nie jest czymś złym chyba?

Pain:
Nieee *resztką sił powstrzymałem się od dodatkowego komentarza. Ubrałem się do końca i odprowadził mnie do drzwi.* A co... z Tobą, jesteś zawiedziony?

Obito:
*Spojrzałem gdzieś w bok... * Nie mam czemu *wzruszyłem ramionami.*

Pain:
Ja chyba po prostu się do niczego nie nadaję. Jeszcze raz przepraszam.

Obito:
Oj, nie mów tak *potargałem mu włosy* Jeszcze wszystko ci się ułoży, zobaczysz.

Pain:
*Biorąc pod uwagę fakt że to był chyba najgorszy moment w moim dotychczasowym życiu i poważnie myślałem teraz o sznurze z pętlą na końcu. To co powiedział było... zabawne i urocze.* Z pewnością *uśmiechnąłem się lekko. Fajny z niego był facet. Niezwykły wręcz. *

Obito:
*Odwzajemniłem uśmiech.* Tylko o tej wizycie nikomu *przytknąłem palec do swoich ust.* Jak mnie wywalą,to ja zrobię cię na szaro.

Pain:
A wstawi mi pan tą tróję?~~*odpowiedziałem całkiem niepoważnie.* Dobranoc. *Ruszyłem do najbliższego przystanku.*

Obito:
*Zacząłem się śmiać... Prawdę mówiąc już ją wstawiłem, ale... Ten chłopak... Oparłem się o framugę drzwi i patrzyłem chwilę za nim. Uroczy dzieciak...*

*~*~*

Deidara:
*Środa. Mieliśmy dzisiaj najwięcej zajęć w tygodniu. Nie cierpiałem tego dnia. Znowu siedziałem pod klasą od Matmy i znowu Itachi mnie karmił, bo zjadłem co samemu miałem. Ale o takie piękno jak moje trzeba dbać i dostarczać mu dużo paliwa~~. Dostrzegłem że pod ścianą obok usiadła Konan. I jej, i Paina nie było ani w poniedziałek, ani w wtorek. Teraz siedziała sama. Wyglądała źle. Miała czerwone i opuchnięte oczy. Czasem wolałbym nie znać tych wszystkich plotek co je wszędzie słyszę. *

Itachi:
*Z lizakiem w buzi czytałem temat z ostatniej lekcji... Fizyka to ciężki przedmiot...*

Deidara:
*Widok dziewczyny przeraził mnie. * Wieesz co.... *Zacząłem powoli i niepewnie*

Itachi:
Hm? *spojrzałem znad notatek na kolegę.*

Deidara:
Jestem gejem. *Rzuciłem. Boże nie pozwól bym skończył kiedykolwiek jak Nagato.* Widzisz tego chłopaka o tam? *Nie wskazałem go ale wlepiałem wzrok w ciemnorudego czwartoklasistę z technikum.* To Sasori, miłość mojego życia. On... nie wie jak się nazywam ale czasem patrzy na mnie. To tyle. *Mówiłem dziwnym głosem i raczej do siebie niż do niego.* Zaraz podejdę do niego i mu o tym powiem. Już zaraz, właśnie wstaję. *Wstałem.*

Itachi:
*Co go tak nagle...? Popatrzyłem na niego nieco zdziwiony, po czym uśmiechnąłem się lekko. Wyciągnąłem lizaka z buzi* No to... Powodzenia, Dei...

Deidara:
*Przeszedłem korytarz. Stał tam. Z kolegami. Kolegami wielkimi jak góry którzy zaraz mnie zabiją. Stanąłem przed nim z szeroko otwartymi oczami.*

Sasori:
*Coś mi nie pasowało. Ktoś rzucił mi cień pod nogami. Zauważyłem, że Kakuzu spogląda gdzieś za mnie. Odwróciłem głowę.* Tak?

Deidara:
*Zabiją mnie... Jestem zbyt piękny by tak młodo umierać.... ale...* Cześć... Jestem Deidara. Kocham Cię. Tak jestem chłopakiem.

Sasori:
*Przyjrzałem się chłopakowi. To ten, którego widziałem na jakimś szkolnym apelu... Już dawno zwrócił na siebie moją uwagę. Złapałem go za nadgarstek i kiwając chłopakom na do zobaczenia, pociągnąłem go w kierunku odosobnionych szatni.*

Deidara:
*Jest dobrze... przynajmniej był tylko on. Jakby chciał dałbym mu się stłuc. On by mógł... wydusiłem z siebie jedynie "un", a to musiało głupio wyglądać. *

Konan:
*Dei zrobił coś. Nie słyszałam o czym rozmawiali, nie słuchałam, bo nie obchodziło mnie nic na około. Za każdym razem gdy podnosiłam wzrok chciało mi się płakać, a na to już nie miałam siły. Obok było wolne miejsce gzie siedział blondyn za kawałek dalej siedział Itachi. Z książką. Po tym jak go zobaczyłam przypomniał mi się sernik i fakt że go nienawidzę. *

Sasori:
*Po co ja go ciągnąłem? Może dlatego, że wyznał mi miłość i coś mi się tam... Przewróciło? Rozejrzałem się po szatni, która na szczęście była pusta. Posadziłem go na krześle, które tam stało i spojrzałem w niebieskie tęczówki...* To nie żart?

Itachi:
*Miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, więc na chwilę podniosłem wzrok i skrzyżowałem go z Konan... O co jej chodziło?*

Deidara:
Jestem śmiertelnie poważny. Chodziliśmy razem do przedszkola.... *Patrzył na mnie i-i był tak blisko... *

Konan:
*Spojrzał na mnie znad okularów. Tą swoja standardową miną.* Masz coś do jedzenia?

Sasori:
*Serio? Zmrużyłem oczy... Przypomniałem sobie jakieś zdjęcia z przedszkola... Było coś tam takiego podobnego z blond włoskami... Delikatnie uśmiechnąłem się... Miałem wrażenie, że...Otworzyłem szerzej oczy...* Czy t-ty... *Jezu... jeżeli to ja z nim to zrobiłem... Pamiętam...Przecież... Pomyliłem go z dziewczyną...* To ty....

Itachi:
*Spojrzałem na w połowie opustoszałe pudełko śniadaniowe... * Coś jeszcze zostało...

Deidara:
Taaa ja ja *jedno ja miało być jako niemieckie 'tak'. *

Konan:
Mogę?

Sasori:
Aa... *spojrzałem gdzieś w bok. Nie to bym jakoś szczególnie się wstydził tego, że moje pierwsze eksperymenty były w przedszkolu...* S-skąd o tym pamiętasz?

Itachi:
*Wzruszyłem ramionami* Jasne... I tak już karmię Deidarę.

Deidara:
No... to chyba normalne że się pamięta no... swój pierwszy pocałunek... nie? *Opisałem to szczegółowo w pamiętniku, a potem przepisywałem kilka razy. *

Sasori:
*Znów zwróciłem spojrzenie na niego. No tak... Ja też to pamiętam mimo wszystko... I kiedyś chciałem go znowu spotkać, choć nie myślałem nigdy, że to się stanie... A teraz siedział przede mną jak gdyby nigdy nic, wyznając mi miłość... Oh Sweet...* I jesteś na sto procent poważny?

Deidara:
*Skinąłem głową i włosy poleciały mi na twarz. *

Sasori:
*Uroczo... odgarnąłem jego włosy z grzywki i przykucnąłem... Skoro był poważny... To czemu nie miałbym spróbować ponownie? Zbliżyłem się jeszcze bardziej i zetknąłem swoje usta z jego.*

Itachi:
*Wzruszyłem ramionami* Jasne... I tak już karmię Deidarę.

Konan:
*Wzięłam od niego kanapkę i otępiale włożyłam ją sobie do ust.*

Itachi:
*Obserwowałem drogę mojej kanapki...* Coś cie trapi?

Konan:
*Spojrzałam na niego lodowato.* Nie twój interes.

Itachi:
*Podniosłem brew, ale już nic nie odpowiedziałem i wróciłem do czytania notatek*

Konan:
Ej ale dzięki... za kanapkę.

Itachi:
Nie ma sprawy *uśmiechnąłem się delikatnie*

1 komentarz:

  1. Deidara jest taki totalnie jak Tom, że zaraz oszaleję (mój kumpel. Gej-Niemiec wyznający innym miłość na środku korytarza). Nie wiem po co Ci to mówię, po prostu poczułam taką potrzebę.
    Rozdział oczywiście czytany z uśmiechem niezłażącym z twarzy.
    Oh, mój Sasori. Więcej, więcej.
    Czekam do piątku. Z niecierpliwością.
    ~Aya znów z anonima.

    OdpowiedzUsuń