środa, 11 kwietnia 2012

Cross-over: Sprawa dla detektywa

 Wyjaśniam: W opowiadaniu występują postaci z n/s mang:
-Hetalia
-Kuroshitsuji
-Death Note
-Yami no Matsuei
...i chyba to wszystko.

Zapraszam na część pierwszą:

**~**~**~**~**

Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę – powiedział trzynastoletni chłopak siedzący przy biurku. Do środka wszedł wysoki i ubrany na czarno lokaj.
-Przepraszam że przeszkadzam, paniczu, ale przyszedł do pana ważny list.
-Kto zaadresował? Znowu królowa coś chce ode mnie?
-Arthur Kirkland.
-Sebastianie...
Otworzył podaną mu kopertę i zaczął czytać.
-Szykuj samochód i dzwoń na lotnisko. Lecimy do Japonii.
-Yes my Lord.

*~*~*

Przed ścianą pełną ekranów siedziała pewna dwójka. Jeden miał czarne a drugi brązowe włosy. Ten pierwszy skulony siedział na krześle zajadając lizaka. Nagle zarejestrował dźwięk przychodzącego e-maila na laptopie stojącym pod przeciwległą ścianą. Obrócił się na krześle i w trzech susach znalazł się przy notebooku. Przeczytał wiadomość a jego oczy się bardzo rozszerzyły.
-Co się stało Ryuzaki? – zapytał drugi chłopak w pokoju.
-Musimy zawiesić sprawę KIRY.
-Stało się coś?
-Napisał do mnie on, Light.
-Kto mianowicie?
-Sam Kiku Honda.

*~*~*

W samolocie było Cielowi źle. W sumie nie lubił podróży. Kiedyś była to tylko podróż karetą, pociągiem czy statkiem. Dzisiaj technika poszła na przód. Sama myśl o jeździe samochodem napawała go nieprzyjemnościami a samolot... szkoda gadać.
A do tego te dziwne hałasy z drugiej części samolotu. Sebastian poszedł sprawdzić co się dzieje.
Kiedy lokaj wszedł do drugiej części samolotu załamał się. Zrobił po prostu typowego facepalma. Kto by nie zrobił widząc tam coś takiego? Panicz postanowił zabrać ze sobą służbę. Nie dlatego, że chciał mieć ich przy sobie w razie czegoś. Nie. Po prostu nie chciał, by jego posiadłość po raz enty spłonęła.
W ten sposób „kucharz, pokojówka i ogrodnik" znaleźli się pierwszy raz na pokładzie samolotu. Biegali od okna do okna wyglądając przez nie z zaciekawieniem. Tak długo biegali aż wreszcie na siebie wpadli i zrobili bałagan tocząc się z kąta w kąt.
-Czy wasza trójka nie mogłaby brać przykładu z pana Tanaki? – zapytał lokaj.
-Ale panie Sebastianie – powiedział ogrodnik. – Bard wpadł na mnie kiedy samolot trochę się zatrząsł.
-Finni, już nie kłam. To ty na mnie wpadłeś – odkrzyknął mu kucharz wygrzebując się spod walizek. – A do tego Maylene się plącze pod nogami.
-Ja? To ty się plączesz Bard! – zaprotestowała pokojówka.
-Co ja z wami mam – powiedział Sebastian. „Jesteście tacy sami jak wasi pradziadkowie" – dodał w myślach. – Siadać mi na tyłkach i do końca podróży nie ruszać się z miejsc, bo jak wylądujemy, to będziecie mieli karę.
-Yes sir! – zakrzyknęła trójka i siadła na swoich miejscach.
A pan Tanaka podsumował wszystko przekazywanym z pokolenia na pokolenie:
-HoHoHo.
-Już załagodziłem sytuację, paniczu – powiedział lokaj wchodząc do przyległego pomieszczenia.
-Sebastianie, przygotuj herbatę – rzekł Ciel. – Myślę, że pan Kirkland chętnie się napije.
-Owszem – odparł siedzący naprzeciw hrabi blondyn o grubych brwiach. – Nie pogardzę dobrą hetbatą.

*~*~*

Na płycie prywatnego lotniska stały dwie postaci. Jedna zgarbiona i w luźnych ciuchach a druga wyprostowana i w garniturze. Po chwili dołączyła do nich trzecia osoba. Był to mężczyzna w ściętych na grzybka czarnych włosach. Miał na sobie mundur i katanę przy pasie. Kiedy się pojawił pozostała dwójka się skłoniła przybyszowi.
-L-kun, Light-kun. Dziękuję, że się zgodziliście.
-Panie Honda – zaczął L. – Czy ta sprawa jest naprawdę tak ważna, że trzeba aż ściągać ludzi z Anglii?
-Nie mylisz się L-kun.

*~*~*

Samolot wylądował. Wyszła z niego siódemka osób. Najpierw blondyn w płaszczu podróżnym. Potem trzynastoletni chłopak w cylindrze, niebieskim mundurku i przepasce na oku. Niczym cień zza niego z samolotu wyłonił się wysoki lokaj. Potem wyszła trójka nierozgarniętych służących, a na samym końcu pomoc domu, który zamykał drzwi.
Podeszła do nich delegacja w osobach trzech.
-Witajcie w naszych skromnych progach – przywitał ich Honda.
-Witaj, Kiku – przywitał się Kirkland. – Miło cię znowu odwiedzić.
-Czy to są twoi detektywi? – zapytał L wskazując jeszcze nie rozpakowanym lizakiem w kierunku ludzi, którzy przybyli tu wraz z blondynem.
-Tylko Ciel. Reszta to służba – odparł brewiasty.
Uwadze Lighta nie umknęło drgnięcie brwi lokaja, który sekundę później już był ugięty w pół i mówił.
-Przepraszam, że nie przedstawiłem. Oto hrabia Ciel Phantomhive, jednocześnie głowa rodziny Phantomhive, zaufany człowiek królowej.
-Hm-zamyślił się L podchodząc parę kroków do trzynastolatka. Stanął metr od niego i nagle wyciągnął rękę do panicza.
Ku zaskoczeniu Ciela w ręce był lizak, który w dalszym ciągu nie rozpakowany, kusił swoim wyglądem.
-Już wiem skąd cię kojarzę – powiedział L. – byłeś na okładce londyńskiej gazety.
Jednym ruchem Ryuzaki zdjął osłonkę z lizaka, otworzył wyćwiczonym ruchem szczękę panicza i wpakował mu lizaka do buzi.
-To na pokrzepienie – powiedział, odwrócił się i ruszył ku wyjściu z lotniska. – Będę czekał w hotelu.
Pozostała dziewiątka stała jak wryta.

*~*~*

Znaleźli się w pokoju hotelowym. Był to hotel należący do L. Służba została oddelegowana na zwiedzanie Tokyo, Kiku i Arthur zaszyli się w innym pokoju obradując a Light, L, Ciel i Sebastian siedzieli w salonie i się nawzajem obserwowali.
Light wiedział, że coś jest nie tak. Czuł to. Ten lokaj stanowczo za często się na niego patrzył. Czasem patrzył na ścianę za nim. Wyglądało to jakby coś widział. Do tego ten mały Ciel. Ile on miał lat? Trzynaście? Wyglądał jak taki mały dorosły. I on parę razy również zerknął na ścianę za nim. Jakby coś widział.
Ale to niemożliwe. Przecież Ryuka nikt prócz niego nie widzi. Żadne z nich nie miał okazji dotknąć fragmentów notatnika. A notatnik leży bardzo dobrze schowany.
L również się przyglądał wszystkiemu dookoła. Zastanawiało go niemal wszystko. Dlaczego Ciel chodzi tak sztywno ubrany, czemu ma przepaskę na oku, dlaczego jego lokaj ma czerwone oczy, czemu sam panicz czasem ma czerwony błysk w oku?
I czemu tak często spoglądali oboje na Lighta? To już w ogóle było zastanawiające.
A do tego, co to za sprawa, którą muszą rozwiązać?
Ciel widział coś w tym pokoju, czego nie powinien. Było duże, ciemne i tak dziwnie się uśmiechało. Stroiło głupie miny do Sebastiana, ale ten zdawał się tego nie zauważać. I jeszcze ten Light ciągle patrzył to na niego to na Sebastiana. To było nie do zniesienia. Nie zapominając o tym dziwnym L. Co to w ogóle za imię? I jeszcze ten incydent z lizakiem.
Sebastian skądś znał jegomościa. Musiał już gdzieś go spotkać. Tego był pewien. Ale nie był pewien kim był. Na pewno widział go on i Ciel. Pewien był też, że Light również wiedział o jego obecności. Tylko L o niczym nie wiedział i się dziwił.
Tylko czemu ten ktoś robi takie głupie miny? W tej chwili przypominał mu Grella z tymi jego wygłupami.

*~*~*

Wtem otworzyły się drzwi od pokoju i do środka weszli Arthur i Kiku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz