piątek, 14 grudnia 2012

Gwiazdka szeryfa 3.

Przepraszam. Nie miałem ochoty poprawiać, a potem naprawdę... ciężko mi było...
Ale rozdział już jest. Zapraszam

I oczekuję na komentarz~

*~*~*

Sasuke: *Obudziłem się w momencie, kiedy na podwórku usłyszałem rżenie swojego konia. Ból pleców, który mnie omotał, był niczym wbicie mi jakiś kolców w nie... Od dzisiaj zaczynam pracę... cholera...*

Suigetsu:
*Świeży, rześki niczym ta kanka mleka przyniesiona od byk...to znaczy krowy. Chwilę po południu zjawiłem się w naszym zabudowaniach naszego skromnego aresztu. Nowo przybyły szeryf wyglądał...  Jakby nie spędził miło tej nocy. Przywitałem się machając do niego ręką trzymającą kapelusz.*

Sasuke:
Za wcześnie to cię nie ma *powiedziałem na przywitanie.* Nie orientujesz się o której mam się spotkać z burmistrzem?

Suigetsu:
A taak... zapomniałem całkiem o tym twoim spotkaniu. *Podrapałem się w tył głowy. Naprawdę zapomniałem.* Miałem ci przekazać byś stawił się w ratuszu o dziesiątej....

Sasuke:
*To mnie zabiło. I to się nazywa pomocnik?! Uderzyłem porządnie głową w biurko, przy którym siedziałem. Pierwszy dzień i już takie opóźnienie. Wstałem z krzesła i założyłem swój kapelusz* Gdzie jest ratusz?

Suigetsu:
Prosto jak w mordę strzelił zaraz obok kościoła, największy budynek w mieście.

Sasuke:
Następnym razem nie odwal mi takiego czegoś *oznajmiłem sucho i wyszedłem z budynku. Spojrzałem w kierunku o którym mówił. Przynajmniej nie daleko. Podszedłem na pieszo i już po chwili znalazłem się pod drzwiami. Przez tego matoła będę miał zrypy już pierwszego dnia. Westchnąłem cicho i otworzyłem drzwi.*

Konan:
Saske Uchiha? Na boga nareszcie. *Wstałam zza biurka w holu.*

Sasuke:
Przepraszam. Dosłownie chwilę temu zostałem powiadomiony o godzinie spotkania * Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio, tym bardziej, że pierwszą osobą, którą zobaczyłem, była kobieta.*

Konan:
*Wskazałam mu szerokie drewniane schody.* Pierwsze piętro gabinet po lewej stronie o czerwonych drzwiach. Pospiesz się.

Sasuke:
Hai hai... *powiedziałem z roztargnienia i pobiegłem po schodach. Zapukałem do drzwi i ostrożnie uchyliłem wrota.*

Pain:
*Podniosłem wzrok znad papierów spoglądając na mojego młodego gościa. Zaczynałem się już niepokoić że wyrządziła mu się krzywda już pierwszej nocy tutaj. Odłożyłem pióro i odsunąłem kałamarz prostując się w głębokim fotelu.*

Sasuke:
Przepraszam, ale dopiero się dowiedziałem na którą byłem umówiony *wyjaśniłem pokrótce i dopiero wtedy podniosłem wzrok na burmistrza... Chwila moment... Zacząłem się mu przyglądać. Kolor włosów, wygląd... * Czy ja cie nie znam?

Pain:
*Oparłem łokieć na podparciu ramienia z lewej strony. Rozpoznał mnie? Ostatecznie nie był taki mały jak z resztą chłopaków opiekowaliśmy się nim w obozie. Nie widziałem żadnego sensu ani korzyści w tym aby ukrywać przed nim tę prawdę.* To możliwe. Pochodzisz z tych ziem, czy nie inaczej? *Oparłem podbródek na lewej dłoni.* Zaczęliśmy rozmowę w bardzo poufały sposób.

Sasuke:
*Próbowałem sobie przypomnieć szczegóły naszej znajomości, ale pamiętałem niewiele...* Czy.. czy to nie z tobą szukałem swojego brata? *przypomniał mi się jeden epizod z życia tutaj.*

Pain:
Powtarzam: może. To było dawno. Nie przyszedłeś do mnie po to, aby rozpamiętywać dzieciństwo. Więc zajmijmy się tym czym musimy dobrze? Straciłem już wystarczająco dużo czasu przez niekompetencje twojego pomagiera.

Sasuke:
Uh... *No tak. Za długo żyję przeszłością... A o Itachiego zapytam go nieco później. Pewnie wie, co się z nim działo przez jakiś jeszcze czas...* Hai. O-od czego zaczniemy? *zapytałem nieco zmieszany.*

Pain:
Ach, tak... Mam kilka informacji na twój temat jakie raczył mi przysłać Londyn, wspierając naszą raczkującą w Ameryce administrację. *Spojrzałem przelotnie na gruby plik dokumentów.* Gratuluje osiągnięć to imponujące jak dużo zdołałeś osiągnąć w tak młodym wieku. Chciałbym abyś opowiedział mi jednak gdzie pracowałeś wcześniej i jak to przebiegało.

Sasuke:
Em... *Tak nagle...* Gdzie pracowałem... Zacząłem od roznoszenia poczty, potem uczyłem dzieci z sierocińca, a przez ostatnie dwa lata byłem na stanowisku pomocnika miejscowego inspektora.

Pain:
Kogo dokładnie?

Sasuke:
Nazywał się Orochimaru Snake. Zmarł miesiąc temu tuż przed moim wyjazdem.

Pain:
Orochimaru... *No proszę. Inspektor. Ten nędzny i obślizgły kolaborant i zdrajca... w dodatku tchórz wrócił do ojczyzny.* Rozumiem. Wiesz co stało się z Twoim poprzednikiem?

Sasuke:
Nie doszło to do moich uszu... Ale stwierdziłem, że prawdopodobnie coś złego.

Pain:
Starego Jamesa porwano jako zakładnika i zabito. Wiesz jakie ryzyko i odpowiedzialność łączą się z tym stanowiskiem?

Sasuke:
Wiem... Słyszałem na statku *spochmurniałem. Oczywiście,że wiedziałem, jakie to odpowiedzialne zadanie. Ale Indianin nie powinien się bać... Prawda?*

Pain:
Mniejsza. Nie wspominajmy tych przykrych wydarzeń. *Potarłem palcami skroń.* Terytorium na którym obowiązuje nasze prawo to ziemie należące do miasta. Zapoznaj się z tym terenem. Suigetsu powinien Ci w tym pomóc jeżeli go przyciśniesz. Jako szeryf możesz wprowadzić poprawki do kodeksu ale jedynie po uzyskaniu mojego zezwolenia. Jasne?

Sasuke:
Taa... *chwila* Sui-get-su?

Pain:
Twój zastępca?

Sasuke:
A... aha... *To mu jest Suigetsu? Jakie debilne imię...*

Pain:
Ludzie z pobliskich gospodarstw donoszą że niedaleko kanionu osiedliła się grupa jeźdźców. Miej na to oko i informuj mnie o wszystkim.

Sasuke:
Spoko *odparłem. Zastanawiałem się co jeszcze mnie czeka w tej wiosce?*

Pain:
Możesz już wrócić do swoich obowiązków. *posłałem mu słaby uśmiech* Pilnuj tu porządku chłopcze. Proszę cię o to ze swojego stanowiska.

Sasuke:
H-ai *odparłem i już miałem odejść, ale musiałem zapytać.* Uh... Burmistrzu... Chciałem zapytać, czy wie pan coś o moim bracie?

Pain:
Może... *Odwróciłem od niego wzrok. Nie powinien zaczynać tych tematów. Czy Itachi miał zamiar się z nim zobaczyć?*

Sasuke:
Powie mi pan coś więcej na ten temat? *zapytałem z nutką nadziei w głosie.* Jeśli jest martwy - zrozumiem. Jeśli żyje, to nawet lepiej...

Pain:
Żyje. Dlaczego o niego wypytujesz?

Sasuke:
Ch-chciałbym się z nim zobaczyć... *mruknąłem cicho. *

Pain:
Powodzenia.

Sasuke:
*Kiwnąłem głową i wyszedłem. On coś ukrywał. Jestem tego pewien. Pewnie ma doskonały kontakt z moim bratem. Nie zdziwiłbym się... Kh...*

*~*~*

Suigetsu:
I jak było ~~? Sasuke?

Sasuke:
Weź się zamknij. I następnym razem nie zapominaj o ważnych sprawach* Miałem ochotę go uderzyć...*

Suigetsu:
Dobra dobra. Spokojnie, nie bądź taki narowisty. Zapalmy fajkę pokoju~~ *Odchyliłem się w tył na trójnożnym krześle i zaciągnąłem dymem tytoniowym.*

Sasuke:
Nie, dzięki, nie palę *kh...* I nie kurz w pomieszczeniu *oznajmiłem, otwierając okno. Chociaż i to by się pewnie na nic nie zdało* Mam jeszcze jedno pytanie

Suigetsu:
Haaa?

Sasuke:
*Musiałem zapytać* Znasz tu wszystkich mieszkańców?

Suigetsu:
Jest ich niewielu. Chyba tak. Tych co mieszkają w mieście tak. Z farmerami to już gorzej.

Sasuke:
Raczej nie farmerzy... Raczej... szukam kogoś... Podobnego do mnie...

Suigetsu:
To znaczy? Anglika?

Sasuke:
*Rypnę go kiedyś...* Nie. Mam na myśli Indianina.

Suigetsu:
Yha! No... zdarzało się że byli tu ale nie na stałe. Nie raczej nie.

Sasuke:
Jesteś pewien? Hm... A jakiś bardziej powiązany z burmistrzem? Takie dwa znamiona na twarzy *pokazałem znamiona, jakie miał Itachi, jak go zapamiętałem.*

Suigetsu:
Hmm z burmistrzem... *Ponownie zaciągnąłem się skrętem tytoniowym.* On to w ogóle jest jakiś podejrzany. Ano miał coś tam do Indian. Ludzie gadają że jak był młody to widywano go często z jednym Apaczem ale nie wiem nic więcej na ten temat. A ty co braci plemiennych szukasz?

Sasuke:
*Ja mu dam Apacza...* Nie braci, tylko brata. Rodzonego.

Suigetsu:
*Trzasnęła pode mną jedna, jedyna tylna noga krzesła i rozłożyłem się na podłodze jak długi. * Ała... Dużo... ał... się nie pomyliłem.

Sasuke:
Dużo się pomyliłeś * ukryłem cień uśmiechu i zaśmiałem się sucho z jego wypadku. Dobrze tak gnojowi.* To nie był Apacz i wbij to sobie do głowy.

Suigetsu:
To kto? Wszyscy dzicy Indianie to Apacze nie? Z jedną z ich kobiet to ja nawet...

Sasuke:
Sam jesteś dziki... *powiedziałem, po czym prawie się zachłysnąłem śliną. Gnojek...* Itachi z plemienia Uchiha, dla twojej informacji.

Suigetsu:
Uchiha? Tego co został zmasakrowany?

Sasuke:
*Spojrzałem w sufit.* Tak. Tego *musiał to wypomnieć...*

Suigetsu:
To była twoja rodzina?

Sasuke:
A no... *mruknąłem.*

Suigetsu:
Mój ojciec i starszy brat zginęli kilka miesięcy temu w kopalni srebra. Spoko, rozumiem że szukasz brata. *Usiadłem na drugim trójnogim taborecie*

Sasuke:
Uh... *mruknąłem i usiadłem na normalnym krześle za biurkiem. Jakoś nie uśmiechała mi się praca tutaj... Ale musiałem się za nią zabrać.* Macie tu jakąś lunetę?

Suigetsu:
Lune-t co ?

Sasuke:
Lu-ne-ta. albo lornetka. Takie coś, przez co można patrzeć i to przybliża ci obraz.

Suigetsu:
Okular? Staruszek mówił "okular" *Wskazałem mu pobliski kredens.* Druga półka od góry.

Sasuke:
Aha... *mruknąłem i zajrzałem do szuflady. Istotnie znalazłem tam to, czego szukałem* Czego jeszcze używał mój poprzednik? Pewnie ja znam inne nazwy tych przedmiotów...

*~*~*

Pain:
*Dochodziła godzina osiemnasta popołudniem. Zegar na wieży kościelnej wyraźnie pokazywał to swoimi żeliwnymi wskazówkami, a dzwony doń dołączone zabiły sześciokrotnie. Zakończyłem spotkanie z przedstawicielem związków kolejarzy i opuściłem swoje biuro z zamiarem udania się do domu. Przed wyjściem poinstruowałem jeszcze recepcjonistkę Konan, że następnego dnia stawię się w biurze dopiero w południe i poprosiłem aby umawiała mnie z klientami i interesantami dopiero po godzinie obiadu. Nigdy nie zaprzestałem jeździć konno ale każdego dnia do ratusza docierałem powozem którym zarządzał woźnica. Takie ot udogodnienie. Dom w którym mieszkaliśmy z Itachim znajdował się na przedmieściach zaraz obok poczty, własnoręcznie stawialiśmy ten dom... podobnie jak większość w tym mieście. *

Itachi:
*Siedziałem w fotelu i czytałem książkę. Robiło się już chłodno, więc zwyczajowo osłoniłem swoje nogi kocem. Czekałem aż Pain skończy swoją pracę. Czasem czułem się jak darmozjad, mieszkając na kocią łapę u burmistrza, ale ze względu na moją chorowitość, nie mogłem zabrać się do żadnej pracy. No cóż... Ziewnąłem i chwilę później usłyszałem jak mój przyjaciel przyjechał na podwórko. W końcu wrócił, Ciekawe jakie nowinki z miasta przywiózł?*

Pain:
*Jak zwykle czekał na mnie siedząc na osłoniętym tarasie. Z książką na kolanach. Z przewiązanymi rzemieniem włosami, przy czym długa smuga włosów odgarnięta była do przodu i opadała z ramienia na pierś. Posłałem mu dyskretny uśmiech. Podziękowałem woźnicy którym był młody chłopiec i zauważyłem że wpatruje się w Itachiego urzeczony. Oczywiście mu się nie dziwiłem ale odchrząknąłem znacząco by go upomnieć. *

Itachi:
*Uśmiechnąłem się na jego przyjazd. Jak zawsze wyglądał przystojnie. Z wiekiem i w ogóle. Przymrużyłem oczy. Ile bym dał, by spędzać z nim troszeczkę więcej czasu~~* Jak minął dzień? *zagadnąłem.*

Pain:
Spokojnie jak dotąd. *Usiadłem obok niego i zdjąłem marynarkę.*

Itachi:
*Kiedy woźnica odjechał, oparłem głowę na jego ramieniu.* A jak mój brat?

Pain:
*Wzdrygnąłem się dlatego, że oczekiwałem aż zada to pytanie, a z drugiej strony byliśmy na zewnątrz i nie powinien... Nie powinien, a mimo to cieszyłem się że to zrobił.* D-dobrze. *po chwili odzyskałem rezon.* Jest niepunktualny.

Itachi:
Uwaga warta zanotowania *zaśmiałem się cicho.* Zrobiło się chłodno. Może wejdziemy do środka, co? *Zapytałem. Z drugiej strony chciałem go wypytać jak wygląda i w ogóle...*

Pain:
*Z wdzięcznością przyjąłem ten cichy śmiech.* Tak. Napiłbym się herbaty.

Itachi:
*Wstałem i złapałem go za rękę. Na szczęście ogólnie wiadomo było, że ciężko mi się chodzi, więc nie powinno to nikogo zastanawiać. Pociągnąłem go lekko i poszliśmy do środka.*

Pain:
*Siedzieliśmy obok siebie w salonie popijając herbatę i zaskoczyło mnie opanowanie z jakim obnosił się Itachi. Nie zadał jeszcze, więcej pytań odnośnie brata, a to było... niespodziewane. Sądziłem że z miejsca będzie domagał się informacji. Pokojówka zostawiła nas samych, a ja odetchnąłem głęboko jak człowiek wielce zmęczony. Brunet nie puścił mojego ramienia i dalej obejmował je swoimi dłońmi opierając się o mnie i przyjemnie grzejąc ciepłem własnego ciała.*

Itachi:
Może powiesz mi, kochanie... *zacząłem cicho tuż przy jego uchu* Coś więcej na temat mojego braciszka~~?

Pain:
*A jednak.* A co mógłbym ci powiedzieć? Jest bardzo podobny do Ciebie chociaż niezupełnie. Wydaje mi się że uformował się z niego przyzwoity i wyuczony mężczyzna. Ma tylko... jakby... brak szacunku do innych ludzi. Takie odniosłem wrażenie.

Itachi:
Wdał się w mojego wujka... *Mruknąłem na wspomnienie... aż się wzdrygnąłem* Hm... Coś jeszcze może o nim? Może kiedyś go zaprosisz do nas na herbatę? *Zaproponowałem nieśmiało. Chciałem chociażby spojrzeć na braciszka...*

Pain:
Tutaj? Chcesz się z nim zobaczyć? *Odwróciłem twarz ku niemu* Pytał o ciebie. Szuka cię.

Itachi:
Naprawdę? *jakoś nie byłem tym zaskoczony* A czemu nie? Skoro nie zostało mi dużo czasu....

Pain:
*Zmarszczyłem brwi i niezadowolony z końcowego podsumowania usłyszanej wypowiedzi odwróciłem wzrok.* Nie sądzisz że on może mieć, ci za złe, że...

Itachi:
*Wzruszyłem ramionami* To logiczne. Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet chciał mnie za to zabić. Ale z drugiej strony... Żyje. Powinien być mi za to wdzięczny...

Pain:
Jak uważasz. *Podniosłem szklankę z miedzianym napojem i zbliżyłem ją ponownie do ust. Z pewnością tęsknił za bratem ale... gdzieś w głębi miałem złe przeczucia. *

Itachi:
*Pogłaskałem go po wolnej dłoni* Ne, Pain... Nie chciałbyś się już położyć~? *zapytałem słodkim głosem. Rzadko kiedy tak robiłem...*

Pain:
*Tak wcześnie, już ? * Czy prowokujesz mnie? Znowu?

Itachi
Może~... A nie mogę? *po wczorajszych... zabawach naprawdę chciałem powtórzyć tamtą nockę...*

Pain:
Zrobiłeś się bardzo... ożywiony pod tym względem, kocurku.

Itachi:
*Otarłem się jednoznacznie o niego* Może trochę *Ale to ty tak na mnie działasz... dodałem w myślach*

Pain:
Nie zaczekamy nawet aż się ściemni ?

Itachi:
*Wywróciłem oczami* Ale po co? Do nocy jeszcze tak dłuugo...

Pain:
Jak wytłumaczymy nieobecność na kolacji? *Podniosłem rękę kładąc ją na jego kolanie, a następnie przesunąłem w stronę biodra po udzie.*

Itachi:
mrrr~~ *Zamruczałem cicho* Źle się poczułem, a ty byłeś bardzo zaniepokojony o moje zdrowie *zadrapałem delikatnie go po udzie.*

Pain:
I z tego powodu spędziłem z tobą w pokoju kilka godzin?

Itachi:
Przysnąłeś na krześle~?* Uśmiechnąłem się lekko*

Pain:
W ten sposób spędzając noc?

Itachi:
*Wywróciłem oczami* Po prostu nie byłeś głodny i tyle... *mruknąłem.*

Pain:
*Wiedziałem że go irytuję przedłużając te zwłokę ale... nie mogliśmy sobie przecież pozwalać na taką bezkarność. Zabrałem rękę z jego uda.* Nocą wypuścisz mnie bym wrócił do własnej sypialni?

Itachi:
*Zrobiłem z ust dziubek i spojrzałem w bok* A będziesz w stanie?

Pain:
Nawet jeżeli nie zmusi mnie do tego konieczność. *Uśmiechnąłem się słabo.*

Itachi:
No doobrze... Będziesz mógł... *mruknąłem, przejeżdżając mu palcem po brzuchu.*

Pain:
*I jak tu mógłbym mu odmówić? Nawet jeżeli wcześniej mi się to udawało z każdym tygodniem mój opór malał a w obecnej sytuacji był niemal zerowy. Skinąłem głową i ująłem go za dłoń. Wstałem pomagając się podnieść i jemu. Za każdym razem gdy mogłem na niego patrzeć kiedy się poruszał; byłem zachwycony jego gracją jakiej nie posiadał żaden z europejskich osadników.*

Itachi:
*Szedłem ostrożnie, trzymając go za rękę. Nie zbyt pewnie czułem się już na nogach. Odmawiały mi powoli posłuszeństwa.* Następnym razem może mnie zaniesiesz? *Zaproponowałem, kiedy siadałem już na swoim łóżku. Było wygodniejsze niż spanie na podłodze. Dzięki niemu mogłem spać w godziwych warunkach. W ogóle sam się sobie dziwię, że po wyjeździe mojego brata kilkanaście lat temu, zostałem z osadnikami i pomagałem im a potem wybudowaliśmy to miasteczko... I zamieszkałem tu... I nikt mi nie miał tego za złe...*

Pain:
Być może.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz