poniedziałek, 3 czerwca 2013

Za zwojem - One shot HashixMada

~Dawno mnie tu nie było, wiem.
Ale 1 - nikt nie pisze komentarzy... i mnie to smuci.
2 - miałam maturę... i teraz dopiero się jakoś ogarnęłam...

Poza tym to poniższe opowiadanie "porno" napisane wczoraj, pomiędzy dłuższą serią... Tylko, że te dłuższe serie... jak zwykle nie wypalają... No nic...
Enjoy
*~*~*

Madara:
*Od wydarzenia nad brzegiem rzeki minęły lata a ojciec wypominał mi to w dalszym ciągu. Że postąpiłem nierozważnie a mogło się też to skończyć posądzeniem mnie o zdradę. Zapewne Hashirama miał podobną sytuacje w swojej rodzinie.... Musiałem wybierać między krewnymi a nim... Nie mogłem postąpić inaczej jak tylko zakończyć tę "przyjaźń" zapewne gdyby Hashirama wiedział jakie nachodziły mnie przy nim myśli nie zadawałby się ze mną... więc prędzej czy później skończyłoby się to podobnie. Przez pierwsze miesiące stawanie na przeciw niego na polu bitew było dla mnie trudne... w dodatku ten wzrok ojca. Podejrzewałem że on wie o mnie więcej niż ktokolwiek inny.... z wstydem to przyznam ale poczułem ulgę kiedy umarł kilka lat później zabierając swoje sekrety do grobu. Któregoś dnia stanąłem naprzeciw Hashiramy w pojedynkę. Oddaliliśmy się od właściwego pola walki ponieważ... ja posiadałem cenne zwoje a zadaniem Hashiramy było mnie ścigać. *

Hashirama:
*Nie patrząc i nie zagłębiając się wstecz do moich odczuć i przeżyć, biegłem za Madarą, starając się go złapać. Musiałem odzyskać to, co posiadł. W trybie natychmiastowym... Dobiegliśmy do jakiejś polany ze trzy kilometry od walczących pobratymców.*

Madara:
*Zatrzymałem się gwałtownie i obróciłem do Hashiramy. Nie ustąpi.... Starcie było nieuniknione. Zacisnąłem palce na rękojeści miecza. Dlaczego zawsze on.... moje utrapienie... zmora.... *

Hashirama:
*Stanąłem. Nie dałem mu jednak wyciągnąć miecza z pochwy. Zaczęła się między nami walka wręcz*

Madara:
*Zwój w którymś momencie wypadł mi z kabury. Hashirama odwrócił się za nim a ja powaliłem go na ziemię przyciskając doń własnym ciałem. Rozpaczliwie sięgnąłem po zawiniątko. *

Hashirama:
*Wojownik nie powinien w takich sytuacjach w ogóle czuć tego... ale... jestem młody a Madara... Usiadł mi na kroczu...*

Madara:
*Ścisnąłem zwój w pieści zagarniając do niej również ziemię i wtedy sytuacje się odwróciły i to on w podobny sposób przyparł mnie do podłoża. *

Hashirama:
*Usiadłem na nim w ten sam sposób, co on na mnie. Ale jego dłonie przyparłem do ziemi jedną ręką i pochyliłem się nad nim*

Madara:
*Zamarłem czując że on.... uch,to z pewnością nie było tym co podpowiadał mi mój nienormalny umysł. Szarpnąłem rękoma ale trzymał je mocno spoglądając na mnie.... na mnie nie na zwój który trzymałem.... *

Hashirama:
*Oboje prezentowaliśmy się nie za dobrze. Brudni i zmęczeni po kilkudniowych walkach... Przesunąłem się nieco i wsadziłem kolano pomiędzy jego nogi*

Madara:
*Zacisnąłem zęby sądząc że chce mnie tam... niehonorowo uderzyć ale on... Nabrałem do płuc więcej powietrza. Nie obchodził mnie ten cholerny zwój, sądziłem że zarabianie pieniędzy w taki sposób jest kompromitujące... byśmy zabijali się dla bogatych Panów.... miałem naprawdę gdzieś ten zwój w przeciwieństwie do tego że Hashirama był teraz tak blisko mnie.... Przeszedł mnie zimny dreszcz. *

Hashirama:
*Sam nie wiem, co mną kierowało. wolną ręką rozszerzyłem mu nogi, a ustami dotknąłem jego... *

Madara:
*Byłem tak zszokowany że nie mogłem drgnąć kiedy się nade mną pochylał by to zrobić i w końcu kiedy poczułem jak mnie całuje w tym samym czasie dotykając moich ud. Szybko się jednak opamiętałem i odepchnąłem go następnie przewróciłem trzymając za ramiona zadarte wysoko na plecach. Przyciskałem go twarzą do ziemi. Moje serce biło tak mocno że pierś mnie bolała. Dopiero teraz docierało do mnie to co on zrobił. *

Hashirama:
*Zebrałem w sobie siłę i przewróciłem go. Nie było odwrotu. Nikt przecież za nami nie gonił* Madara *znów go wywróciłem*

Madara:
*W dłoni dalej ściskałem powód naszego obecnego starcia. Co on... chciał zrobić?!*

Hashirama:
*Jako, że nie mogłem już powstrzymać się... a moje przyrodzenie było głosem przewodnim... Znów przylgnąłem go jego ust, tylko tym razem na dłużej*

Madara:
*Nie wiedziałem kompletnie jak mam to odebrać. To było dla mnie za szybko, za gwałtownie. Jeszcze przed chwilą był gotów zabić mnie dla tego zwoju a teraz stracił nim kompletnie zainteresowanie? I... on robił mi to znowu. Nie wiedziałem jak mam to nazwać że pakuje mi język w suta bo przecież pomiędzy dwojgiem chłopaków to nie mógł być pocałunek? To nie... nie była iluzja. Uderzyłem go bezradnie w pierś chcąc go odeprzeć a zarazem oddawałem te pocałunki jakbym już kompletnie nie wiedział co robię . *

Hashirama:
*Moja noga znów zawędrowała pomiędzy te jego. Poruszyłem nią, by i on miał z tego... pożytek*

Madara:
*Oswobodziłem ręce i złapałem za łączne części jego pancerza. Zdjąłem mu go.*

Hashirama:
*Żeby nie być samemu, jego pancerz też po chwili leżał gdzieś z boku*

Madara:
*Odsunął się ode mnie kiedy zabrakło mu tchu. Patrzyłem na niego zmrużonymi oczyma nieustannie czując między moimi udami jego kolano. Z pewnością już czuł że... nie jestem bierny na to co robi... *

Hashirama:
*oblizałem usta, by po chwili zacząć całować jego już nagą skórę. jego tuniki pozbyłem się w chwili wytchnienia*

Madara:
Hashirama... co ty.... robisz? *Zapytałem zdławionym głosem*

Hashirama:
*Czy byłem w stanie odpowiedzieć...? Wymruczałem ciche* Chcę cię *po czym zsunąłem z niego spodnie*

Madara:
*To co powiedział otumaniło mnie. Chce mnie...On... przynajmniej teraz! Rozejrzałem się przerażony. Bałem się że ktoś jednak może to zobaczyć. To odeszło na dalszy plan kiedy pozbawił mnie dolnej garderoby. Leżałem teraz pod nim nagi... Szarpnąłem go za ubrania zmuszając by też się rozebrał. Widziałem go już nagiego i to niejednokrotnie.... Jego ciało zmieniło się sporo... nabrał masy i mięśni... Po raz pierwszy widziałem też jego przyrodzenie w erekcji... jakiegokolwiek innego mężczyzny... Dotknąłem dłońmi jego szerokiej piersi i nakryłem kciukami ciemne plamy delikatnych sutków kiedy ulokował się między moimi nogami. Nie mogłem uwierzyć w to że on mnie pożąda. *

Hashirama:
*szeroko ustawiłem jego nogi. Przymknąłem oczy i oblizałem swoje palce, by móc zrobić sobie w nim miejsce. Od jak dawna pragnąłem to zrobić? Od jak dawna chciałbym z nim uciec, by móc normalnie żyć? Wsunąłem w niego palce*

Madara:
*Wbiłem wzrok w pustkę nieboskłonu. Było mleczno szare, przysłonięte deszczowymi chmurami. Był delikatny.... nie miałbym nic przeciw gdyby wziął mnie brutalnie.... Piekła mnie twarz a policzki płonęły żywym ogniem. poruszałem się niespokojnie. Dotknął mnie tam ręką... palcami. W miejscu gdzie zdecydowanie żaden mężczyzna nie powinien dotykać drugiego. Nie powinien w ogóle ślęczeć nad nim w takiej pozycji... !*

Hashirama:
*Zrobiłem sobie w nim miejsce. Ręką ująłem jego przyrodzenie i mocno i głęboko całując, wsunąłem się w niego*

Madara:
*Nakrył moje usta i ponownie nasze języki otarły się o siebie. Zamknąłem oczy, nie zamknąłem a zacisnąłem powieki kiedy objął ręką moją sztywną męskość. I... naprawdę to zrobił. Wziął mnie. Wbiłem mu paznokcie w plecy czując się całkowicie bezbronny. Rozpierał mnie.... stęknąłem w jego usta żałośnie jak kobieta. Rozłożyłem bardziej nogi by zmniejszyć tarcie. Ból mieszał się w tym momencie z masą innych odczuć. *

Hashirama:
*Wzdychałem cicho mu w usta. Był ciasny... A ja tak bardzo go pragnąłem. Podniosłem nieco jego nogę, by mieć lepsze dojście. Ustami naznaczyłem bok jego szyi*

Madara:
*Poczynał sobie ze mną jak z swoją własnością... I chyba tym si stałem. Potwierdził to znacząc bok mojej szyi. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli że właśnie oddaje się wrogowi w dodatku w tak haniebny sposób. To był Hashirama.... Hashirama.... którego kochałem.*

Hashirama:
*W tym czasie, gdy go brałem, moje usta znalazły się tuż przy jego uchu. Polizałem go delikatnie*

Madara:
*Zacisnąłem uda na jego biodrach wręcz przeciwnie niz wcześniej chcąc czuć go wyraźniej. Wystękałem by robił to mocniej. Przytlałem się do niego szorując nagimi plecami po ziemi. To nie miało znaczenia... kompletnie nic poza tym że czułem go w sobie i ... jego uta tuż przy mojej twarzy. *

Hashirama:
*Brałem go, wedle życzenia, nieco gwałtowniej i mocniej. Sam chciałem go poczuć intensywnie. Ugryzłem go w płatek ucha a ręką zacząłem gwałtowniej poruszać*

Madara:
*Nie wiem w którym momencie zacząłem jęczeć jego imię ale... robiłem to. Jedną z dłoni wsunąłem w jego włosy zaciskając na nich palce. ściskałem go mocno podczas gdy chciałem go całować w ramię które było blisko moich ust... gryzłem go. Traciłem nad sobą kontrolę przez to co robił. Czułem ze to prowadzi do czegoś... że mój organizm zaraz eksploduje jak pułapka albo... umrę. *

Hashirama:
*zacisnął się na mnie a ja... doszedłem w nim. On tymczasem doszedł na mnie. *Naah~~ Madara~~! *jęknąłem głośno. W jego ucho jęknąłem jeszcze ciszej, że go kocham... Ale... nie wiem, czy to słyszał... Sam nie wiem, czy ja to ogarnąłem*

Madara:
*Spadł deszcz i woda napłynęła mi do szeroko otwartych oczu. Czy on to powiedział czy mi się jedynie przesłyszało? Opadł na mnie a ja dalej trzymałem go w ramionach nie potrafiąc się tak od razu uspokoić.*

Madara:
*Obróciłem głowę w bok i zobaczyłem że w zaroślach pod ścianą lasu ktoś stoi i przygląda się nam. A właściwie zastygł tak w szoku. To był Tobirama. *

Hashirama:
*Ledwo żyłem, ale... Przytuliłem go mocno do siebie. To mógł być jedyny raz w życiu, gdy byliśmy tak blisko... *Kocham cię... *powtórzyłem cicho. Za chwilę będziemy znów wrogami... Ale ta chwila...*

Madara:
*Obróciłem ku niemu głowę tak ze nasze policzki się zetknęły.* Ja... też cie kocham Hashirama. Od zawsze...

Hashirama:
*Uśmiechnąłem się. Podniosłem nieco głowę i pocałowałem go*

Madara:
*To był kolejny podajże ostatni nasz pocałunek. Słodki i czuły o jaki nigdy bym się nie podejrzewał ani jego. Wskazałem ręką południe* tam stoi twój brat.

Hashirama:
Zabije mnie później.. *mruknąłem. Zaczęliśmy się ubierać... Zwój leżał nieopodal nas. Nie miałem już ochoty go zabierać... Ale... Sam nie wiedziałem, co mam robić*

Madara:
*Zebrałem swoje rzeczy i włożyłem je na siebie w pośpiechu. A zatem koniec... odszedłem stamtąd nei odwracając się już by na niego spojrzeć. *

Hashirama:
*Zwój zostawił... Gdy zniknął mi z widoku w drzewach, wziąłem zwój i rzuciłem go Tobiemu. nie chciałem mieć nic z tym zwitkiem nic wspólnego*

Tobirama:
*Złapałem zwój odruchowo. Odchrząknąłem i nie powiedziałem nic kiedy mnie minął. Po chwili odwróciłem się i poszedłem za nim. *

Hashirama:
*Madara... Czy kiedyś się zobaczymy jako przyjaciele... Lub kochankowie?*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz