~Dawno mnie tu nie było, wiem.
Ale 1 - nikt nie pisze komentarzy... i mnie to smuci.
2 - miałam maturę... i teraz dopiero się jakoś ogarnęłam...
Poza tym to poniższe opowiadanie "porno" napisane wczoraj, pomiędzy dłuższą serią... Tylko, że te dłuższe serie... jak zwykle nie wypalają... No nic...
Ale 1 - nikt nie pisze komentarzy... i mnie to smuci.
2 - miałam maturę... i teraz dopiero się jakoś ogarnęłam...
Poza tym to poniższe opowiadanie "porno" napisane wczoraj, pomiędzy dłuższą serią... Tylko, że te dłuższe serie... jak zwykle nie wypalają... No nic...
Enjoy
*~*~*
Madara:
*~*~*
Madara:
*Od wydarzenia nad brzegiem rzeki
minęły lata a ojciec wypominał mi to w dalszym ciągu. Że
postąpiłem nierozważnie a mogło się też to skończyć
posądzeniem mnie o zdradę. Zapewne Hashirama miał podobną
sytuacje w swojej rodzinie.... Musiałem wybierać między krewnymi a
nim... Nie mogłem postąpić inaczej jak tylko zakończyć tę
"przyjaźń" zapewne gdyby Hashirama wiedział jakie
nachodziły mnie przy nim myśli nie zadawałby się ze mną... więc
prędzej czy później skończyłoby się to podobnie. Przez pierwsze
miesiące stawanie na przeciw niego na polu bitew było dla mnie
trudne... w dodatku ten wzrok ojca. Podejrzewałem że on wie o mnie
więcej niż ktokolwiek inny.... z wstydem to przyznam ale poczułem
ulgę kiedy umarł kilka lat później zabierając swoje sekrety do
grobu. Któregoś dnia stanąłem naprzeciw Hashiramy w pojedynkę.
Oddaliliśmy się od właściwego pola walki ponieważ... ja
posiadałem cenne zwoje a zadaniem Hashiramy było mnie ścigać. *
Hashirama:
*Nie patrząc i nie zagłębiając się
wstecz do moich odczuć i przeżyć, biegłem za Madarą, starając
się go złapać. Musiałem odzyskać to, co posiadł. W trybie
natychmiastowym... Dobiegliśmy do jakiejś polany ze trzy kilometry
od walczących pobratymców.*
Madara:
*Zatrzymałem się gwałtownie i
obróciłem do Hashiramy. Nie ustąpi.... Starcie było nieuniknione.
Zacisnąłem palce na rękojeści miecza. Dlaczego zawsze on.... moje
utrapienie... zmora.... *
Hashirama:
*Stanąłem. Nie dałem mu jednak
wyciągnąć miecza z pochwy. Zaczęła się między nami walka wręcz*
Madara:
*Zwój w którymś momencie wypadł mi
z kabury. Hashirama odwrócił się za nim a ja powaliłem go na
ziemię przyciskając doń własnym ciałem. Rozpaczliwie sięgnąłem
po zawiniątko. *
Hashirama:
*Wojownik nie powinien w takich
sytuacjach w ogóle czuć tego... ale... jestem młody a Madara...
Usiadł mi na kroczu...*
Madara:
*Ścisnąłem zwój w pieści
zagarniając do niej również ziemię i wtedy sytuacje się
odwróciły i to on w podobny sposób przyparł mnie do podłoża. *
Hashirama:
*Usiadłem na nim w ten sam sposób, co
on na mnie. Ale jego dłonie przyparłem do ziemi jedną ręką i
pochyliłem się nad nim*
Madara:
*Zamarłem czując że on.... uch,to z
pewnością nie było tym co podpowiadał mi mój nienormalny umysł.
Szarpnąłem rękoma ale trzymał je mocno spoglądając na mnie....
na mnie nie na zwój który trzymałem.... *
Hashirama:
*Oboje prezentowaliśmy się nie za
dobrze. Brudni i zmęczeni po kilkudniowych walkach... Przesunąłem
się nieco i wsadziłem kolano pomiędzy jego nogi*
Madara:
*Zacisnąłem zęby sądząc że chce
mnie tam... niehonorowo uderzyć ale on... Nabrałem do płuc więcej
powietrza. Nie obchodził mnie ten cholerny zwój, sądziłem że
zarabianie pieniędzy w taki sposób jest kompromitujące... byśmy
zabijali się dla bogatych Panów.... miałem naprawdę gdzieś ten
zwój w przeciwieństwie do tego że Hashirama był teraz tak blisko
mnie.... Przeszedł mnie zimny dreszcz. *
Hashirama:
*Sam nie wiem, co mną kierowało.
wolną ręką rozszerzyłem mu nogi, a ustami dotknąłem jego... *
Madara:
*Byłem tak zszokowany że nie mogłem
drgnąć kiedy się nade mną pochylał by to zrobić i w końcu
kiedy poczułem jak mnie całuje w tym samym czasie dotykając moich
ud. Szybko się jednak opamiętałem i odepchnąłem go następnie
przewróciłem trzymając za ramiona zadarte wysoko na plecach.
Przyciskałem go twarzą do ziemi. Moje serce biło tak mocno że
pierś mnie bolała. Dopiero teraz docierało do mnie to co on
zrobił. *
Hashirama:
*Zebrałem w sobie siłę i
przewróciłem go. Nie było odwrotu. Nikt przecież za nami nie
gonił* Madara *znów go wywróciłem*
Madara:
*W dłoni dalej ściskałem powód
naszego obecnego starcia. Co on... chciał zrobić?!*
Hashirama:
*Jako, że nie mogłem już powstrzymać
się... a moje przyrodzenie było głosem przewodnim... Znów
przylgnąłem go jego ust, tylko tym razem na dłużej*
Madara:
*Nie wiedziałem kompletnie jak mam to
odebrać. To było dla mnie za szybko, za gwałtownie. Jeszcze przed
chwilą był gotów zabić mnie dla tego zwoju a teraz stracił nim
kompletnie zainteresowanie? I... on robił mi to znowu. Nie
wiedziałem jak mam to nazwać że pakuje mi język w suta bo
przecież pomiędzy dwojgiem chłopaków to nie mógł być
pocałunek? To nie... nie była iluzja. Uderzyłem go bezradnie w
pierś chcąc go odeprzeć a zarazem oddawałem te pocałunki jakbym
już kompletnie nie wiedział co robię . *
Hashirama:
*Moja noga znów zawędrowała pomiędzy
te jego. Poruszyłem nią, by i on miał z tego... pożytek*
Madara:
*Oswobodziłem ręce i złapałem za
łączne części jego pancerza. Zdjąłem mu go.*
Hashirama:
*Żeby nie być samemu, jego pancerz
też po chwili leżał gdzieś z boku*
Madara:
*Odsunął się ode mnie kiedy zabrakło
mu tchu. Patrzyłem na niego zmrużonymi oczyma nieustannie czując
między moimi udami jego kolano. Z pewnością już czuł że... nie
jestem bierny na to co robi... *
Hashirama:
*oblizałem usta, by po chwili zacząć
całować jego już nagą skórę. jego tuniki pozbyłem się w
chwili wytchnienia*
Madara:
Hashirama... co ty.... robisz?
*Zapytałem zdławionym głosem*
Hashirama:
*Czy byłem w stanie odpowiedzieć...?
Wymruczałem ciche* Chcę cię *po czym zsunąłem z niego spodnie*
Madara:
*To co powiedział otumaniło mnie.
Chce mnie...On... przynajmniej teraz! Rozejrzałem się przerażony.
Bałem się że ktoś jednak może to zobaczyć. To odeszło na
dalszy plan kiedy pozbawił mnie dolnej garderoby. Leżałem teraz
pod nim nagi... Szarpnąłem go za ubrania zmuszając by też się
rozebrał. Widziałem go już nagiego i to niejednokrotnie.... Jego
ciało zmieniło się sporo... nabrał masy i mięśni... Po raz
pierwszy widziałem też jego przyrodzenie w erekcji...
jakiegokolwiek innego mężczyzny... Dotknąłem dłońmi jego
szerokiej piersi i nakryłem kciukami ciemne plamy delikatnych sutków
kiedy ulokował się między moimi nogami. Nie mogłem uwierzyć w to
że on mnie pożąda. *
Hashirama:
*szeroko ustawiłem jego nogi.
Przymknąłem oczy i oblizałem swoje palce, by móc zrobić sobie w
nim miejsce. Od jak dawna pragnąłem to zrobić? Od jak dawna
chciałbym z nim uciec, by móc normalnie żyć? Wsunąłem w niego
palce*
Madara:
*Wbiłem wzrok w pustkę nieboskłonu.
Było mleczno szare, przysłonięte deszczowymi chmurami. Był
delikatny.... nie miałbym nic przeciw gdyby wziął mnie
brutalnie.... Piekła mnie twarz a policzki płonęły żywym ogniem.
poruszałem się niespokojnie. Dotknął mnie tam ręką... palcami.
W miejscu gdzie zdecydowanie żaden mężczyzna nie powinien dotykać
drugiego. Nie powinien w ogóle ślęczeć nad nim w takiej
pozycji... !*
Hashirama:
*Zrobiłem sobie w nim miejsce. Ręką
ująłem jego przyrodzenie i mocno i głęboko całując, wsunąłem
się w niego*
Madara:
*Nakrył moje usta i ponownie nasze
języki otarły się o siebie. Zamknąłem oczy, nie zamknąłem a
zacisnąłem powieki kiedy objął ręką moją sztywną męskość.
I... naprawdę to zrobił. Wziął mnie. Wbiłem mu paznokcie w plecy
czując się całkowicie bezbronny. Rozpierał mnie.... stęknąłem
w jego usta żałośnie jak kobieta. Rozłożyłem bardziej nogi by
zmniejszyć tarcie. Ból mieszał się w tym momencie z masą innych
odczuć. *
Hashirama:
*Wzdychałem cicho mu w usta. Był
ciasny... A ja tak bardzo go pragnąłem. Podniosłem nieco jego
nogę, by mieć lepsze dojście. Ustami naznaczyłem bok jego szyi*
Madara:
*Poczynał sobie ze mną jak z swoją
własnością... I chyba tym si stałem. Potwierdził to znacząc bok
mojej szyi. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli że właśnie
oddaje się wrogowi w dodatku w tak haniebny sposób. To był
Hashirama.... Hashirama.... którego kochałem.*
Hashirama:
*W tym czasie, gdy go brałem, moje
usta znalazły się tuż przy jego uchu. Polizałem go delikatnie*
Madara:
*Zacisnąłem uda na jego biodrach
wręcz przeciwnie niz wcześniej chcąc czuć go wyraźniej.
Wystękałem by robił to mocniej. Przytlałem się do niego szorując
nagimi plecami po ziemi. To nie miało znaczenia... kompletnie nic
poza tym że czułem go w sobie i ... jego uta tuż przy mojej
twarzy. *
Hashirama:
*Brałem go, wedle życzenia, nieco
gwałtowniej i mocniej. Sam chciałem go poczuć intensywnie.
Ugryzłem go w płatek ucha a ręką zacząłem gwałtowniej
poruszać*
Madara:
*Nie wiem w którym momencie zacząłem
jęczeć jego imię ale... robiłem to. Jedną z dłoni wsunąłem w
jego włosy zaciskając na nich palce. ściskałem go mocno podczas
gdy chciałem go całować w ramię które było blisko moich ust...
gryzłem go. Traciłem nad sobą kontrolę przez to co robił. Czułem
ze to prowadzi do czegoś... że mój organizm zaraz eksploduje jak
pułapka albo... umrę. *
Hashirama:
*zacisnął się na mnie a ja...
doszedłem w nim. On tymczasem doszedł na mnie. *Naah~~ Madara~~!
*jęknąłem głośno. W jego ucho jęknąłem jeszcze ciszej, że go
kocham... Ale... nie wiem, czy to słyszał... Sam nie wiem, czy ja
to ogarnąłem*
Madara:
*Spadł deszcz i woda napłynęła mi
do szeroko otwartych oczu. Czy on to powiedział czy mi się jedynie
przesłyszało? Opadł na mnie a ja dalej trzymałem go w ramionach
nie potrafiąc się tak od razu uspokoić.*
Madara:
*Obróciłem głowę w bok i zobaczyłem
że w zaroślach pod ścianą lasu ktoś stoi i przygląda się nam.
A właściwie zastygł tak w szoku. To był Tobirama. *
Hashirama:
*Ledwo żyłem, ale... Przytuliłem go
mocno do siebie. To mógł być jedyny raz w życiu, gdy byliśmy
tak blisko... *Kocham cię... *powtórzyłem cicho. Za chwilę
będziemy znów wrogami... Ale ta chwila...*
Madara:
*Obróciłem ku niemu głowę tak ze
nasze policzki się zetknęły.* Ja... też cie kocham Hashirama. Od
zawsze...
Hashirama:
*Uśmiechnąłem się. Podniosłem
nieco głowę i pocałowałem go*
Madara:
*To był kolejny podajże ostatni nasz
pocałunek. Słodki i czuły o jaki nigdy bym się nie podejrzewał
ani jego. Wskazałem ręką południe* tam stoi twój brat.
Hashirama:
Zabije mnie później.. *mruknąłem.
Zaczęliśmy się ubierać... Zwój leżał nieopodal nas. Nie miałem
już ochoty go zabierać... Ale... Sam nie wiedziałem, co mam robić*
Madara:
*Zebrałem swoje rzeczy i włożyłem
je na siebie w pośpiechu. A zatem koniec... odszedłem stamtąd nei
odwracając się już by na niego spojrzeć. *
Hashirama:
*Zwój zostawił... Gdy zniknął mi z
widoku w drzewach, wziąłem zwój i rzuciłem go Tobiemu. nie
chciałem mieć nic z tym zwitkiem nic wspólnego*
Tobirama:
*Złapałem zwój odruchowo.
Odchrząknąłem i nie powiedziałem nic kiedy mnie minął. Po
chwili odwróciłem się i poszedłem za nim. *
Hashirama:
*Madara... Czy kiedyś się zobaczymy
jako przyjaciele... Lub kochankowie?*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz