Opowiadanie wielu może nie przypaść do gustu.
Wiele osób może uznać je za dziecinne.
Inni nie zgodzą się z wizją Paina jako bojącego się a Itachiego jako kogoś, kto się nie boi uderzyć Paina...
Poza tym naprawdę postaci są tutaj nie takie jak w kanonie...
Opowiadanie jest stare, z początków, gdy pisałyśmy w bezokolicznikach treść , dlatego pewnie gdzieniegdzie będzie to widoczne.
Edycja tego zajęła mi niegdyś bardzo dużo czasu...
i pewna osoba stwierdziła, iż to nie nadaje się do publikacji.
Ale ja się nie przejmuję.
Może trochę śmieciowe, ale jak kto lubi... Oceńcie w komentarzach.
było to pisane w październiku zeszłego roku, czyli naprawdę na samym początku)
*~*~*
Kiedy Nagato stanął
przed olbrzymia posiadłością pierwsza myśl, jaka nawiedziła jego
opustoszały umysł, wyglądała tak :"ja piernicze".
Niechętnie nacisnął dzwonek do drzwi.
Zrezygnowany Itachi szedł
w kierunku drzwi. Dlaczego nauczyciel to właśnie jemu kazał pomóc
w nauce temu degeneratowi? I czemu musiał się z nim umówić na
sobotę popołudnie, kiedy rodzice wybyli na przyjecie a brat jest na
dodatkowym angielskim? Kiedy był już przy drzwiach, wziął głęboki
oddech, poprawił czarną koszulkę, którą miał na sobie,
sprawdził w lustrze swój wygląd i otworzył drzwi.
-Witaj. Wejdź, rozpłaszcz
się, w koszyku są kapcie dla gości. Czekam w salonie. Drugie drzwi
po lewej - oznajmił i ruszył w głąb domu.- Herbaty? -zapytał
jeszcze.
-A... masz coś zimnego?
-zapytał ściągając ubłocone glany.
Ignorując kapucie ruszył
za nim w skarpetkach.
-Woda, sok pomarańczowy,
sok malinowy, Cola... -zaczął wyliczać z pamięci, po czym
spojrzał na stopy gościa, w skarpetkach a potem zerknął na swoje
również nie posiadające na sobie kapci.
- ... sok pomarańczowy
jak możesz.
Nagato rozejrzał się
Itachi ruszył w kierunku
kuchni, gdzie nalał soku do wysokiej szklanki i po krótkim namyśle
włożył do szklanki słomkę. Wrócił na korytarz i ujrzał
zdezorientowanego gościa.
- Stało się coś? -
zapytał Itachi. - Pokazałem ci przecież, które drzwi prowadzą do
salonu.
- Ta... pamiętam, po
prostu masz niezłą chatę... to zabytek? -zamamrotał niewyraźnie.
- Poniekąd - odburknął,
po czym kiwnął głową wskazując, iż ma iść za nim.
Poszedł, ciągnąc za
sobą torbę.
- Podnieś ją proszę i
nieś normalnie, bo rodzice zabiją mnie za porysowane podłogi.
-Heh jasne -zaśmiał się.
-Jak Pan każe.
- Ph - Prychnął i
pokazał mu krzesło, na którym miał usiąść. Usiadł na tym
dokładnie na przeciwko i zaczął czekać.
Pain usiadł zacieszając.
- To z czym mam ci niby
pomóc?
- Z biolą... -odparł
zażenowany i spojrzał gdzieś w bok.
-Tyle to wiem. Jakie
tematy? -Itachi wywrócił oczami.
- Budowa
człowieka...wewnętrzna...szkielet....dokładniej...Nie było mnie
przez ostatnie dwa tygodnie w szkole...I nie ogarniam
- A... aha... Dobra... weź
sobie wyciągnij notatnik czy coś... będę mówił jak najdokładniej
dam radę. i będzie topograficznie. Ale jeszcze powiedz mi, czy
jesteś słuchowcem czy wzrokowcem?
- Wzrokowcem – odparł
wyciągając notatnik i długopis.
- Dobry jesteś z biologi?
- zapytał niechętnie.
- Można tak powiedzieć -
odparł, dziękując w duchu rodzicom, iż nie wywiesili w pokoju w
antyramach wszystkich jego dyplomów
- Jasne... naprawdę
musisz być kujonem skoro spośród wszystkich uczniów w szkole
skazali mnie właśnie na ciebie... - prycha uśmiechając się.
Uchiha odwrócił wzrok
zasłaniając się grzywką i zarumienił się lekko - Po prostu mam
na pieńku z biologicą... -mruknął, po czym wykrzyknął
zmieniając temat. - Dobra! Zacznijmy lekcję!
- Dobrze... ale jeszcze
jedno...jesteś w domu sam?
-Yym... tak?
- Super... - mruknął
Nagato.- A do której mam tu siedzieć?
- Póki się nie nauczysz?
-Rany... czyli pewnie
zanocuje u Ciebie... -wzruszył ramionami. - Dobra dawaj, z tym
tematem
Itachi przsewrócił
oczami.
- Dobra. Let's beginning.
Zaczniemy od kości czaszki... Czaszka składa się z części
czołowej -wskazuje na czoło- ciemieniowej, potylicznej, skroniowej
-pokazuje mówiąc poszczególne części czaszki.
- Dobra... - mruknął,
gapiąc się na niego .
- Czyli powtórzyć?
Ech~... Patrz -pokazuje na swoje czoło- czołowy. Da radę
zapamiętać, że taka część czaszki jest?
- Taaak, jasne... -zaśmiał
się Yoihi.
-Dobra, dalej.... Z czego
się śmiejesz?
- Z ciebie...racja ~~
dalej
- hm... -mruknął.
- Jak dojdziemy do kości
miednicy rozbierzesz się w celu demonstracji ?-zapytał punk. -
wtenczas na pewno zapamiętam...
-Nie, debilu -walnął go
po głowie.
- Szkoda – zaśmiał się
- Dobra... dalej.. heh...
- Kość miedniczą
ominiemy, bo już wiesz, gdzie się znajduje - uśmiecha się
półgębkiem -
-Taaak ale wiedza powinna
być utrwalana... he he
-Dobra. Następnie... Kość
ciemieniowa. Jak cię uderzę jeszcze raz i trafię w to miejsce, to
skojarz sobie,ze ci się ciemno przed oczyma zrobi
- Dobra... - Pomarańczowo
włosy zaczął gryźć długopis, starając się skupić.
- Tu z tyłu -wskazał
kolejna część czaszki- jest kość potyliczna. Wiem, że trudne
słowo, ale się postaraj
- ~ -
- Staw kulisty, gdzie się
według ciebie znajduje? - Zapytał Itachi.
- W nadgarstku... ?
- Nie -zrobił zamach
całym ramieniem i uderzył go płaską dłonią w głowę- Tu
-wskazuje na swoje ramię- Dzięki temu możesz obracać ramię we
wszystkie niemal strony.
-Nadgarstek też... -
mruknął, zasłaniając się zeszytem.
-Nie. Nie obrócisz go o
prawie 360 stopni... W nadgarstku.... nie, zaraz... kulisty, inaczej
zwany panewkowym, masz w ramieniu o tu -wskazuje odpowiednie miejsce-
oraz jak masz połączenie ud do bioder
- Taa...- mruknął
zerkając na zegarek - Wiesz że zaraz będzie północ?
- Co?! - podążył
wzrokiem na zegarek. - no nie!...M-mój.... nie~!
Nagato przeczesał dłonią
włosy
- Eehm... mówiłem, że
to trochę potrwa... - powiedział. Itachi zaczął masować sobie
skronie.
- Ale jak to możliwe?-
wymamrotał- przecież dopiero była siedemnasta...
- Heh w moim towarzystwie
czas płynie inaczej ~~ - uśmiechnął się Nagato. - Dobra -schował
swój długopis do torby-będę się zbierał
- Ale ty orientujesz się,
że na dworze jest niebezpiecznie o tej godzinie? I do tego zimno
jest...
- Nie martw się, nikogo
nie skrzywdzę po drodze - bierze torbę - Gorzej że uciekł mi
ostatni autobus heh... Odprowadzisz mnie do drzwi?
-A na jakiej ulicy
mieszkasz?
- Heh Żeromskiego
-wzruszył ramionami. Itachiego to zszokowało.
- Prze-przecież to na
drugim końcu miasta! Zanim tam dojdziesz z dobra godzina mnie!
-Nie przesadzaj –
zaśmiał się ale nagle przestał słysząc za okna jak zaczyna
padać deszcz. I usłyszał grzmot.
- A-aha? - zdziwił się
- Ch-chyba jednak spełni się to co mówiłeś wcześniej..
- Nie żartuj sobie, nie
będę u Ciebie spał ! -odwrócił głowę z zażenowaniem.
- Nie martw się. Dom jest
na tyle duży, że dostaniesz pokój gościnny na spędzenie nocy...
-odparł odwracając również głowę, byleby nie patrzeć na
gościa.
- Yyh... dzięki ale
naprawdę nie mogę tu zostać ... - wymamrotał. Wzdrygnął się
słysząc grzmot - Cholera...
- Boisz się burzy?
- N-Nie! Śmieszny jesteś!
- odpowiedział szybko pusząc się. Wtedy znowu za oknem dało się
słyszeć grzmot. Itachi podniósł brew.
- Czyli zostajesz?
Nie! idę do chaty... -
odparł, biorąc do reki torbę. - To odprowadzisz mnie do drzwi...?
Uchiha kiwnął głową,
cicho chichocząc.
- Oczywiście, dlaczego
by nie? - wstał i ruszył w kierunku wyjścia z pokoju - ale na...
- znowu błysnęło i po sekundzie dało się słyszeć grzmot.
- ym... - zatrzymał się
w połowie kroku,a ręce mu zadrżały.
- Idziesz, czy zostajesz?
-zapytał stojąc już w progu.
- A... mógłbym spać z
Tobą... ? - zapytał, spuszczając głowę.
- C-co?! - zdziwił się
ogromnie Itachi.
- Mogę się z Tobą
przespać? - powtórzył, po czym dodał. - Yyy... To znaczy spać z
Tobą w pokoju...
Itachi mocno zburaczył
się na twarzy, a Nagato w ogóle nawet nie miał ochoty patrzyć na
gospodarza.
- Ja tylko... eehm.. -
zaczął Yoihi -Dobra... Naprawdę boje się burzy... I to zajebiście
się boje cholera no...
- W pokoju. Nic więcej...
- odwrócił wzrok.
- Jasne heh – uśmiechnął
się nerwowo.
- Mam nadzieję... na górę
- zarządził i ruszył po schodach, słysząc kolejny grzmot. Nagato
posłusznie poszedł za nim.
Itachi otworzył drzwi do
swojego pokoju i wprowadził gościa .
- Zaraz znajdę ci coś do
spania. Torbę połóż tam - wskazał krzesło. - Pójdziesz się
umyć, a ja pójdę po rozkładane łóżko...
- Dobra...- powiedział,
kładąc torbę - naprawdę sorry za kłopot...
- Nie ma sprawy... -
odwrócił się tyłem i otworzył jakąś szafkę w poszukiwaniu
czegoś dla gościa.
Nagato automatycznie
zmierzył wzrokiem jego sylwetkę i zatrzymał wzrok na.. końcu
kręgosłupa... Skarcił się w myślach i odwrócił głowę jakby
nigdy nic.
Uchiha wyciągnął jakąś
koszulkę, nieświadom napisu na niej, oraz spodnie piżamowe.
- Sorki, ale nie mam
żadnej koszuli od piżamy. Sam śpię zazwyczaj tylko w spodniach..
- Dobra... dzięki... -
wziął rzeczy nie patrząc na niego - G-gdzie jest łazienka ?
- Następne drzwi na prawo
- oznajmił i wyszedł w poszukiwaniu dodatkowego łóżka dla
gościa.
Nagato wszedł do
łazienki, pospiesznie zrzucił ubranie i wszedł pod prysznic
odkręcając zimną wodę.
Parę minut później
- Itachi... ! - krzyczy z
łazienki punk.
- Co?
- Mógłbyś może...
pożyczyć mi inną koszulkę?
- A co z nią nie tak? Nie
możliwe, by była dziurawa...
- Khem bo... nie
podejrzewałem Cię o podobne zachowania ale na tej pisze "sex
machina" ... wiesz.. .
- CO?! Zabiję gnoja!!! - krzyknął i podszedł do łazienki. Nagato wystawił za drzwi rękę
z koszulką.
- Zobacz sobie... Itacz
Bierze mu z ręki koszulkę
i widząc napis cały robi się czerwony na twarzy.
- Idę już po inną...- i
poszedł, po chwili dostarczając mu koszulkę z napisem "Ja to
bym zjadł batona"
- Słodko... - mruczy za
drzwi łazienki.
Uchiha wrócił do pokoju,
usiadł na łóżku i załamał się nad stanem rzeczy.
Punk wyszedł z łazienki.
Spojrzał przez okno, za którym dalej wiało i westchnął
- Rozumiem że mam
zagospodarować sobie podłogę tak? - zapytał, przestępując
nerwowo z nogi na nogę.
- Śpisz u mnie na łóżku,
jako gość. Ja zajmuję fotel na drzemkę.
- Co za kultura, spałem w
gorszych miejscach Twój fotel w zupełności mi wystarczy –
zaśmiał się
- Nie ma opcji. Fotel jest
mój i nie każ mi przywiązywać ciebie do tego łóżka, byś spał
na nim - oznajmił i wyszedł do łazienki.
Nagato obrzucił wzrokiem
wielkie łóżko, obszedł je dookoła wślizgując się pod kołdrę
na skraju materaca. Zaciągnął sobie poszewkę od kołdry wysoko na
głowę chowając się pod nią.
Ita wrócił po pięciu
minutach w samych spodniach od piżamy, bo zapomniał wziąć
koszulki z przyzwyczajenia. Zaczął zaciągać rolety i zasłaniać
firany. Dało się słyszeć grzmot. Spojrzał na łóżko.
- Nie no nie wygłupiaj
się, tylko korzystaj, jak masz szansę - zaśmiał się ściągając
z gościa kołdrę i przykrywając go normalnie -
Pain zaniemówił widząc
nagi tors chłopaka nad nim, odwrócił wzrok i kiwną głową.
- Nie wygłupiam się...
to do mnie niepodobne...Będzie ci zimno na tym fotelu
- Będzie dobrze - odparł
i zapalił lampkę przy fotelu, po czym zgasił górne światło –
pozwolisz, że poczytam sobie przed snem?
- Jest druga nad ranem a
Ty chcesz czytać? Człowieku idź spać... nie zgwałcę cie
przecież - rzucił marszcząc nos.
- Dziękuję, zdrzemnę
się na fotelu - przystanął na swojej decyzji i sięgnął po
biuletyn, który rano dostał w księgarni. Nagato prychnął śmiejąc
się. Błysnęło, grzmotnęło i punk gwałtownie naciągnął na
siebie poszewkę.
- Już się nie śmiejesz,
tylko znowu cykasz?
Nie odpowiedział.
Itachi wywrócił oczami,
odłożył książkę, wstał, podszedł do łóżka i siadł po
turecku na nim. Odchylił połę poszewki i spoglądał na przerażone
oblicze gościa.
-Żebyś był tak w szkole
bojaźliwy...
-Chciałbyś...
-Oczywiście. Nie
sprawiałbyś problemów wychowawczych.
- Gdyby nie ja, nudziłbyś
się w tej budzie
-Mam wystarczająco dużo
papierkowej roboty.
-Przynudzasz... - odwrócił
się do niego plecami. Grzmotnęło. Punk złapał przewodniczącego
za rękę
- C-co?! - wydukał
zaskoczony i się zarumienił.
Puścił szybko jego dłoń
i schował na powrót się pod kołdrę
- Cholera...
przepraszam....
Uchiha wywrócił oczami,
wstał i zgasił lampkę, po czym po omacku siadł w fotelu i zawinął
się w kocyk.
- Dobranoc – powiedział.
- Itachi... mógłbyś...
-Hm?
-Mógłbyś położyć się
obok mnie...? - mruknął spod kołdry.
- C-cco? Po co?!
-Rany... naprawdę nic ci
się nie stanie... Proszę... Chociaż dopóki nie przestanie grzmieć
...
- Ech~ - westchnął,
odwinął się z kocyka, podszedł do łóżka i położył się
okrywając się tym kocykiem – Dobranoc - oznajmił i odwrócił się
od niego
-Dobranoc...-mruknął. Po
chwili poruszył się niespokojnie .
-Hm?
-Nic...
Znów zagrzmiało. Pod
kołdra Pain zaczął się trząść.
- Jak nie przestaniesz się
trząść, to cię walnę -wymruczał w poduszkę.
- Przepraszam...-odezwał
się po dłuższej chwili. Itachi odpowiedział mrucząc coś
niezrozumiale. Punk doszedł do wniosku, że przerażenie działa
podobnie jak alkohol... człowiek zrobi wszystko żeby tylko...
Przygryzł dolną wargę byle być cicho.
Uchiha przewrócił się na
drugi bok, bo mu było nie wygodnie. Po chwili z powodu duchoty w
pokoju odwinął się spod koca i zaprezentował swoje oblicze bez
koszulki, której ostatecznie nie założył.
Nagato usłyszał, że
przewodniczący się odkrywa... również mu zaczęło robić się
coraz bardziej gorąco... ale zrezygnowanie z poszewki było dla
niego trudne...
-Sasuke, nie baw się z
tym kotkiem – powiedział Itachi przez sen. Punk odkrył głowę i
zaczął nasłuchiwać jak ten mamrocze przez sen.
- Nie. Nie boję się o
ciebie, tylko o kota sąsiadów...
- "Sasuke?" -
zastanowił się Nagato. Słyszał już to imię.
- Sasuke, weź idź zwróć
tego kota sąsiadom!
Pomarańczowo włosy zakrył
sobie usta dłonią aby nie wybuchnąć śmiechem.
-Ale nie przez płot!
bramką. na około.
Yoihi odwrócił się i
zaczął obserwować jego twarz
- I-ta-chi... - mruknął
to prawie niesłyszalnym szeptem.
-Mhm... nie~ nie musisz~ -
jęknął to zupełnie innym głosem niż wcześniej.
- O czym śnisz Itachi...?
-przysunął się odrobinę bliżej niego by lepiej słyszeć.
- N-nie. nie rób tego..
to boli~!
Nagato podniósł brew.
- Mhmm~ zo-zostaw~
- Czy Ty... masz mokry sen
? - zapytał półgłosem do jego profilu.
- Ss~ nie musiałeś
wylewać połowy~
- Może i nie... - zaśmiał
się cicho.
- Idioto! Plastry są
zaraz obok prezerwatyw w łazience!
- Dobrze wiedzieć... Co
jeszcze mi powiesz hm? - zapytał, nie zwracając już uwagi na
burzę.
- N-nie. Ich nie musisz
brać. Zaklejaj i idź sobie... Weź się i idź stąd... Ałć! to
bolało -przerzucił rękę w taki sposób, że teraz znalazła się
na ramieniu Paina.
- Hmmm~ skaleczyłeś się
i chcesz plasterek... Ale ktoś sięga po prezerwatywę? -
uśmiechnął się z myślą, iż być może sam będzie potrzebował
opatrunku, skoro Ita mocno rzuca się przez sen.
-N-nie. A teraz wynocha.
mhm... Idź mi stąd. No ale już! Mam dużo pracy. Nie mam czasu na
twoje wybryki. Nagana ci już nie wystarczy, Yoihi?
- O! -uśmiechnął się
szerzej- Nie, nie wystarczy panie przewodniczący...
-Yoihi, no! Nie dotykaj
mnie! hm?!
Zszokowany otworzył usta
i dopiero po chwili ogarnął się.
- D-dlaczego nie? -
zapytał.
-Yh~ nie! jesteś zły!
ah! ni...- na to, Yoihi przygryzł wargę. -Fuj! jesteś
po prostu.....mhmm~
- Po prostu? Dokończ
no... - powiedział do jego nieprzytomnej twarzy.
Jednak zamiast
odpowiedzieć, Itachi zmrużył oczy i po chwili je otworzył i
zobaczył nad sobą Yohiego
- C-co!? Ła~ - podskoczył
z zaskoczenia i spadł z łóżka uderzając się mocno w tył głowy
- Ałć~
- Co ci się śniło
Itachi? - zapytał siadając na łóżku.
- A śniło mi się coś?
- zapytał, po czym ziewnął i wgramolił się na łóżko
rozcierając miejsce po uderzeniu - Nie pamiętam.
- Wypowiadałeś przez sen
moje imię i wyglądało to tak jakby śnił Ci się sex ze mną. A i
skończyła się burza wiesz?
-C-co?! -zburaczył się -
Nie! T-to nie możliwe. nie może być. Burza? A no... -znowu ziewnął
przeciągle.
- A i owszem, stękałeś
przed chwilą
- Mówiłeś że jestem
cudowny, żebym Cie wziął i wyprawiłeś mnie po prezerwatywy do
szewki w łazience -zaśmiał się.
- Co? kłamiesz!
-J-ja nie mógłbym....A
kłamię, że trzymasz gumki w łazience? - zarechotał zgryźliwie.
- Przyznaj się, podobam Ci się?
- C-co? - czerwień
pojawiła się na końcówkach jego uszu - N-n... -odwrócił się
tyłem do gościa - mhmm~...
- Powiedz to całym
zdaniem... Uchiha.
- N-nie powiem!
- Powiedz, natychmiast
całym zdaniem.
- Mm... T-ta-ak...
p-p-pod-doba-asz.... mi-i... s-s-się.... - wydukał.
-"Czy on sobie zemnie
żartuje? "- zatkało go. - Kłamałem z tym snem...
- C-co?! no wiedziałem! -
odwrócił się zburaczały w stronę degenarata i zaczął mu krzyczeć
w twarz z odległości 20 cm - Wiedziałem! Kłamca! Oszust! A do tego
perfidny konfident!
Nagato chwycił go mocno
za ramiona i przyciągną do siebie całując.
- Mhmm - reszta jego
wywodu została zagłuszona przez usta Paina. Zaskoczony Itachi z
początku był tak zszokowany, że nie mógł zebrać myśli.
Nie odrywając się od
jego ust, punk przewrócił go na plecy i położył się na nim.
Itachi zaczął oddawać
pocałunki. jego ręce znalazły się po chwili na szyi Yoihiego.
- Od kiedy się za mną
oglądasz ? - zapytał schodząc ustami na jego szyję.
- Hm... mhm... O-odkąd
pp-pierwszy raz zbeształem cię...
- To było trzy lata
temu... Nie zamierzałeś mi w ogóle o tym powiedzieć? - zapytał
przygryzając skórę na jego szyi.
- Am... nh... wcale~...
- Dlaczego...? - oderwał
się od niego by ściągnąć koszulkę.
- B-bo... bo jesteś
całkowitym przeciwieństwem mnie?
- I.. i co w związku...
z tym? - na powrót przyssał się do jego ciała i robił mu malinki
na ramieniu
- Mhm... inny próg, nie
uwa-ażałem tego za konieczne...
- Nigdy nie chciałeś
znaleźć się ze mną w takiej sytuacji jak teraz? - podniósł się
i pocałował go delikatnie w policzek.
- M-mniej więcej - uciekł
wzrokiem w bok.
- Nie rozumiem... -
powiedział, odsuwając się od niego.
- Po prostu się bałem -
odpowiedział, zakrywając twarz grzywką.
- Głupi... - wtulił
twarz między jego szyję a ramię. Przytulił się do niego i...
zasnął niekontrolowanie
Itachi objął go
ramionami i zamknął oczy.
- Śpij, śpij,
kochanieńki -wymruczał do niego.
Itachi poczuł na twarzy
coś... to coś zaczęło go łaskotać po nosie. Odsunął się
nieznacznie i soczyście kichnął. Otworzył oczy i ujrzał
wtulonego w niego Yoichiego. Był to widok o tyle rozczulający, co otrzeźwiający. Jednak bał się wstać, by go nie obudzić tak z
nagła. Zaczął przyglądać się jego twarzy. Zauważył również,
iż z jego ust ściekała delikatna stróżka śliny. W tym momencie
nie wiedział co ma myśleć. Czy opieprzyć go za to, jak się obudzi,
czy przemilczeć tą sprawę w imieniu lepszego dzisiaj? Nie wiedząc
co począć przymknął oczy i odprężył się delikatnie głaszcząc
Paina po ramieniu.
W momencie gdy powoli,
bardzo powoli zaczął się rozbudzać jego zadymione zmysły dały
mu odczuć przede wszystkim to że jest mu ciepło, bardzo ciepło i
dziwnie miękko... w dodatku, jakby przez mgłę czuł że ktoś go
głaszcze... Nie musiał otwierać oczu by upewnić się co do swoich
przypuszczeń, wolał nie ryzykować że okażą się nietrafione.
- Itachi... kossanie –
wyseplenił Nagato, mamrocząc. Przesunął nieznacznie głowę
wbijając swoje kości policzkowe w mostek chłopaka.
Itachi na ten mruk
zaprzestał głaskania go po głowie, kiedy poczuł ucisk na mostku
jedynie stęknął, bowiem miał w tym miejscu siniaka niewiadomego
pochodzenia.
- Yoihi.. Obudź się
wreszcie - wymamrotał pod nosem Itachi.
- Nie.... niei obudzeee
się -mruknął wtulając się w niego bardziej - Bo
mnie...zrzucisz...
Uchiha uderzył go mocno w
głowę.
- A teraz śpisz?
- Taaak... ała... śni mi
się że mnie bijesz... ał - zasłonił się kołdrą.
- To nie sen, degeneracie
– zaczął miziać go za uchem delikatnie, w nieregularnych
odstępach czasu zahaczajac małym palcem o industriala - Co
powiesz na śniadanie?
- Mmmr... chętnie... a
zrobisz je kochanie?- mruczy nieświadom zagrożenia.
- Nie kochaniuj mi tu -
zarumienił się- A dasz mi wyjść z łóżka?
- Co?! Po co?! - podniósł
jedną powiekę. Nie rozumiał jeszcze normalnie.
- Inaczej nie zrobię
śniadania, Yoihi... - przymknął oczy w geście zażenowania czując
rękę Paina na swoim ciele.
- Aaaha no tak... Idź
idź... - mruknął na powrót się do niego przytulając. Leniwie
pogładził go po nagim boku dłonią.
- Ciekawe jak? -mruknął
pod nosem, po czym delikatnie odsunął Paina od siebie i zszedł z
łóżka z na wpół zsuniętymi spodniami, które ukazały część
jego pośladków. Zażenowany (znowu) szybko podniósł spodnie i
ucieł z pokoju.
- Nie wstydź się, jak
wrócisz ściągnę to z Ciebie całkiem... ! -krzyknął Nagato,
zakopując się niezadowolony w pościeli.
Itachi pokręcił tylko
głową na usłyszane jeszcze słowa, skierował kroki do kuchni,
gdzie otworzył lodówkę i wyciągnął trochę zapasów, po czym z
szafki wyciągnął chleb i zaczął przygotowywać śniadanie.
Jeszcze tylko postawił wodę na herbatę. Uwinął się szybko, więc
czekając na wodę, wszamał jedną kanapkę. Zalał herbatę,
postawił śniadanie na tacy i poszedł na górę do pokoju, bo
wiedział już, że jego gość nie raczy nawet wstać.
-Śniadanie, kochanie -
zaśmiał się ze swojego rymu.
Usłyszał chrapie pod
kołdrą. Poczuł, że wyskakuje mu żyłka na czole, niczym bohaterom
mang. Odłożył tacę na biurko i podszedł do łóżka, po czym
gwałtownie ściągnął kołdrę z Paina.
- Nie będziesz mi
okupował łóżka!
- Itaachi... tak mi
dobrze... - tuli się do poduchy. - Ita... mhmmm nie przestawaj!
Uchiha spojrzał
zszokowany na Paina. Zbliżył się do jego ucha i szepnął mu tak,
by to poczuł.
- A czego mam nie
przerywać? - zapytał i językiem zahaczył o jego ucho.
- Hymmmm ja... pierdziele Itachi... nie przestawaj lizać mojego ucha... uhm to wstęp do
niezłego sexu... wiesz kochanie? - mruknął, sięgając do tyłu
ręką i łapiąc go za nadgarstek.
Pociągnięty wylądował
zaskoczony na Painie. Siadł okrakiem na nim i zdezorientowany
spojrzał na niego.
- Ale,że co?!
- Brzydko mnie tak
prowokować... -poruszył sugestywnie biodrami.- Uważaj na moje uszy
hmm~~
Przewodniczący poczuł
się zażenowany i zakrył się włosami (które z niewiadomych
powodów były rozpuszczone) na twarz. Twarz, na której pojawił się
soczysty rumieniec.
-Um... to moze w końcu
zjesz śniadanie jak normalny człowiek?
- Czy ty chcesz się teraz
wykręcić i obejść bez konsekwencji swojej prowokacji ? -zapytał
ziewając.
- No ależ oczywiście
-mruknął pod nosem i spróbował wstać, jednak Nagato trzymał go
mocno za nadgarstki
- Nie zgadzam się.
-Yoihi~ -mruknął
proszącym głosem.
- Puszcze cię jeżeli
dostanę odszkodowanie... i nie w postaci jedzenia - uśmiechnął
się do niego szeroko.
Itachi zaś odpowiedział
mu pytającym wzrokiem.
- Powiedzmy że jest
moment sprzed chwili w której udawałem że śpię... a Ty... robisz
pewną rzecz... rozumiesz, prawda? "nie przestawaj Itachi"
~~
Uchiha spojrzał na Paina
z miną niekoniecznie zadowoloną, jednak nachylił się nad nim, nosem obrócił jego głowę i zaczął znów bawić się jego uchem.
- Yhmm... - puścił jego
ręce i położył dłonie na jego biodrach.
- Zostaw -syknął mu do
ucha, po czym lekko przygryzł mu skórę na chrząstce.
- Yhmmm j...jak to zrobię
uciekniesz mi... - nabrał głęboko powietrza i przesunął ręce
wyżej nie puszczając go.
- Mrr... - zaczał mu
mruczeć do ucha - Ucieknę. Daj mi jeszcze chwilę...
- Heh... naprawdę? -
zaśmiał się ochryple. Sięgnął dłonią do jego włosów i odgarnął je
w tył głaszcząc go.
Itachi tymczasem zostawił
w spokoju jego ucho i wyciągnął się niczym kot za sprawą jego
dotyku.
- Przestań. Daj mi już
skończyć...
- Proszę... czekam na
finał
Uchiha uderzył nagle Paina
w łeb
- Oto finał dla ciebie –
oznajmił, jednak po chwili pochylił się znowu i dał mu buziaka w
policzek - Koniec imprezy. Państwu już dziękujemy
- Wiedziałem że to
zrobisz... - złapał się dłonią za głowę i zwinął w kłębek
- Sadysta...
- Wstaawaj -powiedział
przeciągle- No już. Nie okupuj mi łóżka. Za parę godzin wracają
rodzice....
Yoihi podniósł się
chwiejnie z wzrokiem zbitego psa.
-Śniadanie - położył
tacę na kolanach siedzącego na łóżku chłopaka - Jedz. Poczekam
- uśmiechnął się delikatnie siadając na brzegu łóżka.
- Dzięki...- podniósł
kanapkę do ust- Dzissiaj niedieła? -zapytał od niechcenia z
pełnymi ustami.
- Tak...
-Itachi... nie bardzo
pamiętam co się wczoraj stało, jak to się stało i jak doszliśmy
do... tego. - wezbrało w nim uczucie by wyjaśnić sytuację.
- Jak możesz nie
pamiętać? - załamał się.
- No... pamiętam że
byłem u Ciebie na korkach i tego jestem pewien a co do reszty... nie
wiem czy połowy sobie nie dopowiedziałem... - przeczesał wolną
dłonią włosy i zaśmiał się nerwowo.
- Mów co wiesz, a ja
skoryguję twoje zasoby informacji... -westchnął.
- Wolałbym nie... po
prostu chciałem zapytać czy Ty... no ten - spojrzał gdzieś w bok.
- Co ja?
- Kurde... -odłożył
kanapkę. - Nie wiem jak mam to powiedzieć...
- Hm?
Nagato westchnął ze
zrezygnowaniem.
- Jestem tępakiem
-zaśmiał się. - Faktycznie powinienem już iść.
Itachi podniósł jedną
brew w niemym zapytaniu.
- Jak nie skończysz
śniadania, to ci nie wybaczę. Nie będzie mi się nic marnowało w
domu.
- Dobrze już, dobrze -
wsadził sobie kanapkę w usta i wstał, biorąc swoje ubrani -
skoyskam żz łaźenkei - wskazał głową na łazienkę.
- Nom - odparł i spojrzal
za wychodzącym z pokoju Paniem- "Muszę przyznać, że wygląda
super w moich ciuchach" – pomyślał.
*po wyjściu z łazienki*
- Yyy... naprawdę jestem
wdzięczny za to ze mogłem... tu zostać podczas tej ulewy...
-wymamrotał. -Sorry za kłopot - uśmiechnął się niewinnie.
-Nie ma sprawy -również
się uśmiechnął delikatnie, lekko się rumieniąc. -A tak dla
jasności, Yoihi...
- Ta?
- Prawie nic między nami
nie zaszło w nocy - oznajmił odwracajac głowę w bok i pozwalając
rumieńcowi zalać jego twarz.
- Nic...? Aha... rozumiem,
dobra, jak chcesz - wzrusyła ramionami, za wszelka cenę chcąc
ukryć zażenowanie. - "Co ja sobie myślałem...?"
- Prawie nic, powiedziałem
– mruknał.
- Co to znaczy dla Ciebie
"prawie nic" ? - zapytał niby obojętnie.
Itachu podszedł do Paina,
złapał go za nadgarstki i pocałował delikatnie w usta - Właśnie
to - powiedział, po czym zażenowany odwracił głowę.
W pierszej chwili Yoihi
nie zareagował w żaden sposób.
- Słodki jesteś. -
stwierdził cicho, na co twarz Uchihy znowu zalała się szkarłatem.-
Jakbyś kiedyś... chciał czegoś więcej, wiesz gdzie mieszkam -
uśmiechnął się słabo i zebrał się do wyjścia.
- Um... Yoihi...
- Cia-ne, Itachi-kun -
puścił mu oczko.
- Odwiedź mnie jeszcze
kiedyś - mruknął pod nosem nie patrząc Painowi w oczy.
-Ttaa zobaczymy heh -
uśmiechnął się do niego i wyszedł.
dy za Paniem zamkneły
się drzwi, Itachi oparł się o nie i westchnął głęboko.
- I skończyło się -
powiedział, po czym skierował się w głąb domu.
*~*~*
I jeszcze raz proszę o komentarze...
Nie wiem czy to jeszcze aktualne, ale fajnie Ci wychodzi ten styl pisania.
OdpowiedzUsuń*Ale nie było seksu*
No i zabawne, ale ty zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć.
*Ale nie było seksu!*
~Czekam na następne opowiadanie.
~Aya.