piątek, 21 września 2012

Korki z bioli

Opowiadanie wielu może nie przypaść do gustu.
Wiele osób może uznać je za dziecinne.
Inni nie zgodzą się z wizją Paina jako bojącego się a Itachiego jako kogoś, kto się nie boi uderzyć Paina...

Poza tym naprawdę postaci są tutaj nie takie jak w kanonie... 

Opowiadanie jest stare, z początków, gdy pisałyśmy w bezokolicznikach treść , dlatego pewnie gdzieniegdzie będzie to widoczne.
Edycja tego zajęła mi niegdyś bardzo dużo czasu...

i pewna osoba stwierdziła, iż to nie nadaje się do publikacji.

Ale ja się nie przejmuję.
Może trochę śmieciowe, ale jak kto lubi... Oceńcie w komentarzach.

było to pisane w październiku zeszłego roku, czyli naprawdę na samym początku)

*~*~*


Kiedy Nagato stanął przed olbrzymia posiadłością pierwsza myśl, jaka nawiedziła jego opustoszały umysł, wyglądała tak :"ja piernicze". Niechętnie nacisnął dzwonek do drzwi.
Zrezygnowany Itachi szedł w kierunku drzwi. Dlaczego nauczyciel to właśnie jemu kazał pomóc w nauce temu degeneratowi? I czemu musiał się z nim umówić na sobotę popołudnie, kiedy rodzice wybyli na przyjecie a brat jest na dodatkowym angielskim? Kiedy był już przy drzwiach, wziął głęboki oddech, poprawił czarną koszulkę, którą miał na sobie, sprawdził w lustrze swój wygląd i otworzył drzwi.
-Witaj. Wejdź, rozpłaszcz się, w koszyku są kapcie dla gości. Czekam w salonie. Drugie drzwi po lewej - oznajmił i ruszył w głąb domu.- Herbaty? -zapytał jeszcze.
-A... masz coś zimnego? -zapytał ściągając ubłocone glany.
Ignorując kapucie ruszył za nim w skarpetkach.
-Woda, sok pomarańczowy, sok malinowy, Cola... -zaczął wyliczać z pamięci, po czym spojrzał na stopy gościa, w skarpetkach a potem zerknął na swoje również nie posiadające na sobie kapci.
- ... sok pomarańczowy jak możesz.
Nagato rozejrzał się
Itachi ruszył w kierunku kuchni, gdzie nalał soku do wysokiej szklanki i po krótkim namyśle włożył do szklanki słomkę. Wrócił na korytarz i ujrzał zdezorientowanego gościa.
- Stało się coś? - zapytał Itachi. - Pokazałem ci przecież, które drzwi prowadzą do salonu.
- Ta... pamiętam, po prostu masz niezłą chatę... to zabytek? -zamamrotał niewyraźnie.
- Poniekąd - odburknął, po czym kiwnął głową wskazując, iż ma iść za nim.
Poszedł, ciągnąc za sobą torbę.
- Podnieś ją proszę i nieś normalnie, bo rodzice zabiją mnie za porysowane podłogi.
-Heh jasne -zaśmiał się. -Jak Pan każe.
- Ph - Prychnął i pokazał mu krzesło, na którym miał usiąść. Usiadł na tym dokładnie na przeciwko i zaczął czekać.
Pain usiadł zacieszając.
- To z czym mam ci niby pomóc?
- Z biolą... -odparł zażenowany i spojrzał gdzieś w bok.
-Tyle to wiem. Jakie tematy? -Itachi wywrócił oczami.
- Budowa człowieka...wewnętrzna...szkielet....dokładniej...Nie było mnie przez ostatnie dwa tygodnie w szkole...I nie ogarniam
- A... aha... Dobra... weź sobie wyciągnij notatnik czy coś... będę mówił jak najdokładniej dam radę. i będzie topograficznie. Ale jeszcze powiedz mi, czy jesteś słuchowcem czy wzrokowcem?
- Wzrokowcem – odparł wyciągając notatnik i długopis.
- Dobry jesteś z biologi? - zapytał niechętnie.
- Można tak powiedzieć - odparł, dziękując w duchu rodzicom, iż nie wywiesili w pokoju w antyramach wszystkich jego dyplomów
- Jasne... naprawdę musisz być kujonem skoro spośród wszystkich uczniów w szkole skazali mnie właśnie na ciebie... - prycha uśmiechając się.
Uchiha odwrócił wzrok zasłaniając się grzywką i zarumienił się lekko - Po prostu mam na pieńku z biologicą... -mruknął, po czym wykrzyknął zmieniając temat. - Dobra! Zacznijmy lekcję!
- Dobrze... ale jeszcze jedno...jesteś w domu sam?
-Yym... tak?
- Super... - mruknął Nagato.- A do której mam tu siedzieć?
- Póki się nie nauczysz?
-Rany... czyli pewnie zanocuje u Ciebie... -wzruszył ramionami. - Dobra dawaj, z tym tematem
Itachi przsewrócił oczami.
- Dobra. Let's beginning. Zaczniemy od kości czaszki... Czaszka składa się z części czołowej -wskazuje na czoło- ciemieniowej, potylicznej, skroniowej -pokazuje mówiąc poszczególne części czaszki.
- Dobra... - mruknął, gapiąc się na niego .
- Czyli powtórzyć? Ech~... Patrz -pokazuje na swoje czoło- czołowy. Da radę zapamiętać, że taka część czaszki jest?
- Taaak, jasne... -zaśmiał się Yoihi.
-Dobra, dalej.... Z czego się śmiejesz?
- Z ciebie...racja ~~ dalej
- hm... -mruknął.
- Jak dojdziemy do kości miednicy rozbierzesz się w celu demonstracji ?-zapytał punk. - wtenczas na pewno zapamiętam...
-Nie, debilu -walnął go po głowie.
- Szkoda – zaśmiał się - Dobra... dalej.. heh...
- Kość miedniczą ominiemy, bo już wiesz, gdzie się znajduje - uśmiecha się półgębkiem -
-Taaak ale wiedza powinna być utrwalana... he he
-Dobra. Następnie... Kość ciemieniowa. Jak cię uderzę jeszcze raz i trafię w to miejsce, to skojarz sobie,ze ci się ciemno przed oczyma zrobi
- Dobra... - Pomarańczowo włosy zaczął gryźć długopis, starając się skupić.
- Tu z tyłu -wskazał kolejna część czaszki- jest kość potyliczna. Wiem, że trudne słowo, ale się postaraj
- ~ -

- Staw kulisty, gdzie się według ciebie znajduje? - Zapytał Itachi.
- W nadgarstku... ?
- Nie -zrobił zamach całym ramieniem i uderzył go płaską dłonią w głowę- Tu -wskazuje na swoje ramię- Dzięki temu możesz obracać ramię we wszystkie niemal strony.
-Nadgarstek też... - mruknął, zasłaniając się zeszytem.
-Nie. Nie obrócisz go o prawie 360 stopni... W nadgarstku.... nie, zaraz... kulisty, inaczej zwany panewkowym, masz w ramieniu o tu -wskazuje odpowiednie miejsce- oraz jak masz połączenie ud do bioder
- Taa...- mruknął zerkając na zegarek - Wiesz że zaraz będzie północ?
- Co?! - podążył wzrokiem na zegarek. - no nie!...M-mój.... nie~!
Nagato przeczesał dłonią włosy
- Eehm... mówiłem, że to trochę potrwa... - powiedział. Itachi zaczął masować sobie skronie.
- Ale jak to możliwe?- wymamrotał- przecież dopiero była siedemnasta...
- Heh w moim towarzystwie czas płynie inaczej ~~ - uśmiechnął się Nagato. - Dobra -schował swój długopis do torby-będę się zbierał
- Ale ty orientujesz się, że na dworze jest niebezpiecznie o tej godzinie? I do tego zimno jest...
- Nie martw się, nikogo nie skrzywdzę po drodze - bierze torbę - Gorzej że uciekł mi ostatni autobus heh... Odprowadzisz mnie do drzwi?
-A na jakiej ulicy mieszkasz?
- Heh Żeromskiego -wzruszył ramionami. Itachiego to zszokowało.
- Prze-przecież to na drugim końcu miasta! Zanim tam dojdziesz z dobra godzina mnie!
-Nie przesadzaj – zaśmiał się ale nagle przestał słysząc za okna jak zaczyna padać deszcz. I usłyszał grzmot.
- A-aha? - zdziwił się - Ch-chyba jednak spełni się to co mówiłeś wcześniej..
- Nie żartuj sobie, nie będę u Ciebie spał ! -odwrócił głowę z zażenowaniem.
- Nie martw się. Dom jest na tyle duży, że dostaniesz pokój gościnny na spędzenie nocy... -odparł odwracając również głowę, byleby nie patrzeć na gościa.
- Yyh... dzięki ale naprawdę nie mogę tu zostać ... - wymamrotał. Wzdrygnął się słysząc grzmot - Cholera...
- Boisz się burzy?
- N-Nie! Śmieszny jesteś! - odpowiedział szybko pusząc się. Wtedy znowu za oknem dało się słyszeć grzmot. Itachi podniósł brew.
- Czyli zostajesz?
Nie! idę do chaty... - odparł, biorąc do reki torbę. - To odprowadzisz mnie do drzwi...?
Uchiha kiwnął głową, cicho chichocząc.
- Oczywiście, dlaczego by nie? - wstał i ruszył w kierunku wyjścia z pokoju - ale na... - znowu błysnęło i po sekundzie dało się słyszeć grzmot.
- ym... - zatrzymał się w połowie kroku,a ręce mu zadrżały.
- Idziesz, czy zostajesz? -zapytał stojąc już w progu.
- A... mógłbym spać z Tobą... ? - zapytał, spuszczając głowę.
- C-co?! - zdziwił się ogromnie Itachi.
- Mogę się z Tobą przespać? - powtórzył, po czym dodał. - Yyy... To znaczy spać z Tobą w pokoju...
Itachi mocno zburaczył się na twarzy, a Nagato w ogóle nawet nie miał ochoty patrzyć na gospodarza.
- Ja tylko... eehm.. - zaczął Yoihi -Dobra... Naprawdę boje się burzy... I to zajebiście się boje cholera no...
- W pokoju. Nic więcej... - odwrócił wzrok.
- Jasne heh – uśmiechnął się nerwowo.
- Mam nadzieję... na górę - zarządził i ruszył po schodach, słysząc kolejny grzmot. Nagato posłusznie poszedł za nim.
Itachi otworzył drzwi do swojego pokoju i wprowadził gościa .
- Zaraz znajdę ci coś do spania. Torbę połóż tam - wskazał krzesło. - Pójdziesz się umyć, a ja pójdę po rozkładane łóżko...
- Dobra...- powiedział, kładąc torbę - naprawdę sorry za kłopot...
- Nie ma sprawy... - odwrócił się tyłem i otworzył jakąś szafkę w poszukiwaniu czegoś dla gościa.
Nagato automatycznie zmierzył wzrokiem jego sylwetkę i zatrzymał wzrok na.. końcu kręgosłupa... Skarcił się w myślach i odwrócił głowę jakby nigdy nic.
Uchiha wyciągnął jakąś koszulkę, nieświadom napisu na niej, oraz spodnie piżamowe.
- Sorki, ale nie mam żadnej koszuli od piżamy. Sam śpię zazwyczaj tylko w spodniach..
- Dobra... dzięki... - wziął rzeczy nie patrząc na niego - G-gdzie jest łazienka ?
- Następne drzwi na prawo - oznajmił i wyszedł w poszukiwaniu dodatkowego łóżka dla gościa.
Nagato wszedł do łazienki, pospiesznie zrzucił ubranie i wszedł pod prysznic odkręcając zimną wodę.

Parę minut później

- Itachi... ! - krzyczy z łazienki punk.
- Co?
- Mógłbyś może... pożyczyć mi inną koszulkę?
- A co z nią nie tak? Nie możliwe, by była dziurawa...
- Khem bo... nie podejrzewałem Cię o podobne zachowania ale na tej pisze "sex machina" ... wiesz.. .
- CO?! Zabiję gnoja!!! - krzyknął i podszedł do łazienki. Nagato wystawił za drzwi rękę z koszulką.
- Zobacz sobie... Itacz
Bierze mu z ręki koszulkę i widząc napis cały robi się czerwony na twarzy.
- Idę już po inną...- i poszedł, po chwili dostarczając mu koszulkę z napisem "Ja to bym zjadł batona"
- Słodko... - mruczy za drzwi łazienki.
Uchiha wrócił do pokoju, usiadł na łóżku i załamał się nad stanem rzeczy.

Punk wyszedł z łazienki. Spojrzał przez okno, za którym dalej wiało i westchnął
- Rozumiem że mam zagospodarować sobie podłogę tak? - zapytał, przestępując nerwowo z nogi na nogę.
- Śpisz u mnie na łóżku, jako gość. Ja zajmuję fotel na drzemkę.
- Co za kultura, spałem w gorszych miejscach Twój fotel w zupełności mi wystarczy – zaśmiał się
- Nie ma opcji. Fotel jest mój i nie każ mi przywiązywać ciebie do tego łóżka, byś spał na nim - oznajmił i wyszedł do łazienki.
Nagato obrzucił wzrokiem wielkie łóżko, obszedł je dookoła wślizgując się pod kołdrę na skraju materaca. Zaciągnął sobie poszewkę od kołdry wysoko na głowę chowając się pod nią.

Ita wrócił po pięciu minutach w samych spodniach od piżamy, bo zapomniał wziąć koszulki z przyzwyczajenia. Zaczął zaciągać rolety i zasłaniać firany. Dało się słyszeć grzmot. Spojrzał na łóżko.
- Nie no nie wygłupiaj się, tylko korzystaj, jak masz szansę - zaśmiał się ściągając z gościa kołdrę i przykrywając go normalnie -
Pain zaniemówił widząc nagi tors chłopaka nad nim, odwrócił wzrok i kiwną głową.
- Nie wygłupiam się... to do mnie niepodobne...Będzie ci zimno na tym fotelu
- Będzie dobrze - odparł i zapalił lampkę przy fotelu, po czym zgasił górne światło – pozwolisz, że poczytam sobie przed snem?
- Jest druga nad ranem a Ty chcesz czytać? Człowieku idź spać... nie zgwałcę cie przecież - rzucił marszcząc nos.
- Dziękuję, zdrzemnę się na fotelu - przystanął na swojej decyzji i sięgnął po biuletyn, który rano dostał w księgarni. Nagato prychnął śmiejąc się. Błysnęło, grzmotnęło i punk gwałtownie naciągnął na siebie poszewkę.
- Już się nie śmiejesz, tylko znowu cykasz?
Nie odpowiedział.
Itachi wywrócił oczami, odłożył książkę, wstał, podszedł do łóżka i siadł po turecku na nim. Odchylił połę poszewki i spoglądał na przerażone oblicze gościa.
-Żebyś był tak w szkole bojaźliwy...
-Chciałbyś...
-Oczywiście. Nie sprawiałbyś problemów wychowawczych.
- Gdyby nie ja, nudziłbyś się w tej budzie
-Mam wystarczająco dużo papierkowej roboty.
-Przynudzasz... - odwrócił się do niego plecami. Grzmotnęło. Punk złapał przewodniczącego za rękę
- C-co?! - wydukał zaskoczony i się zarumienił.
Puścił szybko jego dłoń i schował na powrót się pod kołdrę
- Cholera... przepraszam....
Uchiha wywrócił oczami, wstał i zgasił lampkę, po czym po omacku siadł w fotelu i zawinął się w kocyk.
- Dobranoc – powiedział.
- Itachi... mógłbyś...
-Hm?
-Mógłbyś położyć się obok mnie...? - mruknął spod kołdry.
- C-cco? Po co?!
-Rany... naprawdę nic ci się nie stanie... Proszę... Chociaż dopóki nie przestanie grzmieć ...
- Ech~ - westchnął, odwinął się z kocyka, podszedł do łóżka i położył się okrywając się tym kocykiem – Dobranoc - oznajmił i odwrócił się od niego
-Dobranoc...-mruknął. Po chwili poruszył się niespokojnie .
-Hm?
-Nic...
Znów zagrzmiało. Pod kołdra Pain zaczął się trząść.
- Jak nie przestaniesz się trząść, to cię walnę -wymruczał w poduszkę.
- Przepraszam...-odezwał się po dłuższej chwili. Itachi odpowiedział mrucząc coś niezrozumiale. Punk doszedł do wniosku, że przerażenie działa podobnie jak alkohol... człowiek zrobi wszystko żeby tylko... Przygryzł dolną wargę byle być cicho.
Uchiha przewrócił się na drugi bok, bo mu było nie wygodnie. Po chwili z powodu duchoty w pokoju odwinął się spod koca i zaprezentował swoje oblicze bez koszulki, której ostatecznie nie założył.
Nagato usłyszał, że przewodniczący się odkrywa... również mu zaczęło robić się coraz bardziej gorąco... ale zrezygnowanie z poszewki było dla niego trudne...
-Sasuke, nie baw się z tym kotkiem – powiedział Itachi przez sen. Punk odkrył głowę i zaczął nasłuchiwać jak ten mamrocze przez sen.
- Nie. Nie boję się o ciebie, tylko o kota sąsiadów...
- "Sasuke?" - zastanowił się Nagato. Słyszał już to imię.
- Sasuke, weź idź zwróć tego kota sąsiadom!
Pomarańczowo włosy zakrył sobie usta dłonią aby nie wybuchnąć śmiechem.
-Ale nie przez płot! bramką. na około.
Yoihi odwrócił się i zaczął obserwować jego twarz
- I-ta-chi... - mruknął to prawie niesłyszalnym szeptem.
-Mhm... nie~ nie musisz~ - jęknął to zupełnie innym głosem niż wcześniej.
- O czym śnisz Itachi...? -przysunął się odrobinę bliżej niego by lepiej słyszeć.
- N-nie. nie rób tego.. to boli~!
Nagato podniósł brew.
- Mhmm~ zo-zostaw~
- Czy Ty... masz mokry sen ? - zapytał półgłosem do jego profilu.
- Ss~ nie musiałeś wylewać połowy~
- Może i nie... - zaśmiał się cicho.
- Idioto! Plastry są zaraz obok prezerwatyw w łazience!
- Dobrze wiedzieć... Co jeszcze mi powiesz hm? - zapytał, nie zwracając już uwagi na burzę.
- N-nie. Ich nie musisz brać. Zaklejaj i idź sobie... Weź się i idź stąd... Ałć! to bolało -przerzucił rękę w taki sposób, że teraz znalazła się na ramieniu Paina.
- Hmmm~ skaleczyłeś się i chcesz plasterek... Ale ktoś sięga po prezerwatywę? - uśmiechnął się z myślą, iż być może sam będzie potrzebował opatrunku, skoro Ita mocno rzuca się przez sen.
-N-nie. A teraz wynocha. mhm... Idź mi stąd. No ale już! Mam dużo pracy. Nie mam czasu na twoje wybryki. Nagana ci już nie wystarczy, Yoihi?
- O! -uśmiechnął się szerzej- Nie, nie wystarczy panie przewodniczący...
-Yoihi, no! Nie dotykaj mnie! hm?!
Zszokowany otworzył usta i dopiero po chwili ogarnął się.
- D-dlaczego nie? - zapytał.
-Yh~ nie! jesteś zły! ah! ni...- na to, Yoihi przygryzł wargę. -Fuj! jesteś po prostu.....mhmm~
- Po prostu? Dokończ no... - powiedział do jego nieprzytomnej twarzy.
Jednak zamiast odpowiedzieć, Itachi zmrużył oczy i po chwili je otworzył i zobaczył nad sobą Yohiego
- C-co!? Ła~ - podskoczył z zaskoczenia i spadł z łóżka uderzając się mocno w tył głowy - Ałć~
- Co ci się śniło Itachi? - zapytał siadając na łóżku.
- A śniło mi się coś? - zapytał, po czym ziewnął i wgramolił się na łóżko rozcierając miejsce po uderzeniu - Nie pamiętam.
- Wypowiadałeś przez sen moje imię i wyglądało to tak jakby śnił Ci się sex ze mną. A i skończyła się burza wiesz?
-C-co?! -zburaczył się - Nie! T-to nie możliwe. nie może być. Burza? A no... -znowu ziewnął przeciągle.
- A i owszem, stękałeś przed chwilą
- Mówiłeś że jestem cudowny, żebym Cie wziął i wyprawiłeś mnie po prezerwatywy do szewki w łazience -zaśmiał się.
- Co? kłamiesz!
-J-ja nie mógłbym....A kłamię, że trzymasz gumki w łazience? - zarechotał zgryźliwie. - Przyznaj się, podobam Ci się?
- C-co? - czerwień pojawiła się na końcówkach jego uszu - N-n... -odwrócił się tyłem do gościa - mhmm~...
- Powiedz to całym zdaniem... Uchiha.
- N-nie powiem!
- Powiedz, natychmiast całym zdaniem.
- Mm... T-ta-ak... p-p-pod-doba-asz.... mi-i... s-s-się.... - wydukał.
-"Czy on sobie zemnie żartuje? "- zatkało go. - Kłamałem z tym snem...
- C-co?! no wiedziałem! - odwrócił się zburaczały w stronę degenarata i zaczął mu krzyczeć w twarz z odległości 20 cm - Wiedziałem! Kłamca! Oszust! A do tego perfidny konfident!
Nagato chwycił go mocno za ramiona i przyciągną do siebie całując.
- Mhmm - reszta jego wywodu została zagłuszona przez usta Paina. Zaskoczony Itachi z początku był tak zszokowany, że nie mógł zebrać myśli.
Nie odrywając się od jego ust, punk przewrócił go na plecy i położył się na nim.
Itachi zaczął oddawać pocałunki. jego ręce znalazły się po chwili na szyi Yoihiego.
- Od kiedy się za mną oglądasz ? - zapytał schodząc ustami na jego szyję.
- Hm... mhm... O-odkąd pp-pierwszy raz zbeształem cię...
- To było trzy lata temu... Nie zamierzałeś mi w ogóle o tym powiedzieć? - zapytał przygryzając skórę na jego szyi.
- Am... nh... wcale~...
- Dlaczego...? - oderwał się od niego by ściągnąć koszulkę.
- B-bo... bo jesteś całkowitym przeciwieństwem mnie?
- I.. i co w związku... z tym? - na powrót przyssał się do jego ciała i robił mu malinki na ramieniu
- Mhm... inny próg, nie uwa-ażałem tego za konieczne...
- Nigdy nie chciałeś znaleźć się ze mną w takiej sytuacji jak teraz? - podniósł się i pocałował go delikatnie w policzek.
- M-mniej więcej - uciekł wzrokiem w bok.
- Nie rozumiem... - powiedział, odsuwając się od niego.
- Po prostu się bałem - odpowiedział, zakrywając twarz grzywką.
- Głupi... - wtulił twarz między jego szyję a ramię. Przytulił się do niego i... zasnął niekontrolowanie
Itachi objął go ramionami i zamknął oczy.
- Śpij, śpij, kochanieńki -wymruczał do niego.




Itachi poczuł na twarzy coś... to coś zaczęło go łaskotać po nosie. Odsunął się nieznacznie i soczyście kichnął. Otworzył oczy i ujrzał wtulonego w niego Yoichiego. Był to widok o tyle rozczulający, co otrzeźwiający. Jednak bał się wstać, by go nie obudzić tak z nagła. Zaczął przyglądać się jego twarzy. Zauważył również, iż z jego ust ściekała delikatna stróżka śliny. W tym momencie nie wiedział co ma myśleć. Czy opieprzyć go za to, jak się obudzi, czy przemilczeć tą sprawę w imieniu lepszego dzisiaj? Nie wiedząc co począć przymknął oczy i odprężył się delikatnie głaszcząc Paina po ramieniu.
W momencie gdy powoli, bardzo powoli zaczął się rozbudzać jego zadymione zmysły dały mu odczuć przede wszystkim to że jest mu ciepło, bardzo ciepło i dziwnie miękko... w dodatku, jakby przez mgłę czuł że ktoś go głaszcze... Nie musiał otwierać oczu by upewnić się co do swoich przypuszczeń, wolał nie ryzykować że okażą się nietrafione.
- Itachi... kossanie – wyseplenił Nagato, mamrocząc. Przesunął nieznacznie głowę wbijając swoje kości policzkowe w mostek chłopaka.
Itachi na ten mruk zaprzestał głaskania go po głowie, kiedy poczuł ucisk na mostku jedynie stęknął, bowiem miał w tym miejscu siniaka niewiadomego pochodzenia.
- Yoihi.. Obudź się wreszcie - wymamrotał pod nosem Itachi.
- Nie.... niei obudzeee się -mruknął wtulając się w niego bardziej - Bo mnie...zrzucisz...
Uchiha uderzył go mocno w głowę.
- A teraz śpisz?
- Taaak... ała... śni mi się że mnie bijesz... ał - zasłonił się kołdrą.
- To nie sen, degeneracie – zaczął miziać go za uchem delikatnie, w nieregularnych odstępach czasu zahaczajac małym palcem o industriala - Co powiesz na śniadanie?
- Mmmr... chętnie... a zrobisz je kochanie?- mruczy nieświadom zagrożenia.
- Nie kochaniuj mi tu - zarumienił się- A dasz mi wyjść z łóżka?
- Co?! Po co?! - podniósł jedną powiekę. Nie rozumiał jeszcze normalnie.
- Inaczej nie zrobię śniadania, Yoihi... - przymknął oczy w geście zażenowania czując rękę Paina na swoim ciele.
- Aaaha no tak... Idź idź... - mruknął na powrót się do niego przytulając. Leniwie pogładził go po nagim boku dłonią.
- Ciekawe jak? -mruknął pod nosem, po czym delikatnie odsunął Paina od siebie i zszedł z łóżka z na wpół zsuniętymi spodniami, które ukazały część jego pośladków. Zażenowany (znowu) szybko podniósł spodnie i ucieł z pokoju.
- Nie wstydź się, jak wrócisz ściągnę to z Ciebie całkiem... ! -krzyknął Nagato, zakopując się niezadowolony w pościeli.
Itachi pokręcił tylko głową na usłyszane jeszcze słowa, skierował kroki do kuchni, gdzie otworzył lodówkę i wyciągnął trochę zapasów, po czym z szafki wyciągnął chleb i zaczął przygotowywać śniadanie. Jeszcze tylko postawił wodę na herbatę. Uwinął się szybko, więc czekając na wodę, wszamał jedną kanapkę. Zalał herbatę, postawił śniadanie na tacy i poszedł na górę do pokoju, bo wiedział już, że jego gość nie raczy nawet wstać.
-Śniadanie, kochanie - zaśmiał się ze swojego rymu.
Usłyszał chrapie pod kołdrą. Poczuł, że wyskakuje mu żyłka na czole, niczym bohaterom mang. Odłożył tacę na biurko i podszedł do łóżka, po czym gwałtownie ściągnął kołdrę z Paina.
- Nie będziesz mi okupował łóżka!
- Itaachi... tak mi dobrze... - tuli się do poduchy. - Ita... mhmmm nie przestawaj!
Uchiha spojrzał zszokowany na Paina. Zbliżył się do jego ucha i szepnął mu tak, by to poczuł.
- A czego mam nie przerywać? - zapytał i językiem zahaczył o jego ucho.
- Hymmmm ja... pierdziele Itachi... nie przestawaj lizać mojego ucha... uhm to wstęp do niezłego sexu... wiesz kochanie? - mruknął, sięgając do tyłu ręką i łapiąc go za nadgarstek.
Pociągnięty wylądował zaskoczony na Painie. Siadł okrakiem na nim i zdezorientowany spojrzał na niego. 
- Ale,że co?!
- Brzydko mnie tak prowokować... -poruszył sugestywnie biodrami.- Uważaj na moje uszy hmm~~
Przewodniczący poczuł się zażenowany i zakrył się włosami (które z niewiadomych powodów były rozpuszczone) na twarz. Twarz, na której pojawił się soczysty rumieniec.
-Um... to moze w końcu zjesz śniadanie jak normalny człowiek?
- Czy ty chcesz się teraz wykręcić i obejść bez konsekwencji swojej prowokacji ? -zapytał ziewając.
- No ależ oczywiście -mruknął pod nosem i spróbował wstać, jednak Nagato trzymał go mocno za nadgarstki
- Nie zgadzam się.
-Yoihi~ -mruknął proszącym głosem.
- Puszcze cię jeżeli dostanę odszkodowanie... i nie w postaci jedzenia - uśmiechnął się do niego szeroko.
Itachi zaś odpowiedział mu pytającym wzrokiem.
- Powiedzmy że jest moment sprzed chwili w której udawałem że śpię... a Ty... robisz pewną rzecz... rozumiesz, prawda? "nie przestawaj Itachi" ~~
Uchiha spojrzał na Paina z miną niekoniecznie zadowoloną, jednak nachylił się nad nim, nosem obrócił jego głowę i zaczął znów bawić się jego uchem.
- Yhmm... - puścił jego ręce i położył dłonie na jego biodrach.
- Zostaw -syknął mu do ucha, po czym lekko przygryzł mu skórę na chrząstce.
- Yhmmm j...jak to zrobię uciekniesz mi... - nabrał głęboko powietrza i przesunął ręce wyżej nie puszczając go.
- Mrr... - zaczał mu mruczeć do ucha - Ucieknę. Daj mi jeszcze chwilę...
- Heh... naprawdę? - zaśmiał się ochryple. Sięgnął dłonią do jego włosów i odgarnął je w tył głaszcząc go.
Itachi tymczasem zostawił w spokoju jego ucho i wyciągnął się niczym kot za sprawą jego dotyku.
- Przestań. Daj mi już skończyć...
- Proszę... czekam na finał
Uchiha uderzył nagle Paina w łeb
- Oto finał dla ciebie – oznajmił, jednak po chwili pochylił się znowu i dał mu buziaka w policzek - Koniec imprezy. Państwu już dziękujemy
- Wiedziałem że to zrobisz... - złapał się dłonią za głowę i zwinął w kłębek - Sadysta...
- Wstaawaj -powiedział przeciągle- No już. Nie okupuj mi łóżka. Za parę godzin wracają rodzice....
Yoihi podniósł się chwiejnie z wzrokiem zbitego psa.
-Śniadanie - położył tacę na kolanach siedzącego na łóżku chłopaka - Jedz. Poczekam - uśmiechnął się delikatnie siadając na brzegu łóżka.
- Dzięki...- podniósł kanapkę do ust- Dzissiaj niedieła? -zapytał od niechcenia z pełnymi ustami.
- Tak...
-Itachi... nie bardzo pamiętam co się wczoraj stało, jak to się stało i jak doszliśmy do... tego. - wezbrało w nim uczucie by wyjaśnić sytuację.
- Jak możesz nie pamiętać? - załamał się.
- No... pamiętam że byłem u Ciebie na korkach i tego jestem pewien a co do reszty... nie wiem czy połowy sobie nie dopowiedziałem... - przeczesał wolną dłonią włosy i zaśmiał się nerwowo.
- Mów co wiesz, a ja skoryguję twoje zasoby informacji... -westchnął.
- Wolałbym nie... po prostu chciałem zapytać czy Ty... no ten - spojrzał gdzieś w bok.
- Co ja?
- Kurde... -odłożył kanapkę. - Nie wiem jak mam to powiedzieć...
- Hm?
Nagato westchnął ze zrezygnowaniem.
- Jestem tępakiem -zaśmiał się. - Faktycznie powinienem już iść.
Itachi podniósł jedną brew w niemym zapytaniu.
- Jak nie skończysz śniadania, to ci nie wybaczę. Nie będzie mi się nic marnowało w domu.
- Dobrze już, dobrze - wsadził sobie kanapkę w usta i wstał, biorąc swoje ubrani - skoyskam żz łaźenkei - wskazał głową na łazienkę.
- Nom - odparł i spojrzal za wychodzącym z pokoju Paniem- "Muszę przyznać, że wygląda super w moich ciuchach" – pomyślał.


*po wyjściu z łazienki*

- Yyy... naprawdę jestem wdzięczny za to ze mogłem... tu zostać podczas tej ulewy... -wymamrotał. -Sorry za kłopot - uśmiechnął się niewinnie.
-Nie ma sprawy -również się uśmiechnął delikatnie, lekko się rumieniąc. -A tak dla jasności, Yoihi...
- Ta?
- Prawie nic między nami nie zaszło w nocy - oznajmił odwracajac głowę w bok i pozwalając rumieńcowi zalać jego twarz.
- Nic...? Aha... rozumiem, dobra, jak chcesz - wzrusyła ramionami, za wszelka cenę chcąc ukryć zażenowanie. - "Co ja sobie myślałem...?"
- Prawie nic, powiedziałem – mruknał.
- Co to znaczy dla Ciebie "prawie nic" ? - zapytał niby obojętnie.
Itachu podszedł do Paina, złapał go za nadgarstki i pocałował delikatnie w usta - Właśnie to - powiedział, po czym zażenowany odwracił głowę.
W pierszej chwili Yoihi nie zareagował w żaden sposób.
- Słodki jesteś. - stwierdził cicho, na co twarz Uchihy znowu zalała się szkarłatem.- Jakbyś kiedyś... chciał czegoś więcej, wiesz gdzie mieszkam - uśmiechnął się słabo i zebrał się do wyjścia.
- Um... Yoihi...
- Cia-ne, Itachi-kun - puścił mu oczko.
- Odwiedź mnie jeszcze kiedyś - mruknął pod nosem nie patrząc Painowi w oczy.
-Ttaa zobaczymy heh - uśmiechnął się do niego i wyszedł.
dy za Paniem zamkneły się drzwi, Itachi oparł się o nie i westchnął głęboko.
- I skończyło się - powiedział, po czym skierował się w głąb domu.

*~*~*

I jeszcze raz proszę o komentarze...

1 komentarz:

  1. Nie wiem czy to jeszcze aktualne, ale fajnie Ci wychodzi ten styl pisania.
    *Ale nie było seksu*
    No i zabawne, ale ty zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć.
    *Ale nie było seksu!*
    ~Czekam na następne opowiadanie.
    ~Aya.

    OdpowiedzUsuń