piątek, 7 września 2012

Kolej żelazna 6

Ayano : Na życzenie kolejny rozdział~ 
Tylko w tym jest mniej Itachiego a więcej jego małego braciszka.
Zastanawiałam się... Ale nie. Czekają Was jeszcze dwa rozdziały!!!
Nie będą długie. Ale dwa. A potem zobaczymy. Mamy dokończone jeszcze jedno opko... I jeden oneshot prawie całkowicie OC... Ale i tak pewnie prędzej czy później je dodam~~

Póki co enjoy~
*~*~*

Pain:
*Przez kilka następnych dni wszyscy wrócili do zdrowia z jednym wyjątkiem mężczyzny dla którego ratunek przyszedł za późno a ich wybawcy nie widzieliśmy na oczy przez ten czas za to starliśmy się na dystans z grupą innych tubylców a z innym plemieniem udało się nam dojść do tak dobrego porozumienia że rozpoczęliśmy handel. Stopniowo gromadziliśmy też pitną wodę której więcej niż połowa nie nadawała się do picia ale i ten problem powoli rozwiązywaliśmy. Za niecałe dwa tygodnie miał przybyć żaglowiec z Wielkiej Brytanii z zaopatrzeniem, lekami i ludźmi. Ksiądz przy naszej pamiętnej rozmowie zlecił mi budowę kościoła w centrum osady jaką stworzyliśmy. Miał to być solidny drewniany dom gdzie pastor mógłby nauczać łaciny i odprawiać nabożeństwa w godziwych warunkach. Nie zgodziłem się podjąć tej pracy jedynie przez wzgląd na wiarę, ale także mając na oku również korzyści płynące z tej umowy. Przez te miesiące w bezruchu zaczęliśmy tu tworzyć niewielka społeczność. Niestety głównie męską bo wszelkie obecne kobiety były siostrami zakonnymi. *

Itachi:
*Zbliżał się powoli termin wyjazdu Sasuke. A ja gorączkowo myślałem nad tym. Będę zbyt za nim tęsknił. Mój mały braciszek...*

Pain:
*W następna niedzielę gdy właśnie zachodziłem z warty po kontroli nadzorcy poczułem jak coś wpada na mnie. Spojrzałem w dół i ujrzałem burzę krótkich czarnych kosmyków... Ha? Sasuke?*
Co tu robisz mały tak wcześnie?

Sasuke:
Itachi *Powiedziałem* Iść do Itachi *Dodałem słowami, które mi jedyne pasowały, by jakoś to powiedzieć w ich języku. To trudny język. Że też 'tachi mówi w nim tak dobrze*

Pain:
*Spostrzegłem że ma zawiniątko z prowiantem.* Czyli wyruszasz w podróż poszukiwawczą tak?

Sasuke:
*Co? spojrzałem na niego ze zdziwioną miną. Co on mówił? Podróż.. Tylko tyle zrozumiałem*

Pain:
Nie możesz. *Odparłem powoli i wyraźnie przewracając oczami.*

Sasuke:
*Te słowa znałem.* Tachi! *Powiedziałem groźnie.* Do Itachi!

Pain:
Ty umrzeć z głodu zanim znaleźć Itachi: . Chcesz UMRZEĆ mały~~?

Sasuke:
*Nie lubię go* ty *Wskazałem na niego* Ja *Wskazałem na siebie* Iść do Ita *Wskazałem na główną bramę*

Pain:
E... W sensie mam iść z tobą?

Sasuke:
*Kiwnąłem głową. Tak właśnie*

Pain:
Jako twój ochroniarz? Mam cię pilnować jak torów kolejowych heh?

Sasuke:
*Podniosłem jedną brew, nie wiedząc do końca co mówi*

Pain:
*Zrobił zabawną minkę. Przewiesiłem strzelbę przez ramię.* Dobrze. Idziemy pieszo?

Sasuke:
*To zrozumiałem...* Dojdziemy? *Zapytałem, przypominając sobie to słowo*

Pain:
Nie dojdziemy na pieszo. *Załapałem go za rękę i pociągnąłem w stronę krytych zagród dla koni.*

Sasuke:
*Szedłem potulnie za nim. Mam nadzieję, że mi nic nie zrobi. Nie lubię go, ale tylko on może mi pomóc.*

Pain:
*Osiodłałem swoją wysoką, kasztanową klacz i posadziłem go w siodle sam usadawiając się za nim. Spakowałem również dodatkowy zapas wody bo nie wiadomo ile potrwa ta nasza "wyprawa" może i cały dzień. Zamierzałem powłóczyć się z nim trochę a jak się zmęczy wrócić do osady. To najprawdopodobniej da mu jakiś obraz położenia w jakim się znalazł a raczej w jakim go umieszczono.* Wskaż drogę, gdzie chcesz jechać *Powiedziałem wyraźnie.*

Sasuke:
A... ty wiesz, gdzie Ita *Dźgnąłem go palcem w brzuch*

Pain:
Może. Ale to twoja podróż. Sam szukaj.

Sasuke:
*Spojrzałem na niego mrużąc oczy. Po chwili odwróciłem się przodem do kierunku jazdy i popatrzyłem. Ita jechał w tamtą stronę... Chyba... Wskazałem kierunek * Tam

Pain:
*Klacz posłusznie zwróciła się w wyznaczonym kierunku. Musiałem przyznać ze dzieciak był bardzo podobny do brata. Zastanawiałem się czy już kogoś zabił jako mały Apacz... Wyglądał tak niewinnie.*

Sasuke:
*Nie byłem pewny, ale cóż. Nie jestem moim bratem. Mam tylko nadzieję, żę ten białas nie bedzie się ze mnie śmiać.*

Pain:
*Uśmiechnąłem się szeroko gdy zataczaliśmy już kolejne koło wokół rzeki, która była w tym biegu podobna do odcinka położonego kilkadziesiąt kilometrów niżej w dół potoku gdzie kiedyś usytuowana była jego wioska* Powinniśmy trochę odpocząć. Koń też. *Zatrzymałem klacz przy rzece i zeskoczyłem z siodła*

Sasuke:
*Naburmuszyłem się. Minęło już tyle czaasu a Ity dalej nie znaleźliśmy. To okropne. Zsunąłem się z konia i usiadłem kawałek dalej na ziemi i patrzyłem w wodę. Było mi źle*

Pain:
*Pozwoliłem się napoić klaczy i wyjąłem z juków chleb i trochę ciętego sera. Przeżegnałem się nad jedzeniem i podetknąłem mu* Głodny?

Sasuke:
*Pokręciłem głową. Nie miałem co myśleć o jedzeniu, póki nie zobacze się z bratem*

Pain:
A co jeżeli go nie znajdziemy?

Sasuke:
*Chwilę myślałem nad tym co powiedział.* Nie jade do Londynu,

Pain:
Dlaczego?

Sasuke:
Kce zostać z Ita.

Pain:
*Pokiwałem głową.* Skąd wiesz że on tu nadal jest?

Sasuke:
Czuje to. *Powiedziałem, dotykając serca.*

Pain:
*Po raz pierwszy słyszałem u dziecka tak silne przekonanie.* On chce byś jechał do Londynu.

Sasuke:
I co ze tego?

Pain:
Nie obchodzi cię jego zdanie?

Sasuke:
Kce być z Ita.

Pain:
*Znowu powtórzył z tym niepasującym do dziecka przekonaniem.* Jedz bo nie będziesz miał siły szukać go.

Sasuke:
*Ostatecznie przyjąłem kawałek chleba i zacząłem go żuć, kiedy zauważylem jaszczurkę, idącą kilka stóp ode mnie. Zmrużyłem oczy i zaczaiłem się, po chwili łapiąc ją.*

Pain:
*Skrzywiłem się... Niech tylko nie odgryza jej głowy... Podniosłem brew.* Nie krzywdź jej.

Sasuke:
*Podniosłem brew* Czemu? *Zapytałem, bawiąc się zwierzątkiem i głaszcząc ją po łebku*

Pain:
To zwierzę nie zostało stworzone byś się nad nim znęcał. Szanuj życie bo Bóg może kiedyś tak wzgardzić twoim. Bóg albo ktoś inny.

Sasuke:
*Przekręciłem głowę, nie rozumiejac co do mnie mówi. Ale... te słowa... podobne już słyszałem jak ten cymbał mi mówił. Spojrzałem jaszczurce w oczy.* Hej, pan każe mi cie zostawić, a taki jesteś słodki... *Dałem mu buziaka i puściłem zwierzaka. Niech sobie żyje.*

Pain:
*Obrzydliwe. Odechciało mi się jeść. To hipokryzja ale Bóg jest nam wdzięczny że zabijamy Indian. Podobno. *

Sasuke:
*Kiedy skończyłem jeć kromkę chleba, położyłem się na plecach i patrzyłem w niebo.* Czy mama mnie dalej kocha? *Zapytałem po angielsku, jakbym znał ten język od dawna, co mnie zdziwiło.*

Pain:
Na pewno. Matki nie przestawaj kochać dzieci. *Zdziwiło mnie to pytanie.*

Sasuke:
A jak idą tam? *Wskazałem na niebo.* I tam polują? Pamiętają?

Pain:
Tam? To jest niebo. Nie muszą tam polować. Niczego już nie potrzebują. Jeżeli są tam to patrzą na Ciebie przez cały czas i czekają.

Sasuke:
*Spojrzałem na niego.* To kraina wiecznych łowów. Polują tam by nie utracić swoich zdolności.

Pain:
*Przewróciłem oczami* Jak chcesz. Gdziekolwiek są, z pewnoscią pamiętają o Tobie.

Sasuke:
*Z powrotem położyłem się i zamknąłem oczy. To było męczące. Bardzo... ba..rdzo... *

Pain:
*Doskonale... Ale nie mógł zasnąć w siodle? Spakowałem rzeczy i podniosłem go z ziemi. Rozejrzałem się po okolicy i podziękowałem w duchu że mam przy sobie kompas. Ciekawe czy Itachi mógł by być gdzieś w pobliżu. *

Itachi: *Spałem długo tego dnia. Obudziłem się dopiero, jak słońce nie dawało już żyć. W samych spodniach siędziałem i coś strugałem sobie w kawałku drewna. Nudy... Jeszcze tylko kilka dni i będę mógł stąd wyjechać.*

Pain:
*Udało mi się ulokować małego w siodle i teraz powoli wracaliśmy do osady. To dziwne ale po raz pierwszy mam pod opieką jakiekolwiek dziecko. Mimowolnie zacząłem się zastanawiać jaki by był mój syn. *

Itachi: *Nudy nudy nudy. I co ja będę robił później, jak Sasuke wyjedzie? Nie mam przyszłości na tym świecie... Może zadomowię się w jakiejś osadzie białych i będę im pomagał w obronie?*

Pain:
*Mały obudził się dopiero gdy byliśmy już przy pierwszych zabudowaniach osady. Wyjaśniłem mu że jest już późno a spanie poza ogrodzeniem jest ryzykowne i to jak... *

Sasuke:
*Naburmuszony skapitulowałem. Nie było innej opcji. Ale spać chciałem dalej. Jak tylko zszedłem z konia, zaraz poszedłem do namiotu, w którym kazano mi spać i się znowu położyłem. *
*~*~*~*~*~*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz