Ayano : Na życzenie kolejny rozdział~
Tylko w tym jest mniej Itachiego a więcej jego małego braciszka.
Zastanawiałam się... Ale nie. Czekają Was jeszcze dwa rozdziały!!!
Nie będą długie. Ale dwa. A potem zobaczymy. Mamy dokończone jeszcze jedno opko... I jeden oneshot prawie całkowicie OC... Ale i tak pewnie prędzej czy później je dodam~~
Póki co enjoy~
*~*~*
Pain:
*Przez kilka następnych dni wszyscy
wrócili do zdrowia z jednym wyjątkiem mężczyzny dla którego
ratunek przyszedł za późno a ich wybawcy nie widzieliśmy na oczy
przez ten czas za to starliśmy się na dystans z grupą innych
tubylców a z innym plemieniem udało się nam dojść do tak dobrego
porozumienia że rozpoczęliśmy handel. Stopniowo gromadziliśmy też
pitną wodę której więcej niż połowa nie nadawała się do picia
ale i ten problem powoli rozwiązywaliśmy. Za niecałe dwa tygodnie
miał przybyć żaglowiec z Wielkiej Brytanii z zaopatrzeniem, lekami
i ludźmi. Ksiądz przy naszej pamiętnej rozmowie zlecił mi budowę
kościoła w centrum osady jaką stworzyliśmy. Miał to być solidny
drewniany dom gdzie pastor mógłby nauczać łaciny i odprawiać
nabożeństwa w godziwych warunkach. Nie zgodziłem się podjąć tej
pracy jedynie przez wzgląd na wiarę, ale także mając na oku
również korzyści płynące z tej umowy. Przez te miesiące w
bezruchu zaczęliśmy tu tworzyć niewielka społeczność. Niestety
głównie męską bo wszelkie obecne kobiety były siostrami
zakonnymi. *
Itachi:
*Zbliżał się powoli termin wyjazdu
Sasuke. A ja gorączkowo myślałem nad tym. Będę zbyt za nim
tęsknił. Mój mały braciszek...*
Pain:
*W następna niedzielę gdy właśnie
zachodziłem z warty po kontroli nadzorcy poczułem jak coś wpada na
mnie. Spojrzałem w dół i ujrzałem burzę krótkich czarnych
kosmyków... Ha? Sasuke?*
Co tu robisz mały tak wcześnie?
Sasuke:
Itachi *Powiedziałem* Iść do Itachi
*Dodałem słowami, które mi jedyne pasowały, by jakoś to
powiedzieć w ich języku. To trudny język. Że też 'tachi mówi w
nim tak dobrze*
*Spostrzegłem że ma zawiniątko z
prowiantem.* Czyli wyruszasz w podróż poszukiwawczą tak?
Sasuke:
*Co? spojrzałem na niego ze zdziwioną
miną. Co on mówił? Podróż.. Tylko tyle zrozumiałem*
Pain:
Nie możesz. *Odparłem powoli i
wyraźnie przewracając oczami.*
Sasuke:
*Te słowa znałem.* Tachi!
*Powiedziałem groźnie.* Do Itachi!
Pain:
Ty umrzeć z głodu zanim znaleźć
Itachi: . Chcesz UMRZEĆ mały~~?
Sasuke:
*Nie lubię go* ty *Wskazałem na
niego* Ja *Wskazałem na siebie* Iść do Ita *Wskazałem na główną
bramę*
Pain:
E... W sensie mam iść z tobą?
Sasuke:
*Kiwnąłem głową. Tak właśnie*
Pain:
Jako twój ochroniarz? Mam cię
pilnować jak torów kolejowych heh?
Sasuke:
*Podniosłem jedną brew, nie wiedząc
do końca co mówi*
Pain:
*Zrobił zabawną minkę. Przewiesiłem
strzelbę przez ramię.* Dobrze. Idziemy pieszo?
Sasuke:
*To zrozumiałem...* Dojdziemy?
*Zapytałem, przypominając sobie to słowo*
Pain:
Nie dojdziemy na pieszo. *Załapałem
go za rękę i pociągnąłem w stronę krytych zagród dla koni.*
Sasuke:
*Szedłem potulnie za nim. Mam
nadzieję, że mi nic nie zrobi. Nie lubię go, ale tylko on może mi
pomóc.*
Pain:
*Osiodłałem swoją wysoką,
kasztanową klacz i posadziłem go w siodle sam usadawiając się za
nim. Spakowałem również dodatkowy zapas wody bo nie wiadomo ile
potrwa ta nasza "wyprawa" może i cały dzień. Zamierzałem
powłóczyć się z nim trochę a jak się zmęczy wrócić do osady.
To najprawdopodobniej da mu jakiś obraz położenia w jakim się
znalazł a raczej w jakim go umieszczono.* Wskaż drogę, gdzie
chcesz jechać *Powiedziałem wyraźnie.*
Sasuke:
A... ty wiesz, gdzie Ita *Dźgnąłem
go palcem w brzuch*
Pain:
Może. Ale to twoja podróż. Sam
szukaj.
Sasuke:
*Spojrzałem na niego mrużąc oczy. Po
chwili odwróciłem się przodem do kierunku jazdy i popatrzyłem.
Ita jechał w tamtą stronę... Chyba... Wskazałem kierunek * Tam
Pain:
*Klacz posłusznie zwróciła się w
wyznaczonym kierunku. Musiałem przyznać ze dzieciak był bardzo
podobny do brata. Zastanawiałem się czy już kogoś zabił jako
mały Apacz... Wyglądał tak niewinnie.*
Sasuke:
*Nie byłem pewny, ale cóż. Nie
jestem moim bratem. Mam tylko nadzieję, żę ten białas nie bedzie
się ze mnie śmiać.*
Pain:
*Uśmiechnąłem się szeroko gdy
zataczaliśmy już kolejne koło wokół rzeki, która była w tym
biegu podobna do odcinka położonego kilkadziesiąt kilometrów
niżej w dół potoku gdzie kiedyś usytuowana była jego wioska*
Powinniśmy trochę odpocząć. Koń też. *Zatrzymałem klacz przy
rzece i zeskoczyłem z siodła*
Sasuke:
*Naburmuszyłem się. Minęło już
tyle czaasu a Ity dalej nie znaleźliśmy. To okropne. Zsunąłem się
z konia i usiadłem kawałek dalej na ziemi i patrzyłem w wodę. Było mi źle*
Pain:
*Pozwoliłem się napoić klaczy i
wyjąłem z juków chleb i trochę ciętego sera. Przeżegnałem się
nad jedzeniem i podetknąłem mu* Głodny?
Sasuke:
*Pokręciłem głową. Nie miałem co
myśleć o jedzeniu, póki nie zobacze się z bratem*
Pain:
A co jeżeli go nie znajdziemy?
Sasuke:
*Chwilę myślałem nad tym co
powiedział.* Nie jade do Londynu,
Pain:
Dlaczego?
Sasuke:
Kce zostać z Ita.
Pain:
*Pokiwałem głową.* Skąd wiesz że
on tu nadal jest?
Sasuke:
Czuje to. *Powiedziałem, dotykając
serca.*
Pain:
*Po raz pierwszy słyszałem u dziecka
tak silne przekonanie.* On chce byś jechał do Londynu.
Sasuke:
I co ze tego?
Pain:
Nie obchodzi cię jego zdanie?
Sasuke:
Kce być z Ita.
Pain:
*Znowu powtórzył z tym niepasującym
do dziecka przekonaniem.* Jedz bo nie będziesz miał siły szukać
go.
Sasuke:
*Ostatecznie przyjąłem kawałek
chleba i zacząłem go żuć, kiedy zauważylem jaszczurkę, idącą
kilka stóp ode mnie. Zmrużyłem oczy i zaczaiłem się, po chwili
łapiąc ją.*
Pain:
*Skrzywiłem się... Niech tylko nie
odgryza jej głowy... Podniosłem brew.* Nie krzywdź jej.
Sasuke:
*Podniosłem brew* Czemu? *Zapytałem,
bawiąc się zwierzątkiem i głaszcząc ją po łebku*
Pain:
To zwierzę nie zostało stworzone byś
się nad nim znęcał. Szanuj życie bo Bóg może kiedyś tak
wzgardzić twoim. Bóg albo ktoś inny.
Sasuke:
*Przekręciłem głowę, nie rozumiejac
co do mnie mówi. Ale... te słowa... podobne już słyszałem jak
ten cymbał mi mówił. Spojrzałem jaszczurce w oczy.* Hej, pan każe
mi cie zostawić, a taki jesteś słodki... *Dałem mu buziaka i
puściłem zwierzaka. Niech sobie żyje.*
Pain:
*Obrzydliwe. Odechciało mi się jeść.
To hipokryzja ale Bóg jest nam wdzięczny że zabijamy Indian.
Podobno. *
Sasuke:
*Kiedy skończyłem jeć kromkę
chleba, położyłem się na plecach i patrzyłem w niebo.* Czy mama
mnie dalej kocha? *Zapytałem po angielsku, jakbym znał ten język
od dawna, co mnie zdziwiło.*
Pain:
Na pewno. Matki nie przestawaj kochać
dzieci. *Zdziwiło mnie to pytanie.*
Sasuke:
A jak idą tam? *Wskazałem na niebo.* I
tam polują? Pamiętają?
Pain:
Tam? To jest niebo. Nie muszą tam
polować. Niczego już nie potrzebują. Jeżeli są tam to patrzą na
Ciebie przez cały czas i czekają.
Sasuke:
*Spojrzałem na niego.* To kraina
wiecznych łowów. Polują tam by nie utracić swoich zdolności.
Pain:
*Przewróciłem oczami* Jak chcesz.
Gdziekolwiek są, z pewnoscią pamiętają o Tobie.
Sasuke:
*Z powrotem położyłem się i
zamknąłem oczy. To było męczące. Bardzo... ba..rdzo... *
Pain:
*Doskonale... Ale nie mógł zasnąć w
siodle? Spakowałem rzeczy i podniosłem go z ziemi. Rozejrzałem się
po okolicy i podziękowałem w duchu że mam przy sobie kompas.
Ciekawe czy Itachi mógł by być gdzieś w pobliżu. *
Itachi: *Spałem długo tego dnia.
Obudziłem się dopiero, jak słońce nie dawało już żyć. W
samych spodniach siędziałem i coś strugałem sobie w kawałku
drewna. Nudy... Jeszcze tylko kilka dni i będę mógł stąd
wyjechać.*
Pain:
*Udało mi się ulokować małego w
siodle i teraz powoli wracaliśmy do osady. To dziwne ale po raz
pierwszy mam pod opieką jakiekolwiek dziecko. Mimowolnie zacząłem
się zastanawiać jaki by był mój syn. *
Itachi: *Nudy nudy nudy. I co ja będę
robił później, jak Sasuke wyjedzie? Nie mam przyszłości na tym
świecie... Może zadomowię się w jakiejś osadzie białych i będę
im pomagał w obronie?*
Pain:
*Mały obudził się dopiero gdy
byliśmy już przy pierwszych zabudowaniach osady. Wyjaśniłem mu że
jest już późno a spanie poza ogrodzeniem jest ryzykowne i to
jak... *
Sasuke:
*Naburmuszony skapitulowałem. Nie było
innej opcji. Ale spać chciałem dalej. Jak tylko zszedłem z konia,
zaraz poszedłem do namiotu, w którym kazano mi spać i się znowu
położyłem. *
*~*~*~*~*~*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz