Nowy rozdział.
Wcześniej nie miałam siły na to... W ogóle byłam jak zombie...
Ale rozdział jest...
I jest dość długi.
I tak, Ayano, jest coś co chciałaś...
Czekam na komentarze.
(+18)
*~*~*
Sasuke:
*Cały dzień męki na koniu, ale w
końcu powinienem się przyzwyczaić. Poza tym miałem objąć
stanowisko szeryfa w jakiejś miejscowości. Podobno była
niedaleko mojej wioski, z której pochodzę. Uśmiechnąłem się
lekko na mgliste wspomnienia z dzieciństwa. Wieczorem dojechaliśmy
do miasteczka. Nie było duże, ale od razu zauważyłem Saloon i
bank oraz zakład grabarza. Odłączyłem się od konwoju, który
miał za zadanie jedynie mnie tu przytransportować i ruszyć dalej
rano. Sam zacząłem szukać kogoś, kto wytłumaczy mi, co mam
dokładnie tu robić.*
Suigetsu:
*Czekałem i czekałem. Gdzieś się
ten nowy podziewał?*
Sasuke:
*Zauważyłem jakiegoś białowłosego
chłopaka, który popijał coś z butelki. Wyglądał podejrzanie.
Podjechałem więc do niego* Szukam kogoś, kto powie mi, co mam
robić *oznajmiłem, bez zbędnych przywitań.*
Suigetsu:
*No proszę, piękny i wspaniały
przybył.* A Ty to... kto ? *Łypnąłem na niego jednym okiem a
drugie zamknąłem rażony słońcem.*
Sasuke:
Podobno nowy przydzielony tu szeryf
*oznajmiłem sucho. Jakoś mi gościu nie przypadł do gustu.*
Suigetsu:
Szeryf...? *Zaśmiałem się. Wyglądał
jak dziecko.* Nowo przybyły?
Sasuke:
A no.
Suigetsu:
Chyba się pomyliłeś dzieciaku.
Sasuke:
*Spojrzałem na niego, po czym
westchnąłem cicho i sięgnąłem do torby i wyciągnąłem list
polecający. Pokazałem mu jego treść* Po mnie posłali aż do
Anglio *oznajmiłem.*
Suigetsu:
Ta, ta. *Wzruszyłem ramionami i
pociągnąłem łyk rumu.* Od kiedy to Apacze przypływają z Anglii
wzywani pismem sądowym?
Sasuke:
*Skrzywiłem się* Nie jestem Apaczem.
Poza tym nie wiem dlaczego, ale przyszło i niech już tak zostanie.
Suigetsu:
Dobra... czymkolwiek jesteś. Nie
obchodzi mnie to. Ani mnie ani mojej dubeltówki. *Podałem mu drugą
butelkę z winem* Ja jestem zastępcą byłego szeryfa, a teraz
Twoim, nie pcham się na wyższe stanowisko chyba domyślasz się
dlaczego.
Sasuke:
Słyszałem *powiedziałem, pokazując
ręką odmowę. Nie lubię alkoholu. Po tym jak mnie spili... Poza
tym będzie piękna współpraca...*
*~*~*~*
Pain:
*Spojrzałem na Itachiego pełen...
skrępowania. Aktualnie siedział przykryty cienkim nakryciem na
jednej z naszych fantazyjnie zdobionych w haftowane wzory sof i
zdawało się że nie wie o.. Tym..... a chyba powinienem go
poinformować. Usiadłem naprzeciw niego zajmując podobny w
wyglądzie do sofy fotel. Dzieliła nas jedynie toporna w swym
wykonaniu i rzeźbieniu ława. No cóż... odchrząknąłem by
zwrócił na mnie swoją uwagę.* Itachi...
Itachi:
*Odwróciłem głowę w stronę mojego
p... przyjaciela* Tak? *Było późno, a ja byłem nieco zmęczony.
Zaciekawiło mnie jednak, co mój przyjaciel ma mi do powiedzenia.*
Pain:
Dzisiaj przybył do miasta i
zakwaterował się nowy szeryf. Mam się spotkać z nim o jutrzejszym
poranku, ale już wiem kim jest... ten człowiek. *Wstęp powinien
być delikatny. Khe cała rozmowa musiała przebiec w ten sposób...
*
Itachi:
Ciekawie. Kim więc jest ów szeryf?
*uśmiechnąłem się lekko w jego kierunku i podparłem głowę na
ręce. Mój przyjaciel odkąd pamiętam, zawsze nie potrafił od razu
mówić tego, co ma na myśli.*
Pain:
To młody człowiek, bardzo młody
Anglik. *Wolałbym aby sam się domyślił... i przeważnie domyślał
się. *
Itachi:
Skoro Anglik, to raczej nie powinienem
go znać, prawda?
Pain:
Nie powinieneś, ale znasz.
Itachi:
Anglik, Anglik... *Mam tylko nadzieję,
że nie trafię tym razem* Ale jak znam, to nierodowity, co?
Pain:
Masz rację. *Wstałem i czyniąc kilka
kroków znalazłem się przy barku. Wyjąłem dwie szklanki i wróciłem
na miejsce z butelką słodkiego czerwonego wina.*
Itachi:
*Przyniósł wino. Czyli moje
podejrzenia się potwierdzają. Potarłem sobie skronie.* To mój
brat, prawda?
Pain:
*Skinąłem głową. I rozlałem trunek
po szklankach.* Zmienił nazwisko i dodał sobie urzędowe imię,
angielskie. Poleciłem aby w Londynie przysłali mi kogoś dobrego i
przydzielili jego.
Itachi:
Ciekawie *wziąłem od niego szklankę.
Polubiłem ten alkohol. A już na pewno w towarzystwie mojego
przyjaciela* Jak teraz mój braciszek się teraz nazywa? *zmrużyłem
oczy.*
Pain:
Virgil Cole, bynajmniej tak się
podpisuje. *Patrzyłem na niego, kiedy sięgał po szkło i nie
potrafiłem odczytać jakie uczucia wzbudziła w nim ta informacja.*
Itachi:
Nie do końca mi się podoba, ale
ujdzie. Dla mnie to i tak będzie Sasuke *odparłem, upijając łyk.*
Pain:
Domyślam się. *Wraz z naszym
anglikiem w pobliże miasta przybyło kilkunastu jeźdźców wśród
których wypatrzono mojego kuzyna. Z tego powodu byłem jeszcze mniej
zadowolony. Mam nadzieję że nie skończy się to źle.* Nie
chciałeś aby tu wracał, prawda?
Itachi:
*Pokręciłem głową* Miał tu nie
wracać... Ale skoro już właściwie jest prawie dorosły...
*Westchnąłem i spojrzałem za okno.* Mam nadzieję, że jakoś
dożyję, póki i mój brat będzie żył *uśmiechnąłem się
delikatnie. *
Pain:
Nie wyolbrzymiaj, masz jeszcze dobrych
kilkadziesiąt lat przed sobą podobnie jak on. *Nienawidziłem kiedy
nawiązywał do swojego zdrowia, a jeszcze bardziej kiedy prorokował
własną śmierć. Zdecydowanie wolałem sobie wyobrażać, że
umrzemy razem w wieku godziwej starości albo podczas jakiejś
odległej wyprawy. Co do Sasuke, nie chciałem by stało mu się coś
złego. W końcu był jeszcze bardziej dzieckiem niż mężczyzną
ale... nasze miasto zmieniało szeryfów średnio co rok. A ostatni
utrzymał się raptem dwa miesiące... *
Itachi:
*Uśmiechnąłem się do niego* Dzięki
*odstawiłem pustą szklankę na ławę. Miałem ochotę się położyć.
Najlepiej obok niego, jak czasem to bywało, a dawno nie miało
miejsca... uh...* Którą to już mamy godzinę? *Zapytałem.*
Pain:
Dochodzi dziesiąta. Udasz się już do
łóżka?
Itachi:
A chcesz iść ze mną?
*Zaproponowałem. A nóż widelec może się zgodzi.*
Pain:
*Zamrugałem zaskoczony jego
propozycją. Już od dawna nie zdarzało się nam... W sumie od kiedy
zamieszkaliśmy razem, a ja z przymusu jako jeden z ostatnich z
pracujących tu najemników, objąłem stanowisko pasterza nielicznej
trzody w tej perełce na pustyni. W domu sypiała też służba i
było ryzyko że... ktoś coś usłyszy. Dopiłem słodko-cierpki
alkohol i powoli skinąłem głową. Nie potrafiłem mu odmówić.
Kiedy ostatni raz miałem go dla siebie nagiego?*
Itachi:
*Odsunąłem kocyk i powoli wstałem z
fotela. Przeklęta choroba. Szkoda, że nie mogę się już ruszać
tak, jak lata temu. Wziąłem go za rękę i pociągnąłem ku swojej
sypialni. Była bliżej a do tego dalej od służby.* Pamiętasz, jak
to było pierwszym razem? *Zapytałem. Ja bardzo dokładnie pamiętam,
jak wbijała mi się skała w brzuch...*
Pain:
Yhm... *Przytaknąłem czując jak
ogarnia mnie gorąco.* Mieliśmy wtedy problemy z dogadaniem się...
Itachi:
Taak... *Weszliśmy do pokoju. Usiadłem
na łóżku i przyciągnąłem go do siebie* Mieliśmy... Ale teraz
już raczej nie mamy~*Delikatnie go cmoknąłem w usta. Ten smak...*
Pain:
*Poczułem na swoich wargach te miękkie
usta i wszystkie docinki na temat mojego braku żony przestały się
liczyć. Wszystkie te wywłoki powinny mi zazdrościć. Przesunąłem
go wyżej ujmując pod boki i samemu wdrapując się na łóżko,
ostrożnie by nie zmuszać go do przyjmowania całego ciężaru
mojego ciała. Swoimi smukłymi i bladymi ramionami obejmował moją
szyję i niechętnie musiałem przyznać przed samym sobą, że
podatność na wszelkie choroby bardzo dała się we znaki tej
urokliwej sylwetce. Z biegiem tych lat nie zmieniły się tylko dwie
rzeczy; te czarne onyksowe oczy i włosy pod kolor, zachowujące siłę
i miękkość stanowiące rzadkość nawet wśród kobiet. * Jesteś
taki piękny, *Wymruczałem mu do ucha kiedy przerwaliśmy pocałunek,
aby zaczerpnąć więcej powietrza.*
Itachi:
A ty się nie zmieniłeś nic a nic
*odparłem z rozmarzeniem. Nie będę już młodszy, ale on dla mnie
będzie zawsze taki sam... O ile mnie nie zostawi... A raczej nie
zanosiło się na to. Zacząłem ściągać z niego ubranie. On nie był
obojętny. Jak zawsze. Cieszyłem się również, że nie przybrał
na wadze ostatnimi czasy. Inaczej miałbym problem. Oparłem dłonie
na jego nagim ciele.* Jesteś tak przystojny, że się zastanawiam,
czy te kobiety nie zabiorą ci mnie *zamruczałem.*
Pain:
Nie ma tu kobiety którą byłbym
zainteresowany chociaż w połowie tak jak tobą. *Z jego ucha
poprzez szyję przeniosłem się na tors i teraz to tam rozsypywałem
na niego swoje pieszczot. Samoistnie pomrukiwałem kiedy gładził
mnie swoimi delikatnymi dłońmi z których zębami zsunąłem
rękawiczki.*
Itachi:
*Mruczałem z zadowolenia. Tak.
Brakowało mi w moim prawie trzydziestoletnim życiu takich
pieszczot.* Śpijmy razem co dziennie *Powiedziałem. Już nie
pierwszy raz to proponowałem, ale on zawsze się sprzeciwiał, odkąd
zamieszkaliśmy w tym domu. Ale nawet on musiał przyznać, że to by
było miłe... Dodatkowo gładziłem jego skórę na nagich biodrach.
Gdyby nie całował mnie w tors...*
Pain:
Itachi... *Podniosłem się i
podciągnąłem na ramionach w górę by cmoknąć go w usta.* To nie
byłby dobry pomysł... *Pocałowałem kącik jego warg i lewy
policzek* Wiesz przecież...
Itachi:
Tak wieem~ *jęknąłem przeciągle.
Wywróciłem oczami. Podniosłem się i obróciłem pokazałem mu, by
położył się pode mną. Skoro nie możemy razem spać, to może
niech trochę się zabawię~. Kiedy już się położył zacząłem
wodzić delikatnie palcami po jego nagim ciele. Jego skóra w tych
rejonach była nieopalona i blada. Wyglądał bardzo pociągająco*
Pain:
Uh, ale nie sprzeciwiam się temu byśmy
sypiali w ten sposób razem... częściej. *Ten dotyk... Chyba nie istniało na
świecie który znałem nic równie cudownego do czego mógłbym go
porównać... *
Itachi:
*Zamruczałem cicho i zniżyłem się
ku jego dolnych partiach, które zawsze domagały się mojej uwagi.
Ująłem je w dłonie, a po chwili zacząłem delikatnie całować i
lizać jego przyrodzenie. Po tylu latach mogłem sobie pozwolić na
więcej.*
Pain:
Mógłbym... aa-h *palce zgięły się
na jego włosach kiedy wplotłem w nie dłoń, a jego język dotknął
tej szczególnie wrażliwej części.* Przenieść się do sypialni
obok... ciebie... ostatecznie mm. Itachi~~
Itachi:
Mm~~ *zamruczałem. Już lepiej,
lepiej... Objąłem go bardziej ustami, biorąc go głębiej. Skoro
chciał się przenieść bliżej, to może w niedługim czasie
sprawię, że jednak będziemy spać razem? Mm~~ Mocniej zassałem.
Po chwili odsunąłem się od niego i przybliżyłem się do jego
twarzy. Spojrzałem mu głęboko w oczy.*
Pain:
*Już? Drażnił mnie? Z pewnością~~.
Wystarczyła chwila jego interwencji, a ja dyszałem ciężko i paliła
mnie skóra. Patrzyłem na niego równie intensywnie co on na mnie.
Gdybym był fizycznie w lepszym stanie dalej rozczulałbym się nad
pięknem tych oczu ale... poruszyłem znacząco biodrami.*
Itachi:
*Uśmiechnąłem się i wymownie
wsadziłem sobie dwa palce do buzi i zacząłem ostentacyjnie je
sobie ślinić. Niech nie myśli, że od tak jestem w stanie to
zrobić. Jakoś nie śpieszy mi się do kolejnych bólów*
Pain:
*Przejrzysta aluzja.* Sam... to
zrobisz.. ?
Itachi:
Może... *mruknąłem i przybliżyłem
sobie dłoń do swoich tyłów. Już nie pamięta, jak sam to
robiłem? Głęboko westchnąłem, kiedy naparłem na swój otwór i
po chwili wzdychałem cicho za każdym pchnięciem. Im dłużej się
bawiłem z Painem, tym większą miałem frajdę.*
Pain:
*Nie lubiłem pozostawiać...
bezczynny. A że siedział na mnie miałem, idealne warunki aby
dopomóc trochę w tym co robił. Chwyciłem prawą ręką jego
przyrodzenie i zacząłem przesuwać nią po całej długości, od
czasu do czasu trącając główkę poślinionym kciukiem drugiej,
lewej dłoni. Zagwarantował mi widok iście rozkoszny, ale póki co
opierałem się tej jawnej i perfidnej prowokacji.*
Itachi:
*Wygiąłem się niczym kot i niemalże zamiauczałem z przyjemności. Umiejscowiłem się nad jego biodra i
wyciągnąłem z siebie palce. Delikatnie ująłem jego wyprężoną
męskość i po chwili gwałtownie się na niego nadziałem. Mm~
Przyjemnie~*
Pain:
*Och, wygląda na to że jednak nie
chciał mnie męczyć, tak długo jak przypuszczałem. Kiedy
niespodziewanie poczułem go na sobie, raptownie w naturalnym odruchu
zacisnąłem dłoń na męskości którą pieściłem. Och... ciasny.
Lewą dłoń ułożyłem na jego bladym biodrze tuż nad moim
własnym.* I-Itachi...
Itachi:
Uh~~ Pain~ *Nie potrafiłem nazywać go
jego prawdziwym imieniem. Dla mnie zawsze zostanie Paniem. Poza tym,
jego męskość była taka duża i tak dobrze mnie wypełniała.*
Pain:
Mmmh...*Poruszałem biodrami w
odpowiedzi na jego ruchy, które spokojnie można by nazwać:
ujeżdżaniem mnie. Podobnie jak doskonale radził sobie z końmi
tak... ze mną, ale... mniejsza. Byłem cicho, a przynajmniej starałem
się. Był nieziemski, boski... idealny. Tak bardzo go pragnąłem...
więcej. Więcej jęków z moim imieniem z tych karminowych ust.*
Itachi:
*Wyglądał słodko tak leżąc pode
mną. Najechałem nim na ten punkt. Tak... To miejsce... Pochyliłem
się do jego ust, by znów je posmakować.* Pain~*wymruczałem mu w
nie.* Jesteś cudowny~
Pain:
*Po tak długim czasie abstynencji to
co zrobiliśmy do tej pory było moimi wyżynami, najwyższymi
punktami, do których sięgałem. Docisnąłem go do swoich bioder na
tyle, na ile pozwalała mi jedna ręka i przeszył mnie dreszcz. Na
chwilę przestałem oddychać a potem poczułem że on również drży
i rozlewa się w mojej dłoni dochodząc.*
Itachi:
*Czując go rozlewającego się we mnie,
nie wytrzymałem i sam doszedłem. Tego mi było trzeba. Nie
wysuwając go z siebie, położyłem się na niem i przytuliłem się
doń. Był taki miękki a za razem kościsty.* Powtórzmy to jutro
*zasugerowałem słabo, zamykając zmęczony oczy.*
Pain:
*Objąłem go ramionami. Nabrałem
kilka głębszych wdechów by uspokoić się po przeżytym stosunku i
ostrożnie wyprostowałem się przesuwając biodra w dół i powoli
wyszedłem z niego. Pogładziłem go po głowie i plecach delikatnie
badając palcami skórę i pasma rozsypanych włosów.* Zobaczymy...
Itachi:
Mhm~~ *mruknąłem już tylko i zasnąłem
w jego ramionach.*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz