piątek, 16 listopada 2012

Gwiazdka szeryfa 1

Nowy rozdział. 
Wcześniej nie miałam siły na to... W ogóle byłam jak zombie...

Ale rozdział jest...
I jest dość długi.
I tak, Ayano, jest coś co chciałaś...

Czekam na komentarze.

(+18)

*~*~*

Sasuke:
*Cały dzień męki na koniu, ale w końcu powinienem się przyzwyczaić. Poza tym miałem objąć stanowisko szeryfa w jakiejś miejscowości. Podobno była niedaleko mojej wioski, z której pochodzę. Uśmiechnąłem się lekko na mgliste wspomnienia z dzieciństwa. Wieczorem dojechaliśmy do miasteczka. Nie było duże, ale od razu zauważyłem Saloon i bank oraz zakład grabarza. Odłączyłem się od konwoju, który miał za zadanie jedynie mnie tu przytransportować i ruszyć dalej rano. Sam zacząłem szukać kogoś, kto wytłumaczy mi, co mam dokładnie tu robić.*

Suigetsu:
*Czekałem i czekałem. Gdzieś się ten nowy podziewał?*

Sasuke:
*Zauważyłem jakiegoś białowłosego chłopaka, który popijał coś z butelki. Wyglądał podejrzanie. Podjechałem więc do niego* Szukam kogoś, kto powie mi, co mam robić *oznajmiłem, bez zbędnych przywitań.*

Suigetsu:
*No proszę, piękny i wspaniały przybył.* A Ty to... kto ? *Łypnąłem na niego jednym okiem a drugie zamknąłem rażony słońcem.*

Sasuke:
Podobno nowy przydzielony tu szeryf *oznajmiłem sucho. Jakoś mi gościu nie przypadł do gustu.*

Suigetsu:
Szeryf...? *Zaśmiałem się. Wyglądał jak dziecko.* Nowo przybyły?

Sasuke:
A no.

Suigetsu:
Chyba się pomyliłeś dzieciaku.

Sasuke:
*Spojrzałem na niego, po czym westchnąłem cicho i sięgnąłem do torby i wyciągnąłem list polecający. Pokazałem mu jego treść* Po mnie posłali aż do Anglio *oznajmiłem.*

Suigetsu:
Ta, ta. *Wzruszyłem ramionami i pociągnąłem łyk rumu.* Od kiedy to Apacze przypływają z Anglii wzywani pismem sądowym?

Sasuke:
*Skrzywiłem się* Nie jestem Apaczem. Poza tym nie wiem dlaczego, ale przyszło i niech już tak zostanie.

Suigetsu:
Dobra... czymkolwiek jesteś. Nie obchodzi mnie to. Ani mnie ani mojej dubeltówki. *Podałem mu drugą butelkę z winem* Ja jestem zastępcą byłego szeryfa, a teraz Twoim, nie pcham się na wyższe stanowisko chyba domyślasz się dlaczego.

Sasuke:
Słyszałem *powiedziałem, pokazując ręką odmowę. Nie lubię alkoholu. Po tym jak mnie spili... Poza tym będzie piękna współpraca...*

*~*~*~*

Pain:
*Spojrzałem na Itachiego pełen... skrępowania. Aktualnie siedział przykryty cienkim nakryciem na jednej z naszych fantazyjnie zdobionych w haftowane wzory sof i zdawało się że nie wie o.. Tym..... a chyba powinienem go poinformować. Usiadłem naprzeciw niego zajmując podobny w wyglądzie do sofy fotel. Dzieliła nas jedynie toporna w swym wykonaniu i rzeźbieniu ława. No cóż... odchrząknąłem by zwrócił na mnie swoją uwagę.* Itachi...

Itachi:
*Odwróciłem głowę w stronę mojego p... przyjaciela* Tak? *Było późno, a ja byłem nieco zmęczony. Zaciekawiło mnie jednak, co mój przyjaciel ma mi do powiedzenia.*

Pain:
Dzisiaj przybył do miasta i zakwaterował się nowy szeryf. Mam się spotkać z nim o jutrzejszym poranku, ale już wiem kim jest... ten człowiek. *Wstęp powinien być delikatny. Khe cała rozmowa musiała przebiec w ten sposób... *

Itachi:
Ciekawie. Kim więc jest ów szeryf? *uśmiechnąłem się lekko w jego kierunku i podparłem głowę na ręce. Mój przyjaciel odkąd pamiętam, zawsze nie potrafił od razu mówić tego, co ma na myśli.*

Pain:
To młody człowiek, bardzo młody Anglik. *Wolałbym aby sam się domyślił... i przeważnie domyślał się. *

Itachi:
Skoro Anglik, to raczej nie powinienem go znać, prawda?

Pain:
Nie powinieneś, ale znasz.

Itachi:
Anglik, Anglik... *Mam tylko nadzieję, że nie trafię tym razem* Ale jak znam, to nierodowity, co?

Pain:
Masz rację. *Wstałem i czyniąc kilka kroków znalazłem się przy barku. Wyjąłem dwie szklanki i wróciłem na miejsce z butelką słodkiego czerwonego wina.*

Itachi:
*Przyniósł wino. Czyli moje podejrzenia się potwierdzają. Potarłem sobie skronie.* To mój brat, prawda?

Pain:
*Skinąłem głową. I rozlałem trunek po szklankach.* Zmienił nazwisko i dodał sobie urzędowe imię, angielskie. Poleciłem aby w Londynie przysłali mi kogoś dobrego i przydzielili jego.

Itachi:
Ciekawie *wziąłem od niego szklankę. Polubiłem ten alkohol. A już na pewno w towarzystwie mojego przyjaciela* Jak teraz mój braciszek się teraz nazywa? *zmrużyłem oczy.*

Pain:
Virgil Cole, bynajmniej tak się podpisuje. *Patrzyłem na niego, kiedy sięgał po szkło i nie potrafiłem odczytać jakie uczucia wzbudziła w nim ta informacja.*

Itachi:
Nie do końca mi się podoba, ale ujdzie. Dla mnie to i tak będzie Sasuke *odparłem, upijając łyk.*

Pain:
Domyślam się. *Wraz z naszym anglikiem w pobliże miasta przybyło kilkunastu jeźdźców wśród których wypatrzono mojego kuzyna. Z tego powodu byłem jeszcze mniej zadowolony. Mam nadzieję że nie skończy się to źle.* Nie chciałeś aby tu wracał, prawda?

Itachi:
*Pokręciłem głową* Miał tu nie wracać... Ale skoro już właściwie jest prawie dorosły... *Westchnąłem i spojrzałem za okno.* Mam nadzieję, że jakoś dożyję, póki i mój brat będzie żył *uśmiechnąłem się delikatnie. *

Pain:
Nie wyolbrzymiaj, masz jeszcze dobrych kilkadziesiąt lat przed sobą podobnie jak on. *Nienawidziłem kiedy nawiązywał do swojego zdrowia, a jeszcze bardziej kiedy prorokował własną śmierć. Zdecydowanie wolałem sobie wyobrażać, że umrzemy razem w wieku godziwej starości albo podczas jakiejś odległej wyprawy. Co do Sasuke, nie chciałem by stało mu się coś złego. W końcu był jeszcze bardziej dzieckiem niż mężczyzną ale... nasze miasto zmieniało szeryfów średnio co rok. A ostatni utrzymał się raptem dwa miesiące... *

Itachi:
*Uśmiechnąłem się do niego* Dzięki *odstawiłem pustą szklankę na ławę. Miałem ochotę się położyć. Najlepiej obok niego, jak czasem to bywało, a dawno nie miało miejsca... uh...* Którą to już mamy godzinę? *Zapytałem.*

Pain:
Dochodzi dziesiąta. Udasz się już do łóżka?

Itachi:
A chcesz iść ze mną? *Zaproponowałem. A nóż widelec może się zgodzi.*

Pain:
*Zamrugałem zaskoczony jego propozycją. Już od dawna nie zdarzało się nam... W sumie od kiedy zamieszkaliśmy razem, a ja z przymusu jako jeden z ostatnich z pracujących tu najemników, objąłem stanowisko pasterza nielicznej trzody w tej perełce na pustyni. W domu sypiała też służba i było ryzyko że... ktoś coś usłyszy. Dopiłem słodko-cierpki alkohol i powoli skinąłem głową. Nie potrafiłem mu odmówić. Kiedy ostatni raz miałem go dla siebie nagiego?*

Itachi:
*Odsunąłem kocyk i powoli wstałem z fotela. Przeklęta choroba. Szkoda, że nie mogę się już ruszać tak, jak lata temu. Wziąłem go za rękę i pociągnąłem ku swojej sypialni. Była bliżej a do tego dalej od służby.* Pamiętasz, jak to było pierwszym razem? *Zapytałem. Ja bardzo dokładnie pamiętam, jak wbijała mi się skała w brzuch...*

Pain:
Yhm... *Przytaknąłem czując jak ogarnia mnie gorąco.* Mieliśmy wtedy problemy z dogadaniem się...

Itachi:
Taak... *Weszliśmy do pokoju. Usiadłem na łóżku i przyciągnąłem go do siebie* Mieliśmy... Ale teraz już raczej nie mamy~*Delikatnie go cmoknąłem w usta. Ten smak...*

Pain:
*Poczułem na swoich wargach te miękkie usta i wszystkie docinki na temat mojego braku żony przestały się liczyć. Wszystkie te wywłoki powinny mi zazdrościć. Przesunąłem go wyżej ujmując pod boki i samemu wdrapując się na łóżko, ostrożnie by nie zmuszać go do przyjmowania całego ciężaru mojego ciała. Swoimi smukłymi i bladymi ramionami obejmował moją szyję i niechętnie musiałem przyznać przed samym sobą, że podatność na wszelkie choroby bardzo dała się we znaki tej urokliwej sylwetce. Z biegiem tych lat nie zmieniły się tylko dwie rzeczy; te czarne onyksowe oczy i włosy pod kolor, zachowujące siłę i miękkość stanowiące rzadkość nawet wśród kobiet. * Jesteś taki piękny, *Wymruczałem mu do ucha kiedy przerwaliśmy pocałunek, aby zaczerpnąć więcej powietrza.*

Itachi:
A ty się nie zmieniłeś nic a nic *odparłem z rozmarzeniem. Nie będę już młodszy, ale on dla mnie będzie zawsze taki sam... O ile mnie nie zostawi... A raczej nie zanosiło się na to. Zacząłem ściągać z niego ubranie. On nie był obojętny. Jak zawsze. Cieszyłem się również, że nie przybrał na wadze ostatnimi czasy. Inaczej miałbym problem. Oparłem dłonie na jego nagim ciele.* Jesteś tak przystojny, że się zastanawiam, czy te kobiety nie zabiorą ci mnie *zamruczałem.*

Pain:
Nie ma tu kobiety którą byłbym zainteresowany chociaż w połowie tak jak tobą. *Z jego ucha poprzez szyję przeniosłem się na tors i teraz to tam rozsypywałem na niego swoje pieszczot. Samoistnie pomrukiwałem kiedy gładził mnie swoimi delikatnymi dłońmi z których zębami zsunąłem rękawiczki.*

Itachi:
*Mruczałem z zadowolenia. Tak. Brakowało mi w moim prawie trzydziestoletnim życiu takich pieszczot.* Śpijmy razem co dziennie *Powiedziałem. Już nie pierwszy raz to proponowałem, ale on zawsze się sprzeciwiał, odkąd zamieszkaliśmy w tym domu. Ale nawet on musiał przyznać, że to by było miłe... Dodatkowo gładziłem jego skórę na nagich biodrach. Gdyby nie całował mnie w tors...*

Pain:
Itachi... *Podniosłem się i podciągnąłem na ramionach w górę by cmoknąć go w usta.* To nie byłby dobry pomysł... *Pocałowałem kącik jego warg i lewy policzek* Wiesz przecież...

Itachi:
Tak wieem~ *jęknąłem przeciągle. Wywróciłem oczami. Podniosłem się i obróciłem pokazałem mu, by położył się pode mną. Skoro nie możemy razem spać, to może niech trochę się zabawię~. Kiedy już się położył zacząłem wodzić delikatnie palcami po jego nagim ciele. Jego skóra w tych rejonach była nieopalona i blada. Wyglądał bardzo pociągająco*

Pain:
Uh, ale nie sprzeciwiam się temu byśmy sypiali w ten sposób razem... częściej. *Ten dotyk... Chyba nie istniało na świecie który znałem nic równie cudownego do czego mógłbym go porównać... *

Itachi:
*Zamruczałem cicho i zniżyłem się ku jego dolnych partiach, które zawsze domagały się mojej uwagi. Ująłem je w dłonie, a po chwili zacząłem delikatnie całować i lizać jego przyrodzenie. Po tylu latach mogłem sobie pozwolić na więcej.*

Pain:
Mógłbym... aa-h *palce zgięły się na jego włosach kiedy wplotłem w nie dłoń, a jego język dotknął tej szczególnie wrażliwej części.* Przenieść się do sypialni obok... ciebie... ostatecznie mm. Itachi~~

Itachi:
Mm~~ *zamruczałem. Już lepiej, lepiej... Objąłem go bardziej ustami, biorąc go głębiej. Skoro chciał się przenieść bliżej, to może w niedługim czasie sprawię, że jednak będziemy spać razem? Mm~~ Mocniej zassałem. Po chwili odsunąłem się od niego i przybliżyłem się do jego twarzy. Spojrzałem mu głęboko w oczy.*

Pain:
*Już? Drażnił mnie? Z pewnością~~. Wystarczyła chwila jego interwencji, a ja dyszałem ciężko i paliła mnie skóra. Patrzyłem na niego równie intensywnie co on na mnie. Gdybym był fizycznie w lepszym stanie dalej rozczulałbym się nad pięknem tych oczu ale... poruszyłem znacząco biodrami.*

Itachi:
*Uśmiechnąłem się i wymownie wsadziłem sobie dwa palce do buzi i zacząłem ostentacyjnie je sobie ślinić. Niech nie myśli, że od tak jestem w stanie to zrobić. Jakoś nie śpieszy mi się do kolejnych bólów*

Pain:
*Przejrzysta aluzja.* Sam... to zrobisz.. ?

Itachi:
Może... *mruknąłem i przybliżyłem sobie dłoń do swoich tyłów. Już nie pamięta, jak sam to robiłem? Głęboko westchnąłem, kiedy naparłem na swój otwór i po chwili wzdychałem cicho za każdym pchnięciem. Im dłużej się bawiłem z Painem, tym większą miałem frajdę.*

Pain:
*Nie lubiłem pozostawiać... bezczynny. A że siedział na mnie miałem, idealne warunki aby dopomóc trochę w tym co robił. Chwyciłem prawą ręką jego przyrodzenie i zacząłem przesuwać nią po całej długości, od czasu do czasu trącając główkę poślinionym kciukiem drugiej, lewej dłoni. Zagwarantował mi widok iście rozkoszny, ale póki co opierałem się tej jawnej i perfidnej prowokacji.*

Itachi:
*Wygiąłem się niczym kot i niemalże zamiauczałem z przyjemności. Umiejscowiłem się nad jego biodra i wyciągnąłem z siebie palce. Delikatnie ująłem jego wyprężoną męskość i po chwili gwałtownie się na niego nadziałem. Mm~ Przyjemnie~*

Pain:
*Och, wygląda na to że jednak nie chciał mnie męczyć, tak długo jak przypuszczałem. Kiedy niespodziewanie poczułem go na sobie, raptownie w naturalnym odruchu zacisnąłem dłoń na męskości którą pieściłem. Och... ciasny. Lewą dłoń ułożyłem na jego bladym biodrze tuż nad moim własnym.* I-Itachi...

Itachi:
Uh~~ Pain~ *Nie potrafiłem nazywać go jego prawdziwym imieniem. Dla mnie zawsze zostanie Paniem. Poza tym, jego męskość była taka duża i tak dobrze mnie wypełniała.*

Pain:
Mmmh...*Poruszałem biodrami w odpowiedzi na jego ruchy, które spokojnie można by nazwać: ujeżdżaniem mnie. Podobnie jak doskonale radził sobie z końmi tak... ze mną, ale... mniejsza. Byłem cicho, a przynajmniej starałem się. Był nieziemski, boski... idealny. Tak bardzo go pragnąłem... więcej. Więcej jęków z moim imieniem z tych karminowych ust.*

Itachi:
*Wyglądał słodko tak leżąc pode mną. Najechałem nim na ten punkt. Tak... To miejsce... Pochyliłem się do jego ust, by znów je posmakować.* Pain~*wymruczałem mu w nie.* Jesteś cudowny~

Pain:
*Po tak długim czasie abstynencji to co zrobiliśmy do tej pory było moimi wyżynami, najwyższymi punktami, do których sięgałem. Docisnąłem go do swoich bioder na tyle, na ile pozwalała mi jedna ręka i przeszył mnie dreszcz. Na chwilę przestałem oddychać a potem poczułem że on również drży i rozlewa się w mojej dłoni dochodząc.*

Itachi:
*Czując go rozlewającego się we mnie, nie wytrzymałem i sam doszedłem. Tego mi było trzeba. Nie wysuwając go z siebie, położyłem się na niem i przytuliłem się doń. Był taki miękki a za razem kościsty.* Powtórzmy to jutro *zasugerowałem słabo, zamykając zmęczony oczy.*

Pain:
*Objąłem go ramionami. Nabrałem kilka głębszych wdechów by uspokoić się po przeżytym stosunku i ostrożnie wyprostowałem się przesuwając biodra w dół i powoli wyszedłem z niego. Pogładziłem go po głowie i plecach delikatnie badając palcami skórę i pasma rozsypanych włosów.* Zobaczymy...

Itachi:
Mhm~~ *mruknąłem już tylko i zasnąłem w jego ramionach.*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz