piątek, 9 listopada 2012

Czarny czwartek 7.

Ayano: Sumienie mnie nie rusza. Tak jak wspominałam, Mój Elf ma misje... No. Póki co nie będę wrzucać opków bez kolejki. I No...

Póki co również właśnie skończyła pierwsza część "Czarnego czwartku". Na druga będzie trzeba trochę poczekać.

*~*~*

Itachi:
*Aż do końca tygodnia źle się czułem i przychodziłem do szkoły nieprzygotowany... Wykorzystałem nawet ku zdumieniu nauczycieli wszystkie nieprzygotki... Pierwszy raz w życiu... Aż nadszedł kolejny tydzień i musiałem w końcu wziąć się za siebie.*

Pain:
*Skoro nie było mnie cały tydzień mogłem sobie odpuścić jeszcze ten poniedziałek, ale... Konan mnie zmusiła i w ten sposób, poprzez terroryzm i szantaż, zaciągnęła mnie na pierwszą lekcje. Historię. Gorzej być nie mogło. *

Itachi:
*Siedziałem z nosem w książce. Źle się czułem... Poczułem uderzenie czegoś w głowę i podniosłem się w momencie, gdy do klasy wszedł on. Cały... choć spod długich rękawów bluzy wychodził bandaż... O mało co nie zachłysnąłem się powietrzem widząc go.*

Pain:
*Na szczęście Obito nie było jeszcze za biurkiem więc mogłem w spokoju zaszyć się w zbawiennej ostatniej ławce. Przechodząc obok Itachi poczułem na sobie jego spojrzenie. Nie obróciłem się by to sprawdzić. *

Itachi:
*Usiadł za mną, a ja... z głośno bijącym sercem, które o mało co nie wypadało mi z klatki piersiowej, wróciłem wzrokiem na ławkę. To było logiczne, że nie chce mnie znać, ale chciałem z nim pogadać... Bardzo potrzebowałem tego... Tylko co ja mu wtedy powiem?*

Pain:
*Przeważnie na początku każdej lekcji, gdy siedziałem obok Itachiego, wypytywałem go co robiliśmy na poprzednich zajęciach i czy był zapowiedziany jakiś sprawdzian. Teraz rzecz jasna tego nie zrobiłem. I czułem się z tym dziwnie. W całej szkole o mnie plotkowano, acz mój... wypadek chyba nie był tym co wszyscy sobie wyobrażali. Chociaż... może trochę. Kiedy ucieka wam ostatni autobus i musicie iść nocą kilka kilometrów przez betonowe miasto... dodajmy jeszcze fakt że wywracacie się w stertę stłuczonych butelek... macie już ochotę tylko się nimi pociąć do reszty. Chyba samobójstwa powinny być bardziej.. nie wiem, przemyślane. *

Itachi:
*Wyrwałem kartkę. Zacząłem na nim pisać koślawymi, przez trzęsące się ręce literami krótką notatkę* "Jutro mamy sprawdzian z matmy. Nie będziesz pytany z początku wojny, bo cię nie było. Chcę się z tobą spotkać dzisiaj po lekcjach" * Przyjrzałem się jej jeszcze raz i szybkim ruchem położyłem to na ławce za mną.*

Pain:
*Dostrzegłem, że ciało przede mną gwałtownie się poruszyło. Hm? Wziąłem do rąk kawałek karteczki i przeczytałem. Urocze. Może nawet zrobiło mu się mnie żal? Nie wiem co byłoby gorsze od tego. Nie odpisałem nic. Nie chciałem z nim rozmawiać szczególnie teraz ale... nie mogłem mu też odmówić. Do klasy wszedł Obito. Jak często mu się zdarza spóźniony bardziej niż ja. *

Itachi:
*Siedziałem jak na szpilkach przez cały dzień. Na ostatniej lekcji podrzuciłem mu karteczkę, że będę czekał za szkołą na boisku. Czy przyjdzie?*

Pain:
*Odpisałem mu szybko "ta".*

Itachi:
*Wciągnąłem gwałtowniej powietrze. Obmacałem bluzę i wyciągnąłem inhalator, który zażyłem... Teraz czekać na koniec lekcji...*

Pain:
*Czy on się denerwował? Wyglądał na spiętego. Boże... nie ma możliwości by się dowiedział o... mniejsza... Kiedy po ostatniej lekcji, którą mieliśmy oddzielnie, stawiłem się w wskazanym przez niego miejscu już tam czekał. Zbliżyłem się i popatrzyłem na niego pytająco. Cokolwiek chce lepiej by pierw zaczął mówić on. *

Itachi:
*Stałem i patrzyłem przez chwilę na niego. Trzęsłem się. Bałem się... Ale musiałem wytrzymać. W pogotowiu miałem już paczkę chusteczek i inhalator. Wyczekiwał aż coś powiem... Raz kocie śmierć* P-pain... *Głos mi się zatrząsł, ale nic na to nie mogłem poradzić* J-ja ba-ardzo chciałem cię prze-eprosić... J-ja wcale tak nie myślę... No i chciałem pójść do ciebie do szpitala i cię przeprosić, ale nie pozwolili mi cię szukać i *Zacząłem gadać jak katarynka...*... w ogóle strasznie się martwiłem, jak Dei powiedział, że jesteś w szpitalu, bo nie wiedziałem o tym i bardzo późno mi o tym powiedzieli i w ogóle to naprawdę cię lubię i... *Zacząłem kaszleć. Kurna... za dużo tekstu na jednym wdechu.*

Pain:
Nie uduś się. *To o niego trzeba było się martwic. I nie wątpiłem że był oczkiem w głowie swoich rodziców. Swego czasu za każdym razem, gdy zaczynał się dusić, miałem nieodpartą ochotę objąć go i przytulic. W niczym by to nie pomogło, a wręcz przeciwnie, ale co zrobić?*

Itachi:
*Znów użyłem mojego inhalatora. Niedługo mi się skończy...* J-ja... Naprawdę cię przepraszam i mam nadzieję, choć szczerze w to wątpię, że to nie przeze mnie ci się to stało?

Pain:
Nie musisz i nie przez ciebie...

Itachi:
*Oparłem się o ścianę budynku* No i Deidara powiedział, że nie powinienem się do ciebie w ogóle odzywać, ale ja muszę. Muszę! Potrzebuję tego, bo nie mógłbym sobie wyobrazić czegoś takiego, że cię nie ma *Popatrzyłem ze szklankami w oczach na niego.*

Pain:
*Deidara... tez coś. W sumie zdarza mu się mieć trochę racji. * Nie bardzo wiem do czego zmierzasz.

Itachi:
... Do tego, że... *sam do końca nie wiedziałem, ale...*doszło do mnie, że nie potrafię... Że cię potrzebuję i... nie jestem w stanie nic zrobić... kiedy wiem, że cię nie ma. I... *naprawdę nie potrafiłem znaleźć słów, by to powiedzieć...*

Pain:
*Zrobiło się dziwnie, mega dziwnie.* I?

Itachi:
I.. tego... noo... *dlaczego te słowa nie mogły mi przejść przez gardło? Krępowałem się jak nie wiem...* Ja... *uszczypnąłem się w rękę... bolało...* Chcia-ałbym...

Pain:
Nie wiem co ci powiedział Deidara, ale nic do ciebie nie mam. Nie musisz mi się tłumaczyć.

Itachi:
Muszę! *Zanosiło mi się na kolejny atak, ale to przetrzymam... Najwyżej...* Dei nie pozwolił mi, ale ja muszę! Ja... Lubię cię bardziej niż kolegę! Tak bardziej, bardziej! I nie ważne co o mnie sądzisz, ale ja już nie mogę! I jak sobie teraz pójdziesz to będzie znaczyło, że nigdy naprawdę dla ciebie nic nie znaczyłem i będę mógł wszystkie swoje myśli wrzucić na śmieci! *puściły mi nerwy, a po twarzy zaczęły płynąć łzy. Trząsłem się i zamknąłem oczy opierając się jeszcze bardziej o ścianę. Telepało mną... *

Pain:
*Nie zrozumiałem wszystkiego co powiedział bo głos mu się łamał. Ale chyba wystarczająco. Oparłem się o ścianę obok i przyciągnąłem do siebie jego ciało obejmując.*

Itachi:
*Czy on na serio mnie przytulił? Nieświadomy do końca tego co robię, rozryczałem się na poważnie. Nie mogłem powstrzymać tego, co gromadziło mi się od dłuższego czasu. Cała panika o to, czy przeżyje, czy nic mu nie jest i co mu jest...*

Pain:
*Był nieco wyższy ode mnie ale drobniejszy dlatego idealnie wpasowywał się w moje ramiona. Dotykanie go było niesamowite, wręcz jak sakralny obrzęd. Poprosiłem cicho by się uspokoił. *

Itachi:
*Gdzieś w na tle moich szlochów, dotarł do mnie cichy szept, który kazał mi się uspokoić... To w pewien sposób koiło moje zszargane nerwy...* Prze-epra--aszam.

Pain:
*Kiedy zaczął spokojniej oddychać chciałem się odsunąć. Zerwać ten przypadkowy kontakt wywołany paniką, ale nie mogłem. Nie ruszyłem się nawet o centymetr.*

Itachi:
*Moje ręce same złapały go za bluzę i zacisnęły się na niej. Niech mnie nie opuszcza...*

Pain:
Nie zasługuje na to co mi powiedziałeś...

Itachi:
Cze-emu? *Załkałem. Jak?*

Pain:
Zapytam inaczej... czego teraz ode mnie oczekujesz?

Itachi:
*Czego oczekiwałem? Może, że określi się, co sądzi o mnie i czy jestem w ogóle kimś, kogo lubi... I... *Czy mogę zro-obić... je-edną rze-ecz?

Pain:
*Skinąłem głową.*

Itachi:
*Ścisnąłem jeszcze mocniej dłonie i trzęsąc się spojrzałem na niego. On też patrzył na mnie. Musiałem się pospieszyć, bo inaczej nigdy tego nie zrobię... Podciągnąłem się na palce i krótko cmoknąłem go w usta. Nie potrafiłem zatrzymać się. To mnie przerosło... Zaraz po tym wtuliłem twarz w jego bluzę. Powinienem stąd uciekać...*

Pain:
*Podniosłem jego głowę do góry ujmują za podbródek i doprowadziłem do tego że nasze usta znowu się spotkały, tym razem na dłużej. *

Itachi:
*Westchnąłem mu w usta. Nie spodziewałem się tak naprawdę tego... Taki scenariusz w moich myślach graniczył z cudem. A on.. tak po prostu zaczął mnie całować... Nieudolnie zacząłem oddawać ten pocałunek... Było mi bardzo gorąco, a ciałem wstrząsały dreszcze. Jakby od ust przechodziły aż po same koniuszki palców. Bardzo przyjemne dreszcze...*

Pain:
*Złapałem go za ramiona i odsunąłem od siebie. Nie całkiem. * Zanim cokolwiek stanie się jeszcze chce powiedzieć że byłem w łóżku z historykiem. *Zaraz sprostowałem szybko* Ale to nie do końca... Tak...

Itachi:
*Hę? Z...*Z Obito...?* Patrzyłem na niego chwilę zdumiony... Ale...* Obito... Stary pedofil... *Mruknąłem, patrząc gdzieś w bok. Kto by pomyślał, że Pain... Że oni razem...*

Pain:
To była... po... Zły pomysł...

Itachi:
Uhm... *Mruknąłem. Czułem, że moje usta palą... * Nic do tego nie mam... *Mruknąłem.*

Pain:
*Wypełniła mnie ulga. Ale przypomniała mi się jeszcze kłótnia na korytarzu* Sądziłem że mnie nienawidzisz...

Itachi:
*Westchnąłem cicho* T-to nie tak... By-yłem zły, bo Dei za dużo gada... i... Nie wiedziałem co mam myśleć... O-o tym, dla-aczego mnie za-aczepiałeś...

Pain:
*Ponownie go objąłem. * Ja też przepraszam.

Itachi:
*Pociągnąłem nosem. Kiwnąłem głową. Przeszło mi przez myśl pytanie,co teraz będzie?* M-mogę jeszcze?

Pain:
*Domyśliłem się że chodzi mu o pocałunek.* A sadzisz że masz do tego prawo? *Zapytałem łagodniejszym tonem niż poprzednio. *

Itachi:
*Pokręciłem głową* Nie wiem... Ale proszę...

Pain:
*Zawahałem się ale wolałem być pewny w jakiej jestem sytuacji... po tym z Obito.... * A będziesz ze mną?

Itachi:
*To pytanie nie było tym, czego się spodziewałem... Na pewno bardzo się zarumieniłem na jego pytanie. Ale ja... Pragnąłem tego...* Chcę...

Pain:
To chcesz czy tak? *Jaśniej troszeczkę.*

Itachi:
Tak... Będę... *Wypowiedziałem prawie spokojnie. Tylko głos mi drżał z przejęcia.*

Pain:
Musiałem zapytać bo to takie... nierealne.

Itachi:
Nierealne?

Pain:
Ta, jakbym był na prochach. Sądziłem, że to bym cię całował, jest niemożliwe.

Itachi:
*Spojrzałem gdzieś w bok...* Jeszcze jakiś czas temu...

Pain:
Powiedzmy że wierzę w nagłą zmianę zdania. *Uśmiechnąłem się jedną stroną twarzy. *

Itachi:
*Znów pociągnąłem nosem. Zrobiło się chłodno, gdy zawiał większy wiatr. Przeszły mnie dreszcze* Uhym...

Pain:
*Zadrżał. Cmoknąłem go w czoło.* Odprowadzić cię?

Itachi:
*kiwnąłem głową. Zacząłem szukać chusteczek po kieszeniach. A miały być na wierzchu.*

Pain:
*Wyjąłem z plecaka wygniecioną paczuszkę chusteczek i podałem mu.*

Itachi:
*Chociaż pamiętam, że gdzieś miałem paczkę z podziękowaniem przyjąłem jego chusteczki i wyciągnałęm jedną... Głośno wypróżniłem nos.*

Pain:
... Lepiej już?

Itachi:
Uhym~ *pokiwałem głową i lekko się uśmiechnąłem. Pewien ciężar spadł mi z serca...*

Pain:
*Złapałem go za rękę i pociągnąłem w kierunku przystanku autobusowego.*

Itachi:
*Kolejny dreszcz... Delikatnie ścisnąłem jego dłoń. Była duża i ciepła... Mógłby trzymać mnie nimi zawsze...*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz