Ayano: Sumienie mnie nie rusza. Tak jak wspominałam, Mój Elf ma misje... No. Póki co nie będę wrzucać opków bez kolejki. I No...
Póki co również właśnie skończyła pierwsza część "Czarnego czwartku". Na druga będzie trzeba trochę poczekać.
*~*~*
Itachi:
*Aż do końca tygodnia źle się
czułem i przychodziłem do szkoły nieprzygotowany... Wykorzystałem
nawet ku zdumieniu nauczycieli wszystkie nieprzygotki... Pierwszy raz
w życiu... Aż nadszedł kolejny tydzień i musiałem w końcu wziąć
się za siebie.*
Pain:
*Skoro nie było mnie cały tydzień
mogłem sobie odpuścić jeszcze ten poniedziałek, ale... Konan mnie
zmusiła i w ten sposób, poprzez terroryzm i szantaż, zaciągnęła
mnie na pierwszą lekcje. Historię. Gorzej być nie mogło. *
Itachi:
*Siedziałem z nosem w książce.
Źle się czułem... Poczułem uderzenie czegoś w głowę i
podniosłem się w momencie, gdy do klasy wszedł on. Cały... choć
spod długich rękawów bluzy wychodził bandaż... O mało co nie
zachłysnąłem się powietrzem widząc go.*
Pain:
*Na szczęście Obito nie było jeszcze
za biurkiem więc mogłem w spokoju zaszyć się w zbawiennej
ostatniej ławce. Przechodząc obok Itachi poczułem na sobie jego
spojrzenie. Nie obróciłem się by to sprawdzić. *
Itachi:
*Usiadł za mną, a ja... z głośno
bijącym sercem, które o mało co nie wypadało mi z klatki
piersiowej, wróciłem wzrokiem na ławkę. To było logiczne, że
nie chce mnie znać, ale chciałem z nim pogadać... Bardzo
potrzebowałem tego... Tylko co ja mu wtedy powiem?*
Pain:
*Przeważnie na początku każdej
lekcji, gdy siedziałem obok Itachiego, wypytywałem go co robiliśmy
na poprzednich zajęciach i czy był zapowiedziany jakiś sprawdzian.
Teraz rzecz jasna tego nie zrobiłem. I czułem się z tym dziwnie. W
całej szkole o mnie plotkowano, acz mój... wypadek chyba nie był
tym co wszyscy sobie wyobrażali. Chociaż... może trochę. Kiedy
ucieka wam ostatni autobus i musicie iść nocą kilka kilometrów
przez betonowe miasto... dodajmy jeszcze fakt że wywracacie się w
stertę stłuczonych butelek... macie już ochotę tylko się nimi
pociąć do reszty. Chyba samobójstwa powinny być bardziej.. nie
wiem, przemyślane. *
Itachi:
*Wyrwałem kartkę. Zacząłem na nim
pisać koślawymi, przez trzęsące się ręce literami krótką
notatkę* "Jutro mamy sprawdzian z matmy. Nie będziesz pytany
z początku wojny, bo cię nie było. Chcę się z tobą spotkać
dzisiaj po lekcjach" * Przyjrzałem się jej jeszcze raz i
szybkim ruchem położyłem to na ławce za mną.*
Pain:
*Dostrzegłem, że ciało przede mną
gwałtownie się poruszyło. Hm? Wziąłem do rąk kawałek
karteczki i przeczytałem. Urocze. Może nawet zrobiło mu się mnie
żal? Nie wiem co byłoby gorsze od tego. Nie odpisałem nic. Nie
chciałem z nim rozmawiać szczególnie teraz ale... nie mogłem mu
też odmówić. Do klasy wszedł Obito. Jak często mu się zdarza
spóźniony bardziej niż ja. *
Itachi:
*Siedziałem jak na szpilkach przez
cały dzień. Na ostatniej lekcji podrzuciłem mu karteczkę, że
będę czekał za szkołą na boisku. Czy przyjdzie?*
Pain:
*Odpisałem mu szybko "ta".*
Itachi:
*Wciągnąłem gwałtowniej powietrze.
Obmacałem bluzę i wyciągnąłem inhalator, który zażyłem...
Teraz czekać na koniec lekcji...*
Pain:
*Czy on się denerwował? Wyglądał na
spiętego. Boże... nie ma możliwości by się dowiedział o...
mniejsza... Kiedy po ostatniej lekcji, którą mieliśmy oddzielnie,
stawiłem się w wskazanym przez niego miejscu już tam czekał.
Zbliżyłem się i popatrzyłem na niego pytająco. Cokolwiek chce
lepiej by pierw zaczął mówić on. *
Itachi:
*Stałem i patrzyłem przez chwilę na
niego. Trzęsłem się. Bałem się... Ale musiałem wytrzymać. W
pogotowiu miałem już paczkę chusteczek i inhalator. Wyczekiwał aż
coś powiem... Raz kocie śmierć* P-pain... *Głos mi się zatrząsł,
ale nic na to nie mogłem poradzić* J-ja ba-ardzo chciałem cię
prze-eprosić... J-ja wcale tak nie myślę... No i chciałem pójść
do ciebie do szpitala i cię przeprosić, ale nie pozwolili mi
cię szukać i *Zacząłem gadać jak katarynka...*... w ogóle
strasznie się martwiłem, jak Dei powiedział, że jesteś w
szpitalu, bo nie wiedziałem o tym i bardzo późno mi o tym
powiedzieli i w ogóle to naprawdę cię lubię i... *Zacząłem
kaszleć. Kurna... za dużo tekstu na jednym wdechu.*
Pain:
Nie uduś się. *To o niego trzeba było
się martwic. I nie wątpiłem że był oczkiem w głowie swoich
rodziców. Swego czasu za każdym razem, gdy zaczynał się dusić,
miałem nieodpartą ochotę objąć go i przytulic. W niczym by to
nie pomogło, a wręcz przeciwnie, ale co zrobić?*
Itachi:
*Znów użyłem mojego inhalatora.
Niedługo mi się skończy...* J-ja... Naprawdę cię przepraszam i
mam nadzieję, choć szczerze w to wątpię, że to nie przeze mnie
ci się to stało?
Pain:
Nie musisz i nie przez ciebie...
Itachi:
*Oparłem się o ścianę budynku* No
i Deidara powiedział, że nie powinienem się do ciebie w ogóle
odzywać, ale ja muszę. Muszę! Potrzebuję tego, bo nie mógłbym
sobie wyobrazić czegoś takiego, że cię nie ma *Popatrzyłem ze
szklankami w oczach na niego.*
Pain:
*Deidara... tez coś. W sumie zdarza
mu się mieć trochę racji. * Nie bardzo wiem do czego zmierzasz.
Itachi:
... Do tego, że... *sam do końca nie
wiedziałem, ale...*doszło do mnie, że nie potrafię... Że cię
potrzebuję i... nie jestem w stanie nic zrobić... kiedy wiem, że
cię nie ma. I... *naprawdę nie potrafiłem znaleźć słów, by to
powiedzieć...*
Pain:
*Zrobiło się dziwnie, mega dziwnie.* I?
Itachi:
I.. tego... noo... *dlaczego te słowa
nie mogły mi przejść przez gardło? Krępowałem się jak nie
wiem...* Ja... *uszczypnąłem się w rękę... bolało...*
Chcia-ałbym...
Pain:
Nie wiem co ci powiedział Deidara, ale
nic do ciebie nie mam. Nie musisz mi się tłumaczyć.
Itachi:
Muszę! *Zanosiło mi się na kolejny
atak, ale to przetrzymam... Najwyżej...* Dei nie pozwolił mi, ale
ja muszę! Ja... Lubię cię bardziej niż kolegę! Tak bardziej,
bardziej! I nie ważne co o mnie sądzisz, ale ja już nie mogę! I
jak sobie teraz pójdziesz to będzie znaczyło, że nigdy naprawdę
dla ciebie nic nie znaczyłem i będę mógł wszystkie swoje myśli
wrzucić na śmieci! *puściły mi nerwy, a po twarzy zaczęły płynąć
łzy. Trząsłem się i zamknąłem oczy opierając się jeszcze
bardziej o ścianę. Telepało mną... *
Pain:
*Nie zrozumiałem wszystkiego co
powiedział bo głos mu się łamał. Ale chyba wystarczająco. Oparłem się o ścianę obok i przyciągnąłem do siebie jego ciało
obejmując.*
Itachi:
*Czy on na serio mnie przytulił?
Nieświadomy do końca tego co robię, rozryczałem się na
poważnie. Nie mogłem powstrzymać tego, co gromadziło mi się od
dłuższego czasu. Cała panika o to, czy przeżyje, czy nic mu nie
jest i co mu jest...*
Pain:
*Był nieco wyższy ode mnie ale
drobniejszy dlatego idealnie wpasowywał się w moje ramiona.
Dotykanie go było niesamowite, wręcz jak sakralny obrzęd.
Poprosiłem cicho by się uspokoił. *
Itachi:
*Gdzieś w na tle moich szlochów,
dotarł do mnie cichy szept, który kazał mi się uspokoić... To w
pewien sposób koiło moje zszargane nerwy...* Prze-epra--aszam.
Pain:
*Kiedy zaczął spokojniej oddychać
chciałem się odsunąć. Zerwać ten przypadkowy kontakt wywołany
paniką, ale nie mogłem. Nie ruszyłem się nawet o centymetr.*
Itachi:
*Moje ręce same złapały go za bluzę
i zacisnęły się na niej. Niech mnie nie opuszcza...*
Pain:
Nie zasługuje na to co mi
powiedziałeś...
Itachi:
Cze-emu? *Załkałem. Jak?*
Pain:
Zapytam inaczej... czego teraz ode mnie
oczekujesz?
Itachi:
*Czego oczekiwałem? Może, że
określi się, co sądzi o mnie i czy jestem w ogóle kimś, kogo
lubi... I... *Czy mogę zro-obić... je-edną rze-ecz?
Pain:
*Skinąłem głową.*
Itachi:
*Ścisnąłem jeszcze mocniej dłonie i
trzęsąc się spojrzałem na niego. On też patrzył na mnie.
Musiałem się pospieszyć, bo inaczej nigdy tego nie zrobię...
Podciągnąłem się na palce i krótko cmoknąłem go w usta. Nie
potrafiłem zatrzymać się. To mnie przerosło... Zaraz po tym
wtuliłem twarz w jego bluzę. Powinienem stąd uciekać...*
Pain:
*Podniosłem jego głowę do góry
ujmują za podbródek i doprowadziłem do tego że nasze usta znowu
się spotkały, tym razem na dłużej. *
Itachi:
*Westchnąłem mu w usta. Nie
spodziewałem się tak naprawdę tego... Taki scenariusz w moich
myślach graniczył z cudem. A on.. tak po prostu zaczął mnie
całować... Nieudolnie zacząłem oddawać ten pocałunek... Było
mi bardzo gorąco, a ciałem wstrząsały dreszcze. Jakby od ust
przechodziły aż po same koniuszki palców. Bardzo przyjemne
dreszcze...*
Pain:
*Złapałem go za ramiona i odsunąłem
od siebie. Nie całkiem. * Zanim cokolwiek stanie się jeszcze chce
powiedzieć że byłem w łóżku z historykiem. *Zaraz sprostowałem
szybko* Ale to nie do końca... Tak...
Itachi:
*Hę? Z...*Z Obito...?* Patrzyłem na
niego chwilę zdumiony... Ale...* Obito... Stary pedofil...
*Mruknąłem, patrząc gdzieś w bok. Kto by pomyślał, że Pain...
Że oni razem...*
Pain:
To była... po... Zły pomysł...
Itachi:
Uhm... *Mruknąłem. Czułem, że moje
usta palą... * Nic do tego nie mam... *Mruknąłem.*
Pain:
*Wypełniła mnie ulga. Ale
przypomniała mi się jeszcze kłótnia na korytarzu* Sądziłem że
mnie nienawidzisz...
Itachi:
*Westchnąłem cicho* T-to nie tak...
By-yłem zły, bo Dei za dużo gada... i... Nie wiedziałem co mam
myśleć... O-o tym, dla-aczego mnie za-aczepiałeś...
Pain:
*Ponownie go objąłem. * Ja też
przepraszam.
Itachi:
*Pociągnąłem nosem. Kiwnąłem
głową. Przeszło mi przez myśl pytanie,co teraz będzie?* M-mogę
jeszcze?
Pain:
*Domyśliłem się że chodzi mu o
pocałunek.* A sadzisz że masz do tego prawo? *Zapytałem
łagodniejszym tonem niż poprzednio. *
Itachi:
*Pokręciłem głową* Nie wiem... Ale
proszę...
Pain:
*Zawahałem się ale wolałem być pewny
w jakiej jestem sytuacji... po tym z Obito.... * A będziesz ze mną?
Itachi:
*To pytanie nie było tym, czego się
spodziewałem... Na pewno bardzo się zarumieniłem na jego pytanie.
Ale ja... Pragnąłem tego...* Chcę...
Pain:
To chcesz czy tak? *Jaśniej
troszeczkę.*
Itachi:
Tak... Będę... *Wypowiedziałem
prawie spokojnie. Tylko głos mi drżał z przejęcia.*
Pain:
Musiałem zapytać bo to takie...
nierealne.
Itachi:
Nierealne?
Pain:
Ta, jakbym był na prochach. Sądziłem,
że to bym cię całował, jest niemożliwe.
Itachi:
*Spojrzałem gdzieś w bok...* Jeszcze
jakiś czas temu...
Pain:
Powiedzmy że wierzę w nagłą zmianę
zdania. *Uśmiechnąłem się jedną stroną twarzy. *
Itachi:
*Znów pociągnąłem nosem. Zrobiło
się chłodno, gdy zawiał większy wiatr. Przeszły mnie dreszcze*
Uhym...
Pain:
*Zadrżał. Cmoknąłem go w czoło.* Odprowadzić cię?
Itachi:
*kiwnąłem głową. Zacząłem szukać
chusteczek po kieszeniach. A miały być na wierzchu.*
Pain:
*Wyjąłem z plecaka wygniecioną
paczuszkę chusteczek i podałem mu.*
Itachi:
*Chociaż pamiętam, że gdzieś miałem
paczkę z podziękowaniem przyjąłem jego chusteczki i wyciągnałęm
jedną... Głośno wypróżniłem nos.*
Pain:
... Lepiej już?
Itachi:
Uhym~ *pokiwałem głową i lekko się
uśmiechnąłem. Pewien ciężar spadł mi z serca...*
Pain:
*Złapałem go za rękę i pociągnąłem
w kierunku przystanku autobusowego.*
Itachi:
*Kolejny dreszcz... Delikatnie
ścisnąłem jego dłoń. Była duża i ciepła... Mógłby trzymać
mnie nimi zawsze...*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz