Nie jest to tylko moje opowiadanie, ale pisane z osobą mi najbliższą.
Miejscami mogą pojawiać się błędy interpunkcyjne i ortograficzne, za które z góry przepraszam.
*~*~*
Itachi Uchiha wjechał właśnie do
piekła. Piekła, jakim jest jego nowy przydział jednostkowy. Nie
wiedział, co go tu czeka. Został przeniesiony do nowej jednostki
dwa razy dalej od domu rodzinnego. Nie zbyt mu się to uśmiechało,
ale nic nie mógł na to poradzić. W swoim czyściutkim mundurze
wyszedł z samochodu, skinął głową na pożegnanie kierowcy z
którym przemierzał cała tą drogę do piekła, wziął swój
plecak i ruszył do dowódcy jednostki, by zameldować swoje
przybycie
- Uchiha ...Itachi - przeczytał
wyraźnie dane osobowe kandydata z formularzu trzymanego w ręce.
Przed jego biurkiem stał sam zainteresowany.
-Gdzie wcześniej służyłeś? -
zapytał patrząc na niego beznamiętnie.
- Byłem w Łebie. W marynarkę wojenną
mnie wplątali, ale, że nie lubię wody, to mnie przeniesiono -
wypalił od niechcenia
doprawdy? - skrzywił się - a wydawało
mi się że przysłali Cię tu prosto z jakiejś wsi... skoro jesteś
żołnierzem a na takiego nie wyglądasz... to przynajmniej
powinieneś mówić po wojskowemu i odpowiednio meldować się
dowódcy... jak długo służyłeś na okręcie i jakim ?- oczywiście
wszelkie informacje leżały przed na biurku ale... nie lubił
nowych.
-Nawet nie wszedłem na niego. Jak moje
nogi opuściły stały ląd, dostałem choroby morskiej. Spędziłem
ten tydzień w kuchni.
- Żałosne.... - wyprostował się w
fotelu - a więc jak to się stało że do tej elitarnej jednostki
trafiła taka niedojda ?
-To, że mam chorobę morską nie
znaczy, że jestem niedojdą - mruknął
- może, skoro nie udowodnisz że się
mylę będę Cie tak określał....- spojrzał na niego - dlaczego
nie ścieli ci włosów ?
- Bo się nie dałem. Wy też mi nie
zetniecie, panie dowódco - spojrzał mu hardo w oczy
- To się jeszcze okaże. - nie
uśmiechał się. Nigdy. chociaż w tym momencie miał na to wielką
ochotę - a teraz zejdź mi z oczu kobieto i zakwateruj się w
koszarach.
Itachi prychnął cicho, po czym zrobił
tył zwrot i wyszedł z gabinetu.
Poszedł ze swoim plecakiem w stronę
koszar. Budynek nie był duży. Wszedł do środka i ruszył w
kierunku pokoju nr. 6. Otworzył drzwi i pierwsza rzeczą, jaką
zobaczył była skarpetka, która przeleciała mu przed nosem.
-Co do...? - zaczął i ujrzał
wysokiego gościa z małymi oczkami, który rzucał czym popadnie w
drugiego podobnych rozmiarów, który miał zielone włosy. Ten
pierwszy miał niebieskie. Wychylił się na chwilę na korytarz i
upewnił się, że trafił pod odpowiedni adres
-Ty pewnie jesteś ten no... Nowa? -
zapytał niebiesko włosy.
Itachiemu zaczęła latać brewka.
-Nie jestem DZIEWCZYNĄ! - zaakcentował
ostatnie słowo, po czym wszedł ostatecznie do środka - To gdzie
będę spał?
-Tam pod oknem - odparł niebiesko
włosy - Jestem Kisame, a to Zetsu. A ty?
-Itachi - mruknął, rzucając swój
plecak na łóżko i ciężko kładąc się obok.
*~*~*~*
Do wieczora Itachi zdążył się
zorientować, że w koszarach jest ich 11stka. Z czego poznanie
niektórych było dlań szokiem. Pewną blondynkę, która okazała
się facetem, prawie by wywalił przez okno. O mało co nie zostałby
wrogiem numer jeden gościa z lalką. Ktoś mu nawrzucał, kiedy
zajął łazienkę, a inna osoba swoim zachowaniem obrzydziła go
doszczętnie. Nie udało mu się jednak poznać wszystkich, bo kilka
osób znajdowało się poza koszarami.
00:00 - gwałtowna pobudka, zbiórka na
korytarzu
- Uchha Itachi ?! - wrzasnęła Konan-
nadzorca
Itachi miał wielką ochotę zostać na
swoim miejscu, ale cóż poradzić. Nie chciał się od razu narazić
tej groźnie wyglądającej babie.
- Jestem-odparł
Zmierzyła go szybko wzrokiem i
mruknęła :
-Do gabinetu Paina...
Itachi wystąpił i poszedł sobie.
Kiedy zniknął z widoku, uznał, że najlepszą drogą będzie
pójście na około. W końcu był tu nowy i mógł to wytłumaczyć,
że zgubił drogę. W końcu po kwadransie trafił do jego gabinetu
-Itachi Uchiha melduje się na rozkaz.
-Zgubiłeś się? - zapytał kładąc
dłoń na biurku. oparł brodę na dłoni i spojrzał na niego z
rozbawieniem.
-Tak jest, panie dowódco
-Rozumiem.... to przykre. Na okręcie
też miałeś zamiar się gubić?
-Wcale nie chciałem iść do
marynarki. - mruknął - W ogóle nie chciałem iść do woja...
-To na boga, jak się tu znalazłeś ?
- warknął przewracając oczami
- Z ostatniej łapanki - mruknął,
lekko się rumieniąc.
-... czyli nie masz żadnej
specjalizacji? Z twoich akt wynika ze lubisz bawić się... ogniem ?
W oczach Itachiego pojawiły się
niebezpieczne iskierki. Pain wstał za biurka i obszedł je stając
przed brunetem.
- Masz język?
- Mam, panie dowódco.
Złapał go za włosy i pociągnął w
swoją stronę.
- Ałć~
- Boli cie to Uchiha? nie pozbyłeś
się jeszcze ich ?
- I nie pozbędę
-Jesteś tego pewien ? - dobył w dłoń
bagnet przypasany do uda, o szerokim ostrzu.
-Deidara jakoś nosi długie włosy! -
krzyknął osłaniając swojego kucyka
Pain ponownie miał ochotę się
roześmiać
-Ale Darek płaci za to haracz.
-Nie ścinajcie mi włosów, Panie
dowódco!
-dlaczego miałbym cie posłuchać? -
potrząsnął jego głową trzymając za włosy
-Uhm~ jak zetnie mi się włosy
wyglądam okropnie!
-Przykre. żołnierz powinien mieć
ścięte włosy.
-A jeśli będę je związywał, będzie
dobrze?
-Nie obchodzi mnie jak wyglądasz ani
jak będziesz je związywał czy chował. - pociągnął go w przód
i przycisnął jego głowę do biurka.- będziesz się opierał ?
-Tsk... Nie, panie dowódco - mruknął.
już wiedział, ze jego bitwa została przegrana. Jego hodowane od
lat dziecięcych włosy zostaną ścięte. kucyk, który zawsze
identyfikował go spośród członków rodziny...
Bezładnie zaczął ścinać mu włosy,
niekoniecznie wyszło równo ale rudy i tak był usatysfakcjonowany.
Czarne pasma sięgały chłopakowi ledwie do szyi . Itachiemu, widząc
swoje włosy na podłodze, zaczęła mu drgać powieka. Wewnętrznie
wszystko nim miotało. Już znienawidził gościa. Bardzo go
znienawidził.
- Wyglądacie bardzo dobrze szeregowy,
teraz mi się podobacie. - strzepał zabłąkane pasma czarnych włosów
z swojego munduru.
- Czy teraz mogę odejść, panie
dowódco? - zapytał z dalej drgającą powieką
- Nie. każdy nowy przechodzi chrzest.
nic poważnego, Hidan obmyślił to kiedyś więc nie spodziewaj się
inteligentnych zadań. - wrócił na swój fotel za biurkiem. - Idź
do Konan ona Cię poinstruuje... odejdź.
-Mogę zabrać swoje włosy? - zapytał
jeszcze.
- Nie bądź sentymentalny... zjeżdżaj
stąd.
Z dalej drgającą powieką, wyszedł.
Bardzo chciał zabrać swoje włosy i zrobić z nich choćby jakąś
bransoletę, ale wolał już się nie sprzeciwiać dowódcy. Ruszył
w kierunku koszar, gdzie zameldował się Konan. W tym momencie
przeszedł na stan 'stand by'.
Kiedy nadzorczyni go zobaczyła,
wzdrygnęła się i wytrzeszczyła oczy.
- Co ci się stało Itachi?
- Ś-ś-ś-ściął je - zaciął się
dalej mając drgającą powiekę.
- O mój boże... . dlaczego? - zrobiło
sie jej go szkoda. Taka krzywda w pierwszy dzień. Chłopak wyglądał
na przywiązanego do swoich włosów. - Czemu Pain ściął ci włosy
?
- S-s-s-skąd m-m-mam t-t-o
wi-e-e-e-dzie-e-eć?
-Widocznie cię znienawidził... albo
bardzo polubił. - poklepała go po ramieniu
Itachi wzdrygnął się
-Dobra... Co mam robić? - zapytał, z
dalej nie przestającą drgać powieką.
-Daj sobie spokój, idź spać. -
mruknęła machając ręką
Zdziwiony popatrzył na nią, po czym
zrobił w tył zwrot i niczym automat wrócił do pokoju.
Pain siedząc w swoim gabinecie patrzył
jak Hidan sprząta jego biuro z włosów Itachiego. jakby od
niechcenia złapał jedno pasmo i gładził je w dłoni.
-”naprawdę miękkie...” -
pomyślał.
*~*~*
I jak?
Czekam na komentarze~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz