Odpowiem na komentarz tu~:
Akari: Lubię długie komentarze ^ ^... Póki nie są to wyzwiska, które odbijają się od ścian... Ale do rzeczy. Cieszę się, że podają ci się opowiadania. Kopa... No wiesz... tu nie chodzi o napisanie ale tylko wy edytowanie tego co już jest napisane ^ ^ Więc postaram się częściej dodawać notki. Jednak fabuły nie mogę zmienić i wszystko będzie się ciągnąć swoim własnym rytmem ^ ^. Dziękuję za komentarz.
Zapraszam do czytania~ ^ ^
*~*~*~*
Itachi po wieczornej służbie, w
kórej musiał obejść i sprawdzić porządek w magazynie, który
odkąd go wyczyścił, stał się jego kolejnym obowiązkiem, musiał
zdać meldunek z obchodu dowódcy. Nie spieszyło mu się. Kierujęc
swe kroki ku jego gabinetowi, przypomniał sobie to, co mówił do
niego Hidan. Jednak tuz przed drzwiami otrząsnął się i przybrał
swoja neutralną wobec wszystkiego minę. Wziął głęboki wdech i
wszedł do gabinetu.
-Panie dowódco, melduję, iż obchód
zakończony.
Kiedy Itachi wszedł do gabinetu, Konan
momentalnie przestała się kręcić na biurowym krześle Paina i
spojrzała na chłopaka zawstydzona.
- Oh... ym, Paina nie ma.
-A... A.. Co pani tu robi? I gdzie jest
dowódca?
- Ym ja przyniosłam tutaj kolejną
dawkę makulatury jak ty yhm... a Pain jest w swojej kwaterze.
- A... Przyjdzie tu, czy co? Chcę
złożyć meldunek i iść spać - mruknął.
- Nie wiem... ale idź do niego -
wskazała mu kierunek - to pokój 307 po lewej stronie drugie drzwi
na pierwszym piętrze.
- A... aha... Dobranoc - powiedział,
odwrócił się na pięcie i wyszedł. Ruszył ku koszarom a potem ku
pokojowi dowódcy. Wziął głęboki wdech i zapukał.
Co może robić wysoko postawiony
żołnierz w swoim apartamencie? Oczywiście Pain już spał,
rozłożony na łóżku... Ubrany jedynie w cienki materiał spodni
sięgających za kolano i trzymających się z ledwością na
biodrach. Dlaczego miałby zamykać drzwi własnego pokoju?
Naturalnie nie przypuszczał że ktoś mógłby zakłócić mu
spokój.
Nie słysząc odpowiedzi, Itachi, chcąc
nie chcąc, dotknął klamki, po czym otworzył drzwi, które bez
oporu się otworzyły.. Wszedł do środka.
- Panie dowódco? - zapytał, po czym
ujrzał na łożku śpiącego dowódcę. - "Tak. najlepiej
wygląda kiedy śpi" - Pomyślał, spoglądając na jego twarz.
Oparł się o ścianę i zaczął patrzeć na śpiącego.
Paina obudził go jakiś szmer.
zignorował go. Nie otworzył oczu tylko podniósł zdrętwiała rękę
wyżej na poduszkę.
Itachi widząc ciało dowódcy, jak
zahipnotyzowany zbliżył się trochę do Paina. Przykucnął przy
jego łóżku i zaczął obserwować jego twarz spod przymkniętych
powiek.
Dowodca usłyszał że ktoś jest w
jego pokoju i zbliża się do niego. Ciche kroki mało postawnej
osoby... Konan? Nie... Ona inaczej pachnie.... Więc kto? Był
ciekaw ale wolał się nie zdradzać.
Itachi oparł ramiona na łóżku i
położył na nich głowę.Nagle poczuł się niezwykle znużony.
Zamknął więc oczy i cicho ziewnął.
Pain otworzył oczy i spojrzał na
niego w milczeniu. Uniósł zdziwiony brew.
Ita stracił kontakt z rzeczywistością
zapadając w drzemkę. Może było trochę niewygodnie, ale nie mógł
opanować znużenia, które go ogarnęło. Wyciągnął rękę spod
brody i położył ja tak, iż niemalże dotykała ręki Paina, który
patrzył na niego z rozczuleniem. Bliskość chłopaka była dlań
odurzająca. Podniósł dłoń i położył na jego głowie głaszcząc
go po włosach.
- Mhm - mruknął przez sen, tuląc się
do ręki. - Pain...
Ten podniósł się i zaciągnął go
na swoje łóżko. Położył się obok i przytulił go.
- Itachi...
Uchiha przebudził się, chwillę
spojrzał w okół, ale po chwili pomyślał, że to sen. Kiedy
jednak poczuł, że czyjeś ramiona go oplatają, spojrzał i
zobaczył swojego dowódcę. Mruknął coś sennym głosem, po czym
wtuliwszy się w ciepłe ramiona dowódce, pocałował go w policzek.
- Niech sen trwa wiecznie - mruknął
sennie.
Itachi czuł, że mu ciepło. Dawno nie
czuł takiego ciepła. Chyba ostatni raz na początku misji. Ale
wiedział, że coś jest nie tak. Zaczął macać. Nie czuł pod
rękoma swojego materaca, tylko prześcieradło a do tego jeszcze to
bijące ciepło od czegoś co nie do końca było jego śpiworem.
Dotknął czyjegoś nagiego ciała. Przejechał po nim palcami. Ciało
się poruszyło. Itachi delikatnie uchylił powieki i ujrzał swojego
dowódcę obok siebie.
- C-co do cholery? - mruknął cicho
patrząc na niego.
Pain pozostając jeszcze w błogiej
nieświadomości co do sytuacji jaką zainicjował poprzedniego
wieczoru poruszał się odrobinę. Przez sen uniósł dłoń i
podrapał się po szyi.
Uchiha patrząc na ruch ręki dowódcy
nie zauważył, że jego ręka znajdowała się tuż pod szyją
Paina. Teraz skapnął się jak bardzo mu zdrętwiała ręka, ale by
nie go nie obudzić, nie próbował je wyciągać. Zdecydował
ostatecznie udawać, że śpi oraz skorzystać z okazji i przytulić
się doń, co też uczynił.
Dowódca poczuł jak czyjeś ramiona
obejmują jego tors. Gwałtownie otworzył oczy i z przestrachem
spojrzał na chłopaka. Po niecałej minucie z przerażeniem zepchnął
go z łóżka na podłogę.
- Uchiha!!?
- Uh C-co?! - krzyknął zaskoczony,
masując sobie obolałe plecy.
- Co Ty tu robisz ...... - wymamrotał
jakoś słabo a na dokładkę spojrzał na niego niepewnie cały z
zaczerwienioną twarzą.
- J-ja? Em... - zarumienił się
lekko. - Em... sam nie wiem?
- Jak to nie wiesz?! Czemu nie jesteś
w swojej kwaterze?
- Em.. - podrapał się po głowie. -
Uhm... - spojrzał gdzieś w bok, po czym ujrzał na półce
dokumenty. - Pani nadzorczyni kazała mi tu przyjść i zdać
raport.... i nie wiem co potem było... musiałem przysnąć...
ale....
- Nie mogłeś po prostu zostawić
raportu w moim biurze...?
- Kazała mi tu przyjść - wzruszył
ramionami. - Tylko zastanawiam się, skąd wziąłem się u pana na
łóżku, skoro nie przypominam sobie, bym do niego podchodził...
- Też się nad tym zastanawiam... -
przeczesał dłonią włosy. - Ale, nie powiedziałbym aby to było
nieprzyjemne...
- Hm? - podniósł jedną brew.
Po chwili.... kiedy uświadomił sobie
jakie słowa opuściły jego usta, Nagato przeklął się w myślach.
- Nie... ym... Stwierdzam jedynie fakt.
- Aha... - mruknął.
- Możesz już zostawić mnie samego? -
o ile to możliwe zburczał jeszcze bardziej.
- O-oczywiście. Dobranoc - powiedział
i skierował się w stronę drzwi.
- Raczej dzień dobry.... A i jeszcze
coś...
- T-tak?
- Przyjdź wieczorem, muszę zastanowić
się nad karą za naruszenie mojej prywatności
- A... dobrze
Saske przechadzał się właśnie po
korytarzu a dokładniej wracał spacerkiem z porannych ćwiczeń
kiedy zobaczył brata.
- Ty....
Ita idąc zamyślony usłyszał głos,
który po chwili przyporządkował bratu i spojrzał przed siebie.
- Sasuke? Co tu robisz tak wcześnie
rano?
- Wracam z treningu.... a Ty bracie ?
- Wra... - zamyślił się chwilę, po
czym odparł - Zdawałem raport - wzruszył ramionami. W sumie
powiedział prawdę.
- O tej porze? Na żarty ci się zbiera... od kiedy ?
- Nie żartuję. Czemu miałbym to
robić, braciszku?
- Łazisz do Paina w nocy...? -
skrzywił się.
- Ha? ja? C-co? - zdziwił się.. W
sumie kiedy do niego poszedł był jeszcze wieczór...
- Pain przyjął od ciebie raport o
czwartej nad ranem ?
- Tylko mu podrzuciłem dokumenty. A
teraz pozwól, idę do siebie - wyminął brata.
- Jasne... - odwrócił sie za nim -
a to prawda co mówią w koszarach ?
Starszy z braci przystanął nagle.
- Jaka prawda?
- Co prawda że włazisz do łóżka
Painowi? - spojrzał na niego z ukosa
- Nie! Nie wlazłe...m mu nigdy do
łóżka! - „Nie sam.. chyba” - dodał w myślach.
Młodszy przekrzywił głowę bardziej
skupiając wzrok na twarzy brata.
- Nie podejrzewałem nigdy u ciebie
takich skłonności... Wiesz kim on jest ?
- Moim cholernym przełożonym! I to by
było na tyle! - uniósł się i ruszył w kierunku swojego pokoju.
-Itachi... mylisz się - warknął na
tyle głośno by tamten jeszcze usłyszał.
Ten jednak wszedł właśnie do pokoju
i zamknął drzwi, by tylko nie słuchając już brata. Doskonale
wiedział, kim jest jego przełożony. Jednak nic na to nie mógł
już poradzić. Było minęło.
Pain na powrót przytulił się do
ciepłych jeszcze poduszek na których chwilę wcześniej spał razem
z nim... z Itachim. Nie spał, nie starał się zasnąć był pewny że
nie udałoby mu się to. Aż do rana myślał o tym jak bardzo
głęboką nienawiścią można darzyć człowieka. Czy On go
nienawidził?
Itachi zaraz po zdjęciu z siebie
koszulki, stwierdził, że jego bluza została u dowódcy, ale nie
chciał już się po nią wracać. Położył się na swoim posłaniu,
przykrywając tylko rozpiętym śpiworem. Dotknął palcami swoich
ust, przypominając sobie smak warg dowódcy. Pamiętał doskonale,
mimo, że minęło tyle czasu... Zamknął oczy i zasnął.
*~*~*~*
Jakże krótki rozdział... >.<
Nie miejcie mi tego za złe.
Tak musiało być...
Un. Mam nadzieję, że się podoba.
Wypowiedzcie się na ten temat na dole pod tekstem~!
Z góry dziękuję
James Kleptomaniac
Ah, rozumiem. W każdym bądź razie daje kopa w formie jakieś motywacji i na pewno czasu na zamieszczanie notek ^^ Opowiadanie, które przeczytałam dzisiaj jest niezwykle urokliwe. Szczególnie niewiarygodny, ale słodki moment, kiedy "śpią" =w= Pozdrawiam! P.S. U mnie nowość.
OdpowiedzUsuń