piątek, 9 sierpnia 2013

Jak ciężko być gwiazdą 1

 Coś nadejszło.
Może nie kolejny rozdział czegoś... ale za to kawałek opka.

Nie miałam weny na edycje. A z moją i przyjaciółki skłonnością do niekończenia opowiadań, to jest coraz trudniejsze. 
Może się kiedyś za siebie wezmę i coś zrobię dla Was - czytelników, którzy nie zostawiają komentarzy, czy się podobało?

Mimo wszystko dziękuję... po wyświetleniach widzę, że ktoś tu jednak zagląda.

A teraz zapraszam do czytania
*~*~*

Itachi: *Wróciłem do domu późno. Jak zawsze. Padłem na łóżko zmęczony. Nie dość, że w szkole mnie wymęczyli, to jeszcze tam... I on... Był znów na koncercie... Uśmiechnąłem się. Czy gdyby wiedział kim jestem... Zasnąłem. Z samego rana, doczyściłem makijaż i ubrałem mundurek. Zjadłem śniadanie. Sasuke nie pytał, o noc. Wiedział, jak było. Zrobiłem mu drugie śniadanie i sobie... Sobie dwa. Zawsze to drugie się przyda... Wsiadłem w autobus i pojechałem do źródła przygnębienia*

Pain:
*Szkoła średnia może i nie jest najlepszym miejscem do życia ale z pewnością jest tu przyjemniej niż w gimnazjum gdzie każdy kiblujący chłopak jest dilerem i kryminalistą... Święty nie byłem ale nie uciekałem się do najniższych form rozrywki jakimi była np, przemoc czy kradzież. Konan, moja siostra nalegała by zatrzymać się w parku przed szkołą na papierosa. Rozsiędliśmy się na ławce ukrytej w cieniu wielkich dębów. Ledwie odpaliłem szluga i rozejrzałem się po okolicy już natrafiłem na rzecz ciekawą. Z naprzeciwka szedł Itachi. Szkolny pupilek, przylizany goniec wszystkich z nauczycieli i wieczna maruda. Zagwizdałem w jego kierunku tak jak mężczyźni czasem w chamski sposób robią wobec atrakcyjnych dziewczyn.... podobno. Itachi był... również "kolegą" z naszej klasy. Irytujący koleś... Odstawał od klasy, wszystkich wkurzało to że zawsze wkopywał nas z egzaminami a kiedy wymagaliśmy od niego jakiejś solidarności na przykład przy wspólnej ucieczce zawsze jak można się domyśleć zawsze miał nas w dupie i jak skończony palant chodził na lekcje w pojedynkę. Śmialiśmy się czasem że Itachi "lubi" być sam na sam z nauczycielami. Szczególnie z matematykiem. Kto wie? Może stary dziad ruchał go na biurku kiedy reszty klasy nie było? Heh... to zabawna~~ Tak czy inaczej Itachi nie miał w sobie za grosz pociągu do rozrywki czy luzu. *

Itachi:
*Skrzywiłem się, zauważając, kto gwiżdże. Niestety, już byłem na ścieżce przy nich... Nieco zdenerwowany tym, że mnie obserwują, o mało nie potknąłem się. Itachi, idź i nie myśl o nich... Złapałem mocniej ramię od torby. Nic ci przecież nie zrobią w miejscu publicznym...*

Pain:
Ej, mała poczekaj to pójdziemy razem! *Zawołałem za nim.*

Itachi:
*Zatrzymałem się na chwile. Nie... Nie mogłem... Nic nie powiedziałem i poszedłem dalej. Nie będę mu dawał tej satysfakcji...*

Pain:
*Spojrzeliśmy za nim.* Konan czy tylko ja mam takie wrażenie czy on naprawdę ma narąbane w tej swojej długowłosej główce? *Itachi był lekko dziwny ale cóż, kto nie był? *

Konan:
Może po prostu coś go skrzywiło? Jakiś nauczyciel? Wiesz, te gwałty na nieletnich

Pain:
Gwałt? Daj spokój. *Zgasiłem niedopałek na oparciu ławki. *

Konan:
Czasem pogłoski mają w sobie coś z prawdy *wstałam i przeciągnęłam się* Właśnie. Co robisz dzisiaj wieczorem? Masz znowu koncert?

Pain:
Nie. Wczoraj był. Do teraz mnie wszystkie kości bolą, taki ścisk pod sceną mieli...

Konan:
Nie rozumiem czasem ciebie. Jeździsz na każdy koncert... I zawsze jesteś pod sceną. warto chociaż? *Z tego co opowiadał, niby tak...*

Pain:
Gdyby nie było warto to bym nie jeździł.

Konan:
Hm... a jeżdżąc tak na każdy... nie nudzi ci się to? *byliśmy już pod bramą szkoły*

Pain:
*Zmierzyłem siostrę wzrokiem pełnym pogardy.* Ten zespół nieustannie się rozwija a poza tym... głos Łasicy nigdy się nie nudzi.

Konan:
*Wywróciłam oczami* Zabujanie się w jakiejś gwiazdce... to takie typowe...Ale...*wzięłam brata pod pachę i potargałam mu włosy* Jak już się z nim umówisz, to chce jego autograf~ *zaśmiałam się*

Pain:
Nie mam nic do niego! To facet pf.. *prychnąłem. Ruszyliśmy na zajęcia. Kolejny koncert mam dopiero w piątek.... *

Konan:
I co z tego, że facet? Ja mam dziewczynę` *wzruszyłam ramionami i weszliśmy do klasy. Kujonek już siedział*

Pain:
A ja w ogóle nie nawidze ludzi. I dziewczyn i chłopaków. *Dodałem cicho. Łasica był z kolei czymś zupełnie innym. Usiedliśmy z tyłu.*

Itachi:
*Lekcja się zaczęła... mogli nie przychodzić... Podczas gdy... większość brała udział w lekcji, ja, skoro miałem podzielną uwagę i znałem treść lekcji do końca semestru, zająłem się pisaniem nowej piosenki. Na piątek powinienem się wyrobić... Tylko o czym ma być...?*

Pain:
*Wgapiłem się w okno. Pomyślałem że dobrze by było zapaść w sen aż do następnego koncertu. Po klasie przebiegł szmer. Itachi został wywołany do tablicy aby rozpisać zadanie. Zaciekawiło mnie to.... tablica była na tyle wysoko że nawet on, będąc wcale nie niskim musiał stanąć na palcach by sięgnąć wymaganej przez nauczyciela wysokości. Wyprężył się przy tym a spodnie w przyjemny sposób uwydatniły subtelne kształty jego figury. Itachi może i był dziwny ale ciało miał pierwszorzędnej klasy. Kiedyś... dawno dawno temu miałem z nim mokry sen, raz i nie wiem kompletnie dlaczego akurat z nim. *

Itachi:
*Zrobiłem zadanie, wyrwany zupełnie z kontekstu... Ech... Cóż zrobić? Usiadłem z powrotem. Nauczyciel pochwalił mnie za dobry wynik... Jakbym nie potrafił tego wcześniej wykonać... Kh... Wróciłem do piosenki... może.. jakiś utwór o nieszczęśliwej miłości... Albo o tym, co teraz czuję? ... Czuję się obserwowany...*

Pain:
*Na przerwie dopadłem Itachiego pod klasą od następnych zajęć. Objąłem go ramieniem i przyciągnąłem do siebie.* Co dzisiaj dobrego masz dla mnie mała? *Do zjedzenia rzecz jasna. *

Itachi:
*Jakby sam nie mógł sobie zrobić śniadania?... Wyciągnąłem mu bez słowa śniadanie i wręczyłem do rąk* Udław się.

Pain:
Jak zawsze przesłodka. *Przesunąłem rękę z jego ramienia na talię* i wzajemnie.

Itachi:
Tsk... *Znowu...* Idź sobie *mruknąłem*

Pain:
Dzięki za śniadanie. *Rzuciłem niedbale. Dręczyłem Itachiego dlatego że... że.. właściwie nie wiem. Po prostu nadawał się do tego idealnie. ot co. *

Itachi:
*poszedł sobie... Na szczęście... Wyciągnąłem swoje i zacząłem jeść... Ten cały Pain... Gdyby mnie nie zaczepiał... byłby nawet fajny... *

Pain:
*Następne dni mijały spokojnie aż w końcu nastał mój ukochany piątek... ukochany oczywiście ze względu na koncert. Tego dnia nawet lepiej mi się do szkoły wstawało*

Itachi:
*Ech... gdybym mógł dzisiaj nie iść... Ale... Rano jak zwykle się wyszykowałem. Wczoraj z zespołem do późna ćwiczyliśmy nową piosenkę. Musiałem sobie opatrzyć palce, od nawalania w gitarę... siedziałem nieco zdenerwowany dzisiejszym występem. Przygotowali mi podobno nowy strój... Po szkole nie miałem nawet wracać do domu... super... Dobrze, że wziąłem soczewki... Nie... Znowu on tu idzie... Gdzie to śniadanie?*

Pain:
*Dzisiaj wziąłem śniadanie z ręki Itachiego nie odzywając się do niego ani słowem. W przechodzie. Byłem zbyt podekscytowany dzisiejszym wydarzeniem. *

Itachi:
*Podniosłem brew. Cóż... Wyglądał, jakby się zakochał... W kim...? Ech... Lekcje brnęły ku końcowi. Sprawdziłem słowa piosenki. Wszystko dobrze... Zastanowiłem się, czy nie strollować go na koncercie... Ale... Nie mógłbym mu tego zrobić... Delikatnie się uśmiechnąłem do swoich myśli*

Pain:
*Starannie przygotowywałem się do koncertu. Na miejscu inaczej niż zwykle zająłem miejsce na tarasie a nie pod sceną. Wolałem się dzisiaj trzymać na uboczu. Chciałem go poznać... chociaż... zobaczyć nie na scenie. *

Itachi:
*Przyjechałem wcześniej. I dobrze. Bo on już siedział na miejscu... Chłopaki wymyślili, że tym razem mam ubrać coś falbankowego... No dobra... spódniczka... Ale dalej w moim stylu. Założyłem soczewki. Teraz lepiej... Ostatnio zauważyłem, że lepiej mi się chodzi w soczewkach... Ale nie mogłem do szkoły w nich chodzić... Szkoda... Odwinąłem palce z opatrunków i założyłem rękawiczki. Jeszcze mam trochę czasu... Makijaż skończony... Zaraz wychodzimy...*

Pain:
*Kiedy pokazał się na scenie zamarłem z kuflem piwa uniesionym nad stół. Po raz pierwszy wystąpił w tak... dziewczęcej kreacji. Zszokowało mnie to. *

Itachi:
*Zacząłem szukać go w tłumie przede mną... Nie było go? Był... Na górze... Czyżby dzisiaj odpuścił sobie ścisk? Hm~? Przywitałem wszystkich swoim zwyczajem. Diabolicznie się uśmiechnąłem do nich. Mm~~ Uwielbiam ten wielbiący mnie zgiełk~ Zaczęliśmy grać ostro. Nowa piosenka będzie nieco później*

Pain:
*Weasel na scenie przypominał mniej człowieka a bardziej jakieś dziwaczne stworzenie jedynie podobne do człowieka. Jego wokal też był dla mnie zagadką. Wpatrywałem się w niego co chwila podnosząc do ust kufel z piwem. żałowałem trochę nie nie mogę być na dole lecz... skoro miałem się mu dzisiaj pokazać nie mogłem przecież mieć wygniecionej koszuli czy śmierdzieć całym tym tłumem heh. *

Itachi:
*Kiwnąłem na chłopaków. Czas rozpocząć nową piosenkę. Napisaną w ciągu kilku godzin w szkole zresztą... I pod natchnieniem... O manii prześladowczej. Ciekawe, co będzie myślał o tej piosence?*

Pain:
*Zagrali nowy kawałek... .nie przypadł mi do gustu.... *

Itachi:
*Hm~? Coś miał niewyraźną minę. No nic. Jeszcze hit na koniec. Hit, przy którym, z tego co pamiętam, bawił się zawsze najlepiej. Zresztą... to moja ulubiona piosenka.*

Pain:
*Zakończyli dużo milszym akcentem ale zacząłem się poważnie zastanawiać czy wielbiony przez wszystkich wokalista i kompozytor nie ma przypadkiem dosyć swoich fanów... *

Itachi:
*Pożegnałem się z tłumem i zszedłem do garderoby. Oczywiście wcześniej wypisując kilka autografów... Walnąłem się zmęczony na fotel. Chciało mi się spać... Ale zaraz. Najpierw prysznic Poszedłem pod natrysk, zostawiając spódniczkę w garderobie.*

Pain:
*Znałem ten lokal jak własną kieszeń, oraz miałem właściciela za dobrego znajomego. Dostanie się zatem do garderoby Weasel było stosunkowo proste. Z bijącym mono sercem otworzyłem drzwi, nie było go jednak wewnątrz. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to falbaniasty materiał leżący na oparciu jednej z sof a który miał na sobie wcześniej czyżby....?*

Itachi:
*Chłód kafelków... Mmm... Zacząłem myśleć o piosence... Czyżby była aż tak zła? Jemu się nie podobała... Może dlatego, że została napisana przez niego? Odświeżony wyszedłem w szlafroku do garderoby. Po drodze wyciągałem soczewki i wkładałem je do pojemnika... Teraz to jestem ślepy... Ech... Podszedłem do lustra i sięgnąłem po okulary*

Pain:
*Stałem w miejscu jakby moje ciało nagle stało się litą skałą. Pierw dotarło do mnie szumienie wody, potem odgłos głuchych kroków stawianych przez bose stopy a kiedy już pomyślałem że wyjdzie nagi zobaczyłem go w szlafroku i.... mój szok pogłębił się jeszcze bardziej. Z łazienki wyszedł nie kto inny jak Itachi. Moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Co on tu robił? Moja jaźń nie chciała przyjąć do wiadomości oczywistych informacji... * I-itachi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz