Coś nadejszło.
Może nie kolejny rozdział czegoś... ale za to kawałek opka.
Nie miałam weny na edycje. A z moją i przyjaciółki skłonnością do niekończenia opowiadań, to jest coraz trudniejsze.
Może nie kolejny rozdział czegoś... ale za to kawałek opka.
Nie miałam weny na edycje. A z moją i przyjaciółki skłonnością do niekończenia opowiadań, to jest coraz trudniejsze.
Może się kiedyś za siebie wezmę i coś zrobię dla Was - czytelników, którzy nie zostawiają komentarzy, czy się podobało?
Mimo wszystko dziękuję... po wyświetleniach widzę, że ktoś tu jednak zagląda.
A teraz zapraszam do czytania
Mimo wszystko dziękuję... po wyświetleniach widzę, że ktoś tu jednak zagląda.
A teraz zapraszam do czytania
*~*~*
Itachi: *Wróciłem do domu późno.
Jak zawsze. Padłem na łóżko zmęczony. Nie dość, że w szkole
mnie wymęczyli, to jeszcze tam... I on... Był znów na koncercie...
Uśmiechnąłem się. Czy gdyby wiedział kim jestem... Zasnąłem. Z
samego rana, doczyściłem makijaż i ubrałem mundurek. Zjadłem
śniadanie. Sasuke nie pytał, o noc. Wiedział, jak było. Zrobiłem
mu drugie śniadanie i sobie... Sobie dwa. Zawsze to drugie się
przyda... Wsiadłem w autobus i pojechałem do źródła
przygnębienia*
Pain:
*Szkoła średnia może i nie jest
najlepszym miejscem do życia ale z pewnością jest tu przyjemniej
niż w gimnazjum gdzie każdy kiblujący chłopak jest dilerem i
kryminalistą... Święty nie byłem ale nie uciekałem się do
najniższych form rozrywki jakimi była np, przemoc czy kradzież.
Konan, moja siostra nalegała by zatrzymać się w parku przed szkołą
na papierosa. Rozsiędliśmy się na ławce ukrytej w cieniu wielkich
dębów. Ledwie odpaliłem szluga i rozejrzałem się po okolicy już
natrafiłem na rzecz ciekawą. Z naprzeciwka szedł Itachi. Szkolny
pupilek, przylizany goniec wszystkich z nauczycieli i wieczna maruda.
Zagwizdałem w jego kierunku tak jak mężczyźni czasem w chamski
sposób robią wobec atrakcyjnych dziewczyn.... podobno. Itachi
był... również "kolegą" z naszej klasy. Irytujący
koleś... Odstawał od klasy, wszystkich wkurzało to że zawsze
wkopywał nas z egzaminami a kiedy wymagaliśmy od niego jakiejś
solidarności na przykład przy wspólnej ucieczce zawsze jak można
się domyśleć zawsze miał nas w dupie i jak skończony palant
chodził na lekcje w pojedynkę. Śmialiśmy się czasem że Itachi
"lubi" być sam na sam z nauczycielami. Szczególnie z
matematykiem. Kto wie? Może stary dziad ruchał go na biurku kiedy
reszty klasy nie było? Heh... to zabawna~~ Tak czy inaczej Itachi
nie miał w sobie za grosz pociągu do rozrywki czy luzu. *
Itachi:
*Skrzywiłem się, zauważając, kto
gwiżdże. Niestety, już byłem na ścieżce przy nich... Nieco
zdenerwowany tym, że mnie obserwują, o mało nie potknąłem się.
Itachi, idź i nie myśl o nich... Złapałem mocniej ramię od
torby. Nic ci przecież nie zrobią w miejscu publicznym...*
Pain:
Ej, mała poczekaj to pójdziemy razem!
*Zawołałem za nim.*
Itachi:
*Zatrzymałem się na chwile. Nie...
Nie mogłem... Nic nie powiedziałem i poszedłem dalej. Nie będę
mu dawał tej satysfakcji...*
Pain:
*Spojrzeliśmy za nim.* Konan czy tylko
ja mam takie wrażenie czy on naprawdę ma narąbane w tej swojej
długowłosej główce? *Itachi był lekko dziwny ale cóż, kto nie
był? *
Konan:
Może po prostu coś go skrzywiło?
Jakiś nauczyciel? Wiesz, te gwałty na nieletnich
Pain:
Gwałt? Daj spokój. *Zgasiłem
niedopałek na oparciu ławki. *
Konan:
Czasem pogłoski mają w sobie coś z
prawdy *wstałam i przeciągnęłam się* Właśnie. Co robisz
dzisiaj wieczorem? Masz znowu koncert?
Pain:
Nie. Wczoraj był. Do teraz mnie
wszystkie kości bolą, taki ścisk pod sceną mieli...
Konan:
Nie rozumiem czasem ciebie. Jeździsz
na każdy koncert... I zawsze jesteś pod sceną. warto chociaż? *Z
tego co opowiadał, niby tak...*
Pain:
Gdyby nie było warto to bym nie
jeździł.
Konan:
Hm... a jeżdżąc tak na każdy... nie
nudzi ci się to? *byliśmy już pod bramą szkoły*
Pain:
*Zmierzyłem siostrę wzrokiem pełnym
pogardy.* Ten zespół nieustannie się rozwija a poza tym... głos
Łasicy nigdy się nie nudzi.
Konan:
*Wywróciłam oczami* Zabujanie się w
jakiejś gwiazdce... to takie typowe...Ale...*wzięłam brata pod
pachę i potargałam mu włosy* Jak już się z nim umówisz, to chce
jego autograf~ *zaśmiałam się*
Pain:
Nie mam nic do niego! To facet pf..
*prychnąłem. Ruszyliśmy na zajęcia. Kolejny koncert mam dopiero w
piątek.... *
Konan:
I co z tego, że facet? Ja mam
dziewczynę` *wzruszyłam ramionami i weszliśmy do klasy. Kujonek
już siedział*
Pain:
A ja w ogóle nie nawidze ludzi. I
dziewczyn i chłopaków. *Dodałem cicho. Łasica był z kolei czymś
zupełnie innym. Usiedliśmy z tyłu.*
Itachi:
*Lekcja się zaczęła... mogli nie
przychodzić... Podczas gdy... większość brała udział w lekcji,
ja, skoro miałem podzielną uwagę i znałem treść lekcji do końca
semestru, zająłem się pisaniem nowej piosenki. Na piątek
powinienem się wyrobić... Tylko o czym ma być...?*
Pain:
*Wgapiłem się w okno. Pomyślałem że
dobrze by było zapaść w sen aż do następnego koncertu. Po klasie
przebiegł szmer. Itachi został wywołany do tablicy aby rozpisać
zadanie. Zaciekawiło mnie to.... tablica była na tyle wysoko że
nawet on, będąc wcale nie niskim musiał stanąć na palcach by
sięgnąć wymaganej przez nauczyciela wysokości. Wyprężył się
przy tym a spodnie w przyjemny sposób uwydatniły subtelne kształty
jego figury. Itachi może i był dziwny ale ciało miał
pierwszorzędnej klasy. Kiedyś... dawno dawno temu miałem z nim
mokry sen, raz i nie wiem kompletnie dlaczego akurat z nim. *
Itachi:
*Zrobiłem zadanie, wyrwany zupełnie z
kontekstu... Ech... Cóż zrobić? Usiadłem z powrotem. Nauczyciel
pochwalił mnie za dobry wynik... Jakbym nie potrafił tego wcześniej
wykonać... Kh... Wróciłem do piosenki... może.. jakiś utwór o
nieszczęśliwej miłości... Albo o tym, co teraz czuję? ... Czuję
się obserwowany...*
Pain:
*Na przerwie dopadłem Itachiego pod
klasą od następnych zajęć. Objąłem go ramieniem i przyciągnąłem
do siebie.* Co dzisiaj dobrego masz dla mnie mała? *Do zjedzenia
rzecz jasna. *
Itachi:
*Jakby sam nie mógł sobie zrobić
śniadania?... Wyciągnąłem mu bez słowa śniadanie i wręczyłem
do rąk* Udław się.
Pain:
Jak zawsze przesłodka. *Przesunąłem
rękę z jego ramienia na talię* i wzajemnie.
Itachi:
Tsk... *Znowu...* Idź sobie
*mruknąłem*
Pain:
Dzięki za śniadanie. *Rzuciłem
niedbale. Dręczyłem Itachiego dlatego że... że.. właściwie nie
wiem. Po prostu nadawał się do tego idealnie. ot co. *
Itachi:
*poszedł sobie... Na szczęście...
Wyciągnąłem swoje i zacząłem jeść... Ten cały Pain... Gdyby
mnie nie zaczepiał... byłby nawet fajny... *
Pain:
*Następne dni mijały spokojnie aż w
końcu nastał mój ukochany piątek... ukochany oczywiście ze
względu na koncert. Tego dnia nawet lepiej mi się do szkoły
wstawało*
Itachi:
*Ech... gdybym mógł dzisiaj nie
iść... Ale... Rano jak zwykle się wyszykowałem. Wczoraj z
zespołem do późna ćwiczyliśmy nową piosenkę. Musiałem sobie
opatrzyć palce, od nawalania w gitarę... siedziałem nieco
zdenerwowany dzisiejszym występem. Przygotowali mi podobno nowy
strój... Po szkole nie miałem nawet wracać do domu... super...
Dobrze, że wziąłem soczewki... Nie... Znowu on tu idzie... Gdzie
to śniadanie?*
Pain:
*Dzisiaj wziąłem śniadanie z ręki
Itachiego nie odzywając się do niego ani słowem. W przechodzie.
Byłem zbyt podekscytowany dzisiejszym wydarzeniem. *
Itachi:
*Podniosłem brew. Cóż... Wyglądał,
jakby się zakochał... W kim...? Ech... Lekcje brnęły ku końcowi.
Sprawdziłem słowa piosenki. Wszystko dobrze... Zastanowiłem się,
czy nie strollować go na koncercie... Ale... Nie mógłbym mu tego
zrobić... Delikatnie się uśmiechnąłem do swoich myśli*
Pain:
*Starannie przygotowywałem się do
koncertu. Na miejscu inaczej niż zwykle zająłem miejsce na tarasie
a nie pod sceną. Wolałem się dzisiaj trzymać na uboczu. Chciałem
go poznać... chociaż... zobaczyć nie na scenie. *
Itachi:
*Przyjechałem wcześniej. I dobrze. Bo
on już siedział na miejscu... Chłopaki wymyślili, że tym razem
mam ubrać coś falbankowego... No dobra... spódniczka... Ale dalej
w moim stylu. Założyłem soczewki. Teraz lepiej... Ostatnio
zauważyłem, że lepiej mi się chodzi w soczewkach... Ale nie
mogłem do szkoły w nich chodzić... Szkoda... Odwinąłem palce z
opatrunków i założyłem rękawiczki. Jeszcze mam trochę czasu...
Makijaż skończony... Zaraz wychodzimy...*
Pain:
*Kiedy pokazał się na scenie zamarłem
z kuflem piwa uniesionym nad stół. Po raz pierwszy wystąpił w
tak... dziewczęcej kreacji. Zszokowało mnie to. *
Itachi:
*Zacząłem szukać go w tłumie przede
mną... Nie było go? Był... Na górze... Czyżby dzisiaj odpuścił
sobie ścisk? Hm~? Przywitałem wszystkich swoim zwyczajem.
Diabolicznie się uśmiechnąłem do nich. Mm~~ Uwielbiam ten
wielbiący mnie zgiełk~ Zaczęliśmy grać ostro. Nowa piosenka
będzie nieco później*
Pain:
*Weasel na scenie przypominał mniej
człowieka a bardziej jakieś dziwaczne stworzenie jedynie podobne do
człowieka. Jego wokal też był dla mnie zagadką. Wpatrywałem się
w niego co chwila podnosząc do ust kufel z piwem. żałowałem
trochę nie nie mogę być na dole lecz... skoro miałem się mu
dzisiaj pokazać nie mogłem przecież mieć wygniecionej koszuli czy
śmierdzieć całym tym tłumem heh. *
Itachi:
*Kiwnąłem na chłopaków. Czas
rozpocząć nową piosenkę. Napisaną w ciągu kilku godzin w szkole
zresztą... I pod natchnieniem... O manii prześladowczej. Ciekawe,
co będzie myślał o tej piosence?*
Pain:
*Zagrali nowy kawałek... .nie przypadł
mi do gustu.... *
Itachi:
*Hm~? Coś miał niewyraźną minę. No
nic. Jeszcze hit na koniec. Hit, przy którym, z tego co pamiętam,
bawił się zawsze najlepiej. Zresztą... to moja ulubiona piosenka.*
Pain:
*Zakończyli dużo milszym akcentem ale
zacząłem się poważnie zastanawiać czy wielbiony przez wszystkich
wokalista i kompozytor nie ma przypadkiem dosyć swoich fanów... *
Itachi:
*Pożegnałem się z tłumem i zszedłem
do garderoby. Oczywiście wcześniej wypisując kilka autografów...
Walnąłem się zmęczony na fotel. Chciało mi się spać... Ale
zaraz. Najpierw prysznic Poszedłem pod natrysk, zostawiając
spódniczkę w garderobie.*
Pain:
*Znałem ten lokal jak własną
kieszeń, oraz miałem właściciela za dobrego znajomego. Dostanie
się zatem do garderoby Weasel było stosunkowo proste. Z bijącym
mono sercem otworzyłem drzwi, nie było go jednak wewnątrz.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to falbaniasty materiał leżący
na oparciu jednej z sof a który miał na sobie wcześniej
czyżby....?*
Itachi:
*Chłód kafelków... Mmm... Zacząłem
myśleć o piosence... Czyżby była aż tak zła? Jemu się nie
podobała... Może dlatego, że została napisana przez niego?
Odświeżony wyszedłem w szlafroku do garderoby. Po drodze
wyciągałem soczewki i wkładałem je do pojemnika... Teraz to
jestem ślepy... Ech... Podszedłem do lustra i sięgnąłem po
okulary*
Pain:
*Stałem w miejscu jakby moje ciało
nagle stało się litą skałą. Pierw dotarło do mnie szumienie
wody, potem odgłos głuchych kroków stawianych przez bose stopy a
kiedy już pomyślałem że wyjdzie nagi zobaczyłem go w szlafroku
i.... mój szok pogłębił się jeszcze bardziej. Z łazienki
wyszedł nie kto inny jak Itachi. Moje serce zaczęło bić jeszcze
szybciej. Co on tu robił? Moja jaźń nie chciała przyjąć do
wiadomości oczywistych informacji... * I-itachi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz