środa, 27 czerwca 2012

PainxIta. Baczność sierściuchu 11

Zamulam na początek.
Stworzyłam fanpage na facebooku
http://www.facebook.com/pages/PeinItachi/322439604510690
nie tylko będę tam publikować zdjęć związanych z Painem i Itachim.
Będą różne inne pairingi i serie.
No i oczywiście info o nowych notkach.
Im więcej fanów, tym bardziej będę się zacieszać~~

A teraz enjoy!
Un... last chapter.


*~*~*~*

Usiadł wygodnie w przy biurku w swoim własnym gabinecie. Miał kaca, straszliwego kaca i nie chciał myśleć o tym co wydarzyło się wczorajszego wieczoru. wypadł nie pomógł mu a wręcz przeciwnie... pogorszył i tak paskudne samopoczucie. spod niemal zamkniętych powiek spojrzał na rozłożone na biurku dokumenty.
- Niech to wszystko szlag!

Itachi nie był zadowolony. Miał jeszcze zakwasy w... wiadomych miejscach, ale nadzorczyni wysłała go po jakiś papier do dowódcy. Chyba po rozkazy. Chociaż to nie zbyt interesowało właśnie teraz Itachiego. Nie spał pół nocy, bo tak go wszystko bolało. I potęgowały tę bezsenność rozmyślania o przełożonym.
- Sczeźnij - mruknął, po czym zapukał i wszedł do gabinetu dowódcy.
Ten spojrzał na gościa pierw z lekkim zdziwieniem, a następnie z niemym pytaniem w oczach.
- Pani nadzorczyni wysłała mnie po rozkazy - oznajmił siląc się na neutralny wyraz twarzy. Jednak widząc dowódcę coś się w nim poruszyło.
Pain obrzucił szybkim spojrzeniem stosy papierów na biurku szukając tych właściwych - ach tak... - skrzywił się - usiądź i poczekaj... chwilę.
- Może lepiej podziękuję i postoję, panie dowódco
- Jak uważasz... - ponownie spojrzał na Itachiego i przez chwilę zapatrzył się w jego czarne tęczówki. Było w nich coś dziwnego, co jednak pozostało da niego nierozpoznawalne. Odruchowo przypomniała mu się noc po której odkrył na swoim ciele ślady po czyjejś... ingerencji... czy to możliwe by zostawił je akurat on? Czy naprawdę tamtej nocy był z nim...?

Starał się nie patrzyć na dowódcę. Wtedy za bardzo by się otworzył. Przymrużył oczy świadom, iż Pain się na niego patrzy. Zacisnął delikatnie dłonie ze sobą i spojrzał w stronę okna. Zamyślił się a jego myśli powędrowały ku pewnym epizodzie z jego życia, który nawet nie był tak dawno. Zarumienił się do swoich myśli, po czym potarł miejsce na ramieniu, gdzie znajdował się znak.

W pośpiechu uporządkował dokumenty i znalazł te właściwe, złożył je w zgrabną kupkę i podał brunetowi.
- Itachi, chciałbym zapytać czy...
- Tak, panie dowódco? - spojrzał w jego kierunku.
- Itachi czy ja się dziwnie zachowuję? - zakrył dłońmi twarz i westchnął zrezygnowany. Głowa bolała go niemiłosiernie a w dodatku zaczynał bredzić.
- Dziwnie? To znaczy... nie wiem, co pan przez 'dziwnie' rozumie, panie dowódco - odparł nie pewny tego co mówi. Nie wiedział też dlaczego coraz bardziej się rumienił.
- Ym...nie... - delikatnie potarł swoje skronie chcąc złagodzić tępy ból. - Nieważne. zapomnijcie o tym towarzyszu - z pewnością żaden podwładny nie chciałby wiedzieć iż jego przełożony wariuje. Może młody Uchiha spełnił swoje groźby i jakimś sposobem go otruł? Podniósł wzrok i zauważył że Itachi wygląda dziwnie... czy to przypadkowe złudzenie czy on się zarumienił w jego obecności?
- Czy coś panu jest? - zapytał ten z lekką troską w głosie - Nie wygląda pan najlepiej.
- Nie, wszystko w porządku... - postarał się wyprostować w fotelu - A jak z tobą? Masz zaczerwienioną twarz...
- J-ja? - udał lekko zaskoczonego - n-nie... t-tylko.. t-tu j-jest z-z-za go-orąco.
- Racja... - ponownie skupił wzrok na biurku, przed nim leżał raport z inspekcji sanitarnej sprzed miesiąca...
Itachi pomyślał... nie... on nie pomyślał. On tylko podszedł do biurka dowódcy na chwiejnych nogach, złapał go za podbródek i spojrzał na niego, po czym lekko go pocałował. Sekundę potem już go nie było w pomieszczeniu - "O rany... teraz to mam zdrowo przejebane " - pomyślał, biegnąc przed siebie.

Pain zamrugał oszołomiony ale zaraz poderwał się za biurka i pobiegł za chłopakiem z niebezpiecznym łomotem w klatce piersiowej... Gdzieś pośrodku mostka, może odrobinę w lewo. Dogonił go i mocno chwycił za rękaw munduru zmuszając by się zatrzymał.
- Itachi... - zaczął ale głos mu w niezrozumiały i irytujący sposób uwiązł w gardle.
Ita chciał się wyrwać, ale jak już wiedział, że tego nie zrobi tylko zacisnął powieki i skulił się w sobie - P-panie dowódco! czekam na wymierzenie mi srogiej kary za spoufalanie się! - krzyknął, niemało przestraszony.
- Jeżeli miałbym cie srogo karać za to przed chwilą... - brew zaczęła mu drgać z zdenerwowania. był wściekły na siębie za to co robił tamtej nocy i na niego że mu na to pozwolił. - To za zdarzenie z przedwczoraj musiałbym Cie zabić. - wycedził.
- Więc p-proszę mi wymierzyć karę stosowną d-do czynu - odparł hardo ze łzawiącymi oczyma, którymi się spojrzał prosto w oczy Paina.
Z frustracji Pain miał ochotę to zrobić... połamać go całego ale... brutalnym szarpnięciem przyciągnął go do siebie i pocałował na środku korytarza.
- Ngh! - Otworzył szeroko oczy w zaskoczeniu. Po chwili jednak poddał się uczuciu, które w nim się teraz kłębiło i objął rękoma szyję dowódcy.
- „Był cudowny... Itachi... jego pocałunek... jego usta... doskonały całokształt.”
Bliskość jego ciała działała kojąco, a kiedy poczuł jak ten obejmuje go ramionami wszelki ból odszedł i miał wrażenie że całym sobą odczuwa tylko pragnienie by znaleźć się bliżej niego.
Icie zaczęło brakować tchu. Mimo, że nie chciał przerywać tego, musiał to zrobić. Brutalnie się od niego oderwał i głęboko wciągnął powietrze.
- Taka kara... ci odpowiada? - patrzył na niego przymrużonymi oczami. Nie przestało być przyjemnie. Pomimo oddalenia się bruneta dalej czul na wargach jego usta.
- Mhm - zastanowił się i po chwili odpowiedział - A nie była zbyt... łagodna? - uśmiechnął się filuternie.
- Kary nie mają być ciężkie... tylko pouczające i rehabilitujące. - odpowiedział na jego uśmiech swoim delikatniejszym. - A to już należy do mnie ab dobrać właściwą.
Wtedy zza rogu dało się słychać głuche tupnięcie, po czym śmiechy i chichoty.
- Hę? - zapytał Itachi odwracając głowę.
****
Pain odsunął się od niego niechętnie. W rzeczy samej zbliżała się do nich Konan z częścią sekcji.
- Ołć - mruknął Itachi i odsunął się jeszcze bardziej od Paina.
- Itachi... co zajęło Ci aż tyle czasu? Pain gdzie masz dokumenty dotyczące zakwaterowania?! - oburzyła się krzyżując ręce na piersi.
- Itachi się zgubił po drodze - Dodał Hidan uśmiechając się do bruneta znacząco.
- Są na moim biurku... - odparł gładko rudy jakby nigdy nic.
Itachi zaś nie umiał nic odpowiedzieć. Miał wrażenie, że zaraz mu para uszami pójdzie.
- Hej, Kakuzu, un - mruknął do mężczyzny Deidara - Chyba wygrałem, un.
Kakuzu skrzywił się na myśl że straci swój szmal.
- To jeszcze nic pewnego... żaden dowód.
Konan minęła ich i pomaszerowała do biura Paina.
Znikąd z drugiej strony zachodząc dowódcę i szeregowego, pojawił się Zetsu.
- Ty, patrz. Oni trzymaja się za ręce. Dlaczego? - zapytał sam siebie, jednak na tyle głosno, by inni też to usłyszeli.
To był limit cierpliwości jaką dysponował dowódca. Natychmiastowo puścił rękaw Itachiego. Szybkim ruchem chwycił Zetsu za przód ubrania i intensywnym szarpnięciem przyciągnął do siebie.
- Jeżeli się nie zamkniesz - wysyczał - Wyrwę Ci język i wsadzę w dupę!
Hidan chciał się odezwać ale postanowił że pomęczy Itachiego dopiero kiedy Pain zniknie z pola widzenia.
Deidara już się cieszył na myśl o nowych ciuchach, które kupi sobie po odebraniu nagrody. Dlatego średnio się interesował tym, co się dzieje. Zetsu zmienił swoją osobowość i po prostu wyrywając się w magiczny i wyćwiczony sposób, z myknął z pola widzenia.
Itachi tym czasem stał z opuszczoną głową i czekał na rozwój wydarzeń.
- Na co się gapicie do cholery?! - wrzasnął na nich rudy. Czasem miał dość tych dzieci... chwycił Itachiego za dłoń i pociągnął go w stronę swojej sypialni. Niby dlaczego miałby się z czymkolwiek kryć, co to dla nich za nowość? Przecież i tak wcześniej przerżnął ich wszystkich...
Uchiha szedł, a właściwie podbiegał za nim, nie mogąc nadążyć krokiem.
- Nie nadążam - wysapał, jednak ten chyba go nie słyszał, więc dalej podbiegał za nim aż nie znaleźli się u celu podróży - C-czemu mnie pan tak ciągnie?
- Wybacz... nie chciałem - wzruszył ramionami.
Itachi zaczął pocierać obolała trochę dłoń.
- Czasem wyprowadzają mnie z równowagi... a nie chciałbym komuś zrobić krzywdy. - "Zetsu zadeptałbym i zakopał pod śmietnikiem" dodał w myślach.
- Każdy wyprowadza resztę z równowagi, psze pana – mruknął.- Właściwie, to po co mnie pan tu przyprowadził?
- Konan włamała się do mojego biura a chciałem porozmawiać... na osobności.
- Więc? - zapytał, siadając ostrożnie na jego łóżku, krzywiąc się trochę.
Pain cofnął się o krok i oparł plecami o ścianę.
- Jak mam rozumieć to... - zastanowił się nad odpowiedniejszym określeniem - Ten pocałunek? Co ty właściwie chciałeś zrobić?
- N-nie wiem - odparł chowając twarz - Nie myślałem, kiedy to robiłem.
- "Nie wie..."? - pomyślał, po czym dodał głośno. - Musi być jakiś powód albo interes. Ludzie nie robią takich rzeczy bezmyślnie albo nie widząc zysku. Bądź ze mną szczery i mów czego chcesz.
Ita spojrzał na niego zdziwiony.
- Nie chcę niczego. Po co miałbym cokolwiek chcieć? To był... impuls... tak... impuls. N-nie wiem po co i dlaczego, ale tak się stało. Może po prostu za bardzo zapamiętałem, co się wydarzyło parę... - zaczął, ale szybko zasłonił sobie usta ręką, by nie skończyć.
- Jak kilka miesięcy temu całowałem Cie podczas misji i jak przedwczoraj spaliśmy z sobą? To masz na myśli? - starał się mówić czysto i przejrzyście bez cienia emocji czy histerii - I co w związku z tym? Spodziewasz się czegoś?
- Tak, o te wydarzenia mi chodziło – odparł. - A czy się spodziewam? Nie wiem. Może tak? Moze coś we mnie domaga się ciebie! Nie umiem tego określić słowami. Nigdy w życiu tak się nie czułem na myśl o kimkolwiek. Do jasnej cholery! Nie wiem co mam robić! - krzyknął, podkurczając sobie nogi pod brodę. Z jego oczu popłynęły łzy.
- Powinieneś mnie nienawidzić. Dlaczego ryczysz? - usiadł obok niego na łóżku i objął go.
- N-nie nienawidzę cię! - krzyknął przez łzy. - I wcale nie ryczę! - wytarł sobie oczy rąbkiem koszulki - J-ja ch-chcę...
- Chcesz... co? - dopytał się cicho.
- Ch-chcę... - mruknął, po czym obrócił się i pocałował Paina - Ciebie. Wywal mnie czy coś, ale potem. Nie chcę już być pieprzoną dziwką za dwa złote, która w dzieciństwie została gwałcona przez wujka! Chcę być normalną osobą!
Przycisnął go do siebie mocniej. Wiedział ze Madara musiał go skrzywdzić, ten degenerat nie puściłby płazem takiej okazji.
- Zostań przy nie... skoro chcesz mnie to ja, jestem tutaj. I... - zawahał się - mogę być tylko dla ciebie...
-Chcę - mruknął, wtulając się w jego pierś.
Nagato nachylił się i pocałował go w mokry policzek.
- Niech tak zostanie.


*~*~*

Mam nadzieję, że się podobało.
Prawdopodobnie spieprzone zakończenie, ale... zdarza się... >.>

1 komentarz:

  1. NIE BYLO SEKSU :C
    Szkoda, że już je skończyłaś.
    Z chęcią czytałabym dalej.
    Bardzo mi się podobało c:

    OdpowiedzUsuń