Stworzyłam fanpage na facebooku
http://www.facebook.com/pages/PeinItachi/322439604510690
nie tylko będę tam publikować zdjęć związanych z Painem i Itachim.
Będą różne inne pairingi i serie.
No i oczywiście info o nowych notkach.
Im więcej fanów, tym bardziej będę się zacieszać~~
A teraz enjoy!
Un... last chapter.
*~*~*~*
Usiadł wygodnie w przy biurku w swoim
własnym gabinecie. Miał kaca, straszliwego kaca i nie chciał
myśleć o tym co wydarzyło się wczorajszego wieczoru. wypadł nie
pomógł mu a wręcz przeciwnie... pogorszył i tak paskudne
samopoczucie. spod niemal zamkniętych powiek spojrzał na rozłożone
na biurku dokumenty.
- Niech to wszystko szlag!
Itachi nie był zadowolony. Miał
jeszcze zakwasy w... wiadomych miejscach, ale nadzorczyni wysłała
go po jakiś papier do dowódcy. Chyba po rozkazy. Chociaż to nie
zbyt interesowało właśnie teraz Itachiego. Nie spał pół nocy,
bo tak go wszystko bolało. I potęgowały tę bezsenność
rozmyślania o przełożonym.
- Sczeźnij - mruknął, po czym
zapukał i wszedł do gabinetu dowódcy.
Ten spojrzał na gościa pierw z lekkim
zdziwieniem, a następnie z niemym pytaniem w oczach.
- Pani nadzorczyni wysłała mnie po
rozkazy - oznajmił siląc się na neutralny wyraz twarzy. Jednak
widząc dowódcę coś się w nim poruszyło.
Pain obrzucił szybkim spojrzeniem
stosy papierów na biurku szukając tych właściwych - ach tak... -
skrzywił się - usiądź i poczekaj... chwilę.
- Może lepiej podziękuję i postoję,
panie dowódco
- Jak uważasz... - ponownie spojrzał
na Itachiego i przez chwilę zapatrzył się w jego czarne tęczówki.
Było w nich coś dziwnego, co jednak pozostało da niego
nierozpoznawalne. Odruchowo przypomniała mu się noc po której
odkrył na swoim ciele ślady po czyjejś... ingerencji... czy to
możliwe by zostawił je akurat on? Czy naprawdę tamtej nocy był z
nim...?
Starał się nie patrzyć na dowódcę.
Wtedy za bardzo by się otworzył. Przymrużył oczy świadom, iż
Pain się na niego patrzy. Zacisnął delikatnie dłonie ze sobą i
spojrzał w stronę okna. Zamyślił się a jego myśli powędrowały
ku pewnym epizodzie z jego życia, który nawet nie był tak dawno.
Zarumienił się do swoich myśli, po czym potarł miejsce na
ramieniu, gdzie znajdował się znak.
W pośpiechu uporządkował dokumenty i
znalazł te właściwe, złożył je w zgrabną kupkę i podał
brunetowi.
- Itachi, chciałbym zapytać czy...
- Tak, panie dowódco? - spojrzał w
jego kierunku.
- Itachi czy ja się dziwnie zachowuję?
- zakrył dłońmi twarz i westchnął zrezygnowany. Głowa bolała
go niemiłosiernie a w dodatku zaczynał bredzić.
- Dziwnie? To znaczy... nie wiem, co
pan przez 'dziwnie' rozumie, panie dowódco - odparł nie pewny tego
co mówi. Nie wiedział też dlaczego coraz bardziej się rumienił.
- Ym...nie... - delikatnie potarł
swoje skronie chcąc złagodzić tępy ból. - Nieważne.
zapomnijcie o tym towarzyszu - z pewnością żaden podwładny nie
chciałby wiedzieć iż jego przełożony wariuje. Może młody
Uchiha spełnił swoje groźby i jakimś sposobem go otruł? Podniósł
wzrok i zauważył że Itachi wygląda dziwnie... czy to przypadkowe
złudzenie czy on się zarumienił w jego obecności?
- Czy coś panu jest? - zapytał ten z
lekką troską w głosie - Nie wygląda pan najlepiej.
- Nie, wszystko w porządku... -
postarał się wyprostować w fotelu - A jak z tobą? Masz
zaczerwienioną twarz...
- J-ja? - udał lekko zaskoczonego -
n-nie... t-tylko.. t-tu j-jest z-z-za go-orąco.
- Racja... - ponownie skupił wzrok na
biurku, przed nim leżał raport z inspekcji sanitarnej sprzed
miesiąca...
Itachi pomyślał...
nie... on nie pomyślał. On tylko podszedł do biurka dowódcy na
chwiejnych nogach, złapał go za podbródek i spojrzał na niego, po
czym lekko go pocałował. Sekundę potem już go nie było w
pomieszczeniu - "O rany... teraz to mam zdrowo przejebane "
- pomyślał, biegnąc przed siebie.
Pain zamrugał oszołomiony ale zaraz
poderwał się za biurka i pobiegł za chłopakiem z niebezpiecznym
łomotem w klatce piersiowej... Gdzieś pośrodku mostka, może
odrobinę w lewo. Dogonił go i mocno chwycił za rękaw munduru
zmuszając by się zatrzymał.
- Itachi... - zaczął ale głos mu w
niezrozumiały i irytujący sposób uwiązł w gardle.
Ita chciał się wyrwać, ale jak już
wiedział, że tego nie zrobi tylko zacisnął powieki i skulił się
w sobie - P-panie dowódco! czekam na wymierzenie mi srogiej kary za
spoufalanie się! - krzyknął, niemało przestraszony.
- Jeżeli miałbym cie srogo karać za
to przed chwilą... - brew zaczęła mu drgać z zdenerwowania. był
wściekły na siębie za to co robił tamtej nocy i na niego że mu
na to pozwolił. - To za zdarzenie z przedwczoraj musiałbym Cie
zabić. - wycedził.
- Więc p-proszę mi wymierzyć karę
stosowną d-do czynu - odparł hardo ze łzawiącymi oczyma, którymi
się spojrzał prosto w oczy Paina.
Z frustracji Pain miał ochotę to
zrobić... połamać go całego ale... brutalnym szarpnięciem
przyciągnął go do siebie i pocałował na środku korytarza.
- Ngh! - Otworzył szeroko oczy w
zaskoczeniu. Po chwili jednak poddał się uczuciu, które w nim się
teraz kłębiło i objął rękoma szyję dowódcy.
- „Był cudowny... Itachi... jego
pocałunek... jego usta... doskonały całokształt.”
Bliskość jego ciała działała
kojąco, a kiedy poczuł jak ten obejmuje go ramionami wszelki ból
odszedł i miał wrażenie że całym sobą odczuwa tylko pragnienie
by znaleźć się bliżej niego.
Icie zaczęło brakować tchu. Mimo, że
nie chciał przerywać tego, musiał to zrobić. Brutalnie się od
niego oderwał i głęboko wciągnął powietrze.
- Taka kara... ci odpowiada? - patrzył
na niego przymrużonymi oczami. Nie przestało być przyjemnie.
Pomimo oddalenia się bruneta dalej czul na wargach jego usta.
- Mhm - zastanowił się i po chwili
odpowiedział - A nie była zbyt... łagodna? - uśmiechnął się
filuternie.
- Kary nie mają być ciężkie...
tylko pouczające i rehabilitujące. - odpowiedział na jego uśmiech
swoim delikatniejszym. - A to już należy do mnie ab dobrać
właściwą.
Wtedy zza rogu dało się słychać
głuche tupnięcie, po czym śmiechy i chichoty.
- Hę? - zapytał Itachi odwracając
głowę.
****
Pain odsunął się od niego
niechętnie. W rzeczy samej zbliżała się do nich Konan z częścią
sekcji.
- Ołć - mruknął Itachi i odsunął
się jeszcze bardziej od Paina.
- Itachi... co zajęło Ci aż tyle
czasu? Pain gdzie masz dokumenty dotyczące zakwaterowania?! -
oburzyła się krzyżując ręce na piersi.
- Itachi się zgubił po drodze -
Dodał Hidan uśmiechając się do bruneta znacząco.
- Są na moim biurku... - odparł
gładko rudy jakby nigdy nic.
Itachi zaś nie umiał nic odpowiedzieć.
Miał wrażenie, że zaraz mu para uszami pójdzie.
- Hej, Kakuzu, un - mruknął do
mężczyzny Deidara - Chyba wygrałem, un.
Kakuzu skrzywił się na myśl że
straci swój szmal.
- To jeszcze nic pewnego... żaden
dowód.
Konan minęła ich i pomaszerowała do
biura Paina.
Znikąd z drugiej strony zachodząc
dowódcę i szeregowego, pojawił się Zetsu.
- Ty, patrz. Oni trzymaja się za ręce.
Dlaczego? - zapytał sam siebie, jednak na tyle głosno, by inni też
to usłyszeli.
To był limit cierpliwości jaką
dysponował dowódca. Natychmiastowo puścił rękaw Itachiego.
Szybkim ruchem chwycił Zetsu za przód ubrania i intensywnym
szarpnięciem przyciągnął do siebie.
- Jeżeli się nie zamkniesz -
wysyczał - Wyrwę Ci język i wsadzę w dupę!
Hidan chciał się odezwać ale
postanowił że pomęczy Itachiego dopiero kiedy Pain zniknie z pola
widzenia.
Deidara już się cieszył na myśl o
nowych ciuchach, które kupi sobie po odebraniu nagrody. Dlatego
średnio się interesował tym, co się dzieje. Zetsu zmienił swoją
osobowość i po prostu wyrywając się w magiczny i wyćwiczony
sposób, z myknął z pola widzenia.
Itachi tym czasem stał z opuszczoną
głową i czekał na rozwój wydarzeń.
- Na co się gapicie do cholery?! -
wrzasnął na nich rudy. Czasem miał dość tych dzieci... chwycił
Itachiego za dłoń i pociągnął go w stronę swojej sypialni. Niby
dlaczego miałby się z czymkolwiek kryć, co to dla nich za nowość?
Przecież i tak wcześniej przerżnął ich wszystkich...
Uchiha szedł, a właściwie podbiegał
za nim, nie mogąc nadążyć krokiem.
- Nie nadążam - wysapał, jednak ten
chyba go nie słyszał, więc dalej podbiegał za nim aż nie
znaleźli się u celu podróży - C-czemu mnie pan tak ciągnie?
- Wybacz... nie chciałem - wzruszył
ramionami.
Itachi zaczął pocierać obolała
trochę dłoń.
- Czasem wyprowadzają mnie z
równowagi... a nie chciałbym komuś zrobić krzywdy. - "Zetsu
zadeptałbym i zakopał pod śmietnikiem" dodał w myślach.
- Każdy wyprowadza resztę z
równowagi, psze pana – mruknął.- Właściwie, to po co mnie pan
tu przyprowadził?
- Konan włamała się do mojego biura
a chciałem porozmawiać... na osobności.
- Więc? - zapytał, siadając
ostrożnie na jego łóżku, krzywiąc się trochę.
Pain cofnął się o krok i oparł
plecami o ścianę.
- Jak mam rozumieć to... - zastanowił
się nad odpowiedniejszym określeniem - Ten pocałunek? Co ty
właściwie chciałeś zrobić?
- N-nie wiem - odparł chowając twarz
- Nie myślałem, kiedy to robiłem.
- "Nie wie..."? - pomyślał,
po czym dodał głośno. - Musi być jakiś powód albo interes.
Ludzie nie robią takich rzeczy bezmyślnie albo nie widząc zysku.
Bądź ze mną szczery i mów czego chcesz.
Ita spojrzał na niego zdziwiony.
- Nie chcę niczego. Po co miałbym
cokolwiek chcieć? To był... impuls... tak... impuls. N-nie wiem po
co i dlaczego, ale tak się stało. Może po prostu za bardzo
zapamiętałem, co się wydarzyło parę... - zaczął, ale szybko
zasłonił sobie usta ręką, by nie skończyć.
- Jak kilka miesięcy temu całowałem
Cie podczas misji i jak przedwczoraj spaliśmy z sobą? To masz na
myśli? - starał się mówić czysto i przejrzyście bez cienia
emocji czy histerii - I co w związku z tym? Spodziewasz się
czegoś?
- Tak, o te wydarzenia mi chodziło –
odparł. - A czy się spodziewam? Nie wiem. Może tak? Moze coś we
mnie domaga się ciebie! Nie umiem tego określić słowami. Nigdy w
życiu tak się nie czułem na myśl o kimkolwiek. Do jasnej cholery!
Nie wiem co mam robić! - krzyknął, podkurczając sobie nogi pod
brodę. Z jego oczu popłynęły łzy.
- Powinieneś mnie nienawidzić.
Dlaczego ryczysz? - usiadł obok niego na łóżku i objął go.
- N-nie nienawidzę cię! - krzyknął
przez łzy. - I wcale nie ryczę! - wytarł sobie oczy rąbkiem
koszulki - J-ja ch-chcę...
- Chcesz... co? - dopytał się cicho.
- Ch-chcę... - mruknął, po czym
obrócił się i pocałował Paina - Ciebie. Wywal mnie czy coś, ale
potem. Nie chcę już być pieprzoną dziwką za dwa złote, która w
dzieciństwie została gwałcona przez wujka! Chcę być normalną
osobą!
Przycisnął go do siebie mocniej.
Wiedział ze Madara musiał go skrzywdzić, ten degenerat nie
puściłby płazem takiej okazji.
- Zostań przy nie... skoro chcesz mnie
to ja, jestem tutaj. I... - zawahał się - mogę być tylko dla
ciebie...
-Chcę - mruknął, wtulając się w
jego pierś.
Nagato nachylił się i pocałował go
w mokry policzek.
- Niech tak zostanie.
*~*~*
Mam nadzieję, że się podobało.
Prawdopodobnie spieprzone zakończenie, ale... zdarza się... >.>
NIE BYLO SEKSU :C
OdpowiedzUsuńSzkoda, że już je skończyłaś.
Z chęcią czytałabym dalej.
Bardzo mi się podobało c: