Wiem, że powinnam dalej szukać tamtego opka, ale cholernie mi się nie chce = ="
Za to, o mało co nie stracony przez głupiego brata krótki fick, prezentuję poniżej...
Oczywiście to nie koniec, ale dopiero początek ^ ^"
I która notka ma być następna? kontynuacja tego, czy "Gwiazdka"?
*~*~*~*
Pain:
*Podparłem głowę ręką. Nasz
nauczyciel historii spóźniał się i to bardzo. Rozejrzałem się po
klasie. Ostatnia ławka dawała mi dobry widok. Siedzący przede mną
Itachi:chi... uczył się. Deidara piał coś na telefonie, Sasori
rysował po ławce. Hidan... Hidan wyglądał jakby się modlił ale
najpewniej spał. Westchnąłem cierpiętniczo. Naprawdę mi się
nudziło. Pchnąłem nogą krzesło Itachiego tak mocno, by
spadły mu z nosa okulary które zapewne miał bo czytał. *
Itachi: *Spojrzałem z ukosa na
siedzącego za mną Paina* Wredota *mruknąłem i na powrót
założyłem okulary*
Obito:
*Znowu... Biegłem do klasy na łeb na
szyję. i o mało co nie poślizgnąłem się na jakiejś rozwalonej
kanapce. Wszedłem do klasy.* Witajcie dzieci. Przepraszam za
spóźnienie, ale... Samochód mi nawalił
Pain:
*Lubiłem gościa od historii. Dlaczego
? Bo wyglądał jak ofiara Freddiego Krugera heh he. Pomijając
oczywiście fakt że był rodziną Itachiego. *
Obito:
No. Koniec zabawy. *usiadłem na
krześle i otworzyłem dziennik, by sprawdzić obecność*
Pain
*Położyłem się na ławce by być
bliżej Ity. * Co mu się właściwie stało ?
Itachi:
Hm...? Co masz na myśli?
Pain:
Co się stało z jego twarzą. Skąd te
blizny ?
Itachi:
Miał wypadek. Spadła na niego jakaś
skała...
Pain:
Super ~~ *Szepnąłem dotykając
koniuszków jego długich włosów. Dziewczyny z naszej klasy
nienawidziły go za nie. Sądziły chyba że robi im w szkole poważną
konkurencje. I miały rację. Co ciekawe gdy się go za nie
pociągnęło syczał jak... Jak kot, heh *
Itachi:
Dlaczego znowu się bawisz moimi
włosami...? *Zapytałem, po czym poczułem ból w cebulkach.* Ksss!
Pain:
Przepraszam... *szepnąłem. Nie
pociągnąłem go specjalnie. Po prostu psor właśnie przeczytał
moje nazwisko, czego się nie spodziewałem. Odezwałem się po czasie
zgłaszając swoją obecność. * Podobają mi się.
Itachi:
Super. Ale więcej nie ciągnij za nie.
Obito:
No to kogo dziś weźmiemy do
odpowiedzi?
Pain:
*Momentalnie wyprostowałem się w
ławce i z wszystkich sił starałem się udawać ścianę. *
Obito:
*Spojrzałem po klasie, po czym
zajrzałem na listę. Jedyna osoba bez oceny...* Nagato, chodź do
tablicy.
Pain:
*Kurwa... Podniosłem się z
siedzenia i stanąłem pod tablicą dokładnie przed jego
biurkiem... Albo jak przywykłem to nazywać: panelem dowodzenia.*
Obito:
Powiedz mi coś na temat... Co to był
czarny czwartek?
Pain:
Panie profesorze... *Zacząłem
poważnie * Czarny czwartek to bardzo powszechny w dziejach
historycznych okres. Przeciętnie zdarza się raz w tygodniu i akurat
tego dnia mamy historię. Jako przykład podam iż dzisiaj mamy
czwartek, czarny czwartek bo wziął mnie pan na rzeź. Czy chce Pan
bym podał inną definicję?
Obito:
Raczej chodzi mi o inny czarny
czwartek. Wiesz w ogóle w jakim okresie jesteśmy na lekcjach
historii?
Pain:
Strzelam że to dwudziestolecie
międzywojenne Psorze? *uśmiechnąłem się, według mnie: uroczo.
Chociaż równie dobrze mogłoby to być średniowiecze... Czarny
czwartek... Czarna ospa.... *
Obito:
Tak. Dwudziestolecie. Wiesz czym był
ten czarny czwartek, czy stawiam ci ocenę niedostateczną i siadasz?
Pain:
Zaraz wiem.... ! Dobra... *Spojrzał
się na mnie tak morderczo* Ee siadam. Nie wiem.
Obito:
Hm... *spojrzałem w notatki* W takim
razie powiedz mi coś o wielkim kryzysie gospodarczym.
Pain:
Jeszcze jakieś inne pytanie? Do trzech
razy sztuka?
Obito:
... *Westchnąłem* Wiesz cokolwiek z
poprzedniej lekcji?
Pain:
Rozmawialiśmy o czarnym czwartku i
kryzysie gospodarczym tamtych lat.
Obito:
... Tyle dowiedziałeś się przed
chwilą* Co robili ludzie, zanim ten kryzys się pojawił?
Pain:
*Miałem ochotę uderzyć się ręką w
twarz. * Co mogę zrobić by poprawić tę ocenę?
Obito:
Referat? Wypracowanie?... Zrobisz
prezentację dla klasy na całą lekcję, związaną z najbliższym
tematem lekcji.
Pain:
*Spojrzałem na niego i uniosłem brew* No chyba pan sobie żartuje....
Obito:
A co niby? Czego oczekujesz? Osoby z
innych klas często przygotowują referaty na temat dziesięciu
wybranych przeze mnie osób.
Pain:
Nie wiem, oczekiwałem że złoży mi
profesor jakąś propozycje tak bym odrobił to w naturze.
*Zażartowałem a za moimi plecami rozległ się śmiech. Wszyscy
wiedzieli że niema żony i plotkowano na jego temat... No cóż.
Chciałem się zemścić za... za w sumie po po prostu. *
Obito:
Gdybym to zaproponował, prawdopodobnie
już by mnie tu nie było, dzieciaczku.
Pain:
*Stałem tyłem do klasy.... wygodnie.
* Przepraszam to dobrze ze dba pan o swoją opinie. *Oblizałem
prowokująco dolną wargę wraz z wbitymi w nią kolczykami. *
Obito:
*Kolejny się znalazł...* Wybacz, co
roku zdarza mi się kilku uczniów twojego pokroju *wpisałem jego
ocenę do dziennika.*
Pain:
Cieszę się że nie tylko ja dbam o
pana dobry wizerunek. *Ciekawe~~. Wróciłem na miejsce. I co z tego?
Nigdy nie miałem nikogo komu mógłbym się chwalić ocenami. Usiadłem i uderzyłem twarzą o ławkę. Mój świat zmierza ku
końcowi. *
Obito:
Zacznijmy lekcję, moi państwo.
Jako klasa maturalna, powinniście wziąć dupę w troki i zabierać
się do roboty *usiadłem na swoim biurku.*
Pain:
*Podniosłem się. Moja wyobraźnia
bywała czasem straszliwa. Nie chcąc wyobraziłem sobie jak
czarnowłosy mężczyzna bierze jakiegoś ucznia na tym biurku... na
którym usiadł. W sumie był... niczego sobie.*
Obito:
*Założyłem nogę na nogę i wziąłem
do ręki mój ukochany wskaźnik, którym zacząłem bić o drugą
rękę* To może tak bez ocen, kto mi powie, co to był ten cały
czarny czwartek?
Pain:
*Nie słuchałem go, za to nieustannie
się w niego wpatrywałem. To chyba najgorsza rzecz jaką mogłem
robić. W którymś momencie nasze spojrzenia się skrzyżowały.
Kurde.... *
Obito:
*Zmrużyłem oczy, jakbym nieco pastwił
się nad moim rudowłosym uczniem, po czym wskazałem na Deidarę*
Pain:
*Reszta dnia minęła mi błyskawicznie.
Po lekcjach stawiłem się u Obito sam, nikt z naszej klasy nie zdawał
matury z historii heh. To byłą odpowiednia pora by... porozmawiać.
zapukałem i wszedłem do klasy. * Można ?
Obito:
*Byłem w trakcie sprawdzania
sprawdzianów pierwszej klasy... *Można. *Spojrzałem na przybyłego*
Coś się stało?
Pain:
Chciałem zapytać pewna sprawę która
mnie nurtuje.
Obito:
Tak?
Pain:
Mianowicie co pan robił w momentach
gdy uczniowie składali panu dwuznaczne propozycje?
Obito:
Zbywałem ich mówiąc, że nie są w
moim typie.
Pain:
Każdemu z takim spokojem w głosie?
Obito:
Tak, Nagato. Coś jeszcze?
Pain:
Chciałby się pan ze mną... przespać?
*Nie wierze że to powiedziałem... rany. *
Obito:
Dziękuję, postoję *odparłem,
uśmiechając się do niego.* Nie wiem, co ci się stało,
przyjacielu, tak nagle... *A taki z niego był słodki pierwszoklasista...*
Pain:
Siedzi pan... ale może też stać.
Obojętne mi. *Podszedłem do jego biurka. *
Obito:
Nagato... *Chłopak chyba nie rozumiał
tego, że byłem o wiele starszy od niego*
Pain:
Słucham ? *Powiedziałem dziwnie cicho
i łagodnie.*
Obito:
Przestań świrować.
Pain:
Jestem jak najbardziej poważny.
Myślałem o tym cały dzień.
Obito:
To zakrawa o molestowanie.
Pain:
*Przytaknąłem i dotknąłem jego
ramienia. *
Obito:
Nagato, przestań
Pain:
*Stanąłem trochę za nim i teraz
obiema dłońmi ugniatałem delikatnie jego szerokie ramiona.
Poczułem się jakby pewniej kiedy stracił tą wyrachowana pewność
siebie. *
Obito:
*Celibat mi nie służy... Zacisnąłem
usta, by z ust nie wydostało mi się ciche jęknięcie.*
Pain:
*Dobra... teraz już nie mogę się
cofnąć bo w najlepszym wypadku wywalą mnie z szkoły. Nachyliłem
się i pocałowałem go w bok szyi.*
Obito:
N-nagato... *Jeżeli ktoś akurat teraz
będzie przechodził korytarzem i wejdzie tutaj...*
Pain:
Jest pan teraz.... przychylniejszy
mojej propozycji ? *przygryzłem mu lewe ucho.*
Obito:
N-h... *To złe... jestem nauczycielem*
To jest ukryta kamera?
Pain:
nic już nie mów., *Obróciłem go na
krześle przodem do siebie i ukląkłem między jego nogami. Bez
zawahania dobrałem się do jego paska i rozporka. *
Obito:
Gh *zacisnąłem wargi i chciałem go
odepchnąć od siebie rękoma, ale mi je przytrzymał. Cholera*
Pain:
*Ścisnąłem jego nadgarstki i
uśmiechnął me się.* Nie to by mi w dalszym ciągu na tym zależało
ale... Jak tak bardzo nie chce pan pokus to może zamieni mi pan tą
szmatę na... powiedzmy 3?
Obito:
T-ty mały... *zacząłem zbierać w
sobie siły. Jeszcze się doigra...*
Pain:
Fakt faktem jak nie to nie mam nic
przeciw... no wie pan, zabawie tutaj. To ze w każdej chwili mogą
nas nakryć jest takie... podniecające.
Obito:
Psh! *prychnąłem. W jakiś sposób go
kopnąłem*
Pain:
*Uderzył mnie w bok uda. Wstałem
gwałtownie i spojrzałem na niego z wyrzutem. Był niski. Może nawet
niższy ode mnie. I znowu nie był aż tak stary. Chłopaczek po
studiach żywcem wzięty niczym jeszcze ciepła bułeczka wyciągnięta
z pieca heh* Będę miał siniaki...
Obito:
*Odsunął się i mnie puścił. Na
szczęście... Podniosłem się i odepchnąłem go, po czym
przyparłem do tablicy* Nie zadzieraj ze mną, dziecinko! *warknąłem
i rządny, pocałowałem go mocno*
Pain:
*Uderzyłem plecami o metalową listwę
pod tablicą. Zabolało, ale byłem tak przejęty wybuchem jego
gwałtowności, że niemal całkiem to zignorowałem. Co za
widowiskowe spełnienie moich oczekiwań heh! Przygniótł moje usta
własnymi, a ja rozchyliłem je, momentalnie wpychając mu język do
ust. Chyba nie liczył na to że się wystraszę?*
Obito:
*Cóż... To było logiczne... Ale
musiałem to przerwać. Odsunąłem się od niego* Ty mały
manipulatorze.
Pain:
*Prawie jęknąłem zawiedziony.
Prawie. Zamiast tego przybrałem wyśmiewczą minę i odezwałem się
poważnym, ściszonym głosem * Tylko na tyle pana stać?
Obito:
Nie. Ale po resztę możesz przyjść
kiedy indziej
Pain:
Dzisiaj wieczorem chociażby?
Obito:
Dzisiaj mam konferencję, więc nie
dzisiaj. Przyjdź w sobotę *Odsunąłem się od niego i nakreśliłem
na kartce swój adres... Daleko ...Właściwie na przedmieściach...*
Pain:
*Przyjrzałem się wręczonej karteczce.
* To... skoro awansowałem do rangi pańskiego kochanka to co z tą
jedynką?
Obito:
Nie awansowałeś. *Rozparłem się na
krześle i spojrzałem na niego z wyniosła miną* A co do niej, to
się zastanowię. Jeśli nauczysz się czegoś na następną
lekcję... to może trzy ci wstawię...
Pain:
Co za nieprzekupność. Godna podziwu
*uśmiechnąłem się i zanim w pośpiechu opuściłem gabinet tego
psychola, cmoknąłem go jeszcze w policzek. To był pierwszy
mężczyzna co do orientacji którego nie miałem wątpliwości. Może
dlatego, że tak bardzo przypominał mnie, po prostu przestawałem być
onieśmielony. Co do mojego innego obiektu westchnień... chyba u
niego nie miałem najmniejszych szans.... Ale jak długo można żyć
jako prawiczek?*
Obito:
*Pokręciłem głową, a kiedy wyszedł,
załamany uderzyłem czołem o biurko* Jesteś żałosny, Obito.
*~*
Pain:
*Wieczorem nie mogłem zasnąć.
Wydarzenia z dzisiejszego dnia były takie... nierealne i
nierzeczywiste. Całowałem się z nauczycielem od Historii. Z
nauczycielem o morderczych skłonnościach z zdaniem którego liczyła
się nawet dyrekcja poprzez jego liczne wpływy. Słyszałem o nim
wiele... to że był pedofilem, że ma konszachty z mafią a nawet że
siedział za morderstwo i napady. Chociaż... gdyby to była prawda
nie byłby nauczycielem. Absurdalne. I niby byli spokrewnieni, a w
żaden sposób nie podobni. Z wyjątkiem tego zimnego wyrachowania.
To mnie właśnie tak fascynowało? Bogata dzielnica miasta... -
pomyślałem wyszukując podany adres na internetowych mapkach. *
Zdecydowanie CC.
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością.