sobota, 6 października 2012

Czarny czwartek 1

 Wiem, że powinnam dalej szukać tamtego opka, ale cholernie mi się nie chce = ="
 Za to, o mało co nie stracony przez głupiego brata krótki fick, prezentuję poniżej...
Oczywiście to nie koniec, ale dopiero początek ^ ^"

I która notka ma być następna? kontynuacja tego, czy "Gwiazdka"?

*~*~*~*

Pain:
*Podparłem głowę ręką. Nasz nauczyciel historii spóźniał się i to bardzo. Rozejrzałem się po klasie. Ostatnia ławka dawała mi dobry widok. Siedzący przede mną Itachi:chi... uczył się. Deidara piał coś na telefonie, Sasori rysował po ławce. Hidan... Hidan wyglądał jakby się modlił ale najpewniej spał. Westchnąłem cierpiętniczo. Naprawdę mi się nudziło. Pchnąłem nogą krzesło Itachiego tak mocno, by spadły mu z nosa okulary które zapewne miał bo czytał. *


Itachi: *Spojrzałem z ukosa na siedzącego za mną Paina* Wredota *mruknąłem i na powrót założyłem okulary*


Obito:
*Znowu... Biegłem do klasy na łeb na szyję. i o mało co nie poślizgnąłem się na jakiejś rozwalonej kanapce. Wszedłem do klasy.* Witajcie dzieci. Przepraszam za spóźnienie, ale... Samochód mi nawalił

Pain:
*Lubiłem gościa od historii. Dlaczego ? Bo wyglądał jak ofiara Freddiego Krugera heh he. Pomijając oczywiście fakt że był rodziną Itachiego. *

Obito:
No. Koniec zabawy. *usiadłem na krześle i otworzyłem dziennik, by sprawdzić obecność*

Pain
*Położyłem się na ławce by być bliżej Ity. * Co mu się właściwie stało ?


Itachi:
Hm...? Co masz na myśli?

Pain:
Co się stało z jego twarzą. Skąd te blizny ?

Itachi:
Miał wypadek. Spadła na niego jakaś skała...

Pain:
Super ~~ *Szepnąłem dotykając koniuszków jego długich włosów. Dziewczyny z naszej klasy nienawidziły go za nie. Sądziły chyba że robi im w szkole poważną konkurencje. I miały rację. Co ciekawe gdy się go za nie pociągnęło syczał jak... Jak kot, heh *

Itachi:
Dlaczego znowu się bawisz moimi włosami...? *Zapytałem, po czym poczułem ból w cebulkach.* Ksss!

Pain:
Przepraszam... *szepnąłem. Nie pociągnąłem go specjalnie. Po prostu psor właśnie przeczytał moje nazwisko, czego się nie spodziewałem. Odezwałem się po czasie zgłaszając swoją obecność. * Podobają mi się.

Itachi:
Super. Ale więcej nie ciągnij za nie.

Obito:
No to kogo dziś weźmiemy do odpowiedzi?

Pain:
*Momentalnie wyprostowałem się w ławce i z wszystkich sił starałem się udawać ścianę. *

Obito:
*Spojrzałem po klasie, po czym zajrzałem na listę. Jedyna osoba bez oceny...* Nagato, chodź do tablicy.

Pain:
*Kurwa... Podniosłem się z siedzenia i stanąłem pod tablicą dokładnie przed jego biurkiem... Albo jak przywykłem to nazywać: panelem dowodzenia.*

Obito:
Powiedz mi coś na temat... Co to był czarny czwartek?

Pain:
Panie profesorze... *Zacząłem poważnie * Czarny czwartek to bardzo powszechny w dziejach historycznych okres. Przeciętnie zdarza się raz w tygodniu i akurat tego dnia mamy historię. Jako przykład podam iż dzisiaj mamy czwartek, czarny czwartek bo wziął mnie pan na rzeź. Czy chce Pan bym podał inną definicję?

Obito:
Raczej chodzi mi o inny czarny czwartek. Wiesz w ogóle w jakim okresie jesteśmy na lekcjach historii?

Pain:
Strzelam że to dwudziestolecie międzywojenne Psorze? *uśmiechnąłem się, według mnie: uroczo. Chociaż równie dobrze mogłoby to być średniowiecze... Czarny czwartek... Czarna ospa.... *

Obito:
Tak. Dwudziestolecie. Wiesz czym był ten czarny czwartek, czy stawiam ci ocenę niedostateczną i siadasz?

Pain:
Zaraz wiem.... ! Dobra... *Spojrzał się na mnie tak morderczo* Ee siadam. Nie wiem.

Obito:
Hm... *spojrzałem w notatki* W takim razie powiedz mi coś o wielkim kryzysie gospodarczym.

Pain:
Jeszcze jakieś inne pytanie? Do trzech razy sztuka?

Obito:
... *Westchnąłem* Wiesz cokolwiek z poprzedniej lekcji?

Pain:
Rozmawialiśmy o czarnym czwartku i kryzysie gospodarczym tamtych lat.

Obito:
... Tyle dowiedziałeś się przed chwilą* Co robili ludzie, zanim ten kryzys się pojawił?

Pain:
*Miałem ochotę uderzyć się ręką w twarz. * Co mogę zrobić by poprawić tę ocenę?

Obito:
Referat? Wypracowanie?... Zrobisz prezentację dla klasy na całą lekcję, związaną z najbliższym tematem lekcji.

Pain:
*Spojrzałem na niego i uniosłem brew* No chyba pan sobie żartuje....

Obito:
A co niby? Czego oczekujesz? Osoby z innych klas często przygotowują referaty na temat dziesięciu wybranych przeze mnie osób.

Pain:
Nie wiem, oczekiwałem że złoży mi profesor jakąś propozycje tak bym odrobił to w naturze. *Zażartowałem a za moimi plecami rozległ się śmiech. Wszyscy wiedzieli że niema żony i plotkowano na jego temat... No cóż. Chciałem się zemścić za... za w sumie po po prostu. *

Obito:
Gdybym to zaproponował, prawdopodobnie już by mnie tu nie było, dzieciaczku.

Pain:
*Stałem tyłem do klasy.... wygodnie. * Przepraszam to dobrze ze dba pan o swoją opinie. *Oblizałem prowokująco dolną wargę wraz z wbitymi w nią kolczykami. *

Obito:
*Kolejny się znalazł...* Wybacz, co roku zdarza mi się kilku uczniów twojego pokroju *wpisałem jego ocenę do dziennika.*

Pain:
Cieszę się że nie tylko ja dbam o pana dobry wizerunek. *Ciekawe~~. Wróciłem na miejsce. I co z tego? Nigdy nie miałem nikogo komu mógłbym się chwalić ocenami. Usiadłem i uderzyłem twarzą o ławkę. Mój świat zmierza ku końcowi. *

Obito:
Zacznijmy lekcję, moi państwo. Jako klasa maturalna, powinniście wziąć dupę w troki i zabierać się do roboty *usiadłem na swoim biurku.*

Pain:
*Podniosłem się. Moja wyobraźnia bywała czasem straszliwa. Nie chcąc wyobraziłem sobie jak czarnowłosy mężczyzna bierze jakiegoś ucznia na tym biurku... na którym usiadł. W sumie był... niczego sobie.*

Obito:
*Założyłem nogę na nogę i wziąłem do ręki mój ukochany wskaźnik, którym zacząłem bić o drugą rękę* To może tak bez ocen, kto mi powie, co to był ten cały czarny czwartek?

Pain:
*Nie słuchałem go, za to nieustannie się w niego wpatrywałem. To chyba najgorsza rzecz jaką mogłem robić. W którymś momencie nasze spojrzenia się skrzyżowały. Kurde.... *

Obito:
*Zmrużyłem oczy, jakbym nieco pastwił się nad moim rudowłosym uczniem, po czym wskazałem na Deidarę*

Pain:
*Reszta dnia minęła mi błyskawicznie. Po lekcjach stawiłem się u Obito sam, nikt z naszej klasy nie zdawał matury z historii heh. To byłą odpowiednia pora by... porozmawiać. zapukałem i wszedłem do klasy. * Można ?

Obito:
*Byłem w trakcie sprawdzania sprawdzianów pierwszej klasy... *Można. *Spojrzałem na przybyłego* Coś się stało?

Pain:
Chciałem zapytać pewna sprawę która mnie nurtuje.

Obito:
Tak?

Pain:
Mianowicie co pan robił w momentach gdy uczniowie składali panu dwuznaczne propozycje?

Obito:
Zbywałem ich mówiąc, że nie są w moim typie.

Pain:
Każdemu z takim spokojem w głosie?

Obito:
Tak, Nagato. Coś jeszcze?

Pain:
Chciałby się pan ze mną... przespać? *Nie wierze że to powiedziałem... rany. *

Obito:
Dziękuję, postoję *odparłem, uśmiechając się do niego.* Nie wiem, co ci się stało, przyjacielu, tak nagle... *A taki z niego był słodki pierwszoklasista...*

Pain:
Siedzi pan... ale może też stać. Obojętne mi. *Podszedłem do jego biurka. *

Obito:
Nagato... *Chłopak chyba nie rozumiał tego, że byłem o wiele starszy od niego*

Pain:
Słucham ? *Powiedziałem dziwnie cicho i łagodnie.*

Obito:
Przestań świrować.

Pain:
Jestem jak najbardziej poważny. Myślałem o tym cały dzień.

Obito:
To zakrawa o molestowanie.

Pain:
*Przytaknąłem i dotknąłem jego ramienia. *

Obito:
Nagato, przestań

Pain:
*Stanąłem trochę za nim i teraz obiema dłońmi ugniatałem delikatnie jego szerokie ramiona. Poczułem się jakby pewniej kiedy stracił tą wyrachowana pewność siebie. *

Obito:
*Celibat mi nie służy... Zacisnąłem usta, by z ust nie wydostało mi się ciche jęknięcie.*

Pain:
*Dobra... teraz już nie mogę się cofnąć bo w najlepszym wypadku wywalą mnie z szkoły. Nachyliłem się i pocałowałem go w bok szyi.*

Obito:
N-nagato... *Jeżeli ktoś akurat teraz będzie przechodził korytarzem i wejdzie tutaj...*

Pain:
Jest pan teraz.... przychylniejszy mojej propozycji ? *przygryzłem mu lewe ucho.*

Obito:
N-h... *To złe... jestem nauczycielem* To jest ukryta kamera?

Pain:
nic już nie mów., *Obróciłem go na krześle przodem do siebie i ukląkłem między jego nogami. Bez zawahania dobrałem się do jego paska i rozporka. *

Obito:
Gh *zacisnąłem wargi i chciałem go odepchnąć od siebie rękoma, ale mi je przytrzymał. Cholera*

Pain:
*Ścisnąłem jego nadgarstki i uśmiechnął me się.* Nie to by mi w dalszym ciągu na tym zależało ale... Jak tak bardzo nie chce pan pokus to może zamieni mi pan tą szmatę na... powiedzmy 3?

Obito:
T-ty mały... *zacząłem zbierać w sobie siły. Jeszcze się doigra...*

Pain:
Fakt faktem jak nie to nie mam nic przeciw... no wie pan, zabawie tutaj. To ze w każdej chwili mogą nas nakryć jest takie... podniecające.

Obito:
Psh! *prychnąłem. W jakiś sposób go kopnąłem*

Pain:
*Uderzył mnie w bok uda. Wstałem gwałtownie i spojrzałem na niego z wyrzutem. Był niski. Może nawet niższy ode mnie. I znowu nie był aż tak stary. Chłopaczek po studiach żywcem wzięty niczym jeszcze ciepła bułeczka wyciągnięta z pieca heh* Będę miał siniaki...

Obito:
*Odsunął się i mnie puścił. Na szczęście... Podniosłem się i odepchnąłem go, po czym przyparłem do tablicy* Nie zadzieraj ze mną, dziecinko! *warknąłem i rządny, pocałowałem go mocno*

Pain:
*Uderzyłem plecami o metalową listwę pod tablicą. Zabolało, ale byłem tak przejęty wybuchem jego gwałtowności, że niemal całkiem to zignorowałem. Co za widowiskowe spełnienie moich oczekiwań heh! Przygniótł moje usta własnymi, a ja rozchyliłem je, momentalnie wpychając mu język do ust. Chyba nie liczył na to że się wystraszę?*

Obito:
*Cóż... To było logiczne... Ale musiałem to przerwać. Odsunąłem się od niego* Ty mały manipulatorze.

Pain:
*Prawie jęknąłem zawiedziony. Prawie. Zamiast tego przybrałem wyśmiewczą minę i odezwałem się poważnym, ściszonym głosem * Tylko na tyle pana stać?

Obito:
Nie. Ale po resztę możesz przyjść kiedy indziej

Pain:
Dzisiaj wieczorem chociażby?

Obito:
Dzisiaj mam konferencję, więc nie dzisiaj. Przyjdź w sobotę *Odsunąłem się od niego i nakreśliłem na kartce swój adres... Daleko ...Właściwie na przedmieściach...*

Pain:
*Przyjrzałem się wręczonej karteczce. * To... skoro awansowałem do rangi pańskiego kochanka to co z tą jedynką?

Obito:
Nie awansowałeś. *Rozparłem się na krześle i spojrzałem na niego z wyniosła miną* A co do niej, to się zastanowię. Jeśli nauczysz się czegoś na następną lekcję... to może trzy ci wstawię...

Pain:
Co za nieprzekupność. Godna podziwu *uśmiechnąłem się i zanim w pośpiechu opuściłem gabinet tego psychola, cmoknąłem go jeszcze w policzek. To był pierwszy mężczyzna co do orientacji którego nie miałem wątpliwości. Może dlatego, że tak bardzo przypominał mnie, po prostu przestawałem być onieśmielony. Co do mojego innego obiektu westchnień... chyba u niego nie miałem najmniejszych szans.... Ale jak długo można żyć jako prawiczek?*

Obito:
*Pokręciłem głową, a kiedy wyszedł, załamany uderzyłem czołem o biurko* Jesteś żałosny, Obito.

*~*

Pain:
*Wieczorem nie mogłem zasnąć. Wydarzenia z dzisiejszego dnia były takie... nierealne i nierzeczywiste. Całowałem się z nauczycielem od Historii. Z nauczycielem o morderczych skłonnościach z zdaniem którego liczyła się nawet dyrekcja poprzez jego liczne wpływy. Słyszałem o nim wiele... to że był pedofilem, że ma konszachty z mafią a nawet że siedział za morderstwo i napady. Chociaż... gdyby to była prawda nie byłby nauczycielem. Absurdalne. I niby byli spokrewnieni, a w żaden sposób nie podobni. Z wyjątkiem tego zimnego wyrachowania. To mnie właśnie tak fascynowało? Bogata dzielnica miasta... - pomyślałem wyszukując podany adres na internetowych mapkach. *

1 komentarz: