piątek, 12 października 2012

Czarny czwartek 2.

Prawdę mówiąc nie podoba mi się to opowiadanie tak do końca, ale wrzucam, póki mam. Może dlatego, że postaci robią rzeczy, o które ich się nie podejrzewa?
*~*~*~*

Deidara:
*Siedziałem pod klasą przy Itachim znudzony dzisiejszym porankiem. Dlaczego w tej szkole nigdy nic się nie działo? * Masz coś do jedzenia? *Zapytałem go.*


Itachi:
*Spojrzałem na kolegę.* A ty znowu nie wziąłeś śniadania?

Deidara:
Wziąłem ale już zjadłem. *Wyszczerzyłem się. Nad ramieniem Itachi widziałem korytarz prowadzący do wyjścia. Właśnie raczył pojawić się na nim Pain którego nie było na trzech poprzednich lekcjach. Zatrzymał się daleko przed nami bo dopadła go Konan i zaczęła energicznie gestykulować. Chyba się na coś wkurzyła.*

Itachi:
*Wyciągnąłem pudełko z zapakowanym sernikiem, które zapakowała mi mama i podałem mu, obserwując scenę z połowy korytarza.*

Deidara:
Myślisz że są parą? *Zapytałem z ustami wypchanymi ciastem.*

Itachi:
*Podniosłem brew.* Nie wiem. Zdaje mi się, że są jak rodzeństwo *wzruszyłem ramionami.*

Deidara:
Serio wierzysz w przyjaźń damsko-męską?

Itachi:
Tak. A czemu nie?

Deidara:
No dobra on może nie jest nią zainteresowany ale ona nim raczej tak. Chociaż... może jak matka heh *Przestałem się na nich gapić bo Konan odwróciła się i skarciła mnie wzrokiem. Wiedziała zawsze gdy się o niej plotkowało. *

Itachi:
*Zaśmiałem się pod nosem.* Właściwie, dlaczego tak się interesujesz tą dwójką?

Deidara:
Bo Pain jest ostatnio jakiś dziwny. Nie to by wcześniej było z nim lepiej ale... no sam wiesz.

Itachi:
*Pokiwałem głową* Nawet przestał mnie zaczepiać...

Deidara:
Ubolewasz nad tym, heh?

Itachi:
Niekoniecznie.

Deidara:
Przez pewien czas miałem wrażenie że cię podrywa.

Itachi:
Co robi?!

Deidara:
No podrywał. Nie wiem naprawdę skąd mi się to wzięło.

Itachi:
*Patrzyłem na niego jak na idiotę.* On co robił?

Deidara:
Podrywał. No jak dziewczynę. Moimi włosami na przykład nigdy się nie bawił.

Itachi:
... *podniosłem obie powieki. To było... Dziwne?! Zaskoczył mnie tym... no i..CO TEN PAIN SOBIE MYŚLAŁ?!*

Deidara:
Ej żartuje, nie mógłby myśleć o facetach mając przy sobie taką pannę jak Konan. Po prostu... y on jest dziwny.

Itachi:
... *To mnie przerażało...* Zmieńmy temat

Deidara:
Dooobra. *Czemu ta szkołą jest taka homofobiczna kurde.... ?* Z kim idziesz na studniówkę ?

Itachi:
Nie idę?

Deidara:
Dlaczego nie? Przecież to ostatnia okazja na libacje w naszym gronie~~.

Itachi:
Libację... Nie przepadam za imprezami zbiorowymi. No i nie miałbym z kim iść *wzruszyłem ramionami.*

Deidara:
Ja też nie mam... Chodźmy razem~~.

Itachi:
*Podniosłem brew* Razem?

Deidara:
No, jako para będzie taniej ~~

Itachi:
Tak... Wiem..

Deidara:
I zabawniej.

Itachi:
*Pokręciłem głową* A dlaczego nie pójdziesz z kimś innym?

Deidara:
Też nie mam z kim. *Raczej niema szans by osoba którą jestem zainteresowany mnie zaprosiła khe.... głupia szkoła.* A bardzo chciałbym iść.

Itachi:
*Spojrzałem gdzieś w bok.* Ale nie będę musiał tańczyć?

Deidara:
Nie ~~ pośmiejemy się z ludzi~

*~*~*

Ależ komentujcie, komentujcie~

Itachi:
Ostatecznie...

Deidara:
O czym gadacie? *Ni z tego ni z tamtego za Itachim stanął Pain i wziął sobie z jego ręki kawałek cista.* Sernik? *zapytał.*

Itachi:
Sernik *odparłem, rumieniąc się. Jezu...*

Pain:
P: *Słodko.*Kocham sernik. A ta studniówka to niemiecki szajs ładnie powiedziawszy. Tylko debile na to idą.

Deidara:
*Skrzywiłem się*

Itachi:
Sam jesteś debilem *odparłem.*

Pain:
Może ale wasza dwójka bije światowe rekordy. *Uśmiechnąłem się.* Ale dzięki za sernik dziewczyny. *Pomaszerowałem do klasy. *

Deidara:
Khy.....

Itachi:
Psh... *Yłapałem puste już pudełko i rzuciłem nim w niego, trafiając go prosto w głowę.*

Pain:
Rzucasz jak anorektyczka... *syknąłem odwracając się przez ramię. Za co on mnie tak nienawidzi?*

Itachi:
Dupek! *Krzyknąłem. Zaraz potem zacisnąłem dłonie w pięści* Irytujący bubek!

Pain:
*Roześmiałem się.* Ulżyło Ci?

Itachi:
Nie. Mam ochotę go pobić... *mruknąłem do Deidary.*


Pain:
*Usłyszałem... Odwróciłem się do nich przodem.* To chodź rycerzyku.

Deidara:
Un.. daj spokój. Co... cię napadło? *zapytałem cicho Itę.*

Itachi:
*Wstałem. Miałem go naprawdę dość* Jesteś arogancki i cały czas zachowujesz się jak jakiś lepszy od innych. A tak naprawdę nie jesteś wart tego, bym chociażby... odpowiedział na twoje ewentualne zaloty!

Pain:
*Otworzyłem usta w szoku. Nie... to niemożliwe by ktokolwiek wiedział... Opanowałem się i przyjąłem kpiącą minę. Nie ma szansy by ktokolwiek mnie podejrzewał o coś takiego. Wszystko co robiłem względem niego zawsze miało formę żartu.... Ale... zaskoczył mnie i poczułem niemiły skurcz zdenerwowania ściskający żołądek.* Ależ jestem lepszy, pod każdym względem. Uroiłeś sobie coś na mój temat? Sam masz ze sobą problemy.

Itachi:
Tss... *głupi mięśniak. Niby trenowałem kiedyś jakieś sztuki walki, ale z nim nie miałem się co mierzyć... Stanąłem tylko naprzeciw niego.* Jesteś żałosny. Do tego by zalecać się do nauczyciela, podlizując mu się...

Pain:
*Mógłbym wygłosić długie pouczenie pełne wulgaryzmów ale... to by mnie tylko pogrążyło. * Co Ciebie to obchodzi? Ty jesteś nikim. *Chyba słyszałem ten tekst w jakiejś piosence. *

Itachi:
Tss... *pięścią oparłem się o jego tors i wysyczałem mu prosto w twarz* Nie jesteś wart mojego czasu* oznajmiłem i odsunąłem się od niego, po czym zabrałem swoją torbę i ruszyłem swoją drogą.*

Pain:
*Spojrzałem na jego plecy, a później na zszokowanego Deidarę. Co to było? *

Itachi:
*Sam sobie nie wierzyłem, że zrobiłem coś takiego... Zaszyłem się w męskiej łazience. Zamknąłem kabinę i podkuliłem nogi pod siebie, siadając na opuszczonej klapie. Żyć nie umierać, Itachi.*

Pain:
P: *Zaśmiałem się nerwowo.* A jemu co, okres? *Deidara nie roześmiał się ale posłał mi obrażone spojrzenie i pobiegł za Itachim. Nich ich oboje szlag. .... *

Deidara:
Itachi? *Zapytałem wchodząc do toalety w której się zaszył.*

Itachi:
Odpieprz się *burknąłem płaczliwie. Moje nerwy nie wytrzymały.*

Deidara:
Chyba pierwszy raz słyszę coś takiego z twoich ust, ej nie na mnie jesteś zły. Pamiętasz? *Usiadłem pod ścianą słysząc że jest z nim nie najlepiej* Co się stało ?

Itachi:
Pain to dupek.

Deidara:
Noooo to wiemy nie od dziś.

Itachi:
I... To przez to, co powiedziałeś...

Deidara:
Co masz na myśli ?

Itachi:
Że... No mnie po-odrywa-ał *Zaszlochałem.*

Deidara:
*Gdyby nie siedział w kabinie przytuliłbym go. * un... nie przejmuj się tak, żartowałem przecież.... nie miałem nic złego na myśli... *Starałem się wytłumaczyć. Chyba... wiadomość że może się nim interesować facet... była zbyt trudna do akceptacji. Czy on był aż takim homofobem by z tego powodu się rozklejać?*

Itachi:
N-nie... Ty nie ża-artowałeś... No i ... Zam t-to zro-ozumiałem. A-ale... *pociągnąłem nosem... Nawet chusteczek nie miałem...* J-ja go... Uh!

Deidara:
*Bez żartów heh* Wiem wiem, nienawidzisz i tak dalej... spoko.

Itachi:
T-to nie tak...

Deidara:
To jak? Jeśli mi powiesz poczujesz się lepiej un

Itachi:
...*Na szczęście to kabina z papierem... Wziąłem trochę i wydmuchałem zakatarzony nos* No bo...J-ja go lubię... tylko dzisiaj... Mnie tak wku-urzył...

Deidara:
Czym niby ? *Zaraz, moja wyobraźnia jest zła. Lubi go? Ale w jaki sposób go lubi?*

Itachi:
S-swoimi głupi-imi teksta-ami.

Deidara:
Dlatego musiałeś zrobić awanturę na całą szkołę? Ignoruj to co gada.

Itachi:
Gh... No wkurzył mnie... I... Potrzebowa-ałęm tego...

Deidara:
A już Ci lepiej?

Itachi:
... N-nie do końca *odparłem i znów wyczyściłem nos. Ale zszedłem z toalety. Musiałem przemyć twarz.*

Deidara:
A... dlaczego sądzisz że on... no ten tego do ciebie?

Itachi:
*Zadał to pytanie, kiedy otworzyłem drzwi... Cholera...Spojrzałem gdzieś w bok.* Bo ty to powiedziałeś i w sumie... raz powiedział, żeby się ze mną umówił...mimo, że to było w żartach...

Deidara:
On często sobie tak żartuje... *orzekłem sceptycznie.*

Itachi:
... *podszedłem do umywalki i odkręciłem zimną wodę, po czym pochyliłem się i wstawiłem twarz pod zimny strumień... Lepiej...*

Deidara:
To jeszcze o niczym nie świadczy...

Itachi:
*Odsunąłem się i zakręciłem wodę. Wziąłem papierowy ręcznik i wytarłem twarz.* Od końskich zalotów się zaczyna... Ale jeśli nic do mnie nie ma, to oleje tą dzisiejszą "rozmowę".

Deidara:
Heh stał jak wryty. Pewnie nie spodziewał się czegoś takiego, pewnie że nie. Ja też nie.

Itachi:
*Wzruszyłem ramionami. Spojrzałem w swoje odbicie* Myślisz, że powinienem coś zrobić ze swoim wyglądem, by się w końcu ode mnie odp... *już miałem ochotę przekląć, ale się powstrzymałem* Odczepili...?

Deidara:
Nie wiem, zetnij włosy? Ale to głupie. Co cię inni obchodzą?

Itachi:
Włosy... Ich nie... Co? Hm... Po prostu... Niech się odpieprzą ode mnie...

Pain:
*Tego dnia widziałem Obito na korytarzu tylko raz. Obdarzył mnie krótkim spojrzeniem i minął jakby nigdy nic. Nie odzywałem się ani też nie zbliżałem w ogóle do Itachi. Już nie tylko nie liczyłem na niego ale wręcz dowiedziałem się że mnie nienawidzi. Żyć nie umierać. Czułem się źle, cholernie źle.*

1 komentarz:

  1. Wszystko pięknie, ale PainIta noo..
    Niecierpliwość niestety nie służy w czytaniu blogów.
    "Żyć nie umierać."

    OdpowiedzUsuń