niedziela, 27 maja 2012

PainxIta. Baczność sierściuchu 8

Akari - Stwierdziłam ostatnio, że bez komentarza nie opublikuję kolejnej notki. Dzięki Tobie właśnie pojawia się nowa ^^'
Co powiesz na najnowszą notkę?

*~*~*~*



Praca w takim miejscu jest mecząca i uciążliwa, szczególnie gdy ma się problemy z młodocianymi kadetami a Pain takowe miał szczególnie z Sasuke...
Deidara zapukał do drzwi gabinetu dowódcy i otworzył drzwi, po czym zameldował swoje przybycie.
- Więc, panie dowódco, po co mnie pan potrzebuje? Un?
- No cóż może minęły te czasy kiedy zabawialiśmy się razem Dei ale... - uniósł wzrok znad dokumentów i spojrzał beznamiętnie na blondyna. - wybrałbyś się ze mną na kolację?
Blondyn podniósł wysoko brew.
- Myślałem, że juz ze mną skończyłeś, un - odparł, podchodząc blizej i swoim zwyczajem siadając na poręczy krzesła przed biurkiem. - Po koszarach chodzą plotki, że ostatnio często zabawiasz się ze starszym Uchihą, un - powiedział mrużąc oczy.
- To co robię po godzinach nie powinno cię obchodzić ani reszty sekcji. hm...a jeżeli nawet, czyżbyś był z tego powodu zazdrosny Deidara? - obdarzył go jednym z swoich szarmanckich uśmiechów jaki przybrał z wielkim acz skrywanym trudem - Nie jesteś osobą z którą można by łatwo "skończyć".
-Cóż. Un. Średnio mnie obchodzi, co tam na boku robisz, byle bym jakiś syfów nie dostał - uśmiechnął się wrednie. Prawdę mówiąc sprawa z Itachim bardzo go obchodziła. Jeżeli Pain przestanie się interesować blondynem, to jest możliwość, że w końcu skończy się dlań taryfa ulgowa. W końcu Itachi należał do tej atrakcyjniejszej części zespołu. - Un.

- To jak z ta kolacją? - Zaśmiał sie krótko. On i romantyczna kolacja? To naprawdę abstrakcyjny pomysł ale właśnie takiego potrzebował...
- Zgoda, un - uśmiechnął się - kiedy?
- Jutro wieczorem... o dwudziestej. - mruknął zbierając z biurka te "świeższe" raporty.
- Gdzie tym razem? Wyjdziemy poza, un? Czy zostajemy w jednostce, un?
- Powiedziałem że mam ochotę na kolację, ekskluzywną kolację z dala od tej jednostki... więc ubierz coś odmiennego od munduru - oparł rękę o blat biurka i wsparł na niej głowę. -Sszczerze mówiąc na noc tez nie chciałbym tu wracać...
- Hm odmiennego? Jakieś szczególne życzonko, un?
- Hm, garnitur... pod nim możesz być nagi.
- Hm nie ma problemu - uśmiechnął się do swoich nie do końca czystych myśli. W końcu dawno nie miał okazji na bliższe spotkania z dowódcą... z kimkolwiek - Czy to już wszystko, panie dowódco, un?
- Tak, do zobaczenia Deidara - spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. - Mam nadzieję że ten czas szybko minie.
Deidara wyszedł niemalże w podskokach z gabinetu dowódcy. Miał nadzieję, że nic do czasu jego randki z dowódcą się nie wydarzy.

Zegarek który wisiał nad jego biurkiem wydawał z siebie irytujące tykanie... kiedy spojrzał na niego zdenerwowany miał ochotę czymś porządnie w niego trzasnąć. Denerwował się... Irytowało go to. Za 10 min przyjdzie Itachi.

Itachi wyszedł właśnie z łazienki. Po manewrach na poligonie, które były rzadkością, ale jednak jakąś odmianą, był tak usyfiony błotem i kurzem, że wizyta pod natryskiem była obowiązkowa. Mokre włosy związał w krótka kiteczkę i ukrył pod chustką i ubrał się. Spojrzał na zegarek. Już czas iść do dowódcy. Wyszedł z pokoju i ruszył ku gabinetowi Paina. Równo o czasie zapukał i wszedł do gabinetu meldując swoje przybycie na odbycie kary.
- Dokończ poprzednie zadanie. - "11.04.2016r.... po trzykrotnym uprzedzeniu doszło do interwencji przy użyciu ostrej amunicji wewnątrz... " - przeczytał starając się skopić na tekście - Pospiesz się - z cała pewnością nie powinien na niego patrzeć... Jeżeli na niego choćby spojrzy... Choćby raz - rozmięknie a wyrzuty sumienia sprowadzą go do samobójstwa... Parszywy scenariusz... Heh i odrobinę przesadzony, chociaż...
- Dobrze - odparł i zajął miejsce przy kartonie. Myślał, że to będzie jakaś poważna kara, a tu zwykła robota. Przecież to nawet nie daje do myślenia. Ot takie głupoty. Jednak nie narzekał na głos. W czasie pracy tylko od czasu do czasu spoglądał na dowódcę, jednak ten cały czas był pochłonięty dokumentami. - Panie dowódco - odezwał się nagle stojąc przed biurkiem Paina.
Ten wzdrygnął się słysząc jego głos z tak małej odległości.
- A-ah... o co chodzi? - pochylił się nad papierem i zaczął podpisywać oświadczenia z urzędów.
- Skończyłem porządkować dokumenty, panie dowódco - odparł lekko zdziwiony zachowaniem Paina.
Dowódca spojrzał w kąt na równo ułożone kartony.
- W takim razie.... uporządkuj jeszcze karty zdrowotne z tych szafek i zanieś je do oddziału szpitalnego - wskazał regał ruchem głowy.
Itachi zaczął pracę bez słowa. Na szczęście z porządkowaniem szło mu już sprawniej, bo kart było niewiele biorąc pod uwagę niewielkość tej jednostki. Wziął więc karty i ruszył ku oddziału szpitalnego, gdzie oddał uporządkowane karty sanitariuszowi w ambulatorium.

Kiedy chłopak wyszedł, Pain rozluźnił się. Słowo mimowolnie wyszło z jego ust jakby czuł potrzebę by je wypowiedzieć.
- Itachi....

Po dziesięciu minutach od opuszczenia gabinetu, znów znalazł się pod tymi drzwiami. Zanim wszedł wziął głęboki oddech.
- "Itachi. Przecież nie jesteś idiotą. Ciekawe jak długo wytrzymasz" - powiedział sobie w myślach i otworzył drzwi. Podniósł wysoko brwi na widok przełożonego - e.....?

Nie spodziewał się tego że chłopak wróci. Stał opary o biurko i nie robił nic innego jak gapił się na niego.
- Itachi.... - wyszeptał odwracając wzrok dopiero po długiej chwili. To z pewnością musiało sie wydać brunetowi dziwne... - zapomniałeś ... czegoś?
- N-nie. Chciałem tylko zameldować, że skończy-yłem - odparł zdziwiony. -"Do jasnej cholery, dlaczego on się na mnie tak gapił?" - zapytał sam siebie.
- Przyjąłem.... - podniósł dłoń do ust i odchrząknął - to wszystko?
- T-tak... Nie... Uhm... Chciałem zapytać, panie dowódco... Bo zostawiłem chyba przypadkiem u pana bluzę w kwaterze... czy mógłbym ją odzyskać? - zmienił swoje pytanie w ostatniej sekundzie.
- ...Idź po nią sam. - usiadł w fotelu za biurkiem.
- Ale...
- Ale "co"?
- Nie wiem, czy pan zapomniał, jednak zamyka pan na klucz swoją kwaterę, więc nie mogę się tam wybrać nie otrzymując przynajmniej klucza, ponieważ jej wtedy nie wydobędę z pańskiego pokoju - odparł zbyt inteligentnie. Trochę się zagalopował.
- Chodź - udał że nie słyszał jego wypowiedzi. Wyminął biurko i wyszedł na korytarz kierując się w stronę swojego pokoju. Zamknął go z kilku dodatkowych powodów i nie podobało mu się wyobrażenie w którym Ita dowiaduje się dlaczego. Z opóźnieniem sobie to przypomniał... Itachi...szczególnie on.
Itachi wzruszył lekko ramionami i ruszył za dowódcą, cały czas patrząc na jego powiewające włosy. Wyglądały jakby płonęły, a Itachi lubił ogień. Rozmarzył się myśląc o jakiejś przepustce i możliwości zrobienia ogromnego ogniska.... Kiedy wpadł na plecy dowódcy.
- Oj przepraszam. Zamyśliłem się - mruknął.
Czując jak chłopak na niego wpada znieruchomiał. wstrząsnął nim dreszcz.
- Itachi....
- Przepraszam - zgiął się w pół. Było mu naprawdę przykro, że wpadł na dowódcę. Chociaż to Itachi miał siniaka na brzuchu bo dzisiejszych manewrach.
- Itachi... - mruknął łagodnie, co w zestawieniu z jego całokształtem było to tak dziwaczne jak 10 letnia dziewczynka z karabinem maszynowym.
- Hm? - mruknął w zapytaniu Uchiha, unosząc głowę i patrząc na przełożonego.
- Czy ty mnie niena.... - ucichł właściwie nie wiedząc o co chciał zapytać. ruszył dalej przez korytarz.
- "Niena..." co, panie dowódco?
- Zignorujcie to szeregowy.
Czarnowłosy podniósł wysoko jedną brew, jednak posłuchał i nie drążył tematu.

Kiedy znaleźli się na miejscu otworzył przed nim drzwi swojej kwatery.
- Pospiesz się.
Wszedł do środka i złapał swoją bluzę, która leżała obok łóżka przełożonego. Założył ją na siebie, bo było już chłodno i minął w go w progu.
- Więc życzę panu dobrej nocy, panie dowódco
Pain spojrzał na niego ukradkiem ale nie odezwał się.
- I jeszcze jedno, panie dowódco - odwrócił się na chwilę - Niech ma pan nadzieję, że mnie gdzieś przeniosą, bo widzę, że nie może pan zdzierżyć mojego widoku - oznajmił i ruszył korytarzem przed siebie.
- .... - po raz kolejny odjęło mu mowę, po czym zaśmiał się sztucznie - Twoja obecność jest mi obojętna.
Uchiha zaśmiał się, po czym powiedział.
- Gdyby była obojętna, nie wciskałby pan tak nosa w dokumenty byleby na mnie nie patrzeć.
- Zbyt wiele sobie dopowiadasz dzieciaku....
- Nic sobie nie dopowiadam - odparł odwracajac się frontem do wroga - Gdybym sobie dopowiedział to, to bym nawet się nie odezwał. Ale jednak umiem obserwować to, co się dookoła mnie dzieje
- Niby dlaczego miałbym mieć jakiekolwiek problemy z twoją osobą? - skrzywił się Pain
- Hm... Zastanówmy się. Moze dlatego, że mój debilny wujek jest pana przełożonym. Do tego znał pan mojego ojca, ale do tego tematu nie chcę już nigdy wracać... A na koniec mój młodszy brat jest osobą, która sprawia panu kłopot swoim zarozumiałym zachowaniem. I co? Najlepiej wyżyć się na jego starszym bracie. Nie wiem co panu przeszkadza w mojej osobie ale jeśli patrzy pan na mnie przez pryzmat mojej rodziny to ja dziękuję bardzo, pakuję się. Wyślijcie mnie gdzieś, gdzie będę daleko od więzi rodzinnych! - ostatnie słowa poniosły się echem po korytarzu.
- Myślisz że jako stary żołnierz... pałałbym do ciebie niechęcią jedynie przez wpływ osób z tobą spokrewnionych? - zaśmiał się ochryple. - Nie lubię Madary, za twoim bratem również nie przepadam, ale to wina ich indywidualnych cech których ty nie posiadasz.
- Więc co jest we mnie takiego, że mnie pan przez to nienawidzi?
- ... ja nie - zamknął oczy - nie-nienawidzę cię.
-  Serio? - Uchiha podniósł brew.
- Tak... - odetchnął. - Mój problem jest inny.
- Hm? Co ma pan przez to na myśli? - przekrzywił głowę w zdziwieniu.
- Powiedzmy że to problem podobny do tego o którym Ty nie chcesz rozmawiać. Twoja rodzina.
- Uhm.... - opuścił głowę - Przepraszam. To ja już pójdę - obrócił się na pięcie.
Pain mruknął coś potakująco i wszedł do swojego pokoju.

*~*~*~*~*~~*

Krótko, ale obiecuję, że jeżeli pojawi się kolejny komentarz, to jak najszybciej pojawi się kolejna notka~
Poza tym będzie się działo~ ^ ^

1 komentarz:

  1. Na kolejny rozdział czekam z niecierpliwością.
    Poza tym.. jak możesz napisać, że będzie się działo i kazać nam czekać ? To nieczyste zagranie.

    OdpowiedzUsuń