Co powiesz na najnowszą notkę?
*~*~*~*
Praca w takim miejscu jest mecząca i
uciążliwa, szczególnie gdy ma się problemy z młodocianymi
kadetami a Pain takowe miał szczególnie z Sasuke...
Deidara zapukał do drzwi gabinetu
dowódcy i otworzył drzwi, po czym zameldował swoje przybycie.
- Więc, panie dowódco, po co mnie pan
potrzebuje? Un?
- No cóż może minęły te czasy
kiedy zabawialiśmy się razem Dei ale... - uniósł wzrok znad
dokumentów i spojrzał beznamiętnie na blondyna. - wybrałbyś się
ze mną na kolację?
Blondyn podniósł wysoko brew.
- Myślałem, że juz ze mną
skończyłeś, un - odparł, podchodząc blizej i swoim zwyczajem
siadając na poręczy krzesła przed biurkiem. - Po koszarach chodzą
plotki, że ostatnio często zabawiasz się ze starszym Uchihą, un
- powiedział mrużąc oczy.
- To co robię po godzinach nie powinno
cię obchodzić ani reszty sekcji. hm...a jeżeli nawet, czyżbyś
był z tego powodu zazdrosny Deidara? - obdarzył go jednym z swoich
szarmanckich uśmiechów jaki przybrał z wielkim acz skrywanym
trudem - Nie jesteś osobą z którą można by łatwo "skończyć".
-Cóż. Un. Średnio mnie obchodzi, co
tam na boku robisz, byle bym jakiś syfów nie dostał - uśmiechnął
się wrednie. Prawdę mówiąc sprawa z Itachim bardzo go obchodziła.
Jeżeli Pain przestanie się interesować blondynem, to jest
możliwość, że w końcu skończy się dlań taryfa ulgowa. W końcu
Itachi należał do tej atrakcyjniejszej części zespołu. - Un.
- To jak z ta kolacją? - Zaśmiał
sie krótko. On i romantyczna kolacja? To naprawdę abstrakcyjny
pomysł ale właśnie takiego potrzebował...
- Zgoda, un - uśmiechnął się -
kiedy?
- Jutro wieczorem... o dwudziestej. -
mruknął zbierając z biurka te "świeższe" raporty.
- Gdzie tym razem? Wyjdziemy poza, un?
Czy zostajemy w jednostce, un?
- Powiedziałem że mam ochotę na
kolację, ekskluzywną kolację z dala od tej jednostki... więc
ubierz coś odmiennego od munduru - oparł rękę o blat biurka i
wsparł na niej głowę. -Sszczerze mówiąc na noc tez nie chciałbym
tu wracać...
- Hm odmiennego? Jakieś szczególne
życzonko, un?
- Hm, garnitur... pod nim możesz być
nagi.
- Hm nie ma problemu - uśmiechnął
się do swoich nie do końca czystych myśli. W końcu dawno nie miał
okazji na bliższe spotkania z dowódcą... z kimkolwiek - Czy to
już wszystko, panie dowódco, un?
- Tak, do zobaczenia Deidara -
spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. - Mam nadzieję że
ten czas szybko minie.
Deidara wyszedł niemalże w
podskokach z gabinetu dowódcy. Miał nadzieję, że nic do czasu
jego randki z dowódcą się nie wydarzy.
Zegarek który wisiał nad jego
biurkiem wydawał z siebie irytujące tykanie... kiedy spojrzał na
niego zdenerwowany miał ochotę czymś porządnie w niego trzasnąć.
Denerwował się... Irytowało go to. Za 10 min przyjdzie Itachi.
Itachi wyszedł właśnie z łazienki.
Po manewrach na poligonie, które były rzadkością, ale jednak
jakąś odmianą, był tak usyfiony błotem i kurzem, że wizyta pod
natryskiem była obowiązkowa. Mokre włosy związał w krótka
kiteczkę i ukrył pod chustką i ubrał się. Spojrzał na zegarek.
Już czas iść do dowódcy. Wyszedł z pokoju i ruszył ku
gabinetowi Paina. Równo o czasie zapukał i wszedł do gabinetu
meldując swoje przybycie na odbycie kary.
- Dokończ poprzednie zadanie. -
"11.04.2016r.... po trzykrotnym uprzedzeniu doszło do
interwencji przy użyciu ostrej amunicji wewnątrz... " -
przeczytał starając się skopić na tekście - Pospiesz się - z
cała pewnością nie powinien na niego patrzeć... Jeżeli na niego
choćby spojrzy... Choćby raz - rozmięknie a wyrzuty sumienia
sprowadzą go do samobójstwa... Parszywy scenariusz... Heh i
odrobinę przesadzony, chociaż...
- Dobrze - odparł i zajął miejsce
przy kartonie. Myślał, że to będzie jakaś poważna kara, a tu
zwykła robota. Przecież to nawet nie daje do myślenia. Ot takie
głupoty. Jednak nie narzekał na głos. W czasie pracy tylko od
czasu do czasu spoglądał na dowódcę, jednak ten cały czas był
pochłonięty dokumentami. - Panie dowódco - odezwał się nagle
stojąc przed biurkiem Paina.
Ten wzdrygnął się słysząc jego
głos z tak małej odległości.
- A-ah... o co chodzi? - pochylił się
nad papierem i zaczął podpisywać oświadczenia z urzędów.
- Skończyłem porządkować dokumenty,
panie dowódco - odparł lekko zdziwiony zachowaniem Paina.
Dowódca spojrzał w kąt na równo
ułożone kartony.
- W takim razie.... uporządkuj jeszcze
karty zdrowotne z tych szafek i zanieś je do oddziału szpitalnego -
wskazał regał ruchem głowy.
Itachi zaczął pracę bez słowa. Na
szczęście z porządkowaniem szło mu już sprawniej, bo kart było
niewiele biorąc pod uwagę niewielkość tej jednostki. Wziął więc
karty i ruszył ku oddziału szpitalnego, gdzie oddał uporządkowane
karty sanitariuszowi w ambulatorium.
Kiedy chłopak wyszedł, Pain rozluźnił
się. Słowo mimowolnie wyszło z jego ust jakby czuł potrzebę by
je wypowiedzieć.
- Itachi....
Po dziesięciu minutach od opuszczenia
gabinetu, znów znalazł się pod tymi drzwiami. Zanim wszedł wziął
głęboki oddech.
- "Itachi. Przecież nie jesteś
idiotą. Ciekawe jak długo wytrzymasz" - powiedział sobie w
myślach i otworzył drzwi. Podniósł wysoko brwi na widok
przełożonego - e.....?
Nie spodziewał się tego że chłopak
wróci. Stał opary o biurko i nie robił nic innego jak gapił się
na niego.
- Itachi.... - wyszeptał odwracając
wzrok dopiero po długiej chwili. To z pewnością musiało sie wydać
brunetowi dziwne... - zapomniałeś ... czegoś?
- N-nie. Chciałem tylko zameldować,
że skończy-yłem - odparł zdziwiony. -"Do jasnej cholery,
dlaczego on się na mnie tak gapił?" - zapytał sam siebie.
- Przyjąłem.... - podniósł dłoń
do ust i odchrząknął - to wszystko?
- T-tak... Nie... Uhm... Chciałem
zapytać, panie dowódco... Bo zostawiłem chyba przypadkiem u pana
bluzę w kwaterze... czy mógłbym ją odzyskać? - zmienił swoje
pytanie w ostatniej sekundzie.
- ...Idź po nią sam. - usiadł w
fotelu za biurkiem.
- Ale...
- Ale "co"?
- Nie wiem, czy pan zapomniał, jednak
zamyka pan na klucz swoją kwaterę, więc nie mogę się tam wybrać
nie otrzymując przynajmniej klucza, ponieważ jej wtedy nie wydobędę
z pańskiego pokoju - odparł zbyt inteligentnie. Trochę się
zagalopował.
- Chodź - udał że nie słyszał
jego wypowiedzi. Wyminął biurko i wyszedł na korytarz kierując
się w stronę swojego pokoju. Zamknął go z kilku dodatkowych
powodów i nie podobało mu się wyobrażenie w którym Ita dowiaduje
się dlaczego. Z opóźnieniem sobie to przypomniał...
Itachi...szczególnie on.
Itachi wzruszył lekko ramionami i
ruszył za dowódcą, cały czas patrząc na jego powiewające włosy.
Wyglądały jakby płonęły, a Itachi lubił ogień. Rozmarzył się
myśląc o jakiejś przepustce i możliwości zrobienia ogromnego
ogniska.... Kiedy wpadł na plecy dowódcy.
- Oj przepraszam. Zamyśliłem się -
mruknął.
Czując jak chłopak na niego wpada
znieruchomiał. wstrząsnął nim dreszcz.
- Itachi....
- Przepraszam - zgiął się w pół.
Było mu naprawdę przykro, że wpadł na dowódcę. Chociaż to
Itachi miał siniaka na brzuchu bo dzisiejszych manewrach.
- Itachi... - mruknął łagodnie, co
w zestawieniu z jego całokształtem było to tak dziwaczne jak 10
letnia dziewczynka z karabinem maszynowym.
- Hm? - mruknął w zapytaniu Uchiha,
unosząc głowę i patrząc na przełożonego.
- Czy ty mnie niena.... - ucichł
właściwie nie wiedząc o co chciał zapytać. ruszył dalej przez
korytarz.
- "Niena..." co, panie
dowódco?
- Zignorujcie to szeregowy.
Czarnowłosy podniósł wysoko jedną
brew, jednak posłuchał i nie drążył tematu.
Kiedy znaleźli się na miejscu
otworzył przed nim drzwi swojej kwatery.
- Pospiesz się.
Wszedł do środka i złapał swoją
bluzę, która leżała obok łóżka przełożonego. Założył ją
na siebie, bo było już chłodno i minął w go w progu.
- Więc życzę panu dobrej nocy, panie
dowódco
Pain spojrzał na niego ukradkiem ale
nie odezwał się.
- I jeszcze jedno, panie dowódco -
odwrócił się na chwilę - Niech ma pan nadzieję, że mnie gdzieś
przeniosą, bo widzę, że nie może pan zdzierżyć mojego widoku -
oznajmił i ruszył korytarzem przed siebie.
- .... - po raz kolejny odjęło mu
mowę, po czym zaśmiał się sztucznie - Twoja obecność jest mi
obojętna.
Uchiha zaśmiał się, po czym
powiedział.
- Gdyby była obojętna, nie wciskałby
pan tak nosa w dokumenty byleby na mnie nie patrzeć.
- Zbyt wiele sobie dopowiadasz
dzieciaku....
- Nic sobie nie dopowiadam - odparł
odwracajac się frontem do wroga - Gdybym sobie dopowiedział to, to
bym nawet się nie odezwał. Ale jednak umiem obserwować to, co się
dookoła mnie dzieje
- Niby
dlaczego miałbym mieć jakiekolwiek problemy z twoją osobą? - skrzywił się Pain
- Hm... Zastanówmy się. Moze dlatego,
że mój debilny wujek jest pana przełożonym. Do tego znał pan
mojego ojca, ale do tego tematu nie chcę już nigdy wracać... A na
koniec mój młodszy brat jest osobą, która sprawia panu kłopot
swoim zarozumiałym zachowaniem. I co? Najlepiej wyżyć się na jego
starszym bracie. Nie wiem co panu przeszkadza w mojej osobie ale
jeśli patrzy pan na mnie przez pryzmat mojej rodziny to ja dziękuję
bardzo, pakuję się. Wyślijcie mnie gdzieś, gdzie będę daleko od
więzi rodzinnych! - ostatnie słowa poniosły się echem po
korytarzu.
- Myślisz że jako stary żołnierz...
pałałbym do ciebie niechęcią jedynie przez wpływ osób z tobą
spokrewnionych? - zaśmiał się ochryple. - Nie lubię Madary, za
twoim bratem również nie przepadam, ale to wina ich indywidualnych
cech których ty nie posiadasz.- Więc co jest we mnie takiego, że mnie pan przez to nienawidzi?
- ... ja nie - zamknął oczy - nie-nienawidzę cię.
- Serio? - Uchiha podniósł brew.
- Tak... - odetchnął. - Mój problem
jest inny.- Hm? Co ma pan przez to na myśli? - przekrzywił głowę w zdziwieniu.
- Powiedzmy że to problem podobny do
tego o którym Ty nie chcesz rozmawiać. Twoja rodzina.
- Uhm.... - opuścił głowę -
Przepraszam. To ja już pójdę - obrócił się na pięcie.Pain mruknął coś potakująco i wszedł do swojego pokoju.
*~*~*~*~*~~*
Krótko, ale obiecuję, że jeżeli pojawi się kolejny komentarz, to jak najszybciej pojawi się kolejna notka~
Poza tym będzie się działo~ ^ ^
Na kolejny rozdział czekam z niecierpliwością.
OdpowiedzUsuńPoza tym.. jak możesz napisać, że będzie się działo i kazać nam czekać ? To nieczyste zagranie.