Misja zakończyła się powodzeniem,
jakkolwiek brzmiałoby ludobójstwo. Żołnierz ma niezdrową
tendencję do zapominania o przykrych doświadczeniach. to taktyka
obronna którą stosuję do obrony swojej okaleczonej psychiki. Z
rzadka od czasu do czasu wydobywa z pamięci jedynie bardziej albo
mniej istotne wydarzenia jeżeli są one potrzebne. Pamiętał państwa
Uchihów. Przez głupią fotografię ponownie będzie miał problemy
by wymazać ich twarze z swojej pamięci... Niestety może się to
okazać trudniejsze tym razem... przez ich syna. od momentu powrotu z
misji unikał Itachiego jak tylko mógł. nie musiał się przy tym
martwic o jego bezpieczeństwo bo Madara miesiąc temu wybył na
swoje kolejne podboje i zamierzał powrócić nieprędko.
Itachi niewyłączając do końca
swojego trybu rzadko robił cokolwiek, co nie było w zakresie jego
obowiązków. Dzięki wcześniejszej interwencji dowódcy, nie
głodował już w jednostce, jedząc dość obfitujące w
najważniejsze składniki do zdrowego przeżycia, posiłki. Nawet
udało mu się trochę przybrać na wadze. były to dwa kilogramy ale
zawsze. Po prostu starał się nie myśleć o tym, co widział na
misji.
-Ja pierdole! Jakie to cholerstwo... -
krzyknął, siedząc na trawie na poligonie. Mieli akurat LB, a on
nie chciał zostać w koszarach. Poszedł wiec znaleźć sobie jakieś
fajne miejsce. A teraz zaczął bawić się zapałkami rąbniętymi
kucharzowi i różnymi materiałami, sprawdzał ich łatwopalność.
Ale teraz właśnie się poparzył w palca - Cholerne gówno.
Pan oparł się o fotel i odchylił do
tyłu spoglądając na akta kolejnych członków jego sekcji... tym
razem nowo przybyłych było czterech i wśród nich bardzo ciekawy
przypadek. Przeczytał nazwiska potencjalnych kandydatów - Hozuki
Suigetsu... Karin Yometaka, Yugo Nikkon i Saske... Uchiha?
Wpieniony Itachi zgasił butem resztki
nadpalonych rzeczy, po czym zakopał je w jednym z dołków i zaczął
wracać do koszar. Na zegarku widniała już godzina szesnasta.
- Nosz cholera - mruknął, czując
bolącego palca. Spojrzał na niego i uznał, że musi iść do
ambulatorium po coś na poparzenia.
Nazajutrz do koszar wprowadzą się
dzieciaki... czuł że powinien poinformować Itachiego o przybyciu
jego brata ale nie zrobił tego... poniekąd zaniedbał tym swoje
obowiązki ... świadomie.
Itachi jak zwykle obudził się, stawil
na zbiórkę, potem poszli przeprowadzić poranną toaletę,
porządki... Uchiha miał wrażenie, że dzisiaj coś się wydarzy i
to niekoniecznie będzie dla niego miłe.
-Ej! Itachi!!! - wydarła się na cały
korytarz Konan - gdzie jesteeeeś ?!
-Tak jak myślałem - mruknął
wychodząc z pokoju - Tu, pani nadzorco!
Podbiegła do niego zasapana.
- Czemu nie powiedziałeś że twój
brat poszedł do woja ?!
- Ale.. ALE ŻE CO?! - krzyknął
zaskoczony. Trafiło go to... przecież jego brat... ale że co?!
-No Twój brat wstąpił do 66
sekcji.... - zdziwiła się. - Nie wiesz ? Właśnie odprowadziłam
go do pokoju....
-Osz... ja... - zrobiło mu się
słabo. Przed oczami mu się zamgliło a nogi miał jak z waty. Urwał
mu się film.
-Uchiha ?! - złapała go pod ramiona
w chwili kiedy osunął się na ziemię - Nosz cholera.... ym ciężki
jesteś... ! obudź się! - mimo jej prośby nie odzyskał
przytomności więc zaciągnęła go do swojej kwatery i oblała
szklanką zimnej wody -E j Itachi...
-Kurwa co jest?! - wrzasnął podnosząc
się do siadu - Pani nadzorczyni! Co się stało?! I czemu mnie tak
brutalnie pani obudziła?!
-Bo zemdlałeś ... I wysławiaj się
dzieciaku ! - walnęła go w ramię.
-Ałć! no już, przepraszam. to przez
tego idiotę, Hidana - wymruczał ostatnie zdanie.
-Yhm rozumiem... A już czujesz się dobrze ?
-No... chyba tak...
-Nie wiedziałeś że Sasuke jest w
siedzibie ?
-Niby skąd?
-Jak to Pain musiał ci mówić... -
przekrzywiła zdziwiona głowę.
-Nie rozmawiałem z nim od tygodnia.
-... to dziwne. - podała mu kubek
świeżo zaparzonej herbaty.-Pozbieraj się ja muszę wracać do
pracy - pomachała mu i wyszła.
Kiedy wypił herbatę, zamknął pokój
nadzorczyni i ruszył w kierunku gabinetu dowódcy. Nie myślał o
tym, co powie. Uznał, ze na żywca coś wymyśli. Jednak tego co
zobaczył, po otworzeniu drzwi, się nie spodziewał.
mes
Pain właśnie nie mógł otrząsnąć
się z szoku kiedy młody Uchiha z impetem walił pięścią w jego
biurko tłumacząc mu zawzięcie swoje liczne specjalizacje... W
dodatku śmiał wytknąć mu wszystkie braki w protokole jaki
sporządził o jego wielce mało skromnej osobie. Z oburzeniem złapał
go za nadgarstki i nakazał spokój co wywołało jeszcze większe
oburzenie bruneta który uderzył kolanem w blat biurka łamiąc je
tym i spadając na mężczyznę przed nim... gdyby ktoś wszedł
teraz do gabinetu rudego ujrzałby iście dziwaczną i dwuznaczną
scenę jak młody chłopak o nieprzeciętnej urodzie leży na
umundurowanym funkcjonariuszu a dokładniej między jego nogami.... w
tym momencie Pain usłyszał jak otwierają się drzwi jego pokoju.
-He...? - wydał z siebie odgłos
Itachi, patrząc na swojego brata i dowódcę. Nie wiedział co
między nimi zaszło. Widział jednak to, w jakiej pozycji ich
zastał. Poczuł wewnątrz coś... jakby ukłucie zazdrości... -
To może wrócę później - mruknął i szybko wyszedł z gabinetu,
czując jak wcześniejsze uczucie w nim narastało.
Pain zamrugał i zrzucił z siebie
chłopaka który bez słowa wybiegł z gabinetu za długowłosym.
-CO TY TU ROBISZ ?!
-He? Raczej co TY robisz tu? - zapytał
lekko wpieniony po sytuacji sprzed chwili.
-Dostałem się jako obiecujący
kandydat na komandosa... za to nie rozumiem co robi tu osoba Twojego
pokroju.... - podszedł bliżej niego i skrzyżował ręce na
piersi.
-Sam się nad tym zastanawiam, braciszku
- odparł Itachi mrużąc oczy.
-A wiec o niczym nie wiesz... ? -
uśmiechnął się podle.-Ja jestem tutaj też w innej sprawie. W
przeciwieństwie do Ciebie ja pamiętam o ważnych dla mnie osobach i
nie mam wylane na to co się z nimi stało. Przyjechałem do tej
dziury by pomścić rodziców. Ale ty o niczym nie masz pojęcia.
Chociaż siedzisz tutaj... To takie Typowe.Dla ciebie...
-Ph
- prychnął cicho - Mścij się. nie obchodzi mnie to. Właściwie
wlałbym znaleźć się w zupełnie innym miejscu - podniósł
okaleczonego dzień wcześniej palca i wymierzył nim w stronę brata
- Sasuke, nie wpieprzaj się w moje życie, a ja nie będę
wpieprzał sie w twoje. daj mi święty spokój, póki tu jestem.
Tylko czekam aż będę mógł opuścić to miejsce - powiedział
tykajac co rusz brata w czoło.
- Jesteś gnojem... nie obchodzi cię
śmierć rodziców.... - odtrącił jego rękę.
-Obchodzi. Ale nie w ten sam sposób,
co ciebie - mruknął.
Pain spojrzał krytycznie na swoje
biurko... było w drzazgach a w dodatku usłyszał hałasy na
korytarzu. wyjrzał na zewnątrz swojego gabinetu - Co wy jeszcze
tutaj robicie? Itachi do mojego gabinetu ! - zakomunikował patrząc
na nich karcąco. Saske wzruszył ramionami i prychnął.
Itachi prychnął jednocześnie z
bratem, po czym wszedł do gabinetu zostawiając Sasuke na korytarzu.
- Czego chciałeś ? - zapytał rudy,
schylając się po dokumenty rozsypane na podłodze.
- Chciałem zapytać, czemu nie
powiedział mi pan o przybyciu do jednostki mojego młodszego brata
-Uznałem to za mało istotne.
- Jednak na tyle istotne, że
prawdopodobnie oszczędziłby pan, panią nadzorcę od zbędnego
wysiłku
-Nie interesują mnie jej obowiązki.
-Nie chodzi o obowiązki - mruknął.
- Nie ważne. Już w sumie nie ważne po co przyszedłem
- Rozumiem, następnym razem nie
przeszkadzaj mi jeżeli nie wiesz dokładnie czego chcesz.
- Dobrze, panie dowódco - mruknął.
- Mogę więc odejść - patrząc na
niego, uczucie zazdrości się nasilało, więc miał zamknięte
oczy.
- Pospiesz się i zejdź mi z oczu. -
mruknął kucając do niego tyłem. czuł się naprawdę źle...
gdyby tylko Itachi teraz objął go od tyłu i... może...może
poc... jakby tylko przypomniał sobie dokładnie tę noc to "może".
Itachi spojrzał przez moment na plecy
dowódcy. Dotknął bezwiednie swoich ust, znów czując to samo, co w
samochodzie, kiedy jechali na misję, jednak szybko sie zreflektował
i wyszedł z gabinetu, kierując swe kroki prosto na poligon. Na
miejscu walnął się na trawę i zaczął przyglądać się chmurom.
-Jakie to życie jest popieprzone -
powiedział do siebie i zapadł w drzemkę.
Hidan wyszedł na świeże powietrze
zapalając papierosa. niespodziewanie zauważył sylwetkę rozłożona
na trawie, podszedł bliżej i przypatrzył się z uśmiechem twarzy
Itachiego. Jego ciało rzuciło cień na twarz długowłosego
zasłaniając mu słońce.
Itachiemu przyśniła się scena z nocy
przed misją, kiedy to nie wiedząc czy to jawa czy sen, czuł się
wspaniale przy boku dowódcy. Uśmiechnął się lekko przez sen a
nawet zamruczał niczym kot.
Hidan uśmiechnął się szerzej i
dotknął ramienia bruneta czubkiem swojego wojskowego buta
potrząsając nim lekko.
-Mhm Pain - mruknął przez sen
Itachi, obracając się na bok.
-Mhm Pain... ah ah! - zamruczał
białowłosy, naśladując jego głos, odchylił głowę w tył i
zaczął się głośno śmiać.
Itachi otworzył oczy, zupełnie nie
pamiętając swojego snu. Spojrzał na stojącego nad nim Hidana.
- Co się tak głupio rechoczesz,
debilu?
- Z ciebie i sam jesteś debilem ! -
przetarł dłonią oczy udając że płacze - Ja pierdole.
- Co ci jest? - zapytał, podnosząc
się i przeciarając oczy. - Zachowujesz się, jakbyś dopiero co
zobaczył nowego pornosa w kiosku
-Nie zobaczyłem a szkoda... a to Ty
musiałeś miec całkiem mokry sen sądząc po odgłosach jakie
wydawałeś. I to w dodatku nie z byle kim.
- O czym ty mówisz, debilu? - zapytał
odruchowo sprawdzając, czy aby coś się nie stało. Ku jego
zadowoleniu wszystko było jak powinno.
- Jęczałeś i wzdychałeś do Paina
przez sen, czyżbym cię obudził w najlepszym momencie? Ja pierdole.
Pierdolę, naprawdę, a wiec jednak to prawda.
- Że co?! - krzyknął - Niby z
jakiej paki miałbym mieć o nim sen?! I do tego co? Jaka, kurna,
prawda?
- Nie przesłyszałem się przecież.
Śnił ci się lider. - podsumował z podłym uśmiechem.
- Pewnie miałeś zwidy, kurna
- Zwidy ? Deidara mówił że ostro
obściskiwałeś się z Painem w pierwszą noc na misji, Kisame to
potwierdził. - wzruszył ramionami.
- J-ja? N- niemożliwe! nic takiego się
nie zdarzyło!
- A jednak , ja jeden mogę zmyślać
ale chłopaki to potwierdzą jak się zapytasz. Ja walę tego jeszcze
nie było - Hidan ponownie zarechotał. - A fajnie chociaż z nim
było?
- Że co, kurwa?! - wrzasnął
podnosząc się całkowicie do stania i przyjmując bojową postawę
- Jesteś idiotą jakich mało, Hidan. lepiej zajmij się czymś
pożytecznym a nie samą pornografią!
- A co może nie pamiętasz ? Ja
zajmuję się pornografią bo nie mam tego tutaj no cóż... Konan się
ciężko podgląda a Deidara mimo swoich wdzięków to jednak
mężczyzna...
- Pieprzony zboczeniec... nie wiem w
ogóle o czym mówisz. nic pomiędzy mną a dowódcą nie zaszło i
nie drąż tematu, idioto!
- Ja po prostu korzystam z sensacji na
czasie - odwrócił się do niego plecami. - Jeżeli tak mówisz
to masz naprawdę bujną wyobraźnie w swoich snach Uchiha.
-Odwal się od moich snów.
- Mogę się odwalić... walić...
siebie, kogoś - wybuchł śmiechem.
-A w ogóle to teraz nie powinieneś
być u pani nadzorczyni? - zapytał Itachi.
- Ja ? Niby dlaczego? Może? Co ci do
tego?
Czarnowłosy wzruszył ramionami.
- Na tablicy było napisane, że
dzisiaj masz u niej dyżur, więc się pytam.
-Kurde.... No racja....Mam. Ja
pierdole. $#$^& - - ^ - $@@@@. Niech ją....- rzucił niedopałek
peta na asfalt.
-Życzę powodzenia. módl się, by ci
czegoś w dupę nie wsadziła - uśmiechnął się wrednie Itachi.
- He he he - klepnął go w plecy. - A
tobie tylko jedno w głowie Uchiha.
- Psh! - prychnął Ita w odpowiedzi.
- W dupę to Pain mógłby ci.... ała!
- wrzasnął kiedy wielki i ciężki garnek jebnął go w głowę a
Konan zaczęła się wydzierać za okna.
-Uważaj, by ciebie nikt nie zgwałcił.
Nie zdziwiłbym się, gdybyś po przepustce nie wrócił a potem
znalazłbyś się zgwałcony przez kobiety w rowie debilu
- Cieszyłbym się z takiej śmierci heh
– powiedział i zostawił go samego na placu.
Uchiha westchnął głośno po czym
ruszył w kierunku koszar, gdzie szybko zaszył się w pokoju. Walnął
na łóżko i korzystając z wolnego popołudnia uciął kolejną
drzemkę.
*~*~*~*
Kolejny rozdział... Nazwiska Taki (Hebi czy jakkolwiek Sasuke ich nazywa =.=" ) nie ja wymyślałam...
Do tego starałam się na serio, ale nie mam czym zastąpić znaków oznaczających w komiksach często groźby i wulgaryzmy. Proszę o wybaczenie.
Powiem tak na samym początku, że komenterz będzie dłuuuugi, ale chyba nie przeszkadza Ci moja szczera opinia? Rozumiem, iż nie. A więc cały blog jest geniany, opowiadania świetne. Czekam na dalszy rozwój akcji (tak...w zasadzie to na prawdziwe PainIta, więcej pocałunków i tak dalej) Fabuła wyjątkowa, za to duży plus. Nie ma się co czepiać, ponieważ to wygląda CUDOWNIE! Z wyczekiwaniem czekam na następną część oraz daje kopa w tyłek, by pojawiła się nastepna nota. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń