niedziela, 13 maja 2012

PainxIta. Baczność sierściuchu 7


Odpowiem na komentarz tu~:

Akari: Lubię długie komentarze ^ ^... Póki nie są to wyzwiska, które odbijają się od ścian... Ale do rzeczy. Cieszę się, że podają ci się opowiadania. Kopa... No wiesz... tu nie chodzi o napisanie ale tylko wy edytowanie tego co już jest napisane ^ ^ Więc postaram się częściej dodawać notki. Jednak fabuły nie mogę zmienić i wszystko będzie się ciągnąć swoim własnym rytmem ^ ^. Dziękuję za komentarz.

Zapraszam do czytania~ ^ ^ 

 *~*~*~*

Itachi po wieczornej służbie, w kórej musiał obejść i sprawdzić porządek w magazynie, który odkąd go wyczyścił, stał się jego kolejnym obowiązkiem, musiał zdać meldunek z obchodu dowódcy. Nie spieszyło mu się. Kierujęc swe kroki ku jego gabinetowi, przypomniał sobie to, co mówił do niego Hidan. Jednak tuz przed drzwiami otrząsnął się i przybrał swoja neutralną wobec wszystkiego minę. Wziął głęboki wdech i wszedł do gabinetu.
-Panie dowódco, melduję, iż obchód zakończony.
Kiedy Itachi wszedł do gabinetu, Konan momentalnie przestała się kręcić na biurowym krześle Paina i spojrzała na chłopaka zawstydzona.
- Oh... ym, Paina nie ma.
-A... A.. Co pani tu robi? I gdzie jest dowódca?
- Ym ja przyniosłam tutaj kolejną dawkę makulatury jak ty yhm... a Pain jest w swojej kwaterze.
- A... Przyjdzie tu, czy co? Chcę złożyć meldunek i iść spać - mruknął.
- Nie wiem... ale idź do niego - wskazała mu kierunek - to pokój 307 po lewej stronie drugie drzwi na pierwszym piętrze.
- A... aha... Dobranoc - powiedział, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Ruszył ku koszarom a potem ku pokojowi dowódcy. Wziął głęboki wdech i zapukał.

Co może robić wysoko postawiony żołnierz w swoim apartamencie? Oczywiście Pain już spał, rozłożony na łóżku... Ubrany jedynie w cienki materiał spodni sięgających za kolano i trzymających się z ledwością na biodrach. Dlaczego miałby zamykać drzwi własnego pokoju? Naturalnie nie przypuszczał że ktoś mógłby zakłócić mu spokój.

Nie słysząc odpowiedzi, Itachi, chcąc nie chcąc, dotknął klamki, po czym otworzył drzwi, które bez oporu się otworzyły.. Wszedł do środka.
- Panie dowódco? - zapytał, po czym ujrzał na łożku śpiącego dowódcę. - "Tak. najlepiej wygląda kiedy śpi" - Pomyślał, spoglądając na jego twarz. Oparł się o ścianę i zaczął patrzeć na śpiącego.
Paina obudził go jakiś szmer. zignorował go. Nie otworzył oczu tylko podniósł zdrętwiała rękę wyżej na poduszkę.
Itachi widząc ciało dowódcy, jak zahipnotyzowany zbliżył się trochę do Paina. Przykucnął przy jego łóżku i zaczął obserwować jego twarz spod przymkniętych powiek.
Dowodca usłyszał że ktoś jest w jego pokoju i zbliża się do niego. Ciche kroki mało postawnej osoby... Konan? Nie... Ona inaczej pachnie.... Więc kto? Był ciekaw ale wolał się nie zdradzać.
Itachi oparł ramiona na łóżku i położył na nich głowę.Nagle poczuł się niezwykle znużony. Zamknął więc oczy i cicho ziewnął.
Pain otworzył oczy i spojrzał na niego w milczeniu. Uniósł zdziwiony brew.
Ita stracił kontakt z rzeczywistością zapadając w drzemkę. Może było trochę niewygodnie, ale nie mógł opanować znużenia, które go ogarnęło. Wyciągnął rękę spod brody i położył ja tak, iż niemalże dotykała ręki Paina, który patrzył na niego z rozczuleniem. Bliskość chłopaka była dlań odurzająca. Podniósł dłoń i położył na jego głowie głaszcząc go po włosach.
- Mhm - mruknął przez sen, tuląc się do ręki. - Pain...
Ten podniósł się i zaciągnął go na swoje łóżko. Położył się obok i przytulił go.
- Itachi...
Uchiha przebudził się, chwillę spojrzał w okół, ale po chwili pomyślał, że to sen. Kiedy jednak poczuł, że czyjeś ramiona go oplatają, spojrzał i zobaczył swojego dowódcę. Mruknął coś sennym głosem, po czym wtuliwszy się w ciepłe ramiona dowódce, pocałował go w policzek.
- Niech sen trwa wiecznie - mruknął sennie.


Itachi czuł, że mu ciepło. Dawno nie czuł takiego ciepła. Chyba ostatni raz na początku misji. Ale wiedział, że coś jest nie tak. Zaczął macać. Nie czuł pod rękoma swojego materaca, tylko prześcieradło a do tego jeszcze to bijące ciepło od czegoś co nie do końca było jego śpiworem. Dotknął czyjegoś nagiego ciała. Przejechał po nim palcami. Ciało się poruszyło. Itachi delikatnie uchylił powieki i ujrzał swojego dowódcę obok siebie.
- C-co do cholery? - mruknął cicho patrząc na niego.

Pain pozostając jeszcze w błogiej nieświadomości co do sytuacji jaką zainicjował poprzedniego wieczoru poruszał się odrobinę. Przez sen uniósł dłoń i podrapał się po szyi.
Uchiha patrząc na ruch ręki dowódcy nie zauważył, że jego ręka znajdowała się tuż pod szyją Paina. Teraz skapnął się jak bardzo mu zdrętwiała ręka, ale by nie go nie obudzić, nie próbował je wyciągać. Zdecydował ostatecznie udawać, że śpi oraz skorzystać z okazji i przytulić się doń, co też uczynił.
Dowódca poczuł jak czyjeś ramiona obejmują jego tors. Gwałtownie otworzył oczy i z przestrachem spojrzał na chłopaka. Po niecałej minucie z przerażeniem zepchnął go z łóżka na podłogę.
- Uchiha!!?
- Uh C-co?! - krzyknął zaskoczony, masując sobie obolałe plecy.
- Co Ty tu robisz ...... - wymamrotał jakoś słabo a na dokładkę spojrzał na niego niepewnie cały z zaczerwienioną twarzą.
- J-ja? Em... - zarumienił się lekko. - Em... sam nie wiem?
- Jak to nie wiesz?! Czemu nie jesteś w swojej kwaterze?
- Em.. - podrapał się po głowie. - Uhm... - spojrzał gdzieś w bok, po czym ujrzał na półce dokumenty. - Pani nadzorczyni kazała mi tu przyjść i zdać raport.... i nie wiem co potem było... musiałem przysnąć... ale....
- Nie mogłeś po prostu zostawić raportu w moim biurze...?
- Kazała mi tu przyjść - wzruszył ramionami. - Tylko zastanawiam się, skąd wziąłem się u pana na łóżku, skoro nie przypominam sobie, bym do niego podchodził...
- Też się nad tym zastanawiam... - przeczesał dłonią włosy. - Ale, nie powiedziałbym aby to było nieprzyjemne...
- Hm? - podniósł jedną brew.
Po chwili.... kiedy uświadomił sobie jakie słowa opuściły jego usta, Nagato przeklął się w myślach.
- Nie... ym... Stwierdzam jedynie fakt.
- Aha... - mruknął.
- Możesz już zostawić mnie samego? - o ile to możliwe zburczał jeszcze bardziej.
- O-oczywiście. Dobranoc - powiedział i skierował się w stronę drzwi.
- Raczej dzień dobry.... A i jeszcze coś...
- T-tak?
- Przyjdź wieczorem, muszę zastanowić się nad karą za naruszenie mojej prywatności
- A... dobrze

Saske przechadzał się właśnie po korytarzu a dokładniej wracał spacerkiem z porannych ćwiczeń kiedy zobaczył brata.
- Ty....

Ita idąc zamyślony usłyszał głos, który po chwili przyporządkował bratu i spojrzał przed siebie.
- Sasuke? Co tu robisz tak wcześnie rano?
- Wracam z treningu.... a Ty bracie ?
- Wra... - zamyślił się chwilę, po czym odparł - Zdawałem raport - wzruszył ramionami. W sumie powiedział prawdę.
- O tej porze? Na żarty ci się zbiera... od kiedy ?
- Nie żartuję. Czemu miałbym to robić, braciszku?
- Łazisz do Paina w nocy...? - skrzywił się.
- Ha? ja? C-co? - zdziwił się.. W sumie kiedy do niego poszedł był jeszcze wieczór...
- Pain przyjął od ciebie raport o czwartej nad ranem ?
- Tylko mu podrzuciłem dokumenty. A teraz pozwól, idę do siebie - wyminął brata.
- Jasne... - odwrócił sie za nim - a to prawda co mówią w koszarach ?
Starszy z braci przystanął nagle.
- Jaka prawda?
- Co prawda że włazisz do łóżka Painowi? - spojrzał na niego z ukosa
- Nie! Nie wlazłe...m mu nigdy do łóżka! - „Nie sam.. chyba” - dodał w myślach.
Młodszy przekrzywił głowę bardziej skupiając wzrok na twarzy brata.
- Nie podejrzewałem nigdy u ciebie takich skłonności... Wiesz kim on jest ?
- Moim cholernym przełożonym! I to by było na tyle! - uniósł się i ruszył w kierunku swojego pokoju.
-Itachi... mylisz się - warknął na tyle głośno by tamten jeszcze usłyszał.
Ten jednak wszedł właśnie do pokoju i zamknął drzwi, by tylko nie słuchając już brata. Doskonale wiedział, kim jest jego przełożony. Jednak nic na to nie mógł już poradzić. Było minęło.

Pain na powrót przytulił się do ciepłych jeszcze poduszek na których chwilę wcześniej spał razem z nim... z Itachim. Nie spał, nie starał się zasnąć był pewny że nie udałoby mu się to. Aż do rana myślał o tym jak bardzo głęboką nienawiścią można darzyć człowieka. Czy On go nienawidził?

Itachi zaraz po zdjęciu z siebie koszulki, stwierdził, że jego bluza została u dowódcy, ale nie chciał już się po nią wracać. Położył się na swoim posłaniu, przykrywając tylko rozpiętym śpiworem. Dotknął palcami swoich ust, przypominając sobie smak warg dowódcy. Pamiętał doskonale, mimo, że minęło tyle czasu... Zamknął oczy i zasnął.

*~*~*~*
Jakże krótki rozdział... >.<
Nie miejcie mi tego za złe.
Tak musiało być...

Un. Mam nadzieję, że się podoba.
Wypowiedzcie się na ten temat na dole pod tekstem~! 

Z góry dziękuję
James Kleptomaniac

1 komentarz:

  1. Ah, rozumiem. W każdym bądź razie daje kopa w formie jakieś motywacji i na pewno czasu na zamieszczanie notek ^^ Opowiadanie, które przeczytałam dzisiaj jest niezwykle urokliwe. Szczególnie niewiarygodny, ale słodki moment, kiedy "śpią" =w= Pozdrawiam! P.S. U mnie nowość.

    OdpowiedzUsuń