piątek, 2 listopada 2012

Czarny czwartek 6.

A oto kolejny, lecz nie ostatni rozdział Czarnego Czwartku~ 

Zapraszam do czytania i komentowania.

*~*~*~*~*


Konan:
*Wróciłam do domu. Pójście do szkoły tego dnia nie było najlepszym pomysłem. *

Itachi:
*Deidara przyszedł do mnie po lekcjach, a potem ciągnął mnie do Konan... On naprawdę chciał jej poprawić humor...*

Deidara:
*Łaziliśmy z tą zasmuconą kobietą przez cały dzień, a dopiero wieczorem przestała smutać. Kupiła sobie nawet buty które jej doradziłem. Takie wysokie pomarańczowe. Pasowały jej do oczu. ~~*

Itachi:
*Cóż... Mogło być... Ale... Był już późny wieczór a ja nie mogłem iść szukać Paina po szpitalach... Cholera... *

Deidara:
*Odprowadziliśmy Konan która nas utuliła na do widzenia. Uroczo. * Misja wykonana.

Itachi:
*Kiwnąłem głową. Zniknęła za drzwiami... Zagryzłem wargę... Co mam robić?*

Deidara:
*Pociągnąłem go w stronę przystanku autobusowego.*

Itachi:
*Zmarkotniałem... Prowadził... Nie wiedziałem co robić... Naprawdę... Może... Gdybym miał odwagę, to bym się upił...*

Deidara:
Nie puszczę cię do Paina. *Poklepałem go przyjaźnie po plecach. *

Itachi:
*Syknąłem... Dlaczego? Czy to coś złego, że chciałem go zobaczyć... I przeprosić?*

Deidara:
*Przeciągnąłem się i ziewnąłem.* Co masz taką minę, nie tego?

Itachi:
Zgadnij... *Nie podobało mi się to...*

Deidara:
Przecież wyświadczam Ci przysługę un~~.

Itachi:
Przysługę? *Ciekawe z której strony?*

Deidara:
Wyobraź sobie un, że jestem Painem~~ I co mi powiesz? *Zrobiłem naburmuszoną i śmiertelnie poważną minę typu: "mam was wszystkich w dupie". *

Itachi:
Tak nie mogę... *To MUSIAŁ być Pian...*

Deidara:
Jak chcesz. *Wzruszyłem ramionami.*

Itachi:
Um... *Oparłem się o barierkę* Myślisz... że Pain mi wybaczy tamten wybuch...?

Deidara:
Taa, nie sądzę by miał ci cokolwiek za złe.

Itachi:
*Pociągnąłem nosem i spojrzałem w sufit pojazdu komunikacji miejskiej* Naprawdę... Nie chciałbym go stracić...

Deidara:
*Potarłem butem kawałek piaszczystej dziury między płytami chodnikowymi* Ee w jakim sensie? Ee to zabrzmiało dziwnie, jakbyś go kiedykolwiek miał... eee

Itachi:
*Zagryzłem wargi... Czułem, że się rumienię...* Nie... t-to znaczy... Nie chciałbym go stracić jako znajomego... wiesz...

Deidara:
Kolegą też nigdy dla ciebie nie był. W sumie nie gadaliście nawet i nagle chcesz go przepraszać za nie wiadomo co? To przecież nie twoja wina, że coś sobie uroił. Nie musisz nic z tym robić, przejdzie mu.

Itachi:
*Zacząłem bawić się włosami.* Ja... *przecież mu nie powiem, że przez kilka ostatnich dni myślałem ciągle o tym i że stwierdziłem, iż... Pain jest...*

Deidara:
Daj sobie spokój, Pain jest zbyt... trudny do ogarnięcia jak na bi-eksperymenty.

Itachi:
Że jak? C-co masz na myśli?

Deidara:
*Mój instynkt i gejradar jak się okazało był bezbłędny już w przedszkolu więc mogłem się wymądrzać.* zostaw go i nie sprowadzaj go na manowce. Zostańmy przy tym że go nienawidzisz un~~ *Zaraz... od nienawiści do miłości jeden krok wiec może lepiej nie.... *

Itachi:
Nie nienawidzę go,okay?

Deidara:
Nie. Nienawidzisz go. Tak będzie okay. Powtórz ładnie.

Itachi:
Rany. Najprościej mówiąc nic do niego nie mam, a wręcz lubię go, jasne?

Deidara:
To niedobrze. Znielub go un.

Itachi:
Dlaczego?!

Deidara:
A dlaczego miałbyś go lubić? Za co?

Itachi:
Ja... *I co mam odpowiedzieć?!* Tak po prostu...

Deidara:
*Wzniosłem ręce do nieba.* A rób co chcesz un

Itachi:
W ogóle co w tym złego, że go lubię? Jakby to, nie wiem... Było zakazane dla mnie czy co.

Deidara:
Gdybyś faktycznie lubił go jak kumpla dałbyś mu spokój.

Itachi:
... *Nie powiedziałem, że lubię go jak kumpla... Ale... W sumie tak z tego to wynikało... A ja nie lubiłem go jak kumpla... W końcu dojechaliśmy na przystanek niedaleko mnie. Ruszyłem ku wyjściu z autobusu.*

Deidara:
*Wysiadłem z Itachim by jeszcze trochę go pognębić. Złapałem go za rękaw kurtki. Naprawdę się o niego martwiłem.* Nawet jak do niego pójdziesz to oleje cię i tle będzie z tego twojego rycerstwa. *Zdaj się kurde na mnie un.*

Itachi:
*Pociągnąłem nosem... Rycerstwa...A co jeżeli po tamtym piątku nie jetem w stanie myśleć o nim normalnie?* Może... *Mruknąłem... Musiałem go zobaczyć...*

Deidara:
I to będzie tyle? Naprawdę tego chcesz? Powiem ci jedno niemiłe zdanie i wyjdziesz obrażony, szkoda czasu na coś takiego. *Już nie mówiąc o ich nerwach. Odprowadziłem go pod dom.*

Itachi:
Deidara... Co zaryzykowałeś, mówiąc temu... Sasoriemu, co czujesz?

Deidara:
Że mnie zabiją jego koledzy, ale nawet tego nie porównuj.

Itachi:
Dlaczego?

Deidara:
Po pierwsze ja wiedziałem konkretnie czego od niego chcę. Po prostu wziąłem to co mi się należało. Albo wóź albo przewóz. Ty nie umiesz tak Itachi. *Powiedziałem mu szczerze. *

Itachi:
*... Czy miał rację? Dowiem się, jak zaryzykuję... Ale póki co...* Dobranoc Deidara *Powiedziałem i wszedłem do domu. Miałem tego wszystkiego dosyć!*

1 komentarz:

  1. Nie mogę się doczekać kolejnej, mam nadzieję, że (ruszy Cię sumienie i..) wrzucisz coś (znów) poza kolejką.

    OdpowiedzUsuń