poniedziałek, 24 lutego 2014

Wigilijny kurs. SasuxNaru

Opko całkiem mojego autorstwa.
Nie chce mi się robić prac na studia...
Powinno być na święta, ale wrzucam dzisiaj... Bo tak mnie natchnęło.

Enjoy

*~*~*~*

Kto mógł wziąć kursy świąteczne, jak nie on? I to jeszcze w taka pogodę?
Nikt nie zapisywał się po dodatkowe pieniądze na kurs nocny w wigilię. Każdy chciał spędzić ten czas z rodziną. Ktoś jednak musiał pojechać a dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą. Na pewno, gdy płacą podwójnie za świąteczne kursy...
Naruto Uzumaki, jako iż nie miał z kim spędzić tych świąt, jak i każdych poprzednich, objął służbę na kurs między miastowy. O siedemnastej miał wyjechać z punktu A, o dwudziestej pierwszej miał być już w punkcie B. To jedyny kurs dzisiaj a reszta jutro. Po trasie wróci do domu i położy się spać. W zimnym łóżku i bez kolacji, bo nie będzie mu się chciało jej przygotowywać. W sumie nawet nic na święta nie przygotował... Jedyna oznaka świąt, to malutka choinka i czapka, która teraz leżała na desce rozdzielczej autobusu.
Za dziesięć siedemnasta podjechał do stanowiska i czekał.
-”Wigilia... Pewnie wszyscy już są w domach i składają sobie życzenia. Znów czeka mnie samotny przejazd” - pomyślał blondyn. Jakież było jego zaskoczenie, gdy do autobusu wsiadł pasażer i poprosił bilet do stacji końcowej. Czyli jednak ktoś z nim pojedzie~. Spojrzał na pasażera i po chwili, speszony, sprzedał mu bilet. Pasażer podziękował i ruszył na tył autobusu z torbą podróżną... Naruto powinien mu skasować jeszcze torbę, bo była dość duża... Ale jest wigilia i niech ma prezent... Nikt już więcej nie wszedł, więc Naruto włączył sobie cicho radio,zamknął drzwi i ruszył.
Śnieg padał od kilku dni. Gdy jechał rozpadało się na dobre. Miejscami jego trasa nie prowadziła przez trasę szybkiego ruchu a przez małe i nie uczęszczane uliczki w środku lasu. Jechał spokojnie przez godzinę, co jakiś czas spoglądając w stronę pasażera, czy dalej tam jest. Był...I sobie przysnął. Albo po prostu siedział z zamkniętymi oczami...
Nagle przed autobus wybiegło małe zwierzę futerkowe, a Naruto chcąc zahamować oraz ominąć zwierzaka, wpadł w poślizg i zjechał w zaspę na poboczu.
-”Uff... Nie wypadłem...” - pomyślał, a zaraz potem odwrócił się do pasażera, zapalając światło- Nic panu nie jest?
-Co się stało? - zapytał pasażer.
-Jakiś zwierzak wybiegł na drogę... Proszę mi wybaczyć, ale... Nie mogę ruszyć autobusu, by wyjechać... - wyciągnął telefon - spróbuję się dodzwonić do pomocy drogowej... - powiedział i wystukał numer a potem zadzwonił... - Będą tu za dwie do trzech godzin...
Pasażer westchnął.
-Mam nadzieję, że nie spieszył się pan zanadto...
-Nie... I tak jechałem do pustego domu – lekko się uśmiechnął, po czym wstał i podszedł bliżej kierowcy.- Ale pewnie pan chciałby być już w domu, co? Praca w wigilię to raczej nie jest dobra rzecz?
-Podwójna pensja mobilizuje... Poza tym spędzanie świąt samemu nie jest za wesołe – odwzajemnił uśmiech.
-No to wigilię spędzimy razem...
-Jestem Naruto – powiedział blondyn, wyciągając rękę do swojego współrozmówcy.
-Sasuke – odparł brunet.
Naruto jeszcze tylko zadzwonił do dyspozytorni, że kurs się przedłuży z powodu wpadnięcia w zaspę, po czym przesiadł się na siedzenie dla pasażerów.
-Jechałeś do domu?- zapytał wprost Naruto.
-Tak... W sumie do mieszkania, bo w domu rodzinnym nie jestem mile widziany – zaśmiał się nerwowo.
-Dlaczego? - zainteresował się blondyn.
-Pokłóciłem się z ojcem i nie chcę mu już wchodzić w drogę...
Naruto nie wnikał więcej... Za to zaczęli rozmawiać o rzeczach bardziej neutralnych. O pogodzie, o ostatnich wydarzeniach, o sporcie i ostatniej wygranej jednego z zespołów...
-Naruto, a ty dlaczego spędzasz wigilię samotnie? - zapytał brunet.
-Bo... Po prostu nie mam z kim...
-A rodzice? Przyjaciele? Dziewczyna?
Naruto zachichotał.
-Rodziców nawet nie znałem. W sierocińcu nie miałem przyjaciół a dziewczyna... -skrępował się nieco. Nie wiedział, jak na to zareaguje nowo poznany człowiek, ale... - Nie ciągnie mnie w kierunku płci przeciwnej... - wyznał. Nie patrzył na Sasuke...
A ten tylko otworzył szerzej oczy i patrzył przez chwilę w szoku na blondyna... Potem położył mu rękę na głowie.
-Rozumiem... Musi ci być naprawdę ciężko bez rodziny i przyjaciół... - powiedział, a Naruto niepewnie podniósł głowę i napotkał spojrzenie czarnych oczu współrozmówcy. - A... Skoro... nie płeć przeciwna... to może...
Nie mógł się powstrzymać i złączył ich usta ze sobą na krótką chwilę. Dla Naruto było to coś.... Coś innego. Czego nigdy nie czuł. Takie trzepotanie w podbrzuszu... Nie wiedział, skąd pochodzi to uczucie. Ale było tak przyjemne, że chciał więcej i więcej.
-Sasuke... - wyszeptał.
-Przepraszam... nie powinienem – powiedział cicho brunet, jednak zaraz potem blondyn oddał pocałunek, wpijając się w jego usta. Sasuke bezwiednie położył dłoń na jego biodrze a drugą wsunął w jego włosy. Całowali się bez opamiętania...
Odsunął ich od siebie dźwięk klaksonu. Oboje byli roztrzepani i z rozpiętymi kołnierzami... Naruto przeprosił, poprawiając swój wygląd. Założył kurtkę i wyszedł do pomocy drogowej.
Sasuke odgarnął grzywkę z twarzy. Właśnie przeżył coś niesamowitego. To uczucie nim trzęsło i trzepotało. I chciał więcej... Bardzo więcej...

Autobus został wyciągnięty z zaspy i mogli ruszyć dalej. Sasuke poszedł się zdrzemnąć z powrotem na tył autobusu a Naruto, starając się nie myśleć o ciachu, które tam leży, skupiał się na drodze... Czy to jednorazowe spotkanie? Miał nadzieję, że nie...
Po godzinie dojechał końcowy przystanek. Trzeba było wypuścić pasażera. Sasuke wyszedł z autobusu i tyle go widział... Westchnął... czyli to było tylko na raz...? Podjechał autobusem na parking, wysiadł i poszedł po swoje rzeczy do dyspozytorni. Ostał się tam nawet kawałek ciasta po wigilii w pracy z jego imieniem. Uśmiechnął się smutno, wziął pudełko, pozamykał wszystko i wyszedł na mróz. Teraz trzeba będzie wrócić do domu...
Wtedy ktoś zaszedł mu drogę.
-Myślałeś, że tak po prostu dam ci odejść? - zapytał Sasuke, patrząc na Naruto. Ten nawet nie myślał już... nie wiedział co chce osiągnąć brunet... - Chciałbym zaprosić cię do siebie. Na herbatę. Głupio by było tak spędzić całą wigilię samemu...
Naruto tylko się uśmiechnął.

W mieszkaniu Sasuke znaleźli się krótko po zatrzymaniu. Sasuke odkręcił grzejnik i postawił wodę na herbatę. Naruto położył ciasto na stole. Zaproponował, by zjedli je razem. Do herbaty jak znalazł. W pudełku z ciastem był jeszcze kawałek opłatka...
-To... może podzielimy się? - zapytał Naruto.
-W takim razie... Życzę ci, byś odtąd już nigdy nie spędzał świąt sam... Ani żadnego innego dnia w roku. I byś znalazł przyjaciół. I kogoś bliskiego twemu sercu – powiedział Sasuke.
-A ja... - zarumienił się słysząc te życzenia. - Życzę ci, abyś pogodził się ze swoją rodziną... I byś też nie spędzał świat samotnie – uśmiechnął się promiennie.
-Myślę, że to nie będzie trudne do wykonania.
Zjedli ciasto, wypili herbatę, a potem... po długim i namiętnym pocałunku pod jemiołą, trafili pod ciepłe okrycie...

A co stało się później?
Żaden z nich już nie spędził kolejnych świąt samotnie. A wręcz przeciwnie. Obaj spędzili je z rodziną. Z rodziną Sasuke. Jako para...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz