piątek, 19 października 2012

Czarny czwartek 3.

Miał być wcześniej, ale zapomniałam, ale poszłam spać.
I tak do wpół do 19 nic nie było w stanie mnie z łóżka ruszyć ^ ^""

 Ayano: pytanie: czy Ty chcesz by było więcej PainIta, czy to było jako "nie PainIta"?
I tak, wiem, że nie służy. Ale gdybym wrzucała wszystko na raz, nie miałabym co wrzucać przez następnych kilka tygodni ^ ^"

 *~*~*~*

Itachi:
Wiesz Deidara? *powiedziałem na koniec dnia, gdy już miałem wychodzić ze szkoły* Ja wiem, że to, co powiedziałem Painowi... Bolało... Ale... Doigrał się...

Deidara:
Taaa... *Rzuciłem bez przekonania. Teraz nie byłem już pewny przy której stronie obstawać. Itachiego lubiłem bardziej ale miałem też podobną sytuację co Pain wiec automatycznie mu współczułem.... jeżeli to prawda co wywnioskowałem.* Masz co chciałeś, odwalił się od Ciebie przynajmniej on.

Itachi:
*Kiwnąłem głową, choć poniekąd nie chciałem, by się ode mnie aż tak odczepiał... Może jeszcze uda mi się... kiedyś z nim przybliżyć w stosunkach międzyludzkich.*



Pain:
*Stawiłem się w sobotni wieczór pod wskazanym adresem. Jak się spodziewałem nasz psor miał duży dom. Humor mi się nie poprawił ale co miałem do stracenia? Zapukałem. *

Obito:
*To pewnie ten mały zarozumialec... Cóż... Sprawdziłem jeszcze swój wygląd w lustrze i otworzyłem drzwi.* Witam mojego, jakże dobrego, ucznia.

Pain:
Dzień dobry panie profesorze. Co za miłe powitanie... *Wszedłem do środka. *

Obito:
*Pokręciłem tylko głową* Rozpłaszcz się. Napijesz się czegoś? Coś zjesz?

Pain:
A może mi pan zaoferować jakiś alkohol? *Osiemnastkę już miałem... Zdjąłem kurtkę i buty. *

Obito:
Nie powinienem.

Pain:
A herbata? *cokolwiek... *

Obito:
*Zastanowiłem się chwilę... Poszedłem do kuchni i zalałem mu herbatę... Zwykłą... innej nie miałem...* Nagato... Kiedy skończyłeś osiemnaście?

Pain:
Dwa miesiące i cztery dni temu.

Obito:
*Spojrzałem gdzieś w bok...* Jeśli tak bardzo zależy ci na jakimś alkoholu...* Nie to bym chciał go rozpijać... Ale ja sam lubię herbatę pić z rumem...*

Pain:
Zależy i to bardzo. Mogę wypić nawet spirytus... nieważne.

Obito:
Trochę rumu może być? Do smaku?

Pain:
Tak dzięki. *Uśmiechnąłem się słabo. Potrzebowałem procentów i to rozpaczliwie. Czy to już uzależnienie?*

Obito:
*Wlałem mu pół kieliszka do herbaty... Postawiłem kubek przed nim i usiadłem na przeciw niego przy stole.* A teraz powiedz mi, co ci się stało ostatnio, hm?

Pain:
Ha? Mnie? *Chodziło mu o moje zachowanie?* Chyba mam z sobą małe... takie tycie problemiki. *Objąłem ciepłe naczynie obiema dłońmi śmiejąc się cicho.*

Obito:
Jakie? Mnie możesz powiedzieć *Złapałem ciasteczko ze spodka i zjadłem je nieśpiesznie.*

Pain:
Mówisz teraz jak pedofil albo psycholog. W sumie na jedno wychodzi. *Stwierdziłem żartobliwie. Użył specyficznego tonu ale jakby faktycznie był ciekaw, a nie udawał sztuczne zainteresowanie.*

Obito:
*Nie pamiętam, byśmy przeszli na ty... Ale... Może mu to pomoże* Nagato... Zastania mnie, co takiego wywołało w tobie tą... Chęć zapoznania się ze mną bardziej.

Pain:
Nie radzę sobie z swoja orientacją. *Wbiłem wzrok w kubek.* Beznadzieja.

Obito:
Cóż takiego sprawia, że czujesz się... tak źle?

Pain:
Uh nie wiem, może fakt że jestem gejem? *Zapytałem sarkastycznie.* Nie rozmawiamy o tym.

Obito:
Dlaczego? Myślę, że to dobry czas, byś powiedział co cię trapi.

Pain:
Nie przyszedłem tu by rozmawiać.

Obito:
No tak... *spojrzałem gdzieś w bok... * Nagato... Wiem, po co tu przyszedłeś. Jeśli chcesz, możemy iść od razu na górę, ale czy to naprawdę ci pomoże?

Pain:
Tak... A Ty? Mówisz to wszystko bo mnie nie chcesz?

Obito:
*Uśmiechnąłem się lekko* To nie znaczy, że nie chcę. Tylko nie wiem, czy cię uszczęśliwię tym.

Pain:
Tak, *Odsunąłem od siebie herbatę i wstałem.* Na górę mówisz?

Obito:
*Westchnąłem...* Tak, na górę* Poszedłem przodem... Czyli jednak... Zrobię to z uczniem... Niech mnie wywalą z tej szkoły...*

Pain:
*Zaprowadził mnie do elegancko urządzonego pokoju sypialnego. Wszystko tutaj było w odcieniach czerni i szkarłatu oświetlane białym światłem nie zniekształcającym kolorów. ładnie. Naprawdę ładnie. Podniosłem ręce do koszuli i zacząłem ją rozpinać. Nie zależało mi na romantycznej atmosferze, ani na jakiś wzniosłych odczuciach. Jeżeli mam być szczery z sobą samym to... no. *

Obito:
*Skoro i tak już znaleźliśmy się w takiej... sytuacji... Objąłem go od tyłu i sam zająłem się jego guzikami, po czym popchnąłem go na łóżko.*

Pain:
*Poczułem jego ciepłe ciało przytulające się do moich pleców a zaraz po tym chłód pościeli z śliskiego materiału. Chyba w momencie mojego rozżalenia zyskałem automatycznie uległą stronę w łóżku... no cóż. Obojętne. *

Obito:
*Obróciłem go do siebie, po czym rozpiąłem szybko jego spodnie. Moje usta znalazły się na jego szyi. Słodki... i taki uległy... i nieszczęśliwy...*

Pain:
*Odchyliłem głowę do tyłu i wplotłem dłonie w jego włosy. Czułem na sobie jego ciało... i szczegółowo to jak się o mnie ocierał czy dotykał przy ściąganiu odzieży. Był mężczyzną... to nie podlegało żadnym wątpliwością. Czy on zrobił mi malinkę?* Spieszy ci się?

Obito:
Niekoniecznie... *Mruknąłem w jego obojczyk*

Pain:
a podobam Ci się chociaż? *zostałem pod nim nagi. A on właśnie pozbywał sie bielizny nie przestając całować mojego ciała. *

Obito:
Trochę... jesteś podległy pod mój gust *choć nie pogardziłbym pewnym nauczycielem...*

Pain:
aha... *Przyszło mi do głowy że jestem ciekaw co by powiedział Itachi:chi na to co teraz robię. Skoro sam w sobie byłem dla niego żałosny to... chyba w obecnej sytuacji zabrakłoby mu słownictwa na opisanie mojego zachowania. *

Obito:
*moje ręce znalazły się na jego przyrodzeniu.Molestowałem swojego ucznia... Starałem się dać mu dużo pzyjemności... Może... uda mi się doprowadzić go do takiego stanu, że obejdzie się bez... ostateczności...?*

Pain:
*Przestałem rozmyślać w momencie gdy... dotknął mnie w miejscu gdzie zdecydowanie nie powinien. Zamknąłem oczy oddając się przyjemności ale nie wydałem przy tym żadnego dźwięku. *

Obito:
*Cóż... Mogłem się spodziewać... Zniżyłem się i dotknąłem ustami jego męskości. No... Miał... Miał swoje... I gratuluję jego wybrankowi w przyszłości. Niestety to nie mogłem być ja... Wziąłem go w usta iż zacząłem ssać.*

Pain:
Boże... *I na Bogu się skończyło bo zakryłem sobie twarz poduszką. Teraz już zdecydowanie nie czułem się żałosny. Wręcz przeciwnie. Gdybym był jeszcze odrobinę chociaż wstawiony... To byłby raj. *

*~*~*~*~*

Ze względu na fakt iż jestem wrednym stworzeniem, dalszy ciąg będzie  opublikowany prawdopodobnie jutro bądź w niedzielę. Jeszcze się zastanowię i sprawdzę ile mam czasu ^ ^"

Na komentarz mimo wszystko czekam~

1 komentarz:

  1. Boże.. (i na Bogu się nie skończyło) jak mogłaś?
    To może chociaż dwie notki na tydzień, jak dziś? ^u^
    A co do paringu, to zastanawiałam się nad wyborem dziesięć minut i właściwie jedyne do czego doszłam to to, że Pain mógłby lecieć na dwa fronty, bo mam chrapkę na oba < 3
    A jak już muszę coś obstawić, to mimo mojego zamiłowania do PainIta (I Ita-burdel-version, o którym już wspomniałam ^.^) chyba pobujam się w rytm jęków Obito. Ach, twoja wina.

    Na dodatek poprzedni komentarz się usunął, a na konto nie mogę się zalogować, więc piszę anonimowo.
    ~Ayano.

    OdpowiedzUsuń