niedziela, 8 lipca 2012

Kolej żelazna 1


Ayano: Itachi nie ma czarnej skóry, jak przeczytasz o jego wyglądzie niżej...
A po drugie już ustawiłam ^ ^"" mam nadzieje, że działa.
Tak oto dalsze losy Indianina.

Zapraszam do czytania~~

*~*~*~*

Itachi: *Cały dzień aż do wieczora myślałem nad tym, co mam robić. Powiedziałem ojcu, że mamy do rana dać odpowiedź i że sam pojadę im ją przekazać. Mimo chęci w jego oczach, nie sprzeciwił mi się. Bał się mnie. Nadeszła noc. Zostałem wybrany na dzisiejszego stróża. I dobrze. Wszyscy poszli spać. Wdrożyłem plan w życie. Niech mnie potępią duchy przodków, ale tak mogę ochronić moje plemię. Po kolei i bezszelestnie każdy odchodził do krainy wiecznych łowów. Każdy prócz jedynej osoby, której skrzywdzić nie mogłem. Zabrałem go jeszcze w okryciu i śpiącego na konia i nad ranem wyruszyłem w kierunku osady bladych twarzy.*

Pain: *Przekląłem soczyście gdy czarny mustang po raz kolejny mnie z siebie zrzucił. Otrzepałem z siebie piasek uciekając przed nim po całej zagrodzie. Kurz po prostu się ze mnie sypał a moje wysokie buty trzeszczały od kamieni wewnątrz... zgrozo. Przeżegnałem się zamaszyście już po tym jak przeskoczyłem drewniany płotek i znalazłem się poza zasięgiem bestii. Wszyscy czekaliśmy na transport surowców, chwilowo budowa stanęła w miejscu. *

Itachi: *Już słońce było wysoko, gdy zbliżyłem się do osady białych. Jedni leżeli w cieniu namiotów, inni siedzieli w grupkach o czymś rozmawiając. Zawsze dziwiło mnie, gdzie są kobiety, ale najwyraźniej żadnej z nimi nie było*

Pain: *Dostrzegłem samotnego jeźdźca zmierzającego w naszym kierunku. Kilku ludzi i żołnierzy również go dostrzegło. Gdzieś w tym tłumie pojawił się major i nadzorca.*

Itachi: *Zbliżyłem się bardzo blisko i zszedłem z konia, zostawiając śpiącego dalej na koniu. Aż dziw, że się nie obudził. Stanąłem w bezpiecznej odległości od nich i czekałem, aż podejdą bliżej przedstawiciele*

Pain: *Podbiegłem do drewnianego ogrodzenia i stanąłem na nim opierając się o drewno by mieć lepszy widok na przedstawienie. Na czoło wysunął się tłumacz i nadzorca. Dowódca łypał na nich jak szakal na królika. *

Itachi: Hawk blade twarze. *Przywitałem ich podniesioną dłonią. Moja twarz była bez emocji. Obserwowałem wszystko niczym przyczajone zwierzę. Patrzyli na mnie. Zrobił się większy ruch. Oderwali się od swoich pogaduszek oraz od spania. Byłem w centrum zainteresowania.*

Pain: *Teraz mogłem mu się przyjrzeć z bliska i nie oślepiało mnie słońce. Zmieszałem się trochę, może to nie był Indianiec? Miał mleczną skórę... i mówił po angielsku. Może to jakiś emigrant? Nie raczej mało możliwe. Czarne włosy prostymi pasmami opadały mu na mocno zniewieściałe rysy twarzy. Był bardzo młody i dopiero wchodził w męski wiek ile mógł mieć? 16-17? Do takiej urody nie pasowała mina z jaką się zwrócił do moich przełożonych. Gdyby spojrzał w moja stronę mógłbym zobaczyć jego oczy które teraz zasłaniała grzywka, podejrzewałem że są równie czarne co włosy albo ciemno brązowe... A może nie? Jeżeli Indianie zgodzili się na przeniesienie wioski to chyba umrę ze śmiechu spadając z tego płotu, heh.*

Itachi: Mam jeden warunek. *Powiedziałem do reprezentantów.* Nie powinien was dużo kosztować.

Pain: *Mieli się zgodzić ? O rany, jednak nie spadłem z płotu. Nadzorca był rozweselony i ochoczy, i wydaje mi się, że z miejsca zgodziłby się na wszystko tylko by nie marnować amunicji i prochu.*

Itachi: Zabierzecie jego do miasta. *Wskazałem na śpiący tobołek na koniu.* I zapewnicie mu godne warunki życia oraz naukę waszego języka *Oznajmiłem.*

Pain: *O czym on marzył? Czy to możliwe że to jego syn? E? Tak czy owak pewnie zabiją małego apacza, czy czym jest to grzeszne stworzenie. Nadzorca się zgodził.*

Itachi: Jeśli zabijecie go, ja zabiję wszystkich. Nawet się nie obejrzycie.*Powiedziałem. Jeśli nie wierzą mogę zaprezentować*

Pain: *Nadzorca gorąco zapewniał że takie zdarzenie nie będzie miało miejsca, ale dodał też że podróż małego na stary ląd będzie możliwa najbliżej za kilka miesięcy. *

Itachi: W takim razie macie go tu dobrze traktować. Będę was obserwował *Powiedziałem i przywołałem gestem ręki konia.*

Pain: *Opiekować? Jesteśmy bandą recydywistów ale skąd on może to wiedzieć? Nadzorca zawołał Sasoriego by odebrał dzieciaka.*

Itachi: *Ściągnąłem brata z konia. Otworzył oczy i spojrzał na mnie* Ita? Gdzie jesteśmy? *Zapytał.* U bladych. *Odparłem.* Od teraz będziesz z nimi mieszkał. A potem wyjedziesz. Pamiętaj kim jesteś, nie daj się, ale też daj się uczyć. Pamiętaj, że nie masz dokąd wrócić.* Powiedziałem mu cicho* Do widzenia Sasuke.

Pain: *Przez chwilę myślałem że Skorpion chwyci małego za kark jak robi się z szczeniętami ale nie... Ostrożnie złapał go pod ramionami i usadził na swoim koniu nie patrząc na Indianina.*

Itachi: Itachi~! *Krzyknął mój brat, ale ja się nie odezwałem już do niego. Zwróciłem się jednak do nadzorcy.* Nazywa się Sasuke. I tak go nazywajcie.

Pain: *Mały szarpał się wiec Sasori przytrzymywał go jedną ręką. Nadzorca pospiesznie i z zadowoleniem składał wianuszek serdecznych obietnic.*

Itachi: Moje słowa nie są bez pokrycia *powiedziałem* Z plemieniem nie będziesz miał już problemów. Nie istnieją już. *Dodałem, wchodząc na konia.*

Pain: *Nadzorca nagle przestał się idiotycznie uśmiechać podobnie jak tłumacz. Zapytali co to znaczy. *

Itachi: W niedługim czasie odeszli do krainy wiecznych łowów. *Oznajmiłem z błyskiem w oku.*

Pain: *Nadzorca pikował głową nie rozumiejąc podobnie jak ja a reszta chłopaków i żołnierzy zaczęła szeptać między sobą.*

Itachi: *Widziałem niezrozumienie w ich oczach. Poczekałem chwilę po czym powiedziałem to bardziej zrozumiale dla nich.* Nie żyją.

Pain: *O ho, dobre. Nikt nie pytał ani nie dociekał nawet wścibski tłumacz więc odezwałem się z swojego miejsca głosem ciekawskiego dziecka. Zdecydowanie nie powinienem się odzywać. * Co się z nimi stało?!

Itachi: *Spojrzałem w kierunku, z którego słychać było głos. To ten o dziwnym kolorze włosów, co przyglądał mi się kilka dni temu.* Zabiłem ich*Oznajmiłem z kamienną twarzą.*

Pain: *W sumie czego się było można spodziewać po dzikusie który nie wie czym jest moralność i przykazania Boże. Uśmiechnąłem się do niego zwyczajnie kpiąc sobie z jego osoby ale zaraz skarcił mnie wzrok Majora i Nadzorcy. *

Itachi: Nie kpij sobie z łowcy, który może cię zabić. *powiedziałem do niego.*

Pain: *Czy ten skośnooki dzikus mi grozi?! Jak ja zaraz... Przełknąłem ślinę gdy nagle czyjaś dłoń boleśnie zacisnęła się na moim ramieniu. Obok stał Sasori już bez konia i dzieciaka. Prychnąłem głośno w stronę Indiańca a nadzorca, pomimo wściekłości iż psuję jego idealną transakcję, nie ośmielił się stanąć po stronie tubylca w konflikcie z białym.*

Itachi: *Zmierzyłem go jeszcze raz wzrokiem. Co ktoś taki mógł wiedzieć o tym, co czuję? Zawróciłem konia i odjechałem. Gdy byłem już kawałek od obozowiska, z moich oczu po płynęły łzy. Nie miałem się gdzie udać. Musiałem znaleźć teraz sobie jakieś miejsce na pustyni.*

Pain: *Nikt nie umiał się porozumieć z naszym problematycznym "gościem". Mały albo krzyczał, albo płakał, albo bełkotał po jakiemuś czego nie rozumieliśmy. Nie chciał też jeść nic z naszego jedzenia. Trzymałem się do niego możliwie jak najdalej. Wygląda na to że Nadzorca zamierzał dotrzymać danej obietnicy i dzieciak- o ile nie padnie z głodu, pojedzie do Angli.*

Itachi: *Zbudowałem sobie szałas ćwierć dnia drogi konno od obozowiska białych. Raz na jakiś czas wybierałem się w ich okolicę, by sprawdzić, jak radzi sobie mój brat. Z tego co się dowiedziałem, nic nie jadł od nich. Ale zauważyłem, że łapał małe zwierzątka, które, gdy nikt nie patrzył, zjadał bez przygotowania. Z głodu przynajmniej nie umrze. Chciałem jakoś dać mu jakiś sygnał, czy coś, ale nie mogłem. po siedmiu dniach, dopadłem jednego z obozowiczów na jego służbie i dałem mu do zrozumienia, że muszą z nim dojść do ładu. Kazałem też mu przekazać wiadomość dla Sasuke na kawałku materiału, w której daję mu do zrozumienia, że musi przeżyć, by założyć kiedyś nową wioskę*

1 komentarz:

  1. Ale dziwnie, Apacze byli ciemni z tego co wiem, i z jakiej racji Ita ciągle mówi na nich "blade twarze" skoro sam jest biały ? xD
    Ale ok, nie wtrącam się, bo i tak mi się podoba.
    + działa :D
    A o ile życie ułatwia.

    OdpowiedzUsuń