Itachi obudził się na pobudce. Tryb
stand by został włączony. Chciał jak najszybciej wrócić do
domu. Albo chociaż do jednostki. Przecież zostawił niedokończoną
robotę w biurze dowódcy. Kiedy wsiedli do samochodu patrzył przez
okno nieobecnym wzrokiem. Ktoś dotknął go delikatnie w kolano, ale
szybko zabrał rękę. Nie odwrócił się. Ale to przypomniało mu o
tym, co się stało w nocy. Jak przez mgłę zobaczył we
wspomnieniach pijanego Hidana, a potem jakieś takie uczucie
szczęścia... Dotknął palcami swoich ust.
Pain oparł czoło o wilgotną szybę
transportera by zaraz zsunąć się po niej w dół... kac i
niewyspanie które standardowo towarzyszyły takim misją nie
dokuczały mu tak jak bolesna świadomość zmarnowania wczorajszego
wieczoru... ym... dzisiejszego bardzo wczesnego ranka dokładniej
określając... rozłożony na oparciu dla rąk wpatrywał się w
Itachiego który wyglądał całkiem zwyczajnie i oczywiście nie
raczył nawet na niego spojrzeć... zapewne niewiele pamiętał z
tego obłędu....
Itachi dalej patrzył gdzieś w dal,
jednak coraz bardziej nasilała się ochota spojrzenia w stronę
dowódcy. Przełamał się. Udając, że poprawia sobie tylko
chustkę, spojrzał na niego. Widząc iż tamten się na niego
patrzy, szybko zawiesił wzrok na szybie i się lekko zarumienił.
Poczuł też coś w brzuchu, jakby gorąco. Było to przyjemne ale
również sprawiało, iż Itachi miał ochotę znów spojrzeć na
dowódcę. Przeszedł go dreszcz.
Nagato uśmiechnął się z
satysfakcją. A może jednak pamięta?
- Ej Uchiha... - zagadnął cicho - jak
się spało ?
-Spa-ało się tak jak zawsze, odkąd
jestem w wojsku. Źle i tragicznie. I wolałbym wrócić do domu -
odparł nie do końca zgodnie z prawdą. Spało mu się dzisiaj
nadzwyczaj przyjemnie.
-Przyzwyczaisz się... - zamknął
oczy. chciał uciąć sobie drzemkę przed tym jak dotrą na miejsce.
dalej czeka ich 20 kilometrowy marsz do wyznaczonego obiektu.
-Ta jasne. Pewnie jak będę taki
stary, jak pan dowódca - mruknął na tyle głośno, że na pewno
dotarło to do uszu Paina.
Usłyszał to... oczywiście że
usłyszał.
- Nie jestem stary do jasnej cholery !
- wrzasnął podnosząc się gwałtownie i strącając z kolan
trzymaną broń. Na ten ruch siedzący obok Deidara również
podskoczył i nacisnął spust swojej odbezpieczonej broni która
stanowiła w tej chwili jego zabawkę... zakończyło się to głuchym
wystrzałem i pękniętą szybą w samochodzie. po krótkiej chwili
rozległa się wiązanka przekleństw pod adresem blondyna rzucona
oczywiście przez Hidana....
-Jeszcze kogoś zabijecie! - wrzasnął
wystraszony Itachi. Nie lubił słuchać strzałów. Jakichkolwiek.
Wolał, kiedy wszystko się paliło... albo używać swoich zdolności
hipnotyzerskich, o których nie napisano w aktach. Oj lubił czasem
zaskakiwać ludzi - Panie dowódco. Jeżeli był pan w wojsku z moim
ojcem, to jest pan stary, skoro taki byłby teraz mój ojciec.
- Na ile ja Ci wyglądam ... ?! -
mruknął obrażony Pain.
Hidan zarechotał w kącie.
-Na pewno któryś z nas zginie...
możemy obstawiać który
-Biorąc pod uwagę, że mój stary
miałby już czterdziestkę...Nie będę brał udziału - mruknął
Ita dodając.
Pain prychnął... pamiętał Fugaku
Uchihę.... i to w jaki sposób zginął.
- Nie jestem w wieku Twojego Ojca....
-Jak to nie będziesz ? już bierzesz w
tym udział - zaśmiał się ochryple Hidan stukając palcem w
pękniętą szybę.
- Nie będę brał udziału w głupich
zakładach, debilu - odparł Ita, po czym zwrócił się do Paina -
Musisz być jednak mniej więcej w podobnym wieku. Coś koło
czterdziestki musisz mieć. Mimo, że nie wyglądasz. - trochę się
zagalopował i zwrócił się do dowódcy na ty. ale nie zauważył
tego w ogóle... może dlatego, że był wpieniony na Hidana?
Pain również nie zwrócił uwagi na
bezczelność chłopaka, obraził się jednak za uwagę dotyczącą
wieku. Prychnął niezadowolony i odwrócił się.
-Ale widzisz Uchiha my wszyscy
obstawiamy Ciebie - Hidan uśmiechnął się szeroko.
-Myślę, że dla wielu osób moja
śmierć będzie tylko ulgą. A już pewnie najszczególniej dla
Sasuke - wzruszył ramionami.
-Co to za jeden ? - zaciekawił się
Hidan.
-Zgadnij - odparł, odwracając się na
powrót do okna.
-Twój chłopak heh ?
-Chciałbyś - mruknął.
-No racja... nie chłopak ale raczej
kolega z burdelu jak już ?
-Przesadziłeś - mruknął sennie -
Sasuke to mój brat, debilu
-Masz jakieś jego zdjęcie?
-Po co ci one?
-Zazwyczaj każdy tutaj ma jakieś
zdjęcia swojej rodziny, nie nadymaj się tak. - wzruszył ramionami.
wydobył za kurtki ocalała butelkę arabskiego winiacza i pociągnął
z niej - Czemu miałby chcieć żebyś zdechł na tej pustyni ?
-Nienawidzi mnie - westchnął,
rozpinając bluzę, po czym wyciągnął portfel. Z niego wyciągnął
zdjęcie rodzinne - Sprzed dziesięciu lat. Innego nie mam.
Hidan wziął do ręki fotografię i
przyjrzał się jej zezując.
- Ładna kobita z Twojej matki, dzieci
też dorobiła się całkiem całkiem. - wyszczerzył się i podał
zdjęcie dalej Deidarze.
Pain spojrzał w ich kierunku z średnim
zainteresowaniem.
- Kobieta jak kobieta. Dzieci jak
dzieci. Itachi, ciekawie wyglądałeś jako dziecko - uśmiechnął
się Deidara - Lepiej ci było w kitce - powiedział i podał zdjęcie
Painowi, który siedział obok - Trzymaj.
- Nie trzeba... - nie wziął
fotografii - znałem Twoich rodziców i dobrze ich pamiętam. -
dopiero po chwili pomyślał że to nieodpowiedni czas na takie
rozmowy.
Na twarzy Itachiego pojawił się cień.
Nie lubił wspominać o śmierci rodziców - Chcieli zobaczyć jak
wygląda mój brat - powiedział.
-Nie jest im to potrzebne do
szczęścia... - burknął i zmierzył ostrzegawczo Hidana który już
otwierał usta by rzucić komentarz.
-Mogę z powrotem zdjęcie? - zapytał
trochę się niecierpliwiąc.
Kakuzu oddał mu fotografię.
-Co sie stało z twoimi rodzicami ? -
zapytał - Nie żyją tak?
-Nie chcę o tym mówić - odparł
chowając zdjęcie do portfela.
-No mów, możesz zaraz zginąć więc
wygadaj się nam. - ponaglił go Hidan - jesteśmy jak taka poje bana
rodzinka - dodał wesoło.
-Odpierdol się. Nie będę mówił na
twoje życzenie.
-To żadne życzenie i przestań się
tak wkurwiać. Ty.... Uchiha. - pogroził mu w połowie pustą
butelką - Jak będziesz taki nadęty to nie będziemy po tobie
płakać heh.
Ita wzruszył ramionami.
- Nie zależy mi. Wyślijcie tylko
kartkę mojemu bratu, gratulując w końcu życia bez nadzoru.
-Skończcie już... zaraz będziemy na
miejscu. - mruknął Pain.
-Super - mruknął Itachi, znów
przerzucając się na tryb stand by.
*~*~*
Króciutko, a to dlatego, że to koniec wątku...
(oraz, że muszę wy edytować resztę tekstu...)
Napiszcie w komentarzach~
Uwielbiam to opowiadanie.
OdpowiedzUsuń