czwartek, 26 kwietnia 2012

PainxIta. Baczność sierściuchu 3.



Madara szedł sobie właśnie elegancko wysprzątanym placem apelowym. był szczęśliwy i zadowolony ja zawsze.... bo przecież każdy dzień obfitował w tyle... przyjemności.

Itachi musiał przebiec przez plac apelowy. W końcu była to najkrótsza droga do dowódcy, a był już spóźniony. Wybiegł z koszar na wpół ubrany, po drodze jeszcze zakładając koszulkę i bluzę i nagle na kogoś wpadł.
- Przepraszam, śpieszę się...
-O! Itachi? - zapytał niskim głosem wyszczerzając usta w diabolicznie szerokim uśmiechu. chwycił go za ramię. - Nie poznajesz mnie kochanie?
Ita zrobił wielkie oczy, po czym odtrącił jego rękę.
- Zboczeniec - mruknął pod nosem patrząc na niego spod byka.
- Słucham? Dlaczego tak niegrzecznie się ze mną witasz Łasiczko? - nie przestał się uśmiechać. Niechęć bruneta rozbawiła go jeszcze bardziej. Wiedział że Itachi jest w pobliżu ostatecznie sam mu załatwił to przeniesienie. Najzwyczajniej w świecie nie miał do tej pory czasu by odwiedzić bratanka. - Nie tęskniłeś? dawno się nie widzieliśmy...
- Jakoś nie. Po ostatnim spotkaniu przez tydzień nie mogłem spać. A teraz proszę pozwolić, śpieszę się - odparł i odwrócił się w kierunku budynku dowództwa.
Madara objął go od tyłu nie pozwalając odejść chłopakowi.
- Nie mogłeś spać? Naprawdę? A dokąd to tak ci śpieszno?
-Jestem spóźniony~! - wrzasnął lekko zaskoczony. Choć po chwili sam przed sobą stwierdził, że powinien się takiego zachowania spodziewać.
-Nie nie jesteś... - wymruczał chuchając mu gorącym oddechem na kark.
Itachi chciał się wyrwać, ale wiedział, że z jego siła, to daremne.
- Kurna~! Zostaw mnie! - zaczął wrzeszczeć na całe gardło.
- Ciszej... kochanie. - ścisnął go mocniej w klatce piersiowej uniemożliwiając mu tym oddychanie.- i tak ci to nic nie da.
Ita zaczął się dusić i krztusić. Nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Znów daremnie spróbował się wyrwać.
Madara pozwolił mu swobodniej zaczerpnąć powietrza ale nie puścił go.
- Masz racje to nie odpowiednie miejsce... Przyjdziesz do mnie dzisiaj wieczorem ?
Itachi gwałtownie wciągnął powietrze, po czym pokręcił energicznie głową przecząc.
-Jeżeli nie przyjdziesz... będę bardzo niezadowolony... wiesz co to znaczy prawda? - wymruczał udając ton zasmuconego dziecka.
Wzdrygnął się. Wiedział, aż za dobrze. Ale był cholernie niewyspany, po odwiedzinach u nadzorczyni. Miał ogromną nadzieję, że uda mu się wyspać tej nocy.
-Wiem - mruknął cicho.
-A wiec czekam na ciebie o dwudziestej... - puścił go i pomaszerował szybko do koszar.
Szeregowy nawet nie spojrzał w jego stronę, tylko rzucił się biegiem do dowódcy. Krztusząc się od biegu i trochę po podduszeniu przez wujka, Otworzył drzwi i wysapał meldunek.
Pain spojrzał na niego zaskoczony stanem w jakim stawił się przed nim chłopak.
-Ym... rozumiem. To wszystko?
-Thak... Phanhie... dowhódhco... - wysapał.
-A wyjaśnisz mi chociaż swój... dziwny stan?
-Bhieghłem... - mruknął. Nie chciał wspominać o podduszeniach, ale momentalnie złapał się za miejsce, gdzie Madara go trzymał. Wiedział, że już ma siniaka. Skrzywił się na sama myśl.
-Tylko to? - stan chłopaka zaniepokoił go. Wstał z siedzenia i obszedł biurko stając przed nim. - Dyszysz jakby ktoś cie co najmniej dusił....
-Khe - na twarzy Uchihy przez moment pojawił się cień zgody, po czym lekko pokręcił głową.
- Rozbierzcie się z górnej garderoby szeregowy....
Ita zdziwił się przez moment, ale wykonał rozkaz. ściągnął bluzę i koszulkę. Teraz na światło dzienne wyszła jego szczupła, niemalże trupia postura z wielkim znakiem wcześniejszego podduszania. Opuścił głowę.
Pain domyślał się co zobaczy ale nie sądził że wzbudzi to w nim takie emocje. nie oburzył go fakt że Madara skrzywdził chłopaka a raczej samo wyobrażenie że mogliby być tak blisko. Odwrócił się twarzą do okna zachowując neutralna mimikę.
- Ubierz się... i...i trzymaj się z daleka od kłopotów.
Szeregowy szybko założył koszulkę i zaczął zakładać bluzę.
- Panie dowódco... - zaczął cicho.
- Tak? - spojrzał na niego z trudem zachowując powagę.
-Czy... - chciał zapytać, czy może prosić o jakąś poradę, dostać jakąś pomoc. czy da się cokolwiek zrobić, by nie musiał iść dzisiaj do Madary... - mogę już iść?
Zawahał się. Widział ze brunet chciał zapytać o coś zupełnie innego ale po chwili pokiwał przyzwalająco głową.
- Zaczekaj...- powiedział po chwili.
- Hm...?
Dowódca spojrzał gdzieś w bok, nie wiedział co dokładnie chce powiedzieć.
- Chciałeś zapytać o coś innego. Bądź ze mną szczery...
- Uhm... - Itachi spojrzał gdzieś w bok - Nie... Ale... Czy ma pan dla mnie jakieś zadanie na dzisiejszą noc? Cokolwiek? - przymknął oczy i ziewnął rzez nos.
- Wyglądasz na zmęczonego, nie będę cie zamęczał. - stwierdził starając się by zabrzmiało to szorstko.
- Proszę, panie dowódco - odparł nader szybko.
- .... - szybka konsternacja - wiem że wczoraj łaziłeś gdzieś po nocy, powinieneś dostać za to jakąś paskudną i wymyślną naganę ale będę miłosierny i możesz uporządkować akta w moim biurze... nawet Konan nie chce tego zrobić.... - bał się że Madara niezwłocznie dobierze się do swojego bratanka a tego w niezrozumiały sposób starał się uniknąć. Komendant był nieprzewidywalny... zdolny do wielu rzeczy ale wszystko ma swoje granice...
-Dziękuję panie dowódco. O której się mam stawić?
- Zaraz po kolacji... im szybciej tym lepiej

Itachi był zmęczony. Jednak szedł do dowódcy już wpół do dwudziestej. Zrobiłby wszystko, by tylko nie spędzić tego czasu z wujkiem. Przed drzwiami poprawił włosy pod chustką, po czym zapukał i wszedł do środka .
- Panie dowódco, melduję gotowość do przystąpienia do pracy
- Yhm... zajmij się tym - Rudy nie spojrzał na niego. pochylał się nisko nad aktualnymi rozkazami do potwierdzenia. wolnym ruchem ręki wskazał mu pudła z wiekową makulaturą. - Poukładajcie to wedle dat szeregowy....
Skinął głową i podszedł do pudła.. Otwierając zakrztusił się kurzem.
- Czyli ja zgaduję, że to sprzed potopu szwedzkiego? - zapytał.
- Albo i jeszcze starsze.... - mruknął uśmiechając się do niego lekko.
-Czyli może mi grozić śmierć przez pylicę? - zadał pytanie retoryczne, po czym zdjął chustkę z głowy i zawiązał ją sobie na twarzy niczym lekarz przed operacja zakłada maskę i zaczął wyciągać papierzyska - Siedemnasty kwietnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt. - przeczytał na głos - sprawozdanie z porządków w magazynie - spojrzał na podpis - Nagato Yoihi.
- Nie masz czytać tych rozkazów tylko je segregować! - krzyknął nagle Pain.
-Przepraszam, panie dowódco. - odparł niemal skruszony. - Ale to było interesujące. To chyba ostatni raz, kiedy było sprzątane...
- Chyba tak... nie zajmuj sie takimi pierdołami Uchiha.... - odparł, starając się, by jego ton nie brzmiał zbyt podejrzanie.
- Dobrze, panie dowódco - mruknął i zaczął porządkować. Nie odzywał się, tylko od czasu do czasu kasłał od kurzu. Już po trzech godzinach trzy czwarte pracy miał skończone. Wstał na chwilę z klęczek i wygiął się by strzyknęło mu w kościach. Za długo siedział pochylony.
Pain upił łyk kawy i po tym jak usłyszał przeciągającego się chłopaka wraz z wszystkimi jego kośćmi zmieniającymi położenie, spojrzał na zegarek.
- Jest już późno, skończyłeś ?
-Jeszcze nie, panie dowódco. Jeszcze zostało trochę. - odparł na powrót siadając do pracy.
- Zostaw to już.... dokończysz innym razem.
-Ale została jeszcze jedna czwarta - odparł, po czym delikatnie ziewnął.
Pain spojrzał na niego z ukosa.
- Powiedziałem że skończysz to później a teraz masz się położyć spać... jutro odbędzie się typowanie kandydatów na najbliższą misję, wątpię byś był brany pod uwagę szeregowy ale i tak nie powinieneś tego lekceważyć.
-Czy jestem dla pana upierdliwy, panie dowódco?
- "Oczywiście że nie jesteś Itachi, zostań tu jak najdłużej byle tylko Madara nie położył na tobie swoich obślizgłych łap...! " - pomyślał, jednak na głos powiedział - Trochę szeregowy, jesteście
- Uhm... W takim razie idę. - "Na pastwę losu wujkowi, jak mnie zobaczy" - Dobranoc, panie dowódco.
Pain podniósł się gwałtownie za biurka.
- Idziemy w jednym kierunku odprowadzę cię do pokoju. yh. - chciał szybko wytłumaczyć nagła żarliwość.
Uchiha, lekko zdziwiony podniósł brew, po czym skinął głową i ruszył za dowódcą.
- A wiec... - zaczął dowódca idąc obok niego korytarzem - skończysz te papiery jutro ?
-Oczywiście. O której mam zacząć?
- Właściwie kiedy chcesz... Nie będzie mnie od rana więc zgłoś się do Konan po klucze.
- Dobrze, panie dowódco - „może będzie miała coś do jedzenia?"- pomyślał. W końcu kucharz dalej mu nie dawał pełnych posiłków.
- A. I nie podjadaj więcej u Konan. Otruje Cie kiedyś....
- A... do-obrze - mruknął zawiedziony. Jakby na komendę zaburczało mu w brzuchu. Wbił sobie łokieć w żołądek.
- Nie bij się.... samo okaleczanie w wojsku jest traktowane jak dywersja przeciwko jednostce. - zaśmiał się krótko.
- Bywa - mruknął znów słysząc, jak jego brzuch zostaje konfidentem.
Pain nic nie odpowiedział. Patrzył na niego przez chwilę po czym ponownie wbił wzrok w długi korytarz przed sobą.
Przechodząc przez próg budynku dowództwa, Itachi potknął się i upadł twarzą na ziemię.
- Cholera - mruknął. - "Znowu się źle czuję" - pomyślał i zaczął kaszleć aż końcówki jego włosów zaczęły podskakiwać wokół jego twarzy.
- Jesteś skończoną niedojdą Uchiha - warknął ale zaraz pochylił sie nad nim z troską i objął w tali, chwycił jego ramię pomagając mu się wyprostować. - Już w porządku...?
- Thak~ - odkaszlnął. wypluł krew i zaczął patrzeć na plamę na ziemi - Cholera - mruknął. Od lat nie krwawił.
- „Co z nim?"- Delikatnie odgarnął mu włosy z twarzy i spojrzał z uwagą na jego twarz - Jesteś na coś chory Uchiha, czy to tylko zmęczenie?
-Zmęczenie, panie dowódco...
- Na pewno ?
- Raczej
Podniósł go do pozycji stojącej ale nie puścił.
- Przeszedłeś badania podczas rekrutacji ?
-Tak - mruknął - nawet dużo.
Skoro zaakceptowali go to nie mógł mieć jakiś problemów zdrowotnych...
- Musisz wziąć się w garść szeregowy... nie wybrzydzaj i jedz ile możesz... śpij a nie pałętasz się po nocach. - Zdecydowanie nie powinien być tak blisko niego... czuł że robi mu się gorąco.
-Wczoraj to był wyjątek, proszę dowódcy. A jem tyle ile mi dają - wzruszył ramionami - Nie wybrzydzam, bo nie ma z czego. A skoro nie mogę opuszczać jednostki... A z resztą i tak kasy nie mam - znów wzruszył ramionami. W ogóle nie zauważył, że dowódca dalej go trzyma. miał na to wy....rąbane.
-Inni żołnierze radzą sobie a ty ucz się robić podobnie... nie chciałbym aby coś ci się stało - przyciągnął go jeszcze bliżej siebie.
Itachi teraz poczuł. Zrobiło mu się gorąco, jednak nie chciał mieć znowu zryp od dowódcy.
- Radzą. Ale jak mnie kucharz nienawidzi, to nic nie poradzę. A brat mi nic nie przyśle, bo mnie nie lubi.
-Na boga... to dowiedz się kiedy kucharz wychodzi na przerwę i zarywaj do kucharek, proś o większe posiłki skoro głodujesz przy standardowym przydziale. - nie skupiał się na tym co mówi bardziej interesowała go jego własna dłoń która dotykała przedramienia chłopaka tym samym odsłoniętej przez podwinięte rękawy skóry... albo ta druga która obejmowała bruneta nieco niżej w tali.
- Jeżeli standardowym przydziałem jest połowa tego, co dostaje reszta, to ja dziękuję, postoję. Kucharki wywaliły mnie tydzień temu za samo pytanie o to, czy dadzą mi szmatkę, by wytrzeć rozlaną wodę. Też mnie cholery nie lubią - mruknął, czując, że dotyk palców dowódcy zaczyna go palić.
-Użalasz się nad sobą... Niby z jakiej racji mieliby ci dawać połowę posiłku ? - przysunął go jeszcze bliżej siebie. Bardziej go teraz przytulał niż podtrzymywał.
- Yhm... Kucharz mnie nie lubi? Porównując moje posiłki i posiłki na przykład Kisame, to moje są o wiele skromniejsze. Jak on dostanie pełną menażkę zupy, ja dostaję połowę mniej. nie mówiąc już o tym, że odkąd tu jestem to chyba raz coś pływało, kiedy reszcie zdarza się to nader często - wzruszył ramionami ponownie. Dowódca był niebezpiecznie blisko, jednak Itachi nie chciał go odtrącać. Od dowódcy biło swego rodzaju ciepło, które było przyjemne dla jego skóry.
- Porozmawiam z kucharzem... nie będzie już uprzykrzał Ci życia. - to wyglądałoby dziwnie... dwóch mężczyzn siedzących na podłodze z czego jeden nie dwuznacznie obejmuje drugiego... owszem to byłoby dziwne... ale przecież była już późna noc... i nikogo nie było...
- Uhm.. Dziękuję, panie dowódco.... - mruknął, rumieniąc się bardziej, zdając sobie sprawę w jakiej znalazł się sytuacji. Obejmuje go jego własny dowódca, siedzą w ciemnym korytarzu, właśnie jeden z jego problemów się rozwiązał... żyć nie umierać.
- Yhm... - nie mógł się powstrzymać.. tak bardzo chciał go poc... to było trudne i kosztowało go wiele wysiłku. Skoro Madara nie miał prawa go molestować to dlaczego on miałby się do tego posunąć?
Itachi przymknął oczy. Zaczął się bawić chustką, która wisiała mu dalej na szyi.
- "Cholera, byleby nie zwrócił uwagi na długość moich włosów, bo je znowu zetnie" - pomyślał, o błahostce.
Pain puścił go i odsunął się o krok. Odchrząknął.
- Yhm... Tylko nie myśl sobie że wszędzie będziesz mógł liczyć na pomoc. - Za jego czasów Madara żądał zapłaty.... yhm i nadal żąda.
- Nie liczę na to, panie dowódco - odparł, ściągając chustkę. Zaczął się z nią mocować. Za mocno ją zawiązał i nie mógł jej ściągnąć.
- Po co nosisz tę Bandamę ... i tak wiem że włosy ci odrosły a ty ich nie ścinasz. - popsuł mu się humor, i to bardzo.
- Z-z przyzwyczajenia - mruknął, dalej nie mogąc sobie poradzić z chustką - cholerny węzeł - dodał cicho.
- Na boga... - złapał za materiał na jego szyi i rozwiązał chustę.
-Dz-dziękuję - wymruczał, robiąc się czerwony jeszcze bardziej.
Widok jego słodkiej zmieszanej twarzy przeciągnął szalę... Dowódca nachylił się do niego i pocałował w policzek.
Szeregowy otworzył mocno oczy w zdziwieniu. Spojrzał na dowódcę mimo panującego półmroku. Patrzył się na niego nierozumiejącym wzrokiem.
Pomarańczowo włosy odsunął się od niego jakby nigdy nic i ruszył korytarzem.
- Idziesz ? - pytał. Ita spojrzał za nim, po czym potrząsnął głową.
- Idę - powiedział i ruszył za dowódcą.
- "To nie tak, że jestem skończonym idiota... zwyczajnie jestem tu (prawie) szefem i wolno mi więcej... tak dokładnie tak~~ " - pomyślał. Kiedy doszli do odpowiedniego pokoju pożegnał się i kulturalnie życząc dobrej nocy znikł brunetowi z oczu.
Itachi chciał jeszcze na moment zatrzymać dowódcę, ale nie zdążył. Wszedł więc do pokoju i cichcem położył się spać.
- Panie dowódco~ więcej~ - mruknął przez sen. Kisame akurat nie spał i słyszał te słowa a nawet więcej z ust współlokatora. Uśmiechnął się szeroko do siebie. Ot będzie miał do opowiadania.
*~*~*~*~*~*

Potyrałam z deczka Itachiego... Biedny chłopak >.>"

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny blog. Masz ciekawe opowiadania. Jak dodasz nowy post napisz mi wjadomość na blogu www.wampirzyca-marza.e-blogi.pl albo na e-mail wampirzyca884@interia.pl z góry dziękuje
    Będe zaglądać częściej

    OdpowiedzUsuń