Madara szedł sobie właśnie elegancko
wysprzątanym placem apelowym. był szczęśliwy i zadowolony ja
zawsze.... bo przecież każdy dzień obfitował w tyle...
przyjemności.
Itachi musiał przebiec przez plac
apelowy. W końcu była to najkrótsza droga do dowódcy, a był już
spóźniony. Wybiegł z koszar na wpół ubrany, po drodze jeszcze
zakładając koszulkę i bluzę i nagle na kogoś wpadł.
- Przepraszam, śpieszę się...
-O! Itachi? - zapytał niskim głosem
wyszczerzając usta w diabolicznie szerokim uśmiechu. chwycił go za
ramię. - Nie poznajesz mnie kochanie?
Ita zrobił wielkie oczy, po czym
odtrącił jego rękę.
- Zboczeniec - mruknął pod nosem
patrząc na niego spod byka.
- Słucham? Dlaczego tak niegrzecznie
się ze mną witasz Łasiczko? - nie przestał się uśmiechać.
Niechęć bruneta rozbawiła go jeszcze bardziej. Wiedział że
Itachi jest w pobliżu ostatecznie sam mu załatwił to
przeniesienie. Najzwyczajniej w świecie nie miał do tej pory czasu
by odwiedzić bratanka. - Nie tęskniłeś? dawno się nie
widzieliśmy...
- Jakoś nie. Po ostatnim spotkaniu
przez tydzień nie mogłem spać. A teraz proszę pozwolić, śpieszę
się - odparł i odwrócił się w kierunku budynku dowództwa.
Madara objął go od tyłu nie
pozwalając odejść chłopakowi.
- Nie mogłeś spać? Naprawdę? A
dokąd to tak ci śpieszno?
-Jestem spóźniony~! - wrzasnął
lekko zaskoczony. Choć po chwili sam przed sobą stwierdził, że
powinien się takiego zachowania spodziewać.
-Nie nie jesteś... - wymruczał
chuchając mu gorącym oddechem na kark.
Itachi chciał się wyrwać, ale
wiedział, że z jego siła, to daremne.
- Kurna~! Zostaw mnie! - zaczął
wrzeszczeć na całe gardło.
- Ciszej... kochanie. - ścisnął go
mocniej w klatce piersiowej uniemożliwiając mu tym oddychanie.- i
tak ci to nic nie da.
Ita zaczął się dusić i krztusić.
Nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Znów daremnie
spróbował się wyrwać.
Madara pozwolił mu swobodniej
zaczerpnąć powietrza ale nie puścił go.
- Masz racje to nie odpowiednie
miejsce... Przyjdziesz do mnie dzisiaj wieczorem ?
Itachi gwałtownie wciągnął
powietrze, po czym pokręcił energicznie głową przecząc.
-Jeżeli nie przyjdziesz... będę
bardzo niezadowolony... wiesz co to znaczy prawda? - wymruczał
udając ton zasmuconego dziecka.
Wzdrygnął się. Wiedział, aż za
dobrze. Ale był cholernie niewyspany, po odwiedzinach u nadzorczyni.
Miał ogromną nadzieję, że uda mu się wyspać tej nocy.
-Wiem - mruknął cicho.
-A wiec czekam na ciebie o
dwudziestej... - puścił go i pomaszerował szybko do koszar.
Szeregowy nawet nie spojrzał w jego
stronę, tylko rzucił się biegiem do dowódcy. Krztusząc się od
biegu i trochę po podduszeniu przez wujka, Otworzył drzwi i wysapał
meldunek.
Pain spojrzał na niego zaskoczony
stanem w jakim stawił się przed nim chłopak.
-Ym... rozumiem. To wszystko?
-Thak... Phanhie... dowhódhco... -
wysapał.
-A wyjaśnisz mi chociaż swój...
dziwny stan?
-Bhieghłem... - mruknął. Nie chciał
wspominać o podduszeniach, ale momentalnie złapał się za miejsce,
gdzie Madara go trzymał. Wiedział, że już ma siniaka. Skrzywił
się na sama myśl.
-Tylko to? - stan chłopaka zaniepokoił
go. Wstał z siedzenia i obszedł biurko stając przed nim. - Dyszysz
jakby ktoś cie co najmniej dusił....
-Khe - na twarzy Uchihy przez moment
pojawił się cień zgody, po czym lekko pokręcił głową.
- Rozbierzcie się z górnej garderoby
szeregowy....
Ita zdziwił się przez moment, ale
wykonał rozkaz. ściągnął bluzę i koszulkę. Teraz na światło
dzienne wyszła jego szczupła, niemalże trupia postura z wielkim
znakiem wcześniejszego podduszania. Opuścił głowę.
Pain domyślał się co zobaczy ale nie
sądził że wzbudzi to w nim takie emocje. nie oburzył go fakt że
Madara skrzywdził chłopaka a raczej samo wyobrażenie że mogliby
być tak blisko. Odwrócił się twarzą do okna zachowując
neutralna mimikę.
- Ubierz się... i...i trzymaj się z
daleka od kłopotów.
Szeregowy szybko założył koszulkę i
zaczął zakładać bluzę.
- Panie dowódco... - zaczął cicho.
- Tak? - spojrzał na niego z trudem
zachowując powagę.
-Czy... - chciał zapytać, czy może
prosić o jakąś poradę, dostać jakąś pomoc. czy da się
cokolwiek zrobić, by nie musiał iść dzisiaj do Madary... - mogę
już iść?
Zawahał się. Widział ze brunet
chciał zapytać o coś zupełnie innego ale po chwili pokiwał
przyzwalająco głową.
- Zaczekaj...- powiedział po chwili.
- Hm...?
Dowódca spojrzał gdzieś w bok, nie
wiedział co dokładnie chce powiedzieć.
- Chciałeś zapytać o coś innego.
Bądź ze mną szczery...
- Uhm... - Itachi spojrzał gdzieś w
bok - Nie... Ale... Czy ma pan dla mnie jakieś zadanie na dzisiejszą
noc? Cokolwiek? - przymknął oczy i ziewnął rzez nos.
- Wyglądasz na zmęczonego, nie będę
cie zamęczał. - stwierdził starając się by zabrzmiało to
szorstko.
- Proszę, panie dowódco - odparł
nader szybko.
- .... - szybka konsternacja - wiem że
wczoraj łaziłeś gdzieś po nocy, powinieneś dostać za to jakąś
paskudną i wymyślną naganę ale będę miłosierny i możesz
uporządkować akta w moim biurze... nawet Konan nie chce tego
zrobić.... - bał się że Madara niezwłocznie dobierze się do
swojego bratanka a tego w niezrozumiały sposób starał się
uniknąć. Komendant był nieprzewidywalny... zdolny do wielu rzeczy
ale wszystko ma swoje granice...
-Dziękuję panie dowódco. O której
się mam stawić?
- Zaraz po kolacji... im szybciej tym
lepiej
Itachi był zmęczony. Jednak szedł do
dowódcy już wpół do dwudziestej. Zrobiłby wszystko, by tylko nie
spędzić tego czasu z wujkiem. Przed drzwiami poprawił włosy pod
chustką, po czym zapukał i wszedł do środka .
- Panie dowódco, melduję gotowość
do przystąpienia do pracy
- Yhm... zajmij się tym - Rudy nie
spojrzał na niego. pochylał się nisko nad aktualnymi rozkazami do
potwierdzenia. wolnym ruchem ręki wskazał mu pudła z wiekową
makulaturą. - Poukładajcie to wedle dat szeregowy....
Skinął głową i podszedł do pudła..
Otwierając zakrztusił się kurzem.
- Czyli ja zgaduję, że to sprzed
potopu szwedzkiego? - zapytał.
- Albo i jeszcze starsze.... - mruknął
uśmiechając się do niego lekko.
-Czyli może mi grozić śmierć przez
pylicę? - zadał pytanie retoryczne, po czym zdjął chustkę z
głowy i zawiązał ją sobie na twarzy niczym lekarz przed operacja
zakłada maskę i zaczął wyciągać papierzyska - Siedemnasty
kwietnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt. - przeczytał na
głos - sprawozdanie z porządków w magazynie - spojrzał na podpis
- Nagato Yoihi.
- Nie masz czytać tych rozkazów tylko
je segregować! - krzyknął nagle Pain.
-Przepraszam, panie dowódco. - odparł
niemal skruszony. - Ale to było interesujące. To chyba ostatni raz,
kiedy było sprzątane...
- Chyba tak... nie zajmuj sie takimi
pierdołami Uchiha.... - odparł, starając się, by jego ton nie
brzmiał zbyt podejrzanie.
- Dobrze, panie dowódco - mruknął i
zaczął porządkować. Nie odzywał się, tylko od czasu do czasu
kasłał od kurzu. Już po trzech godzinach trzy czwarte pracy miał
skończone. Wstał na chwilę z klęczek i wygiął się by
strzyknęło mu w kościach. Za długo siedział pochylony.
Pain upił łyk kawy i po tym jak
usłyszał przeciągającego się chłopaka wraz z wszystkimi jego
kośćmi zmieniającymi położenie, spojrzał na zegarek.
- Jest już późno, skończyłeś ?
-Jeszcze nie, panie dowódco. Jeszcze
zostało trochę. - odparł na powrót siadając do pracy.
- Zostaw to już.... dokończysz innym
razem.
-Ale została jeszcze jedna czwarta -
odparł, po czym delikatnie ziewnął.
Pain spojrzał na niego z ukosa.
- Powiedziałem że skończysz to
później a teraz masz się położyć spać... jutro odbędzie się
typowanie kandydatów na najbliższą misję, wątpię byś był
brany pod uwagę szeregowy ale i tak nie powinieneś tego lekceważyć.
-Czy jestem dla pana upierdliwy, panie
dowódco?
- "Oczywiście że nie jesteś
Itachi, zostań tu jak najdłużej byle tylko Madara nie położył
na tobie swoich obślizgłych łap...! " - pomyślał, jednak na
głos powiedział - Trochę szeregowy, jesteście
- Uhm... W takim razie idę. - "Na
pastwę losu wujkowi, jak mnie zobaczy" - Dobranoc, panie
dowódco.
Pain podniósł się gwałtownie za
biurka.
- Idziemy w jednym kierunku odprowadzę
cię do pokoju. yh. - chciał szybko wytłumaczyć nagła żarliwość.
Uchiha, lekko zdziwiony podniósł
brew, po czym skinął głową i ruszył za dowódcą.
- A wiec... - zaczął dowódca idąc
obok niego korytarzem - skończysz te papiery jutro ?
-Oczywiście. O której mam zacząć?
- Właściwie kiedy chcesz... Nie
będzie mnie od rana więc zgłoś się do Konan po klucze.
- Dobrze, panie dowódco - „może
będzie miała coś do jedzenia?"- pomyślał. W końcu kucharz
dalej mu nie dawał pełnych posiłków.
- A. I nie podjadaj więcej u Konan.
Otruje Cie kiedyś....
- A... do-obrze - mruknął
zawiedziony. Jakby na komendę zaburczało mu w brzuchu. Wbił sobie
łokieć w żołądek.
- Nie bij się.... samo okaleczanie w
wojsku jest traktowane jak dywersja przeciwko jednostce. - zaśmiał
się krótko.
- Bywa - mruknął znów słysząc, jak
jego brzuch zostaje konfidentem.
Pain nic nie odpowiedział. Patrzył na
niego przez chwilę po czym ponownie wbił wzrok w długi korytarz
przed sobą.
Przechodząc przez próg budynku
dowództwa, Itachi potknął się i upadł twarzą na ziemię.
- Cholera - mruknął. - "Znowu
się źle czuję" - pomyślał i zaczął kaszleć aż końcówki
jego włosów zaczęły podskakiwać wokół jego twarzy.
- Jesteś skończoną niedojdą Uchiha
- warknął ale zaraz pochylił sie nad nim z troską i objął w
tali, chwycił jego ramię pomagając mu się wyprostować. - Już w
porządku...?
- Thak~ - odkaszlnął. wypluł krew i
zaczął patrzeć na plamę na ziemi - Cholera - mruknął. Od lat
nie krwawił.
- „Co z nim?"- Delikatnie
odgarnął mu włosy z twarzy i spojrzał z uwagą na jego twarz -
Jesteś na coś chory Uchiha, czy to tylko zmęczenie?
-Zmęczenie, panie dowódco...
- Na pewno ?
- Raczej
Podniósł go do pozycji stojącej ale
nie puścił.
- Przeszedłeś badania podczas
rekrutacji ?
-Tak - mruknął - nawet dużo.
Skoro zaakceptowali go to nie mógł
mieć jakiś problemów zdrowotnych...
- Musisz wziąć się w garść
szeregowy... nie wybrzydzaj i jedz ile możesz... śpij a nie
pałętasz się po nocach. - Zdecydowanie nie powinien być tak
blisko niego... czuł że robi mu się gorąco.
-Wczoraj to był wyjątek, proszę
dowódcy. A jem tyle ile mi dają - wzruszył ramionami - Nie
wybrzydzam, bo nie ma z czego. A skoro nie mogę opuszczać
jednostki... A z resztą i tak kasy nie mam - znów wzruszył
ramionami. W ogóle nie zauważył, że dowódca dalej go trzyma.
miał na to wy....rąbane.
-Inni żołnierze radzą sobie a ty ucz
się robić podobnie... nie chciałbym aby coś ci się stało -
przyciągnął go jeszcze bliżej siebie.
Itachi teraz poczuł. Zrobiło mu się
gorąco, jednak nie chciał mieć znowu zryp od dowódcy.
- Radzą. Ale jak mnie kucharz
nienawidzi, to nic nie poradzę. A brat mi nic nie przyśle, bo mnie
nie lubi.
-Na boga... to dowiedz się kiedy
kucharz wychodzi na przerwę i zarywaj do kucharek, proś o większe
posiłki skoro głodujesz przy standardowym przydziale. - nie skupiał
się na tym co mówi bardziej interesowała go jego własna dłoń
która dotykała przedramienia chłopaka tym samym odsłoniętej
przez podwinięte rękawy skóry... albo ta druga która obejmowała
bruneta nieco niżej w tali.
- Jeżeli standardowym przydziałem
jest połowa tego, co dostaje reszta, to ja dziękuję, postoję.
Kucharki wywaliły mnie tydzień temu za samo pytanie o to, czy dadzą
mi szmatkę, by wytrzeć rozlaną wodę. Też mnie cholery nie lubią
- mruknął, czując, że dotyk palców dowódcy zaczyna go palić.
-Użalasz się nad sobą... Niby z
jakiej racji mieliby ci dawać połowę posiłku ? - przysunął go
jeszcze bliżej siebie. Bardziej go teraz przytulał niż
podtrzymywał.
- Yhm... Kucharz mnie nie lubi?
Porównując moje posiłki i posiłki na przykład Kisame, to moje są
o wiele skromniejsze. Jak on dostanie pełną menażkę zupy, ja
dostaję połowę mniej. nie mówiąc już o tym, że odkąd tu
jestem to chyba raz coś pływało, kiedy reszcie zdarza się to
nader często - wzruszył ramionami ponownie. Dowódca był
niebezpiecznie blisko, jednak Itachi nie chciał go odtrącać. Od
dowódcy biło swego rodzaju ciepło, które było przyjemne dla jego
skóry.
- Porozmawiam z kucharzem... nie będzie
już uprzykrzał Ci życia. - to wyglądałoby dziwnie... dwóch
mężczyzn siedzących na podłodze z czego jeden nie dwuznacznie
obejmuje drugiego... owszem to byłoby dziwne... ale przecież była
już późna noc... i nikogo nie było...
- Uhm.. Dziękuję, panie dowódco....
- mruknął, rumieniąc się bardziej, zdając sobie sprawę w jakiej
znalazł się sytuacji. Obejmuje go jego własny dowódca, siedzą w
ciemnym korytarzu, właśnie jeden z jego problemów się
rozwiązał... żyć nie umierać.
- Yhm... - nie mógł się
powstrzymać.. tak bardzo chciał go poc... to było trudne i
kosztowało go wiele wysiłku. Skoro Madara nie miał prawa go
molestować to dlaczego on miałby się do tego posunąć?
Itachi przymknął oczy. Zaczął się
bawić chustką, która wisiała mu dalej na szyi.
- "Cholera, byleby nie zwrócił
uwagi na długość moich włosów, bo je znowu zetnie" -
pomyślał, o błahostce.
Pain puścił go i odsunął się o
krok. Odchrząknął.
- Yhm... Tylko nie myśl sobie że
wszędzie będziesz mógł liczyć na pomoc. - Za jego czasów Madara
żądał zapłaty.... yhm i nadal żąda.
- Nie liczę na to, panie dowódco -
odparł, ściągając chustkę. Zaczął się z nią mocować. Za
mocno ją zawiązał i nie mógł jej ściągnąć.
- Po co nosisz tę Bandamę ... i tak
wiem że włosy ci odrosły a ty ich nie ścinasz. - popsuł mu się
humor, i to bardzo.
- Z-z przyzwyczajenia - mruknął,
dalej nie mogąc sobie poradzić z chustką - cholerny węzeł -
dodał cicho.
- Na boga... - złapał za materiał na
jego szyi i rozwiązał chustę.
-Dz-dziękuję - wymruczał, robiąc
się czerwony jeszcze bardziej.
Widok jego słodkiej zmieszanej twarzy
przeciągnął szalę... Dowódca nachylił się do niego i pocałował
w policzek.
Szeregowy otworzył mocno oczy w
zdziwieniu. Spojrzał na dowódcę mimo panującego półmroku.
Patrzył się na niego nierozumiejącym wzrokiem.
Pomarańczowo włosy odsunął się od
niego jakby nigdy nic i ruszył korytarzem.
- Idziesz ? - pytał. Ita spojrzał za
nim, po czym potrząsnął głową.
- Idę - powiedział i ruszył za
dowódcą.
- "To nie tak, że jestem
skończonym idiota... zwyczajnie jestem tu (prawie) szefem i wolno mi
więcej... tak dokładnie tak~~ " - pomyślał. Kiedy doszli do
odpowiedniego pokoju pożegnał się i kulturalnie życząc dobrej
nocy znikł brunetowi z oczu.
Itachi chciał jeszcze na moment
zatrzymać dowódcę, ale nie zdążył. Wszedł więc do pokoju i
cichcem położył się spać.
- Panie dowódco~ więcej~ - mruknął
przez sen. Kisame akurat nie spał i słyszał te słowa a nawet
więcej z ust współlokatora. Uśmiechnął się szeroko do siebie.
Ot będzie miał do opowiadania.
*~*~*~*~*~*
Potyrałam z deczka Itachiego... Biedny chłopak >.>"
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńFajny blog. Masz ciekawe opowiadania. Jak dodasz nowy post napisz mi wjadomość na blogu www.wampirzyca-marza.e-blogi.pl albo na e-mail wampirzyca884@interia.pl z góry dziękuje
OdpowiedzUsuńBęde zaglądać częściej